beatrisse
20.11.06, 14:44
Czytam to forum od dłuższego czasu, czasem też piszę- ale pod innym nickiem.
Jak przeczytacie moją historię to zrozumiecie dlaczego...:/
Mam 25 lat, narzeczonego, wzynaczoną datę ślubu, niby wszytsko jest super,
ale..
Kiedyś byłam z księdzem.
To trwało ponad 4 lata, od prawie 2 formalnie nie jesteśmy razem
Ale ciągle utrzymujemy kontakty, rozmawiawiamy prawie codziennie przez
telefon, na gadu, on przyjeżdża do mnie- nie za często, ale jednak...
Narzeczony wie o tym, że byliśmy razem- na począku mówił, że to akceptuje,
ale teraz widzę jak źle to znosi i tak naprawdę nie dziwię mu się. Doszło do
tego, że nie mówię mu, że tamten dzwonił, ani, broń Boże, że przyjeżdżał.
Jakoś funkcjonuję. Funkcjonujemy.
Ale czasem ogarnia mnie takie przerażenie... Zaczynam się zastanawiać, czy
moje małżeństwo (to już tylko pół roku do ślubu) ma w ogóle sens...
Chwilami najchetniej spakowałabym sie i uciekła na bezludną wyspę:((
Nie wiem sama co mam zrobić...?!
Czuję się jak w matni:(((