karolka500
01.07.06, 11:24
Wiem, temat był już wałkowany na wszelkie możliwe sposoby tysiace razy.
Chciałabym jednak poznać Wasze opinie, bo nie mam pojęcia jak dalej się
zachowywać. Jestem przekonana o słuszności mojego postępowania, ale rodzi ono
mnóstwo konfliktów z mężem. Moi rodzice równiez uważają, że powinnam sobie
odpuścić. ale od początku....
Teściowie mieszkaja 500 km od nas (duży plus), moi rodzice 200 km. Dwie
kompletnie różne rodziny. Moja mama dzwoni prawie codziennie, jeździmy do
nich raz na dwa, trzy miesiące. Z teściami rozmawiałam ostatnio w święta
wielkanocne, byłam u nich rok temu.
Przez 7 lat mieszkaliśmy ze sobą bez ślubu, teściowie nigdy nie zapytali czy
zamierzamy sie pobrać, czy będziemy mieć dzieci. Zero pytań o naszą
przyszłość. Gdy w końcu wyznaczyliśmy datę ślubu nie skomentowali tego w
ogóle. Sami finansowaliśmy wesele i nie oczekiwałam od nich żadnej pomocy w
tym zakresie, miałam jednak nadzieję że chociaż zadzwonia i zapytają jak nam
idzie. Teściowa zadzwoniła na miesiąc przed ślubem, rozmawiałyśmy może 5
minut, potem okazało się, że to mój mąż ją o to prosił. Chciałam żeby nasi
rodzice poznali sie przed ślubem ale moi teściowie nie byli zainteresowani.
Na kilka dni przed ślubem teściowa oświadczyła, że nie przyjedzie bo: źle się
czuje, jest daleko, musi pilnować domu. Mój ojciec dzwonił do niej i prosił,
żeby przyjechała, odmówiła. Dostałam szału.Zagroziłam, że jeżeli nie
przyjedzie ja nigdy nie pojadę do nich. Teściowa: "no cóż trudno".
Nie przyjechała, był tylko teść.
nie jeżdżę do nich, nie dzwonię, rozmawiałam z nimi może dwa razy skaładając
życzenia świąteczne.
Mąż chciał żebyśmy pojechali do nich na świeta wielkanocne, nie zgodziłam się
i zabroniłam mu jechać samemu. Wściekł się, spakował, odjechał. Wrócił za 15
minut i pojechaliśmy na święta do mich rodziców.
Obydwoje mieliśmy wolny tydzień majowy, pojechał do nich sam. Pech chciał, że
się rochorowałam. Miałam 40 stopni gorączki. Byłam sama w domu, znajomi
wyjechali na majówkę. Prosiłam żeby wrócił. Powiedział, że nie bedzie z
siebie robił idioty. Został.
Ja czuje się bardzo zraniona, on uważa, że przesadzam bo nic się przecież nie
stało. Jakiekolwiek rozmowy na ten temat prowadzą do dzikich awantur. Mąż
uważa że nienawidze jego rodziców, że chce, żeby "pozdychali" (to jego
tekst). Próbuje mu tłumaczyć, że tak nie jest, że po prostu mam do nich
ogromny żal, ale nie czuję nienawiści.
Nie wiem co dalej.... jak będziemy spędzać święta, co będzie jak urodzą nam
się dzieci... Nie umiem sobie odpuścić...
Moi rodzice uważają, że postępuje głupio, że powinnam tam jeździć i
zachowywać sie jakby nic sie nie stało..., że rozwalę sobie małżeństwo ...
Mąż nigdy nie zwrócił uwagi swojej matce, że nie przyjechała na ślub. Mnie
tłumaczy, że "ona po prostu taka jest".
czy ja przesadzam, powinnam sobie odpuścić?