abeba
15.06.06, 11:53
Mój luby nie zdał egzaminu i oczywiście wpadł w nastrój jestem kiepski, jestm beznadziejny. Nie iwem jak go pocieszyć, tak mi przykro.
Wiem że się dużo uczył, sam i ze znajomymi ze studiów; jego znajomi zdali a on nie. To niestety nei pierwszy egzamin, już ma jedną poprawkę a z innego przedmiotu babie coś odwaliło i go nie dopuściła do egzaminu tylko od razu straszy warunkiem. To pierwszy rok studiów, więc za tyle zawalonych egz. go wyrzucą. Bardzo mi żal, bo wiem że mu zależało na tych studiach, lubił to, miał wspaniałych znajomych, po prostu miło było patrzeć ile ma zapału.
Sama swoje już kończę i aż miło było popatrzeć na "studenciaka" jakim był przez ten rok. To zaoczne studia ale na UW i naprawdę nie jest lekko. Parę lat zabrało by mógł je zacząć, a teraz - wkrótce to sie skończy:(
Macie pomysł jak go pocieszyć? wytłumaczyć że nie wszystko stracone (np. z tym warunkiem to jakiś skandal i w ogole naruszenie regulaminów, ja czy moi znajomi bysmy sie wykłócali pisali stosu podań, kombinowali - a on sie poddał: trudno, jestem kiepski). I co gorsze - jak go pocieszyć jeśli jednak wyleci?
Co gorsze nie ma pracy (zwolnił sie, bo pracodawca był źle zorganizowany, nie zarządzał praconikami, materiałami i czasem ludzi i kończyło sie na pracy całe noce przed terminem odbioru, to był horror!), wiec to pogłębia pewnie jego poczucie porażki i bycia zerem.
To wspaniały facet, bardzo go kocham, wiele sie nauczył odkąd jesteśmy razem, wiem że sie stara, chce być kimś. Podziwiałabym go i kochala nawet gdyby siedział w domu i gotował obiady:)
Tak mi przykro, normalnie wyć mi sie chce bo wiem co on teraz przezywa.
co robić