birgitt
27.04.06, 15:35
muszę komuś opowiedzieć zanim mąż do domu wróci...
Mieszkamy od kiku miesięcy w nowym bloku, jak się wprowadziliśny nie było tu
jeszcze nikogo, teraz mamy sąsiadów (których jednak w ogóle nie znamy i nie
widujemy). I wszystko było cacy aż do teraz, otóż na Święta nas przez tydzień
nie było w domu, jak przyjechaliśmy pod naszymi drzwiami zastaliśmy siuśki
pieska (wiem że jeden z sąsiadów ma takie małe szczekające cudo). Po kilku
dniach wystawiliśmy buty męża na klatkę, nasz błąd ale buty nie stały tam
długo (i nie jesteśmy tu jedyni którzy tak robią), wczoraj je wzięłam
spowrotem i w środku znalazłam peta.
Myślałam sobie, ok, przypadek, zdarza się.
No ale dzisiaj, siedzę przeziębiona w mieszkaniu i co chwilę ktoś dzwoni do
drzwi i ucieka. Za pierwszym razem zostawił jakiś kawałek plastiku na
wycieraczce (nawet nie wiem co to), potem nakleił nam na drzwi taśmę (taką
szarą do pakowania) a trzeci raz tylko zadzwonił i zwiał...
Kurde, jestem cała roztrzęsiona, co za cham się przyczepił i czego od nas
chce, jesteśmy spokojni, nikomu nie wchodzimy w drogę, takie gówniarskie
zaczepianie a mimo wszystko jestem zdenerwowana i trochę się boję otwierać
drzwi jak znów zadzwoni
Problem błahy, wiem, ale musiałam sobie pozrzędzić.
Może to wynika z tego że jestem Polką (mieszkam za granicą)?