samotna261
06.11.06, 21:58
Jestem na skraju załamania...
Zaczne od poczatku, rok temu wyszlam za maz, przed slubem bylismy w miare
zgodna para, kochalam go, pobralismy sie - on nie mogl se zdecydowac, jednak
"wyrazil" zgode... zamieszkalismy razem i zaczelo sie... doszlo do tego, ze
wyzywal mnie, obrazal sie, nie dal sobie nic powiedziec, w koncu uderzyl...
pozniej przepraszal... zaszlam w ciaze, bicie zdarzylo sie jeszcze
kilkakrotnie. Nastepnie przez ok 6 m-cy totalny raj, mily kochany troskliwy
itp. Po urodzeniu ciagle awantury o to, ze jestem gruba ( po ciazy waze 55 kg
- 166 cm), brzydka: ubliza mi mowiać: "gruba swinio", "locho", "twoje cialo
jest gownem", "galareto". Wczoraj nie wytrzymalam i uderzylam go w twarz,
rzucil sie na mnie, zaczal dusic- upadlam na ziemie, gdy tylko powstalam dalej
upokarzal mnie...
Patrząc na to z dystansu,uwazam, ze powinnam cos zrobic !! najlepiej sie
rozwiesc, ja juz go nie kocham,ale problem tkwi,w tym, ze musialabym wrocic do
rodzicow - wstyd i upokorzenie ( sama walczylam o slub), zarabiam marne grosze
wiec nie stac mnie na wynajmowanie , zreszta co zrobie z kilkumiesiecznym
dzieckiem?
Dodam, ze moja głupota nie zna granic... utrzymywalam go od zawsze, jeszcze
zanim bylismy malzenstwem - nawet w ciazy, on uwaza, ze nie zasluguje na niego.
Nie mam latwego charakteru, nie moge siedziec cicho, stad awantury sa
codziennie - wszystko na mojej glowie, dziecko, praca, rachunki, zakupy,
gotowanie, sprzatanie itp NIE DAJE RADY!!! Przestalam juz mowic nawet
kolezankom o swoich sprawach, bo patrza na mnie z politowaniem, a niczego nie
wnosza nowego.
Ufff troche mi ulzylo