dziecko czy szukanie pracy

27.09.05, 13:55
Witam, mam 25 lat skończyłam studia i nie mogę znależć pracy...to nie dziwne w naszym kraju :( Nie wiem kiedy ją znajdę, a bardzo chcę mieć dziecko. Nie jestem zwolenniczką czekania do ostatniej chwili, zwłaszcza że zegareczek cyka tika:)Mój partner pracuje, ale z jego pensyjki będzie ciężko :( Nie wiemy co robić...chcielibyśmy a sie boimy...co myślicie?
    • pumka10 Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 14:03
      szukaj pracy- taka moja rada..nieustabilizowana sytauacja finansowa moze rodzi
      ogromne flustracje. chyba lepiej troche poczekac dla dobra wszystkich, takze
      przyszłego dziecka. mam tyle lat co Ty, tez bardzo czesto mysle o dziecku, ale
      niestety to jeszczee nie jest mozliwe-przeszkada sa wzgledy finansowe..
    • gracuuja Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 14:03
      ja bym chyba jednak dalej szukała pracy... za kilka lat po urodzeniu dziecka
      tym bardziej bedzie ci trudno... :(
      to nie łatwa i na pewno mało przyjemna sprawa... :(
      ale jak sama piszesz... takie są realia...
      dziecko na pewno nie będzie ułatwiało sprawy... :(

      a z tym zegareczkiem... juz nie przesadzaj... za 10 lat to będzie na ostatnią
      chwilę... :)
      a teraz... niech sobie tyka w spokoju... :)))

      ja mam 26 lat...
      a dziecko (a nawet w planach jest ich dwójka) planujemy za jakieś 2-3 lata... :)
    • moboj Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 15:18
      skoro sama piszesz, że nie utrzymacie się z pensji Twojego faceta to chyba
      odpowiedź jest jasna.
      a 25 lat to jeszcze nie stówa, bez przesady.
    • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 15:21
      Praca zdecydowanie. Gdyby facet dobrze zarabiał to co innego. Bez jaj, masz 25
      lat a nie 35. Gdzie tu widzisz tykanie?
      • naise Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 16:20
        Mamy podobny dylemat, tyle że ja jestem młodsza i jeszcze w trakcie studiów.
        Poczytałam forum emama o problemach z pracą szczególnie polecam tematy:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=29378022&a=29378022
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=29208904&a=29208904
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=25583238&s=0
        Wiele tam wypowiedzi mam , a także przyszłych mam szukających pracy. Niestety
        przeważa więcej wypowiedzi kobitek które nie mogą znaleźć pracy bo:
        1. są potencjalnymi matkami
        2. mają dzieci
        I sama jestem w kropce, bo nie satysfakcjonuje mnie praca na kasie w markecie :/
        • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 18:38
          Zależy co kto umie i jakiej pracy szuka. Nigdy nie miałam problemu ze
          znalezieniem pracy. Bez znajomości, dzwoniłam z ogłoszenia, szłam na rozmowę i
          już. Zaraz zaczynam pracę w systemie weekendowym i jakoś fakt, że mam małe
          dziecko nikomu nie przeszkadza.
          • semijo Re: Triss.. 27.09.05, 19:44
            triss_merigold6 napisała:

            > Zależy co kto umie i jakiej pracy szuka. Nigdy nie miałam problemu ze
            > znalezieniem pracy. Bez znajomości, dzwoniłam z ogłoszenia, szłam na rozmowę
            i
            > już. Zaraz zaczynam pracę w systemie weekendowym i jakoś fakt, że mam małe
            > dziecko nikomu nie przeszkadza.


            Pewnie z Warszawy jesteś...zgadałam? Jeśli tak to pojedź do troche mniejszego
            miasta i tam się sprawdz, może wtedy ci się perspektywa zmieni...

            co do wątku zgadzam się z resztą- najpierw praca
            • kinia2504 Re: Triss.. 27.09.05, 19:54
              Dzięki za rady...dają do myślenia, nie jestem z Wawy! i perspektywa jest naprawde minimalna w mieścinach małych wiem o tym:(
          • kinia2504 Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 19:51
            no to szczęściara jesteś, że tak szybko znajdujesz prace, ale własnie zależy czego kto szuka...:)
            • naise Re: dziecko czy szukanie pracy 27.09.05, 23:47
              Ja jestem z Warszawy - wcale nie jest łatwiej, chyba że ktoś ma znajomości,
              albo dużego farta i doświadczenie (a skąd studentka ma mieć doświadczenie -
              jestem w trakcie studiów - zaocznych). Mam większe ambicje niż praca na taśmie
              czy w markecie na kasie (w dodatku na czas określony lub na umowę zlecenie) a
              na razie tylko to mi zaproponowano :(
              • mayya2 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 28.09.05, 00:20
                ja na Twoim miejscu postaralabym sie jak najszybciej o dziecko. Przeciez masz
                juz 25 lat i to Twoja ostatnia chwila. Potem szanse sa zerowe. Poza tym rodzina
                juz pewnie plotkuje, ze jestes stara i juz niestety nie mozesz zajsc w ciaze.
                Pewnie wszystkie Twoje kolezanki wpadly w wieku 17 lat a Ty jeszcze nie masz
                dziecka? Ja na Twoim miejscu juz zaczelabym sie rozgladac za sztucznym
                zaplodnieniem bo w wieku 25 lat szanse na normalne zajscie w ciaze sa nikle.
                Moze powinnac zaczac juz brac srodki na plodnosc bo w Twoim przypadku, masz
                tyle lat i jeszcze nawet jednego dziecka nie poczelas.. Wstydz sie !!!!

                Po co Ci praca? Maz przeciez bedzie tyral na Ciebie i dziecko, poza tym zawsze
                mozna zwalic sie na barki tesciow, mamusi i tatusia.
                • kinia2504 Re: !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 28.09.05, 09:08
                  no ostre to było...ironiczne niestety a nie o to tu chodzi. 25 lat to wiek najlepszy i optymalnyna rodzenie dzieci im póżniej tym troszeczke gorzej, a ja nie jestem najlepszego zdrowia. To ze wszystkie koleżanki zachodza w ciąże oczywiście troszkę boli, ze ja na dziecko pewnie ze 2 lata jeszcze poczekam, zazdrości nie ukrywam. Na znalezienie pracy szczerze licze, nie uważam sie za głupią dziewczynę ( juz bylaby kołyska i suchar na obiad), więc schowaj swoją szyderczość do kieszeni mayya2...pozdrawiam
              • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 10:47
                Co Ty powiesz? Pracowałam będąc na studiach dziennych na dwóch kierunkach.
                Dorywczo oczywiście. Było krótkie kelnerowanie w klubie, tłumaczenia,
                korepetycje, redakcja tekstów, researching, pisanie artykułów, potem
                prowadzenie kursów dla maturzystów.
                Od końca studiów podejmowałam prace wyłącznie w swoim zawodzie i to takie jakie
                mi odpowiadały.
                Jakoś nie musiałam dokonywać wyboru między siedzeniem przy kasie sklepowej a
                pracą na taśmie w fabryce.
                • naise Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:12
                  No niestety praca w barze mnie nie satysfakcjonuje :/ Korepetycji dawać
                  niestety nie mogę, bo nie czuję sie na siłach aby przekazywać komuś swoją
                  wiedzę (uważam że muszę ją jeszcze sporo uzupełnić), języków nie znam w takim
                  stopniu aby robić tłumaczenia (tyczy się to również korepetycji).
                  Interesuje mnie praca recepcjonistki, sekretarki, pomoc biurowa itp,
                  generalnie coś co będę mogła wpisać do CV i traktować jako doświadczenie, bo co
                  z tego że opiekowałam się dziećmi skoro moich przyszłych pracodawców raczej
                  interesować to nie będzie, bo nijak nie wykorzystam tego w swoim zawodzie :/
                  Może Triss byłaś jedną z tych młodych, utalentowanych, wykształconych i z
                  doświadczeniem bo ja mimo dobrych chęci pracy znaleźć nie mogę (no cóż pewniem
                  mało inteligentna i ograniczona,co? pewnie dlatego że zastanawiam się nad
                  wyborem: dziecko czy praca i to jeszcze w młodym wieku), choć fakt jeszcze rok
                  temu podchodziłam do tego tematu z duużo mniejszym zaangażowaniem, z czasem
                  zmieniają się poglądy i plany. Nawiązując do wątku autorki, na jednym ze
                  spotkań, na które zaproszono mnie w związku z rekrutacją na stanowisko
                  recepcjonistki zapytano mnie właśnie o rodzinę i moje plany.
                  • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:17
                    naise, ostatnio uczestniczyłam w rekrutacji na stanowisku sekretarki do naszego
                    działu. Praca stabilna, niezłe wynagrodzenie. Na miejsce mieliśmy ponad 70
                    zgłoszeń. Pierwsze sito przeszło 30. Do finału dotarło 5 dziewczyn. Wszystkie
                    spełniały kryteria i miały właściwie identyczne wykjształcenie i doświadczenie
                    zawodowe. I wiesz co zadecydowało o wyborze zwyciężczyni??? Właśnie praca przez
                    rok jako opiekunki do dziecka (zaraz po studiach) z referencjami od pracodwaców
                    (czyli listem od rodziców dziecka o knadydytce na naszą sekretarkę.
                    także nie pisz, że baby sitter jest bez sensu.
                  • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:22
                    Sądzisz, że mnie satysfakcjonowało noszenie tac z drinkami i piwem do 3 nad
                    ranem? Zwyczajnie, chodziłam zarabiać pieniądze a w międzyczasie szukałam
                    czegoś bardziej pasującego.
                    Doświadczenie rzecz nabyta więc trudno żebym się legitymowała doświadczeniem na
                    III roku studiów. IMO dobrze jest szukać czegoś związanego z kierunkiem
                    studiów, przynajmniej można pracować zgodnie z zainteresowaniami.
                    Aha, może współpraca z organizacją pozarządową? Ciekawe, a bywa, że przywoicie
                    płatne.
                    • mili2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:42
                      Niestety mój kierunek jest raczej niezbyt popularny, nie jest to ani ekonomia
                      ani zarządzanie, ani psychologia itp. Wiem że w moim zawodzie są problemy ze
                      znalezieniem pracy, zwykle w tej brażny (rolniczej - uogólniając) jak już
                      pojawia się ogłoszenie to poszukują osoby z doświadczeniem. Zastanawiam się też
                      nad pracą w szkole, ale do tego muszę mieć wykształcenie pedagogiczne, które
                      zamierzam zdobyć po obronieniu pracy licencjackiej. Wiadomo że zawsze można
                      pracować nie w zawodzie, ale na razie nie jestem do niczego innego
                      przystosowana, planuję co prawda skończyć jakieś kursy żeby mieć wyjście
                      awaryjne, ale z kasą cienko (prawie wszystko idzie na studia, ksiażki,
                      materiały pomocniecze itp), poza tym pracując 'dorywczo' tu i tam nie ma
                      stabilizacji i dochodzi element stresu. Dlatego zastanawialiśmy sie z M czy nie
                      lepiej teraz zdecydować się na dziecko, skoro pracy i tak nie ma, a za 2-3 lata
                      jak już studia będę miała skończone, dzidzia odchowana, a ja będe mogła
                      spokojnie do pracy iść.
                      Ale wróćmy do tematu, bo nie chcę żeby zabrzmiało że sie nad sobą użalam.
                      • mili2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:45
                        Nie dopisałam: czy myślicie że ten pomysł (z dzieckiem na studiach) ma rację
                        bytu??
                        Dodam że nasza sytuacja ogólnie nie jest bardzo zła, pisałam tylko o sobie. On
                        pracuje na czarno (lub na umowę zlecenie), z pieniędzmi różnie bywa - raz
                        lepiej raz gorzej, trochę pomagają rodzice. Niebawem się wyprowadzamy na swoje.
                        Co myślicie?
                      • kinia2504 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:58
                        Mili2005,tez jestem po kierunku pośrednio rolniczym wiec cie rozumiem, z praca jest kiepsko, pomimo ze mam skończony kurs pedagogiczny i moge uczyc w szkole, mam tez doswiadczenie w laboratorium. Słaba znajomosc jezyka mi nie pomaga, ale ucze sie wiec mam nadzieje, ze bedzie lepiej :)Z moich obserwacj wynika, ze dziewczyny , które porodziły na studiach, kończąc je maja odchowane dzidziusie...więc cos w tym jest. wychowywanie dziecka w akademiku nie jest proste, widziałam na własne oczy. Są też plusy...zawsze znajdzie sie jakas koleżanka, co zostanie z maluszkiem...pozdrawiam i powodzenia
                        • mili2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 12:08
                          Nie mieszkam w akademiku. Mieszkam jeszcze z rodzicami, niedługo wyprowadzamy
                          się z M do siebie. Będziemy mieć do rodziców kilka przystanków, ale wiesz
                          kiniu2504 to trudna decyzja z jednej strony chcesz dla dziecka wszystkiego co
                          najlepsze, chcesz żeby miało dobrze i łatwo w życiu, a z drugiej strony myślisz
                          sobie czy dziecku naprawde potrzeba żeby rodzice jeździli nowym Audi, mieli
                          100m2 mieszkanko, i żeby dziecię nosiło buty Nike czy Adidasa. Ja nie mówię o
                          tym żeby bezmyślnie rodzić dzieci, nie mając warunków mieszkaniowych, nie mając
                          co dziecku dac jeść i w co je ubrać. Po prostu mam wrażenie że na początek nie
                          potrzeba wiele, a wystarczy mieć perspektywy, zapał, chęci i dużo samozaparcia,
                          a wszystko się z czasem uda :) Trudna decyzja zwłaszcza jak większość grzmi:
                          młoda jesteś, skup się na karierze, baw się, korzystaj z życia ...
                          Uważam że przy dziecku tak samo można robić karierę, bawić się, podróżować,
                          dziecko to nie kula u nogi. Poza tym ja już z życia wzięłam więcej niż wiele
                          moich koleżanek i mimo młodego wieku uważam, że trochę doświadczyłam i tego
                          dobrego i tego złego.
    • ewcia1980 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 09:18
      a ja rozumiem autorke wątku, ponieważ prawda jest taka, że w obecnych czasach
      urodzenie dziecka nie jest taką prosta sprawą jakby sie wydawało. i nie ma co
      ukrywać, ze po 25 płodnośc spada, co powie kazdy lekarz (co nie znaczy, ze
      35letnie kobiety nie rodza zdrowych dzieci)
      jednak przy nieustabilizowanej sytuacji materialnej bardzo powaznie
      zastanowiłabym sie na dzieckiem.
      mam koleżanke, która tez bardzo długo nie mogła znależć pracy. wkoncu
      zdecydowali sie z mezem na dziecko a szukanie pracy po urodzeniu maluszka. z
      tym, ze u nich sytuacja była troche inna bo jej mąz dobrze zarabiał. a teraz
      jest w 8 miesiacu ciazy i pracuje. pracodawcy nie przeszkadzało, ze jest w
      ciazy. ma normalna umowe o prace i przysługuja jej macierzynskie. takze głowa
      do góry i owocnych poszukiwań.
      pozdrawiam
      • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 09:32
        po 25 spada płodność??? byc może. Ja zaszłam w ciążę w wieku 31 lat w pierwszym
        cyklu, w którym zrezygnowaliśmy z antykoncepcji.
        Nie dramatyzujcie z tym tykaniem zegara w 25 wiośnie życia.
        moim zdaniem - praca. Jak ci się znudzi - zawsze możesz postarać się o dziecko -
        natomiast mając dziecko - zmaina stylu zycia - niemozliwa co najmniej przez
        kilka/kilkanaście lat
        • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 10:43
          LOL. To tak jak ja, miałam 30 lat. Pierwsza próba okazała się udana.;)
          • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 10:59
            Kiniu jestem w podobnej sytuacji jak ty. My postanowiliśmy, że jeżeli do Nowego
            Roku nie znajdę pracy to wtedy rozpoczynamy starania o dziecko. Jeżeli mam
            siedziec w domu, to wole juz siedzieć z dzidziusiem. A jeżeli chodzi o
            pieniążki, to jak pojawi się dziecko, to kaska zawsze się znajdzie. Kilka dni
            temu był wątek pt. Kasa a planowanie... Poczytaj, polecam!!
            Pozdrowienia Utunia
            • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:09
              odważne myslenie - jak pojawi się dziecko to kasa się znajdzie - skąd????
              liczysz na opiekę społeczną? ciekawa przyszłość dla dziecka
              • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:19
                Nie, nie na opiekę społeczną.
                Nasze obecne wydatki są trochę przesadzone, czasem po prostu kaskę wydajemy
                bezmyślnie. Chodziło mi też o to, ze niekoniecznie trzeba kupować wszystko nowe
                i firmowe. Porządną wyprwkę dla dziecka można skompletować za 500 zł, a nie za
                5000 zł jak czytałam na innych forach. Poza tym zawsze pozostają babcie, ciocie,
                przyjaciólki itd, nie wierzę że nie pomogą
                • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:30
                  mogą, ale nie muszą. Jest mnóstwo wątków o tym jak jednak nie chcą. Poza tym -
                  co kto woli - ja bym nie mogła zyć z wyciągniętą ręką - czy to w strone matki,
                  czy babci, cioci...
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:16
      DZIDZIA!!!! Teraz dzidzia, bo akurat poczułaś zew natury, jak się będziesz
      ociągać, to potem juz moze Ci się odwidzieć i będzie ,,po ptokach''! A człowiek
      z wiekiem staje się potwornie wygodnicki, uwierz mi. Optymalny przedział
      wiekowy na prokreację,to 19-28. Nie wyssałam tego z palca-jest to opinia
      potwierdzona przez wielu ginekologów-położników, z którymi dane mi było
      rozmawiać. Notabene lekarzy z powołania, którzy nie gonią za kasą i starają się
      się wyperswadować karierowiczkom późne macierzyństwo. Nie czarujmy się! Natury
      się nie oszuka! Ideałem jest w ogóle zmieścić się z planami prokreacyjnym w
      podanym przeze mnie wyżej przedziale wiekowym,a potem definitywnie zakręcić
      kranik. A już, że przynajmniej pierwsze dziecko trzebaby począć, to nie podlega
      dyskusji!
      30-latka z pewnością nie jest świezynką, a po 35 roku życia to już jest tylko
      równia pochyła-postępujący w zastraszającym tempie spadek hormonów, spadek
      ilości i jakości komórek rozrodczych,problemy laktacyjne a i organizm już z
      deczka wyeksploatowany. Dobrze utrzymane opakowanie nie świadczy, bynajmniej, o
      idealnej kondycji organizmu- to kwestia dbałości o swoją
      zewnętrzność.Lustereczko sobie, a fizjologia sobie! W końcu to TY będziesz
      jedyną karmicielką swojego dzidziusia w okresie płodowym, to od Ciebie
      wyłącznie będzie zależało, ile Twoje potomstwo otrzyma już na starcie. Co moze
      zaoferować podstarzała mamusia swemu przyszłemu dziecku, jeśli sama juz ma w
      sobie mniej soków życiowych? Zaraz posypią się na mnie gromy, że terapie
      hormonalne, że badania prenatalne etc., etc... Terapia, to zawsze ingerencja z
      zewnątrz i z pewnością w jakimś tam stopniu odbije się to echem na zdrowiu w
      wieku późniejszym. A badania prenatalne? Ok., ale jeśli się okaże, że dzidziuś
      ma wadę, której nie da się skorygować, to co wtedy? Aborcja w myśl zasady, że
      skoro muszę mieć autko the best, mieszkanko the best, to i dziecko również-
      albo the best, albo żadne????

      Pieniądze, to rzecz nabyta. Raz są , a raz ich nie ma. A jaką masz gwarancję,
      że zdołasz ich wystarczająco dużo zgromadzić(w Twoim odczuciu oczywiście),
      zanim Twój zegar biologiczny przestanie tykać? Zadziwa mnie Wasza( młodych
      mężatek i w ogóle potencjalnych przyszłych mam) zapobiegliwość w kwestii
      ekonomicznej, natomiast zupełny jej brak jeśli idzie o sprawy biologii, tudzież
      rzeczywiste, a nie wyimaginowane dobro dziecka. Na karierę i zarabianie
      pieniążków zawsze znajdzie się czas, na macierzyństwo tego czasu naprawdę nie
      jest zbyt wiele. Radzę sobie zweryfikować hierarchię wartości,zwłaszcza, że
      wypadki chodzą po ludziach i lepiej troszkę zacisnąć pasa, niż potem przeżywać
      dramaty. Zwłaszcza, że często słyszy się o tzw niepłodności nabytej, która
      jest wynikiem postępu cywilizacyjnego(zanieczyszczenie środowiska, długotrwałe
      stosowanie antykoncepcji hormonalnej, siedzący tryb życia, paskudztwa, którymi
      nafaszerowana jest żywność,długotrwałe przesiadywanie przed komputerem...itd. ,
      itp...)lub też jest następstwem przebytych chorób. Nie jest to żadną tajemnicą,
      że im wcześniej tego typu sprawy są wykryte, tym większe są szanse na skuteczne
      leczenie a tym samym potomstwo. I właśnie wiek odgrywa tu decydującą rolę.

      Uchachałam się nieźle czytając wcześniejsze wątki dotyczące utrzymania bobaska-
      500 zeta! Boże! Widzisz i nie grzmisz! Dziecko do prawidłowego rozwoju wcale
      nie potrzebuje zabawek z Wadera, a klocki niemarkowe też spełniają tę samą
      funkcję co Lego. Ubranka też może niekoniecznie muszą mieć metkę Cocodrillo...?
      A najlepsze mleczko jest od mamusi, tylko trzeba się do tego odpowiednio
      przyłożyć, to i będą tego efekty(mój syn był karmiony wyłącznie piersią przez
      13 mies.NA ŻĄDANIE ,a w 10 juz sobie samodzielnie dreptał po mieszkaniu). Nawet
      najdroższe mieszanki są li tylko zmodyfikowanym krowim mlekiem. Dziecko ludzkie
      jest dzieckiem ludzkim, a nie cielęciem! Inna sprawa gdy są ewidentne
      przeciwskazania do karmienia piersią, to już inna broszka.Ufff!!!!

      I ostatnia kwestia: dziecko potrzebuje mamy i taty, a nie kolejnej pary
      dziadków.Ja mam 35 lat, mąż 36, mamy syna w I kl liceum i razem możemy
      wychodzić gdzie nam się podoba, np. na koncerty, gdzie sobie wszyscy możemy
      potrzepać piórami, bo my je jeszcze mamy w przeciwieństwie do tych rodziców,
      którzy w późnym wieku decydują się na potomstwo. Daliśmy naszemu dziecku
      wszystko, czego ono naprawdę potrzebowało.Powoli wkracza w dorosłe życie, my
      jesteśmy jeszcze w miarę młodzi i wolni jak ping pongi(hehe!). Gdybyśmy mieli
      się cofnąć w czasie i powtórnie podejmować najwazniejsze dla nas decyzje
      życiowe, postapilibyśmy dokładnie tak samo. Z jedną różnicą. Mianowicie, zaraz
      decydowałabym się na drugie dziecko. Tez mieliśmy dylematy finansowe(mieszkanie-
      przeprowadzaliśmy się 5 razy zanim kupiliśmy własne M), ale z perspektywy
      czasu, a przede wszystkim doświadczenia wiem, że to był szczegół. Mam pełną
      świadomość, że kiedyś nas zabraknie, mam jednak taką nadzieję, że stanie się to
      wtedy, gdy syn już będzie miał własną rodzinę.Szanse są na to ogromne i tu
      znowu się powtórzę- w przeciwieństwie do tych, którzy w pogoni za kasą
      zafundują sobie jedynaka po trzydziestce, nasze znowu jest na wierzchu! A
      realizacja planów? Kolejność nie jest istotna, liczy się efekt końcowy.

      Aaaaale natrułam!!! Mimo wszystko w dobrej wierze. Pa! Pozdrawiam.

      • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:21
        Elizabeth jesteś wielka. Jestem młodsz trochę od Ciebie, mam 26 lat i myślę
        identycznie! Twoja wypowiedź jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że
        dobrze postępuję
      • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:26
        "kolejnośc nie jest istotna - liczy się efekt końcowy" - sama napisałaś więc
        dlaczego w całym poście piszesz, że jednak kolejnośc się liczy???
        Ja mam 31 lat, mąż 36. Za dwa miesiące zostaniemy rodzicami. mamy wszystko,
        dzięki temu mogę spokojnie iść na wychowawczy i myslec o drugim dziecku k,iedy
        będę miała na to ochotę. widzielismy kawał świata. dziecku będę mogła dac
        wszsytko - dobre przedszkole, języki, opiekę medyczną najwyższej klasy, ciekawe
        wakacje i mój czas i cierpliwość, bo nie muszę już się dorabiać.
        Mimo 31 lat ciąża przebiega doskonale, nie mam dylematów jak rodzić - w
        prywatnej klinice - z najwyższymi standardami. A to dlatego, że wcześniej
        pracowałam i mamodłozone na ten cel srodki; no i mąz tez nie zaczyna swej
        kariery zawodowej.
        Naprawdę kolejnośc nie jest isttona?
        • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:35
          Anusia jesteś z Warszawy ?
          Chcę być pierwszą lub ostatnią, ale nigdy jedną z wielu...
          • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 13:52
            z Warszawy, ale nie od zawsze - emigracja za chlebem :)))
      • naise Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 11:57
        elizabeth_70 zaraz się pewnie rozpęta burza, ale ja się z Tobą zgadzam, co też
        nie znaczy, że zacznę działać, bo mimo wszystko mam wiele obaw i pewnie jeszcze
        poczekamy z tą decyzją (smutna rzeczywistość), ale to co napisałaś - brawo!
    • g0sik Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 14:24
      Każdy ma swoje priorytety. Jak już kiedyś pisałam - urodziłam Olę mając 31 lat
      bo dopiero teraz w pełni cieszyć się jego urokami. Mamy pracę i doświadczenie
      zawodowe, własne mieszkanie i jesteśmy zupełnie niezależni finansowo. Wszystko
      można tylko, że mnie nie interesuje życie z ołówkiem w ręku od pierwszego do
      pierwszego i zarabianie wyłącznie na jedzenie. Stabilizacja finansowa daje
      ogromne możliwości. Nie chcę swoich dzieci skazywać na biedę, a sama się
      frustrować co włożę go garnka. Nie potrafię i nie lubię prosić o pomoc.....
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 17:10
      Drogie Kobitki!!! Daleka jestem od tego, ażeby kogokolwiek potępiać w czambuł
      tylko dlatego, że dokonał takich wyborów życiowych, a nie innych. Chcę tylko
      podzielic się swymi doświadczeniami i wynikami obserwacji moich rówieśnic,
      które równiez późno zdecydowały się na macierzyństwo. Mianowicie,mając dzieci
      odchowane, mozemy z nimi wszędzie wybyć. Nasi znajomi, którzy mają małe
      dzieci, niestety muszą na to poczekać. Pytanie- do kiedy? Generalnie, większość
      ludzi w naszym wieku ma już dzieci odchowane, więc ci, którzy mają jeszcze
      malutkie, niestety czują się zepchnięci na margines. Jedynym rozwiązaniem jest
      znalezienie sobie znajomych na podobnym etapie reprodukcyjnym. I to jest nieco
      trudniejsze, zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie od lat panuje określona
      mentalność i przywiązanie do tradycyjnego modelu rodziny(mam tu na myśli
      wczesne zamążpójście i natychmiastowe macierzyństwo-presja rodziny i
      otoczenia).

      Kolejnym problemem jest konflikt pokoleń, który co tu dużo mówić , przybiera
      większe rozmiary, jeśli różnica wieku między rodzicami, a potomstwem jest zbyt
      duża. To znam z autopsji. Sama jestem dzieckiem rodziców po 30-tce(mama miała
      32 lata, a ojciec37). Na całe szczęście trzecim dzieckiem. I to właśnie z moją
      starszą o 6 lat siostrą mama zawsze miała lepszy kontakt, niż ze mną.
      Zwyczajnie nie umiała już za mną nadążyć. Dorastałam w innych czasach niż moja
      siostra i nie dało się tej samej miarki przyłożyć, a zresztą 32 lata różnicy to
      już przepaść. Dwie diametralnie różne epoki. Naturalnie kochamy się jak sto
      diabłów, ale mama jest z Wenus, a ja już chyba z Plutona. Na to nie ma
      oczywiście reguły, niemniej bardzo często obserwuję,że występuje w tego typu
      rodzinach jakaś prawidłowość. Ze starszymi dziećmi ma się raczej partnerskie
      stosunki, a te urodzone nieco później zwyczajnie się hołubi- za to, że są. Tak
      poprostu!
      Z punktu widzenia biologicznego jest tu troszkę inna broszka,mianowicie-ja
      byłam jak już wspomniałam trzecim dzieckiem, więc w takim wypadku jest mniejsze
      ryzyko urodzenia dziecka z jakąś poważną wadą. Dlatego też nie dziwię się, że
      lekarze naciskają, aby z pierwszym dzieckiem sprężyć się w najodpowiedniejszym
      ku temu momencie. A i tak nieźle dałam mamie popalić swoją chroniczną
      chorowitością. Przeszłam chyba cały repertuar chorób wieku dziecięcego. To
      typowe dla dzieci urodzonych po trzydziestce, słabszy system immunologiczny.
      Nie generalizuję, o tym decyduja przede wszystkim określone predyspozycje
      odziedziczone w genach, ale...

      Wreszcie opinie osób,które najpierw walczyły o stabilizację finansową i
      zawodową, a dopiero potem-na końcu zajęli się budowaniem rodziny:,, Jak Wam
      dobrze! Nam często sił brakuje-jednak trzeba było sie wcześniej zdecydowac... A
      ile my to juz lat będziemy miec zanim nasze dzieci dorosną...?'' itd, itd.Są
      zwyczajnie wypaleni, a i zdrówko już nie to...

      Do Anusi i innych mam trzydziestoletnich :
      Z całego serca gratuluję i życzę, aby pociechy się w zdrówku chowały. Ale
      przede wszystkim sił i energii...małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży
      kłopot...oby starczyło jej jeszcze za te kilkanaście lat. Anusiu- nas mimo
      tego, iż żyliśmy z jednej zupełnie przeciętnej pensji, było stać na prywatne
      lekcje angielskiego i basen dla syna, a głodu i chłodu nie cierpieliśmy. Ręki
      również do nikogo nie wyciągaliśmy, od samego początku byliśmy na swoim.

      Do osób, które podejrzewaja, iż moje potomstwo jest owocem wpadki-dementi.
      Ciąża upragniona,planowana z premedytacją. Znaczy w wieku niecałych 20-tu lat
      mozna założyć rodzinę szczęśliwą. Tylko tu Wam zdradzę pewien sekret- my od
      razu wiedzieliśmy, że jesteśmy tymi dwiema połówkami jabłka, przez to wszystko
      potoczyło się błyskawicznie: i ślub i dziecko... Docieranie naturalnie miało
      miejsce, jak w każdym szanującym się małżeństwie, to jest raczej nieuniknione i
      trzeba przez to przebrnąć, a dziecię jest w tym wypadku dodatkowym spoiwem.
      Małżeństwo bezdzietne nie stanowi niestety rodziny.Toteż więź pomiędzy
      małżonkami wystawiona na tego typu próby ma większe szanse przetrwać, jeśli
      mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie nawzajem, ale
      przede wszystkim za te maleńką kruszynkę.

      Ja nadal utrzymuję, że od dóbr materialnych, ważniejsza jest pełna rodzina
      założona w czasie wyznaczonym przez naturę. Dzidzi jest naprawdę wszystko
      jedno, czy jej fotelik wstawimy do ,,merca'', czy do ,,cinkusia''.
      Kazda obsuwa czasowa, czy w jedną czy w drugą stronę prowadzi do komplikacji. W
      wypadku przedwczesnego macierzyństwa-wiadomo, z kolei późniejszego- dość duże
      prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych zarówno u dzidzi, jak i u
      mamy. Czy zatem warto grać w tę rosyjską ruletkę?

      Do tych, które obawiają się nieużytych pracodawców:

      Jesteśmy ludźmi wolnymi,gwarantuje nam to konstytucja, więc jakim prawem
      pracodawca ma mi dyktować, kiedy mogę sobie urodzić dzieci. Chcę urodzić w
      odpowiednim z medycznego punktu widzenia czasie, więc rodzę. Chyba logiczne?
      Prawda? Skoro jest na tyle chciwy i ograniczony, to znak , iz nie wart jest
      tego , aby sie mu dalej wysługiwać. Kobiety! Godność przede wszystkim! Lepiej
      przez jakiś czas posiedzieć na mężowskim garnuszku, ale nie znosić upokorzeń od
      zupełnie obcego człowieka. Karta zawsze co jakiś czas się odwraca, więc ten
      stan niekoniecznie musi trwać forever.

      Anusia- zdanie przeze mnie sformułowane w ten , a nie inny sposób miało
      konkretny kontekst, mianowicie dzidzia( dzidzie również) w ściśle zawężonym
      czasookresie, natomiast co do reszty pełna dowolność.

      Pa! Pozdrawiam! Niezupełnie młodziutka mężatka

      • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 09:27

        > Mianowicie,mając dzieci
        > odchowane, mozemy z nimi wszędzie wybyć. Nasi znajomi, którzy mają małe
        > dzieci, niestety muszą na to poczekać. Pytanie- do kiedy?

        nie mając wczesnie dzieci - możemy wszędzie bywać, a jak już nam się to nudzi
        lub wszędzie bylismy - właśnie sprawaimy sobie dziecko. Poza tym dziecko to nie
        więzeinie - z nim tez mozna bywać. Właściwie wszędzie :) i ono - jesli
        oczekiwane i w dojrzałym wieku - nie przeszkadza w "bywaniu". Taka kolej
        rzeczy :)

        > Generalnie większość
        > ludzi w naszym wieku ma już dzieci odchowane, więc ci, którzy mają jeszcze
        > malutkie, niestety czują się zepchnięci na margines.

        to wśród moich znajomych (ludzie ok. 30 - 35 rż) jest odwrotnie - teraz właśnie
        pojawiają się na świecie niemowlęta i ci, którzy ich jeszcze nie mają są "z
        innej bajki". wśród moich znajomych (dośc duża grupa) NIKT nie ma odchowanych
        dzieci.

        >
        > Kolejnym problemem jest konflikt pokoleń, który co tu dużo mówić , przybiera
        > większe rozmiary, jeśli różnica wieku między rodzicami, a potomstwem jest
        zbyt
        > duża. To znam z autopsji. Sama jestem dzieckiem rodziców po 30-tce(mama miała
        > 32 lata, a ojciec37).

        Wyobraź sobie - mam identyczną sytuację - i nigdy nie czułam "konfliktu
        pokoleń". Poza tym rodzice to rodzice - kumple to kto inny i tych relacji nie
        powinno się mieszać - przede wszystkim dla dobra dziecka.



        > Z punktu widzenia biologicznego jest tu troszkę inna broszka,mianowicie-ja
        > byłam jak już wspomniałam trzecim dzieckiem, więc w takim wypadku jest
        mniejsze
        >
        > ryzyko urodzenia dziecka z jakąś poważną wadą.

        No nie zawsze i nie jest to złota reguła - Sąsiadka urodziła pierwsze dziecko w
        wieku 23 lat - z wadą wrodzoną wyobraź sobie.



        > A i tak nieźle dałam mamie popalić swoją chroniczną
        > chorowitością. Przeszłam chyba cały repertuar chorób wieku dziecięcego. To
        > typowe dla dzieci urodzonych po trzydziestce, słabszy system immunologiczny.


        Nie sądzę - ja jestem dzieckiem "po 31 rż" i byłam zdrowa jak rydz.


        > Nie generalizuję, o tym decyduja przede wszystkim określone predyspozycje
        > odziedziczone w genach, ale...

        no właśnie generalizujesz :)


        >
        > Wreszcie opinie osób,które najpierw walczyły o stabilizację finansową i
        > zawodową, a dopiero potem-na końcu zajęli się budowaniem rodziny:,, Jak Wam
        > dobrze! Nam często sił brakuje-jednak trzeba było sie wcześniej zdecydowac...
        A
        >
        > ile my to juz lat będziemy miec zanim nasze dzieci dorosną...?'' itd, itd.Są
        > zwyczajnie wypaleni, a i zdrówko już nie to...


        Ja tak nie narzekam, a i nikt z moich znajomych - mocno czasem po 30 :)




        >
        > Ja nadal utrzymuję, że od dóbr materialnych, ważniejsza jest pełna rodzina
        > założona w czasie wyznaczonym przez naturę. Dzidzi jest naprawdę wszystko
        > jedno, czy jej fotelik wstawimy do ,,merca'', czy do ,,cinkusia''.
        > Kazda obsuwa czasowa, czy w jedną czy w drugą stronę prowadzi do komplikacji.
        W
        >
        > wypadku przedwczesnego macierzyństwa-wiadomo, z kolei późniejszego- dość duże
        > prawdopodobieństwo wystąpienia problemów zdrowotnych zarówno u dzidzi, jak i
        u
        > mamy. Czy zatem warto grać w tę rosyjską ruletkę?


        jak pisałam - z autopsji widzę, że młody wiek nie gwarantuje zdrowia dziecka;
        poza tym zdrowie p[sychiczne jest równie ważne - a tu badania dowodzą, że
        dzieci dojrzałych matek pod względem psychicznym lepiej się rozwijaja i jest to
        splot wielu czynników
        rozumiem, że usprawiedliwiasz jakoś swoj wybór zyciowy związany z bardzo
        wczesnym macierzyństwem - i masz do tego prawo. Ponadto gratuluję, że Ci się
        udało, ale uwierz mi - nie jest to najlepsze i uniwersalne rozwiązanie


        > Chcę urodzić w
        > odpowiednim z medycznego punktu widzenia czasie, więc rodzę. Chyba logiczne?
        > Prawda? Skoro jest na tyle chciwy i ograniczony, to znak , iz nie wart jest
        > tego , aby sie mu dalej wysługiwać.

        Nie, on - pracodawca nie ma obowiązku Cię utrzymywać. Towje dziecko - twój
        wybór - także stylu zycia. Nie wolno trzeciej osoby zmuszać do pomagania
        dlatego, że to 'dobry' czas dla CIEBIE by miec dziecko. Socjalizm skoińczył się
        16 lat temu. Poza tym nie wysługujesz się - dostajesz za to pieniądze.
        Kobiety! Godność przede wszystkim! Lepiej
        z wyrazami szacunku
        A.
        • naxalite Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 14:12
          > > A i tak nieźle dałam mamie popalić swoją chroniczną
          > > chorowitością. Przeszłam chyba cały repertuar chorób wieku dziecięcego. T
          > o
          > > typowe dla dzieci urodzonych po trzydziestce, słabszy system immunologicz
          > ny.
          >
          > Nie sądzę - ja jestem dzieckiem "po 31 rż" i byłam zdrowa jak rydz.

          A ja jestem dzieckiem "24-letniej" i w wieku 6-7 lat chorowalam bardzo duzo, od
          tego czasu niewiele. Możemy sie tak przerzucac niewiele wnoszącymi uwagami
          dotyczącymi indywidualnych przypadków, ale jeżeli ryzykujemy jakieś ogólne
          stwierdzenie ("to typowe"), wypada mieć na to dowody w postaci danych
          statystycznych z odpowiednio duzej proby... statystyka przede wszystkim... ;)

          > > Kolejnym problemem jest konflikt pokoleń, który co tu dużo mówić , przybi
          > era
          > > większe rozmiary, jeśli różnica wieku między rodzicami, a potomstwem jest
          >
          > zbyt
          > > duża. To znam z autopsji. Sama jestem dzieckiem rodziców po 30-tce(mama m
          > iała
          > > 32 lata, a ojciec37).
          >
          > Wyobraź sobie - mam identyczną sytuację - i nigdy nie czułam "konfliktu
          > pokoleń". Poza tym rodzice to rodzice - kumple to kto inny i tych relacji nie
          > powinno się mieszać - przede wszystkim dla dobra dziecka.

          Ja uważam, ze roznica wieku miedzy rodziacami i dziecmi nie jest najważniejszą
          sprawą, jeśli chodzi o więź. Moje relacje z rodzicami były i są - jako
          całokształt - bardzo dobre, z tym, ze na róznych etapach bylo roznie: w
          dzieciństwie fantastycznie, w okolicach moich 14-16 lat...hmmm...to byla niezla
          jazda, obie strony musialy duzo nad tym popracowac ;) odkad zyję samodzielnie,
          rozumiemy się doskonale. Co chcę przez to powiedziec - mimo, ze na każdym etapie
          dzieliła nas taka sama różnica wieku, relacje między nami zależały od tego, na
          ile cierpliwosci, zrozumienia i dobrej woli obie strony mogły na danym etapie
          sie zdobyc. Na etapie dziecinstwa dziecka oczekuje sie tych cech raczej od
          rodziców; w miarę, jak dziecko dorasta i staje sie odpowiedzialnym, dojrząłym
          człowiekiem, jego wklad we wspolna wieź powinien byc odpowiednio większy. Na tym
          polega dorastanie i nie sądze, zeby pięć lat róznicy wieku w jedną czy druga
          stronę miało tu większe znaczenie. Takie jest moje zdanie.

          > > Ja nadal utrzymuję, że od dóbr materialnych, ważniejsza jest pełna rodzin
          > a
          > > założona w czasie wyznaczonym przez naturę. Dzidzi jest naprawdę wszystko
          >
          > > jedno, czy jej fotelik wstawimy do ,,merca'', czy do ,,cinkusia''.

          dzidzi na pewno jest wszystko jedno, a jeżeli rodzice sa w stanie mądrze ja
          wychowac, to bedzie jej też wszystko jedno, czy mama jej kupi markowe ciuchy i
          nie bedzie ja za bardzo obchodziło, co mają koleżanki i koledzy. Ale czesto
          wahania w kwestii dziecka to nie jest kwestia "mieć merca" a "mieć cinkusia",
          ale "mieć w ogóle gdzie wstawić fotelik"... pewnie, ze bez samochodu tez da sie
          żyć, zawsze da sie "jakoś" życ, tylko tu własnie pojawia sie pytanie, CZY warto.
          Pojawia sie kwestia wyboru między "lepiej dla dziecka z
          biologicznego/wychowawczego punktu widzenia" (wcale nie potwierdzone) a "lepiej
          dla dziecka z punktu widzenia jego perspektyw, startu życiowego i lepiej dla
          nas, bo bedziemy spokojniejsi o jego i nasza przyszlosc" (tez nie potwierdzone,
          bo w dzisiejeszych czasach nie mamy gwarancji, ze nasza kariera potoczy sie tak,
          jak to planujemy; nie mowiac juz o tym, ze dobre warunki materialne pomagaja,
          ale nie gwarantuja, ze nasza pociecha bedzie miała w życiu dobrze; nawet
          najlepszy start zyciowy moze sie okazac falstartem i vice versa).
          Dziewczyny, wszystkie jesteście w stanie pisac z dużym zaangażowaniem i bardzo
          przekonująco w obronie Waszych przekonan, ale tak naprawdę nie ma recepty na
          szczęsliwe życie i szczęśliwą rodzine i nie ma co tu uogolniac. Szacunek i
          podziw nalezy się dla tych, które swoja receptę na szczęscie konsekwentnie
          realizuja i nie poddaja sie, nawet jeżeli coś nie wyszło tak, jak było planowane.
          Pozdrawiam

    • kinia2504 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 18:07
      elizabeth_70 powinnaś wydać książkę...pieknie piszesz, moje uszanowanie pozdrawiam
    • mike2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 28.09.05, 20:52
      Jeżeli zamiast skupić się na szukaniu DOBREJ pracy (bo w knajpie czy sklepie to
      znajdziesz zawsze), zajmiesz się głównie życiem rodzinnym (rodzenie i
      niańczenie dzieci), możesz zaprzepaścić życiową szansę. Pomyśl, że w czasie,
      kiedy Twoje koleżanki np. ze studiów będą się rozwijać naukowo i/lub zawodowo,
      Ty będziesz oddawać się ogłupiającym zajęciom typu przewijanie dzieciaka,
      karmienie papką czy wspólne stawianie babek w piaskownicy. Poza tym, z tego, co
      piszesz, wynika, że Twój luby również nie śmierdzi groszem, tak więc tym
      bardziej nie ma mowy o zapewnieniu dziecku (i sobie!) należytych warunków.
      Zresztą pomyśl, o ile trudniej będzie Ci aktywnie szukać pracy będąc w mniej
      lub bardziej zaawansowanej ciąży lub potem z obciążeniem w postaci bachora.
      Reasumując, zintensyfikuj wysiłki mające na celu znalezienie zatrudnienia, a
      partnera także zmobilizuj, żeby rozejrzał się za jakimś bardziej intratnym
      zajęciem.
      • katia221 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 10:23
        Może warto przed zajściem w ciążę znaleźć pracę choćby po to aby otrzymać
        świadczenia np. płatny macierzyński, itp.
        • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 11:26
          Bosze Mike, dlaczego Ty mówisz bachor??
          Czy swoje własne dziecko również ochrzcisz tym mianem. nie jestem złośliwa, ale
          pomyśl zanim urazisz kogoś
    • triss_merigold6 Do Elizabeth 70 29.09.05, 10:58
      Przyznam, że dawno nie spotkałam równie harcorowej wypowiedzi...
      Na początek parę drobiazgów:
      - wskaż proszę źródła mówiące o nabytej niepłodności wskutek siedzącego trybu
      życia oraz stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych
      - zdaje się, że żywienie wyłącznie piersią do 13 miesiąca życia ZDROWEGO
      dziecka nie jest tym co zalecają lekarze. Oszczędzałaś żarcie?
      - wskaż proszę źródła mówiące o zanikaniu sił witalnych po 30-tce
      - skoro niemowlę nic nie kosztuje to rozumiem, że pieluchy i środki higieniczne
      rozdawane są za darmo jak również dodatkowe szczepionki. Powiedz gdzie,
      skorzystam.
      - wyjaśnij na jakiej podstawie twierdzisz, że 25-letnia matka nie będzie
      mieć "bariery pokoleniowej" z dzieckiem a 30-letnia będzie
      - opowiedz w jaki sposób można skompletować dzisiaj wyprawkę (łóżeczko,
      pościel, wózek, ubranka, fotelik samochodowy itd.) za 500 zł zwłaszcza jeśli
      nie można tego otrzymać po dzieciach z rodziny i od koleżanek
      - terapia jest ingerencją - rozumiem, że łykanie kwasu foliowego i robiebie usg
      również

      Twój wybór. Zdecydowałaś się na dziecko mając niecałe 20 lat. Super. Z czego
      żyliście kwiatuszku i gdzie mieszkaliście?
      Czytałaś co piszą panny mieszkające z teściami lub rodzicami? Sam miód.
      Czytałaś rozpaczliwe prośby o cokolwiek na forum "e-mama"? To te, które
      radośnie postawiły na dzidzię teraz zamiast na pracę najpierw.
      • elizabeth_70 Re: Do Elizabeth 70 29.09.05, 16:35
        triss_merigold6 napisała:

        > Przyznam, że dawno nie spotkałam równie harcorowej wypowiedzi...
        > Na początek parę drobiazgów:
        > - wskaż proszę źródła mówiące o nabytej niepłodności wskutek siedzącego trybu
        > życia oraz stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych

        Miałam tu na myśli również niepłodość bądź jej znaczne upośledzenie również u
        mężczyzn, to logiczne, że do poczęcia dziecka potrzebne są 2 komórki rozrodcze-
        męska i żeńska. Czyżbym się myliła?

        > - zdaje się, że żywienie wyłącznie piersią do 13 miesiąca życia ZDROWEGO
        > dziecka nie jest tym co zalecają lekarze. Oszczędzałaś żarcie?

        Tu się uderzę w pierś! Miałam na myśli to, iż nie dokarmiałam w między czasie
        sztucznymi mieszankami. Reszta diety adekwatna do wieku malucha. Żarcie
        oszczędzałam! A to paradne!!!hehehe
        > - wskaż proszę źródła mówiące o zanikaniu sił witalnych po 30-tce

        Wszystko w literaturze fachowej z dziedziny biologia-budowa i funkcje
        komórki,odnowa komórkowa. Jeszcze może dział gruczoły dokrewne, gospodarka
        hormonalna. Tak dla pełnego obrazu.

        > - skoro niemowlę nic nie kosztuje to rozumiem, że pieluchy i środki
        higieniczne
        >
        > rozdawane są za darmo jak również dodatkowe szczepionki. Powiedz gdzie,
        > skorzystam.

        A czy ja powiedziałam, że niemowlę nic nie kosztuje? Naturalnie, że koszty są ,
        tylko może niekoniecznie aż taka kwota wchodzi w grę. Gdyby wszyscy z góry
        zakładali, że koniecznie muszą mieć tyle na utrzymanie dziecka, to sorry, ale
        znaczna część dzieci już z założenia musiałaby się nigdy nie narodzić.
        Zważywszy na fakt, iż ludzi uzyskujących adekwatne do tych wyliczeń dochody
        jest w tym kraju niestety garstka.
        Szczepienia podstawowe -NFZ, dodatkowe, np.p-ko grypie są sezonowe-kwestia
        kilkudziesięciu złotych polskich.

        > - wyjaśnij na jakiej podstawie twierdzisz, że 25-letnia matka nie będzie
        > mieć "bariery pokoleniowej" z dzieckiem a 30-letnia będzie

        Przeczytałaś mojego posta dokładnie, czy przeleciałaś pobieżnie, bo był długi i
        się nie chciało czytać? A może masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem? Hę?
        Napisałam wyraźnie, że to jest akurat przykład wzięty z mojego życia i o ile
        sobie przypominam napisałam tam, że NIE GENERALIZUJĘ tej kwestii. Nie ukrywałam
        też swojego wieku, nie żyję na pustyni, a co za tym idzie mam styczność z
        osobami, które również zdecydowały się na trochę póżniejsze macierzyństwo,a że
        mam oczy...? Niemniej, był to z mojej strony sygnał, ze często ma miejsce
        ów ,,konflikt pokoleń''.
        > - opowiedz w jaki sposób można skompletować dzisiaj wyprawkę (łóżeczko,
        > pościel, wózek, ubranka, fotelik samochodowy itd.) za 500 zł zwłaszcza jeśli
        > nie można tego otrzymać po dzieciach z rodziny i od koleżanek

        Wiesz co to jest becikowe? Jeżeli przynajmniej jedno z rodziców pracuje, to
        ubezpieczyciel coś takiego wypłaca, tylko trzeba wypełnić wniosek, bo skąd ma
        wiedzieć, ze nam się właśnie rodzina powiększyła? Może to nie jest suma
        przyprawiająca o zawrót głowy, ale mało tez nie. Na początek jest to jakiś
        zastrzyk gotówki.
        > - terapia jest ingerencją - rozumiem, że łykanie kwasu foliowego i robiebie
        usg
        >
        > również

        Nie wszystko załatwimy kwasem foliowym, nie wszystkie wady genetyczne, które są
        wynikiem póżnego macieżyństwa są do skorygowania. A USG, i kwas, to jest
        zwyczajna profilaktyka również w przypadku ,,młódek''. Wielkie mi mecyje?!
        >
        > Twój wybór. Zdecydowałaś się na dziecko mając niecałe 20 lat. Super. Z czego
        > żyliście kwiatuszku i gdzie mieszkaliście?

        Już śpieszę z odpowiedzią motylku. Mąż pracował. Może nie zarabiał kokosów, ale
        na wszystko starczało. Mam tu na myśli podstawowe potrzeby+ małe szaleństwa.

        > Czytałaś co piszą panny mieszkające z teściami lub rodzicami? Sam miód.

        Na ten temat pisałam w późniejszym wątku. Chodzi mi tu o moją opinię na temat
        rozmnażania się gdy sytuacja jest FAKTYCZNIE tragiczna. Jeżeli jednak jest nas
        dwoje i mamy jakieś dochody, to lepiej sobie dać sianka, jeśli się nie da
        wytrzymać pod jednym dachem i wynająć sobie choćby nawet coś tyciego, ale
        osobno. Dla zdrowia psychcznego rzecz jasna!

        > Czytałaś rozpaczliwe prośby o cokolwiek na forum "e-mama"? To te, które
        > radośnie postawiły na dzidzię teraz zamiast na pracę najpierw.

        A jaką masz gwarancję, że akurat jest ten dobry moment, że sytuacja jest
        stabilna, że zanim wrócisz z u. macierzyńskiego, to w międzyczasie pracodawca
        nie uzna, że jednak nie jesteśmy jedyne i niezastąpione. A jeśli Cię okradną, a
        jeśli Ci się dom spali, a jeśli ..., a jeśli...No właśnie! Nigdy nie będziesz
        miała 100% pewności, a czas leci...Pewne rzeczy możemy przewidziedź, a pewne
        dzieją sie poza nami i na to naprawdę nie mamy zbyt dużego wpływu. Ja nikogo
        nie namawiałam, na macierzyństwo mimo wszystko, widocznie źle mnie zrozumiałaś?
        Wbrew temu co sobie o mnie myslisz twardo stąpam po ziemi. Kinia nie jest sama,
        jest po studiach, ma męża-pracującego, to w/g Ciebie nic??? O malkontenctwie
        już pisałam? Acha... pisałam.
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 15:19
      Mike! Gdzieś tam , w którymś watku natknęłam się na wpis, że jesteś facetem,
      więc co Ty do jasnej Anielki możesz wiedzieć o tym co siedzi w kobiecej
      głowie?! Przecież to kobieta w znacznej mierze ponosi konsekwencje
      macierzyństwa. Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Nigdy wielu rzeczy nie
      doznasz, bo nie jest Ci to dane przez naturę. Niestety! W wielu sprawach w tej
      materii udział mężczyzny jest albo znikomy, albo żaden.
      Ciesz się, że Twoi rodzice mieli odmienny do Twojego stosunek do spraw
      prokreacji, bo dziś nie klikałbyś tutaj i nie robił wody z mózgu niektórym z
      tych młodych dziewczyn, które naprawde stoją przed nie byle jakim dylematem! A
      może jesteś jednym z tych pracodawców krwiopijców i mizoginów, którym nie w
      smak jest zatrudnianie kobiet? Dyskryminacja płci w miejscu pracy jest
      niezgodna z prawem w tym kraju, o ile mi wiadomo?!

      ,,Bachor'', ,,Ogłupiające robienie dzieciakowi papek, babek z piasku''....
      Człowieku! I po co ten cynizm?! Obrażasz w ten sposób również swoich rodziców-
      byli głupi, bo powołali Cię na świat i wychowali? Czy tak? Wiedz, że rola matki
      w życiu kobiety jest rolą nadrzędną, z góry przypisaną przez naturę. Jak świat
      światem tak było i nigdy się nie zmieni. Bycie matką, wcale nie wyklucza
      realizownia się przez nia na niwie zawodowej. Wszystko zależy od jej
      predyspozycji wrodzonych, badź nabytych: siły przebicia, kreatywności,
      umiejętności wykorzystania posiadanej wiedzy etc. Wreszcie, czy zdobycie
      wyższego wykształcenia jest gwarantem otrzymania dobrej pracy i co za tym idzie
      godziwego wynagrodzenia? Cóż? Wielu absolwentów wyższych uczelni jest poprostu
      dobrymi kopistami, mają duże zdolności odtwórcze, natomiast sa pozbawieni wyżej
      wymienionych cech i to powoduje, że częstokroć kończą w pośredniaku, albo imają
      się pracy fizycznej. Paradoksalnie, to rzemieślnicy mają większe szanse na
      zdobycie i utrzymanie pracy, a jeszcze jak mają talent i głowę do interesów, to
      forsa sama im do kieszeni wchodzi. Niemniej kształcić sie trzeba! Oczywiście w
      miarę swoich zdolności umysłowych.

      Ale co z tymi mniej zdolnymi, mam tu na myśli przedstawicielki tych zawodów,
      którymi tak pogardzasz Mike? Chodzi mi o ekspedientki, kelnerki itd. Czy sam
      fakt, że są one licho opłacane, dyskwalifikuje je jako potencjalne matki? Czy
      tym samym mają one mniej swoim dzieciom do zaoferowania? Polemizowałabym z
      tym. To nie jest sztuka napchać dzieciakowi pupę forsą(sory za kolokwializm) i
      jeszcze naiwnie sądzić, że skoro my się tak poświęcamy za młodu, to ono nam
      kiedyś odpłaci tym samym na starość. Taaak, role się odwrócą! Dobra materialne
      stoją na samym dole w hierarchii potrzeb dziecka. Na samym szczycie
      ustawiłabym właśnie czynniki decydujące o zdrowiu fizycznym i emocjonalnym
      dziecka. Nie żonglować jego zdrowiem i życiem, tylko urodzić je w odpowiednim
      ku temu czasie, obdarzyć miłością i uwagą- to pierwsze trzy lata decyduja o
      jego dalszym rozwoju emocjonalnym i co za tym idzie radzeniu sobie w dorosłym
      zyciu (ktoś bardzo mądry wyznaczył długość trwania urlopu wychowawczego?). A o
      dobroczynnym wpływie karmienia piersią chyba nie muszę mówić, bo literatury
      fachowej na ten temat jest od metra-przeciwciała, prawidłowy zgryz, mocne
      kości, prawidłowy rozwój psychomotoryczny etc.- jak widać same pozytywy.

      Priorytety- bardzo często powtarza się to słowo w tym watku. Nie możemy wrzucać
      do jednego worka prokreacji i realizacji zawodowej, ekonomicznej itp., bo
      to ,powiedzmy sobie szczerze, jest z deczka nienormalne. Dbałość o utrzymanie
      ciągłości rodu jest priorytetem samym w sobie. No chyba że ktoś zamierza
      wstąpić do stanu duchownego, to już inna para kaloszy. Najpierw stabilizacja
      finansowa, zapewnienie godziwych warunków materialnych...Hmmm... A od jakiej
      kwoty zaczynają się godziwe warunki? Czy trzeba zarabiać jak np. Kulczyk,
      królowa angielska, czy (nomen omen) Bill Gates? Jest to jak najbardziej pojęcie
      względne, uzależnione od potrzeb indywidulnych. Tyle, że apetyt rośnie w miarę
      jedzenia i łatwo jest się zapędzić w kozi róg! Pieniądze dają nam szersze pole
      manewru, ale bywają sytuacje(dotyczy to osób dobrze sytuowanych jak i tych
      mniej), że można sobie nimi.... No! Zresztą, ludzie!!!! Nie róbmy znowu z tych
      milusińskich takich zachłannych bestyjek, które istnieją tylko po to, aby
      zrujnować swoich biednych rodziców. Czym skorupka za młodu...Znaczy jak je
      będziemy od pieluszek przyzwyczajać, ze im się bezwarunkowo wszystko należy, to
      się potem nie dziwmy, ze nam rosnie pokolenie nastawione wyłącznie na
      konsumpcję! Bardziej ceni się to, po co musimy sięgać na palcach, niż to, co
      wręcz podnosimy z ziemi. Z dzieckiem jest jak z walizką-jak włozymy do niej
      skarpety, to nie wyciągniemy z niej kostiumu lub garnituru.

      Ja się w zupełności z tym zgadzam, że jesli jesteśmy pozbawieni srodków do
      życia, to zakładanie rodziny jest conajmniej nierozważne, ale dała Bozia dwie
      raczki i rozum??? Malkontenctwo niektórych tu piszących jest porażające!!!
      Autorka tego wątku ma dyplom wyższej uczelni w kieszeni, więc w duzym stopniu
      ma ułatwiony start. Trochę operatywności i napewno wszystko ,,pochyta''! Tylko
      niech ma baczenie na kalendarz i sobie równomiernie rozłożą z mężem siły.

      A tak na marginesie: zapewne widzieliście w wiadomościach skutki
      uderzenia ,,Kathriny''? Jakie bryki, jakie chałupy tam w tym New Orlean szlag
      trafił! A właściciele tychże pewnie też się zdrowo musieli nażyłować i
      przemeblowywac życie swoje i swojej rodziny, żeby potem mieć się czym przed
      znajomymi i dalszą rodziną popisywać...? No i co? Przyszedł wiaterek i
      wszystko za przeproszeniem psu w ...!!! Część strawił żywioł, a resztę dzieła
      dokończyli złodzieje. Jaki z tego wniosek? Oj! obawiam się, że niektórzy i tak
      kiedyś obudzą się z ręką w nocniku... Obym się myliła!

      No i znowu natrułam, ale ciągle w dobrej wierze! Pozdruffka!!!

      Ps: Kinia! Dzienks za uznanie dla mojej tfurczości. Jesli miałaś na myśli
      objetość moich postów, to się z Tobą zgadzam- lepiej byłoby napisać
      książkę.HEHEHE

      • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 15:37
        Odpisz na mój post wyżej.
        • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 16:36
          triss_merigold6 napisała:

          > Odpisz na mój post wyżej.

          Odpisałam.
      • mike2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 17:43
        elizabeth_70 napisała:
        > Wreszcie, czy zdobycie
        > wyższego wykształcenia jest gwarantem otrzymania dobrej pracy i co za tym
        idzie
        > godziwego wynagrodzenia? Cóż? Wielu absolwentów wyższych uczelni jest
        poprostu
        > dobrymi kopistami, mają duże zdolności odtwórcze, natomiast sa pozbawieni
        wyżej
        > wymienionych cech i to powoduje, że częstokroć kończą w pośredniaku, albo
        imają
        > się pracy fizycznej.

        Nie przeczę, że wśród absolwentów wyższych uczelni mogą się znaleźć życiowi
        nieudacznicy (otrzymanie dyplomu nie jest równoznaczne z natychmiastowym
        otrzymaniem lukratywnej synekury, zwłaszcza jeśli papierek nie jest poparty
        odpowiednimi umiejętnościami). Ci jednak ludzie nie powinni zakładać rodziny,
        żeby jej potem nie unieszczęśliwiać.

        > Ale co z tymi mniej zdolnymi, mam tu na myśli ekspedientki, kelnerki itd.
        Czy sam
        > fakt, że są one licho opłacane, dyskwalifikuje je jako potencjalne matki?

        Zawsze można złapać bogatego męża.

        > Priorytety- bardzo często powtarza się to słowo w tym watku. Nie możemy
        wrzucać
        > do jednego worka prokreacji i realizacji zawodowej, ekonomicznej itp., bo
        > to ,powiedzmy sobie szczerze, jest z deczka nienormalne. Dbałość o utrzymanie
        > ciągłości rodu jest priorytetem samym w sobie.

        Pozwól, że każdy będzie miał własne priorytety i wedle nich układał sobie życie.

        > Najpierw stabilizacja
        > finansowa, zapewnienie godziwych warunków materialnych...Hmmm... A od jakiej
        > kwoty zaczynają się godziwe warunki? Czy trzeba zarabiać jak np. Kulczyk,
        > królowa angielska, czy (nomen omen) Bill Gates?

        Nie, ale na pewno niemalże przysłowiowe dwa tysiące to w dzisiejszych czasach
        zdecydowanie za mało.

        > A tak na marginesie: zapewne widzieliście w wiadomościach skutki
        > uderzenia ,,Kathriny''? Jakie bryki, jakie chałupy tam w tym New Orlean
        szlag
        > trafił! A właściciele tychże pewnie też się zdrowo musieli nażyłować i
        > przemeblowywac życie swoje i swojej rodziny, żeby potem mieć się czym przed
        > znajomymi i dalszą rodziną popisywać...? No i co? Przyszedł wiaterek i
        > wszystko za przeproszeniem psu w ...!!! Część strawił żywioł, a resztę dzieła
        > dokończyli złodzieje. Jaki z tego wniosek?

        Nigdy o ubezpieczeniach obejmujących praktycznie każde mienie nie słyszałaś?
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 16:52
      Aaaa.. I jeszcze jedno. Ty mi tu o krańcowych wypadkach, a nie zauważyłaś, że
      część osób piszących na tym forum to są typowi yuppiszoni, którzy mają
      zaburzoną hierarchię wartości i wydaje im się, że wywrócą świat do góry nogami.
      • moboj Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 20:22
        dlaczego zaburzoną? bo inną od Twojej?
        • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 11:11
          no własnie - choć jestem yuppie, a hierarchię wartości mam inną niż elisabeth i
          nie uważam , żeby była zaburzona; ba uważam , ze jest zdrowsza ;-)nota bene -
          po raz kolejny odzywa się chęc eli do generalizowania - yuppie z zaburzoną
          hierarchią wartości - na jakiej podstawie tak sądzisz?
    • olik35 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 17:29
      Dziewczyno, nie badz glupia. Z dzieckiem jeszcze zdazysz. najpierw znajdz sobie
      prace, popracuj troche ,zeby miec praktyke, a pozniej za jakies 2-3 lata
      dziecko. jesli teraz Ci ciezko cos znalezc, to gwarantuje ci, ze pozniej bedzie
      jeszcze gorzej, bo nadala bedziesz bez praktyki zawodowej, a do tego z malym
      dzieckiem. Wiec zastanow sie... chyba, ze chcesz do konca zycia zyc biedniutko
      zjednej pensji , a maz niech sobie zyly wyprowa, zeby was wyzywic.
      • axela poglady sa rozne.... 29.09.05, 18:01
        to nawet zrozumiale.
        Ale widze ze wprawe w dorabianiu ideologi niektore z Was maja niesamowita.
        • moboj Re: poglady sa rozne.... 29.09.05, 20:23
          mi się najbardziej spodobało dorabianie ideologii do strzelenia sobie dziecka w
          wieku 20 lat:)
      • kinia2504 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 09:11
        Mam 1,5 roczną praktykę zawodowa w niebylejakiej firmie, miałam nadzieje, że pomoże mi ona w szukaniu pracy, nadal na to liczę.
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 22:14
      Żadne dorabianie ideologii moboj! Zwyczajnie próbuje wszystkim pokazać na
      przykładzie własnym, że majac 20 lat(dla niektórych tylko 20) mozna tez
      świadomie wejść w dorosłe życie, pogodzić rolę matki z pracą zawodową, po
      jakimś czasie uzupełnić wykształcenie i nie kwękac. W duzej mierze jest to
      uzaleznione od dojrzałości emocjonalnej małżonków, bądź partnerów i wiek
      metrykalny nie jest tu miarodajnym wyznacznikiem. Niektórzy maja 40-tkę na
      karku i nadal nie są w stanie skupić się na niczym poza swoja osobą.

      Anusia! Ja nie jestem kumplem dla swojego syna. Poniewaz ja sama jestem jeszcze
      dosyć młoda, więc obracamy się w tych samych kółkach zainteresowań. O, ba! Nasz
      syn zwraca się do nas w trzeciej osobie, co w dzisiejszych czasach jest
      niezmiernie rzadko spotykane, pociechy raczej ,, tykają'' rodziców. Zaręczam,
      ze nikt go do tego nie zmuszał!
      Wiesz? Ja tych ponadtrzydziestoletnich świeżoupieczonych rodziców, z którymi
      mam kontakt(a jest ich wielu) zastaję przeważnie narzekających, zmęczonych i
      siedzących plackiem w domu-notorycznie. Być może , że ma to związek z
      mentalnością panującą w moim i Twoim miejscu zamieszkania- Ty mieszkasz w
      stolicy, a ja w niestolicy. To co u Was jest normą, u nas niekoniecznie i na
      odwrót.
      Powiadasz wszędzie z dzidzią? Na szlak np. na Babią Górę też z nim podejdziesz,
      pójdziesz do pubu, a może włożysz je w nosidełko i skoczysz na ,,bandżi''? Już
      to widzę? Ja nie wiem jak spędzasz wolny czas, nie wiem co Cię kręci, a być
      może masz komu dziecko pocisnąć, to masz spoko. Ale miejsc, do których nie
      pójdziecie razem jest jeszcze naprawdę dużo.

      Nexalite!Statystyki to sa suche liczby!

      Mimo wszystko fajnie było wsadzić kij w mrowisko! A Kinia wtawiając ten wątek z
      pewnością zakładała, że iu piszących, tyle będzie opinii. Jest dorosła, wiec z
      całą pewnościa podejmie słuszna decyzję . Najlepszą dla siebie.

      Pa!

      • g0sik Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 22:42
        I w drugą stronę, jak Ty babrałaś się w pieluchach w wieku 20 lat, my latałyśmy
        na randki i balowałyśmy do białego rana.
        Dziecko po 30-tce nie przeszkadza mi w bywaniu, bo stać mnie i na opiekunkę i
        na bywanie.... Za ścianą mam 19-letnią sąsiadkę z małym dzieckiem. Sam miód -
        jej facet całymi dniami pracuje, żeby starczyło na życie i wynajęte mieszkanie,
        a ona całymi dniami siedzi z dzieckiem w domu. Marzy o dyskotece z koleżankami
        ale niestety "zapracowany" facet nie ma na to ochoty (samą też ją nie póści).
        No i w dodatku musi być miła dla teściowej która uważa ją za puszczalską dziwkę
        bo ta pomaga im finansowo. Większość znanych mi par, które wpadły koło 20- tki
        jest zależna od rodziców, bo to nie te czasy żeby udało się wyżyć z jednej
        pensji. Jeśli ktoś lubi takie życie i wspólne mieszkanie z mamusią to proszę
        bardzo, tylko dlaczego tyle dziewczyn na to narzeka na tym forum?
        • mike2005 Re: dziecko czy szukanie pracy 29.09.05, 23:47
          g0sik napisała:
          > I w drugą stronę, jak Ty babrałaś się w pieluchach w wieku 20 lat, my
          latałyśmy
          > na randki i balowałyśmy do białego rana.

          > Marzy o dyskotece z koleżankami
          > ale niestety "zapracowany" facet nie ma na to ochoty (samą też ją nie póści).

          Jest takie powiedzenie: "Kto się zbyt młodo żeni, ten wolności nie ceni".

          > Dziecko po 30-tce nie przeszkadza mi w bywaniu, bo stać mnie i na opiekunkę i
          > na bywanie.... Za ścianą mam 19-letnią sąsiadkę z małym dzieckiem. Sam miód -
          > jej facet całymi dniami pracuje, żeby starczyło na życie i wynajęte mieszkanie

          Inne porzekadło mówi, że "każdy jest kowalem swego losu". Facet zapewne
          przedwcześnie wpakował się w bachora, nieosiągnąwszy uprzednio odpowiedniej
          dojrzałości zawodowo-finansowo-materialnej, i teraz ledwie wiąże koniec z
          końcem.

          > a ona całymi dniami siedzi z dzieckiem w domu.
          Zamiast rozwijać się naukowo/zawodowo.

          > Większość znanych mi par, które wpadły koło 20- tki
          > jest zależna od rodziców

          Nie dziwne, bo w wieku 20 czy 23 lat raczej jeszcze nie zarabia się przez duże
          Z (dziwnym natomiast może być, że rodzice tych dwudziesto(paro)latków nie
          wybili z głowy młodym pakowania się w dzieciaka, nie nakłonili do usunięcia
          ciąży). Dla mnie to dziecinada.
          • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 02:12
            No i jak tu stąd iść jak tu takie kwiatki?

            Mike 2005 nabazgrał

            > Jest takie powiedzenie: "Kto się zbyt młodo żeni, ten wolności nie ceni".

            Mnie było łatwiej znieść trudy macierzyństwa właśnie w okolicach 20-tki, bo
            miałam więcej sił,energii..A teraz jak nam ktoś sugeruje poczęcie drugiego
            potomka, to mu pokazujemy kółeczka na czółku. Z jakiego powodu? Nie lubię się
            powtarzać. A poza tym my jesteśmy teraz juz, powiedzmy, prawie wolni.
            Korzystamy oboje z tej naszej ,, prawie wolności'' całą gębą! W pieluchy się
            ładować? W tym wieku?

            > Inne porzekadło mówi, że "każdy jest kowalem swego losu". Facet zapewne
            > przedwcześnie wpakował się w bachora, nieosiągnąwszy uprzednio odpowiedniej
            > dojrzałości zawodowo-finansowo-materialnej, i teraz ledwie wiąże koniec z
            > końcem.

            Niektórzy nigdy jej nie osiągną, bo tak po prostu mają.Głową muru nie
            przebijesz. A i widzisz? Nie każdy jest taki sprytny jak Ty. Tyle,że może dla
            takich ludzi dzieci są jedynym sensem ich życia? Coś trzeba po sobie zostawić
            na tym świecie, a nie każdy może być Einsteinem, albo innym Kopernikiem. A
            zresztą czy ty będziesz ponosił tego konsewkwencje? Stop! Pośrednio! Jak ich
            przytrze, to pójdą do opieki, a tam wiadomo pomoc z naszych podatków. Ale co to
            dla kogoś kto zarabia przez duże Z- nie bądźmy znowuż tacy małostkowi!
            >
            > > a ona całymi dniami siedzi z dzieckiem w domu.
            > Zamiast rozwijać się naukowo/zawodowo.

            Za trzy lata młode do przedszkola, sama do pracy, choćby nawet do tego
            pogardzanego przez ciebie sklepu. Dwie pensje, to i na dalszą naukę coś niecoś
            skapnie. Młoda jest, gdzie tam jeszcze do emerytury... Ja przyjęłam taką kolej
            rzeczy i sprężyłam się spokojnie ze wszystkim. Teraz realizuję się zawodowo
            (wykonuję wolny zawód) i nie wsłuchuję się w żadne tykanie jakiegoś tam
            cholernego zegara! ...ale może ja jestem z nieco innej gliny ulepiona...?


            > Nie dziwne, bo w wieku 20 czy 23 lat raczej jeszcze nie zarabia się przez
            duże
            > Z (dziwnym natomiast może być, że rodzice tych dwudziesto(paro)latków nie
            > wybili z głowy młodym pakowania się w dzieciaka, nie nakłonili do usunięcia
            > ciąży). Dla mnie to dziecinada.

            Ty się kurde ciesz!!! Ciesz się, że Ciebie nikt nie usunął!!!

            To byłaby dopiero dziecinada, schować jak struś głowę w piasek! A co ten
            dzieciak temu winien? No tak! Kara śmierci, bo rodzice są niezaradni życiowo!
            Normalna zajebioza!!!

            A najlepiej to jest iść do lasu, schować się w zmurszałym pniu i tam płacząc
            zemrzeć z rozpaczy! Uuuuuuuu....jakie życie jest ciężkie.... A kto cholera
            powiedział, że ma być lekko?!






            • triss_merigold6 Inna mentalność 30.09.05, 10:14
              Faktycznie jesteś z innej bajki niż obecne tu matki 30-letnie (ze mną włącznie).

              Być może w Twoim środowisku normą jest wczesne rodzenie, w moim (inteligencka
              Warszawa) w wieku 20-lat rodziły panny po zawodówkach albo takie co im nauka
              wyjątkowo nie szła. Wpady zaliczały, mieszkanie kątem u rodziców, narzeczony
              robiący w jakimś warsztacie albo na bramce w markecie. Fantastyczna wizja i
              perspektywa.;)

              Znajomi trzdziestolatkowie rówieśnicy albo mają b. małe dzieci albo dopiero
              planują więc problemów towarzyskich na tym tle nie ma.
              Z niemowlakiem chodziliśmy do restauracji, do sklepach, w góry z nosidłem
              plecakiem, dziecko ogranicza o tyle o ile. Pies też ogranicza, bo trzeba go
              wyprowadzać 4x dziennie.

              Uparcie piszesz o dojrzałości. Dla mnie miarą dojrzałości jest świadome
              zdecydowanie się na dziecko mając ustabilizowaną sytuację jeśli chodzi o
              wykształcenie, finanse i mieszkanie.
              Nie każdy ma wybór oczywiście... w klimatach w których złapanie faceta i
              zrobienie dziecka jest szczytem aspiracji 20-latki mają dzieci i dumnie patrzą
              z góry na ułomne bezdzietne.
              W klimatach w których normą są studia dzienne, rozwijanie się, spędzanie czasu
              w bibliotece i na dyskusjach, podróże, poznawanie ludzi, kobiety wchodzą w
              stałe związki później i później świadomien rozmnażają.
      • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 11:21
        > W duzej mierze jest to
        uzaleznione od dojrzałości emocjonalnej małżonków, bądź partnerów i wiek
        metrykalny nie jest tu miarodajnym wyznacznikiem.

        no, ale 20 to jeszcze nie dojrzałość emocjonalna - kazdy podręcznik psychologii
        to potwierdzi - granicą we współczesnym świecie jest 24 - 25 rż. to tak gwoli
        ścisłosci

        > O, ba! Nasz
        syn zwraca się do nas w trzeciej osobie, co w dzisiejszych czasach jest
        niezmiernie rzadko spotykane, pociechy raczej ,, tykają'' rodziców.

        a o czym to twoim zdaniem świadczy??? Bo wg mnie dokładnie o niczym.


        >Wiesz? Ja tych ponadtrzydziestoletnich świeżoupieczonych rodziców, z którymi
        mam kontakt(a jest ich wielu) zastaję przeważnie narzekających, zmęczonych i
        siedzących plackiem w domu-notorycznie.

        być może masz specyficznych znajomych, ale proszę nie rozciągaj drobne grupy na
        całe społeczeństwo, bo to naduzycie.

        >Powiadasz wszędzie z dzidzią? Na szlak np. na Babią Górę też z nim
        podejdziesz,

        nie, bo nie pójdę tam nawet sama, bez dziecka

        > pójdziesz do pubu,

        owszem


        > a może włożysz je w nosidełko i skoczysz na ,,bandżi''?


        nie, bo sama też nie skoczę, ale pójdę z nim wszędzie tam gdzie chodzę teraz.
        DZIECKO W NICZYM MNIE NIE OGRANICZY - o to chodziło w mojej wytpowiedzi -
        przeczytaj uważnie.

        > Ale miejsc, do których nie
        pójdziecie razem jest jeszcze naprawdę dużo.

        ja jakoś ich nie widzę :))) no ale to może optymizm 30 letniej matki :)))

        > Statystyki to sa suche liczby!

        ooooo, ciekawe podejście, to co wg Ciebie jest podstawą doi wygiągania bardziej
        ogolnych wniosków - jednostkowy przypadek????? chyba tak, bo Ty tak robisz...

    • g0sik Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 09:57
      >Mnie było łatwiej znieść trudy macierzyństwa właśnie w okolicach 20-tki, bo
      >miałam więcej sił,energii..

      Wiesz to było kilkanaście lat temu, więc może czas zatarł złe wspomnienia?
      Szczerze wątpię, że 20 latka z radością spędza wieczory w domu i bawi się w dom
      gdy jej koleżanki bawią się życiem.....
      • katia221 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 10:10
        wiesz, nie można też zakładać, że każda 20-latka marzy o spędzaniu weekendów w
        dyskotekach, itp. są takie typy ludzi jak domatorzy i takie typy jak wieczni
        imprezowicze. Nie można wrzucać ludzi do jednego worka. A poza tym ciekawa
        jestem ile z tych osób które wypowiadają się krytycznie na temat posiadania
        dzidzi ma dzieci...???
        • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 10:18
          Ja mam, słonko, dziecko. 11 miesięczny chłopiec. Zaplanowany i urodzony przeze
          mnie w wieku 30 lat. Poimprezowałam w życiu, postudiowałam, pojeździłam po
          świecie, parę zwiąków było w międzyczasie, popracowałam. Przynajmniej nie
          mieszkam w wynajętej klicie ani kątem u teściów.DDD
          • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 11:37
            to prawie tak jak ja - 31 lat, zaplanowana ciąża (chłopiec :), która rozwiąze
            się za 2 miesiące, skończone studia - niejedne, podróże, dom, dyskusje, znajomi
            i przyjaciele...
            • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 11:45
              Ja mam 26 lat, dwa kierunki studiów pracę na pół etatu, pracującego męża i
              bardzo chcę mieć dziecko. Anusia, Triss zrozumcie, że nie muszę mieć kokosów i
              pensji n-tysięcznej żeby z pełną świadomością i dojrzałością zdecydować się na
              potomstwo
              • anusia29 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 11:52
                chcesz, masz warunki - powodzenia. Mnie chodzi o to, żeby nie dorabiać
                ideologii do faktu urodzenia dziecka w wieku 19 lat jak się nic (wykształcenie,
                doświadczenie, pieniądze, itp. nie ma), że to niby lepiej.
                • utunia Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 12:06
                  Z tym wiekiem 19 lat to ja tez nie do końca się zgdzam. mnie chodzi o to, że nie
                  trzeba mieć Bóg wie ile pieniędzy żeby wychować dziecko. I właśnie z tym
                  poglądem Elizabeth się zgadzam
                  • triss_merigold6 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 12:21
                    Nie mam kokosów ani nie możemy sobie swobodnie pozwolić "na wszystko".

                    Dziecko kosztuje. Wyprawka wychodzi w sumie najtaniej. Teraz np. mały ma 11
                    miesięcy i przed nami pilne wydatki na: fotelik samochodowy, bo ze starego
                    wyrósł; krzesełko ze stoliczkiem do karmienia (musi mieć pasy więc tanie
                    drewniane odpadają); pierwsze porządne buty (około 100 zł); kurtkę zimową i
                    kombinezonik.
                    Powiedzmy, że niemowlę może chodzić w ubrankach z lumpeksu czy używanych i nie
                    ma zbyt duzych wymagań. Przedszkolak już ma, bo potrafi porównać się do innych
                    dzieci. Samo przedszkole to bez zajęć dodatkowych 300 zł.

                    Na opiekę społeczną liczyć? Na Caritas?
                    Becikowe dostają (o ile dostają) tylko patologicznie biedni a nie średniacy.
    • g0sik kinia2504 30.09.05, 10:59
      W wątku o dziwactwach napisałaś, że mieszkasz w wynajmowanym studenckim
      mieszkaniu i marzysz o własnej kuchni i łazience....Myślę, że w takiej sytuacji
      nigdy świadomie nie zaplanowałabym dziecka.
      • axela A propos dorabiania ideologi 30.09.05, 14:55
        Zgadzam sie, ze na dziecko nie potrzeba Bog wie jakich pieniedzy, ale to nie
        zmienia faktu, ze te pieniadze sa potrzebne. Wkurwia mnie natomiat bardzo
        glupie gadanie o wyprawce. Co do dziecka ma wyprawka, pytam sie co?
        To tylko poczatek, pozniej potrzeby rosna. Mozna oczywiscie opedzic dziecko
        tanim kosztem, osczedzajac na jego bezpieczenstwie ( fotelik, dobre bezpieczne
        krzeselko) mozna oszczedzic na jego zdrowiu ( buty z bazarku)
        Ale kiedy pojdzie do szkoly, i nie stac cie na dodatkowe zajacia ani nic innego
        to nie zaczyna byc Ci przykro ze Twoje dziecko odstaje od grupy? Bo gwarantuje
        ze takiemu dziecku jest przykro...... ze nie jedzie na zielona szkole, ze nie
        ma na kino z kolegami.
        Dziecko to jest zobowiazanie na min 18 lat wiec prosze mi tu uprzejnie nie
        pie....o wyprawce.
        Nie wypowiadam sie o wieku bo sama w wieku 23 lat zarabialam swiete pieniadze
        wiec zarobki nie zawsze ida w parze z wiekiem.
        Twierdze jedynie, decydowanie sie na dziecko bez wlasnego mieszkania i stalej
        pracy to niepotrzebne ryzyko, po je podejmowac zwlaszcza kiedy ma sie
        perpektywe, ze za ,powiedzmy, dwa lata osiagne to min. stabilizacji.
        Co do dorabiania ideologi to mam kolezanke ,ktora prowadzila rozrywkowe zycie i
        twierdzila, ze na malzenstwo i dzieci jest czas po 30 i............ wpadla.
        szybki slub, mieszkanie z rodzicami, kupa klopotow i nieporozumien. Teraz mi
        wmawia ze powinnam myslec o dzieciach bo moze byc za pozno i najlepszy wiek to
        tak jak ona 22 lata bo bezpiecznie i wogole.
        Jasne tak jakby sama swiadomie sie zdecydowala....
        Ale kiedy ktos jej nie zna to opowiada jakto sie z mezem kochali i zdecydowali
        ze czym wczesniej tym lepiej.
        No i co to jest jak nie dorabianie ideologii?
      • kinia2504 Re: g0sik 30.09.05, 16:12
        napisałam bo to prawda...ostatni to miesiac w tym mieszkaniu, gdyz przeprowadzamy sie do kawalerki tez wynajmowanej :( niestety.
        Powiem Ci czego chciałabym najbardziej, znależć pracę, dostać jakąs normalną umowę, dwa latka popracowac, urodzić dzidziusia, mieszkać z rodzinką w swoim mieszkanku ( pewnie z kredytem, ale cóz). Zastanawiam się tylko, co bedzie jeżeli przez najbliższy rok, dwa nie znajdę pracy spełniającej moje ambicje i zgodnej z moim wykształceniem??? czy wtedy pomyśle , ze mogłam jednak zdecydować sie na dziecko...no i co wyjechac za granice i tam je urodzić? czy wrócić z kasa z zagranicy i urodzić w kraju? co będzie za te 3 do 5 lat??
        Sytuacja jest jaka jest...dlatego również swiadomie dziecka nie planuje, rozważam tylko pewne za i przeciw. Dziecka bardzo pragniemy, ale dla jego własnie dobra jesteśmy w stanie jeszcze poczekać.


        ps. od pazdziernika zaczynam prace...za marne grosze, dorywczo, bez umowy, ale co tam pracowita ze mnie dziewczyna dam rade :)
        • axela kinia 30.09.05, 16:16
          Masz duze szanse na stabilizacje wiec moze jeszcze warto poczekac.
          Nie wiem jakie masz wyksztalcenie, ale pomysl z wyjazdem za granice moze wcale
          nie byc taki glupi. Zyskujesz pieniadze ( da sie odlozyc), jezyk wiecej niz
          ogolno przyjete "biegle" i miedzynarodowe doswiadczenie.
          Jakakolwiek decyzje podejmiesz - POwodzenia
        • g0sik Re: g0sik 30.09.05, 16:20
          Dasz radę, grunt to pozytywne nastawienie. A szukanie pracy mając dwuletnie
          dziecko wcale nie jest łatwiejsze. Zresztą praca też nie, bo na początek trzeba
          się wykazać, zostać dłużej a jak tu się zaangażować jak człowiek myśli że
          chciałby jak najszybcej wrócić do domu do dziecka:-(
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 30.09.05, 20:13
      A czy twierdzenie, że:
      -dzieci rodziców dojrzałych są inteligentniejsze od tych poczętych z młodszych
      rodziców;
      -tylko prywatna opieka lekarska od chwili poczęcia po pełnoletniość zapewni
      dziecku prawidłowy rozwój;
      -tylko w prywatnych przedszkolach i szkołach(od podstawówki po wyższą uczelnię)
      dzieciak jest gruntownie wyedukowany;
      -tylko wówczas, gdy rodzice zaliczają się przynajmniej do klasy średniej,
      wychowa się dziecko na wartościowego człowieka;
      ...również nie jest dorabianiem ideologii?! Przyganiał kocioł garnkowi!

      Wnioski:
      -moje dziecko jest upośledzone, bo jest pod opieką państwowych placówek służby
      zdrowia.Że miało 10/10 w skali Apgara w chwili urodzenia, pod względem rozwoju,
      zarówno fizycznego jak i umysłowego, biło na łeb swoich rówieśników jest tylko
      przypadkiem i nie ma w tym mojej zasługi, bo ja byłam młoda i głupia, więc nie
      mogłam mieć na to wpływu. Ot! Usrało mi się jak ślepej kurze ziarno!
      -moje dziecko jest upośledzone, bo uczęszczało i uczęszcza do państwowych
      placówek oświatowych. Że dostało się do solidnego liceum, do tego z b. dobrą
      lokatą, to też szczegół-jest upośledzone, bo to liceum państwowe;
      -moje dziecko jest upośledzone, bo zna biegle i posługuje się w praktyce tylko
      trzema językami, gra tylko na dwóch instrumentach, należy tylko do 5 szkolnych
      kół zainteresowań, w tym samodzielnie redaguje szkolny biuletyn(wiąże się to
      ściśle z moim wyuczonym zawodem, więc mogę mu słuzyć radą). Wszystko to pryszcz-
      debilna matka wychowała debilne dziecko;
      -moje dziecko jest upośledzone, bo w wieku 5 lat chodziło tylko na angielski i
      basen. To stanowczo za mało- po co dziecku normalne dzieciństwo, licza sie
      tylko aspiracje rodziców! Czesto rozbieżne z rzeczywistymi uzdolnieniami
      dziecka.


      A ja?
      -jestem debilką, bo wcześnie założyłam rodzinę z człowiekiem, na którym ja
      mogłam polegać i vice versa;
      -to, że od 16 lat trwam w udanym związku, to już jest w ogóle szczyt debilizmu;
      -jestem debilką, bo studiowałam w państwowej szkole i jeszcze do tego zaocznie.
      Normalnie kretynka! Napewno obracam się wyłączniw w środowisku debili,
      dyskutujemy o d... Maryny i jesteśmy ograniczeni umysłowo! Anusia to wie, bo
      ona mnie dobrze zna, a zwłaszcza moich znajomych! Żenada! Aaaaa... i nie mam 4
      fakultetów!
      -taaa.. biegam po poradniach zdrowia psychicznego i leczę sie z depresji, u
      podłoża której leżą traumatyczne przezycia związane z wczesnym macierzyństwem.
      Naturalnie Wy tego tez jesteście w 100% pewne, bo przecierz towarzyszycie nam
      od początku! ,, Bo sąsiadka za ścianą ma przechlapane...,bo moja znajoma wpadła
      w wieku 22 lat...''. Czy to nie jest uogólnianie i wysuwanie wniosków wyłącznie
      na podstawie obserwacji tylko swojego najbliższego otoczenia? Cóż za
      krótkowzroczność! PRZYGANIAŁ KOCIOŁ GARNKOWI!!!

      Gosia! A jaki jest związek pomiędzy młodym wiekiem Twojej sąsiadki, a chamstwem
      jej teściowej?! Czy gdyby miała , powiedzmy, 32 lata, to chamka zwracała by się
      do niej subtelniej?! Paradne!!!

      Anusia! Dziecko w nosidełko i do pubu??? Oto dowód Twojej dojrzałości i
      odpowiedzialności! Szczerze gratuluję!


      Statystyki? Proszę bardzo: Załóżmy, że w firmie łącznie z szefem jest
      zatrudnione 5 osób Z tego szef zarabia 10 000 zł a jego podwładni po 2500. Po
      wyliczeniu średniej wychodzi nam, że zarobki w tej firmie plasują się na
      poziomie 4000 zł. Statystycznie, a jak to się przekłada na rzeczywistość?

      Ja wprawdzie nie mieszkam w stolycy, ale również w dużej aglomeracji. Pod
      wzgledem gęstości zaludnienia województwo stoi na trzecim miejscu w kraju.
      Ludzie sa towarzyscy, my nie jesteśmy domatorami, więc utrzymuje sie rozległe
      kontakty. O sprawach tak przyziemnych jak te (deprecjonowane tu przez niektóre
      osoby!!!)dotyczące rodzenia i wychowywania dzieci, czesto rozmawia się choćby
      nawet stojąc w kolejce do lekarza. Zatem można sobie z tego wyciągnąć określone
      wnioski.

      Bawi mnie to, jak spadochroniarze chcac wyleczyć sie z kompleksu prowincji,
      przyjeżdżaja do dużego miasta, a tam gdy nabiorą trochę ogłady i obrosną w
      piórka, automatycznie po odpadnięciu skurupy z dupy popadają w snobizm.
      Rodowici Warszawiacy( mam tu na myśli tych z dziada pradziada Warszawiaków ),
      muszą mieć niezłą polewę!


      PA!

      RACJA JEST JAK DUPA-KAŻDY MA WŁASNĄ!!!
      • g0sik Re: dziecko czy szukanie pracy 01.10.05, 15:02
        >Gosia! A jaki jest związek pomiędzy młodym wiekiem Twojej sąsiadki, a
        >chamstwem jej teściowej?! Czy gdyby miała , powiedzmy, 32 lata, to chamka
        >zwracała by się do niej subtelniej?! Paradne!!!

        Nie denerwuj się tak....Ustosunkuję się tylko do fragmentu powyżej. Gdyby moja
        sąsiadka była chociaż trochę niezależna finansowo to mogłaby pokazać teściowej
        drzwi i dać kopa w d...ę ojcu swojego dziecka gdyby nadal trzymał stronę
        mamusi. A tak musi znosić chamkę, bo ze świadectwem ukończenia liceum to nawet
        na wynajęcie mieszkania nie zarobi. Nie wszyscy rodzice chcą utrzymywać dzieci
        gdy te założą własne rodziny.

        Każdy ma swoje priorytety. Z doświadczenia wiem, że dużo łatwiej żyje się tym
        którzy nie muszą oglądaś się na niczyją pomoc. Moja teściowa ma różne pomysły
        ale doskonale zna swoje miejsce i wie, że nie może się wtrącać nawet jak jej
        się coś nie podoba. Ja nie muszę być dla niej miła - jestem dopóki ją lubię...
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 01.10.05, 18:05
      gOsik! a skąd wiesz, że Twoja płaczliwa sąsiadka nawet jeśliby nie ,,wpadła'',
      poszła no studia, ukończyła je, to jej sytuacja materialna jak za dotknięciem
      czarodziejskiej różdżki uległaby natychmiastowej poprawie? Owszem, zwiększyłoby
      to jej szanse na lepszy start, ale czy potrafiłaby ona je wykorzystać? Oprócz
      wiedzy, potrzebne są jeszcze wrodzone predyspozycje. To się nazywa
      inteligencja, która co tu owijać w bawełnę, nie zawsze koresponduje z
      wykształceniem. Inteligencja, to przede wszystkim umiejętność radzenia sobie w
      wielu sytuacjach życiowych, a zwłaszcza w tych ekstremalnych. Nie ma to nic
      wspólnego z wiekiem- albo ktoś się z tym rodzi, albo nie. Nabyta może być tylko
      mądrość, ale to też zależy od tego czy umiemy wyciągać wnioski ze swoich
      doświadczeń. O zdolnościach odtwórczych już zresztą pisałam...

      Pisałam również o paradoksach, że często to właśnie rzemieślnik, ten po ZSZ,
      zarabia kilkakrotnie więcej niż pracownik naukowy. Poprostu- w życiu trzeba
      robić to do czego jesteśmy stworzeni. A w końcu nie wszyscy mogą zostać
      maklerami giełdowymi, menedżerami,bądź wziętymi prawnikami. Przedstawiciele
      tych tzw. pośledniejszych zawodów też są potrzebni, np. krawcy, szewcy czy
      budowlańcy. Zaryzykowałabyś chodzenie we wdziankach z liści, butkach z kory,
      zamieszkanie w szałasie z gałęzi w naszej szerokości geograficznej? A chlebek
      też byś sobie codzień piekła? Próbowałaś się kiedykolwiek ,,obszywać'' u
      dobrej krawcowej, albo wyfasować sobie buciki na zamówienie? Wiesz ile to
      kosztuje? O czym to świadczy? Że zaradność życiowa , a wykształcenie to dwie
      różne sprawy. Jeśli ktoś ma wyższe aspiracje -w porządku! Tylko mierzmy siły na
      zamiary i róbmy swoje, a jesli uda nam się zajść wysoko, to znakomicie, tylko ,
      na litość boską, nie deprecjonujmy(vide posty Mike'a 2005)osiągnięć tych,
      którzy na nieco wczesniejszym etapie sobie odpuscili, bo uznali, że to, czego
      udało im się w danej chwili dokonać, w pełni ich satysfakcjonuje.Również
      finansowo.

      Piszesz, że Twoja sąsiadka legitymuje się świadectwem dojrzałości. Załóżmy, że
      poszłaby na te studia, ale co akurat w jej wypadku by to zmieniło?...
      Przeczytaj jeszcze raz ten watek od początku.
      Siedzi i płacze...jest niezaradna, jej małżonek też...Płacze nad rozlanym
      mlekiem! A czy nie słyszała o antykoncepcji? Przecież zajęcia z PDŻ są już w
      gimnazjum(wiem, bo musiałam swojemu dziecku podpisywać w szkole zgodę na udział
      w zajęciach).Nawet ja-stara baba-miałam PDŻ w szkole średniej.Jeśli nie czuła
      się gotowa do roli matki, to mogła pomyśleć, że często następstwem uprawiania
      seksu bywa ciąża. Nie dziwota, że pokolenie obecnych 50 i więcej latków miało
      takie pieriepałki w młodości. Antykoncepcja w niektórych rodzinach była tematem
      tabu, a w ówczesnej szkole też o tym nie uczono. Ale w dzisiejszych czasach,
      zwłaszcza, że dostępność środków jest duża? Może nie koniecznie hormony, bo nie
      każdą nastolatkę na to stać, ale doraźnie może być Unimil, albo... w jej
      wypadku bardziej adekwatna-szklanka wody zamiast ?
    • elizabeth_70 Re: dziecko czy szukanie pracy 01.10.05, 18:12
      No chybaże mieszkasz w województwie o wysokiej stopie bezrobocia, to jeszcze
      byłabym w stanie zrozumieć.


      SŁUCHAJ!!! A MOŻE TA TWOJA SĄSIADKA UMIE SZYĆ?
Pełna wersja