mg2005
06.10.08, 17:27
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20081004&id=my42.txt
"Próbą marginalizacji Kościoła jest powtarzający się postulat
zaniechania nauki religii w szkołach. W tygodniku "Przekrój" z 2
października 2008 r. znajdujemy tekst zatytułowany "Religio, wracaj
do sal", którego autorzy, używając pokrętnych argumentów, próbują
wykazać, że szkoła, do której uczęszczają dzieci w przytłaczającej
większości pochodzące przecież z rodzin katolickich, nie jest
miejscem do nauki religii. Szkoła, która utrzymuje się z podatków
katolików, ma nie wspierać katolickich rodziców w religijnym
wychowaniu dzieci i młodzieży, gdyż - jak argumentują
redaktorzy "Przekroju", miejscem nauki religii jest salka przy
kościele. Ten postulat zepchnięcia katolików do swoistych gett
publicyści "Przekroju" mają nadzieję zrealizować z pomocą
ideologicznie im bliskiego rządu Donalda Tuska, do którego zwrócili
się ze swoistym apelem. A na razie religia ma przerodzić się w
religioznawstwo, chociaż najlepiej, by zastąpiła ją swoiście
pojmowana etyka. Proponowany przez redaktorów tego pisma zakres
etyki zakłada, że nie będzie to nauka o ludzkich czynach ocenianych
ze względu na ich wartość moralną, a więc ze względu na dobro lub
zło. Jak się sugeruje, młodzi ludzie mają swobodnie decydować, co
jest dobre, a co złe. Za wzorcowe rozwiązanie, podobno mające
nauczyć samodzielnego myślenia, uznaje się przeprowadzane na
Zachodzie eksperymenty, w których "nauczyciele zachęcają uczniów do
kwestionowania oczywistości powszechnie przyjętych (...) nie po to
jednak, żeby je odrzucić, lecz po to, żeby się nad nimi zastanowić,
a odrzucić wtedy tylko, gdy po analizie okażą się przesądem lub
uprzedzeniem, jak np. rzekoma pozytywna wartość dziewictwa lub
nierozerwalności małżeństwa (...)". Tego typu postulaty mające siać
zamęt wśród kształtującej swój kręgosłup moralny młodzieży popiera
Andrzej Dominiczak, szef ateistycznego Towarzystwa Humanistycznego -
promowany w analizowanym tekście na eksperta, który na lekcje z tego
przedmiotu proponuje chociażby "temat pedofilii [podczas realizacji
którego - dop. P.P.] należałoby omówić problem winy za czyny
popełnione przez ludzi z wrodzonymi, nieakceptowanymi społecznie
skłonnościami, na które jednak obwiniony nie ma wpływu". Czytając te
postulaty, wyraźnie widzimy, iż proponuje się w "Przekroju" lekcje
nie z etyki, a z antyetyki"
Ładną "etykę" szykują "oświeceni" naszym dzieciom...