"przyjaciele" mojego meza

20.11.06, 14:59
Czuje sie troche samotna z moim problemem... Szukam zrozumienia, rady albo
innego spojrzenia na moj problem.
Od kiedy poznalam mojego meza, czesc jego przyjaciol mnie bardzo polubila i
czulam ze z calego serca starala sie pomoc mi w rozpoczeciu nowego zycia w
innym kraju u bpku mojego ukochanego. Niestety jest jeszcze ta druga grupa
przyjaciol, ktora stara sie jak moze zebym sie nie czula dobrze. Jestesmy
malzenstwem i wiekszosc jego przyjaciol to pary z dlugim stazem. Na pozor sa
to mili, inteligentni ludzie. No ale do rzeczy. Od dluzszego czasu staram sie
zeby mnie polubili, zeby moj kochany maz byl szczesliwy. Niestety mam
wrazenie ze dla nich jestem dodatkiem do mojego meza ktory trzeba jakos
zniesc.Kiedy sie spotykamy, nie przejawiaja zadnego zainteresowania moja
osoba ani checi rozmowy. Najczesciej kieruja rozmowe na takie tematy w
ktorych nie moge uczestniczyc np. praca, wspolne przezycia ze starych lat
etc. To daloby sie zniesc, ale cudowni przyjaciele mojego meza (tylko damska
czesc) z upodobaniem poruszaja temat mojego meza ex (moj maz nie jest z ta
kobieta od 7 lat!!!), kompletnie ignoruja fakt ze ja moze nie czuje sie z tym
dobrze. 2 z monatych badz co badz przyjaciolek zachowuje sie dla mnie
niestosownie np.: przyklad ktory wyprowadza mnie z rownowagi to rozsadzanie
par na obiadkach i innych imprezach. Niby nic, ale sprobujcie siedziec przez
2-4godz w otoczeniu ludzi ktorzy mowia w swoim wlasnym jezyku, na dodatek
jest glosno,wszyscy mowia naraz, opowiadaja zarty itp a wy siedzicie z glupim
usmiechem na twarz, tesknicie za swoimi przyjaciolmi i za tym jak sami sie
smieliscie zewspolnych zartow. Kiedy moj maz siedzi obok czuje sie pewniej bo
mam szanse zapytac sie o co chodzi. Inny przyklad, przyjciolki mojego meza
adoruja go, a on najczesciej zupelnie tego nie widzi (dla niego one sa po
prostu mile), czasami moj maz zabawia sie w gentelmena roku (dolewa winka,
biega po wybite bile, podaje torebki, zapalniczki chodzi po drinki) w tym
samym czasie ja siedze sobie i czuje sie jak ufoludek co wyladowal na
niewlasciwej planecie.
Jedna z przyjaciolek mojego meza, zawsze dolewa mu winka, herbatki naklada
kolejna porcje na talezyk pomijajac mnie i swojego meza... ostatnio zadala mi
jakies pytanie dotyczace moich planow, jak tylko zaczelam mowic,jej cala
uwaga skupila sie na moim mezu do tego stopnia ze on sam poczul sie
skrepowany, ani razu na mnie nie spojrzala pomimo ze ja siedzialam przed moim
mezem.
Oj strasznie duzo tu napisalam , a czuje ze i tak jest to tylko kropla w
morzu i moze bedzie wam trudno mnie zrozumiec, ale napiszcie co myslicie bo
moje cudownie harmoijne zycie z moim kochanym psuja klotnie o "przyjaciol".
On uwaza ze przesadzam i jestem nadwrazliwa i powinnam sie lepiej postarac bo
on sie zle czuje wychadzac ze mna bo ja ciagla cos "wymyslam".
dzieki z gory i trzymajcie sie cieplutko...do napisania
    • twitti Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:21
      Wiesz co, wspołczuje Ci:( masz tylko dwa wyjscia, bo twoj maz nie wstawil sie
      za toba chyba u znajomych.. powinien ostro cos im powiedziec.. a moze
      powiedzial, ale oni to olali.. moze cie po prostu nie lubia.. trudno
      powiedziec..

      wyjscia:
      1) olac ich, udawac ze sie swietnie bawisz, ignorowac i zaczac na sile
      pokazywac ze twoj maz jest tylko twoj itd. Okazuj mu publicznie uczucia itd.

      2) dac sobie spokoj i odsunac sie od tych znajomych. Przeciez nie musisz z nimi
      spedzac czasu. W tym czasie co maz bedzie sie znimi spotykal, ty znajdz czas
      dla swoich znajomych. Moze twoj maz zateskni za wspolnymi wyjsciami i sprobuje
      cos naprawic w relacjach ty-jego znajomi.

      Tak czy inaczej, trzymaj sie:) mam nadzieje ze jakos sie ulozy:)
    • aga.kulka Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:24
      Chyba rzeczywiście wylądowałaś na niewłaściwej planecie...
      Ale na serio, musisz szczerze porozmawiać o tym zmężem i naprawdę zwróć mu
      szczególnie uwagę na twoje uczucia w takich sytuacjach, żeby zdawał sobie
      sprawę, że jest to dla ciebie przykre.
      Druga moja sugestia to taka że mogłaś to przewidzieć skoro jechałaś do męża.
      Tak sie dzieje bardzo często, niestety.

      Pozdrawiam
      Aga.
      • purecharm Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:35
        Szczerze mowiac Ty nie mozesz nic zrobic, ale Twoj maz owszem. Przykre jest to, ze na to nie reaguje, bo jakos trudno mi uwierzyc, ze nie widzi zachowania "przyjaciol". Porozmawiaj z nim o tym, powiedz, co czujesz. Jezeli to zbagatelizuje, to masz wiekszy problem - z mezem.
        • twitti Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:39
          albo powiedzial im a oni powiedzieli mu ze jej nie lubia... to wtedy na pewno
          nic nie powie i bedzie udawal ze nic nie widzi, myslac ze w ten sposob nie
          zrobi jej przykrosci... bo tak tez moglo byc..
          • purecharm Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:50
            Jezeli powiedzieliby mu, ze jej nie lubia, to chyba powinien ograniczyc kontakty z takimi psedoprzyjaciolmi. Jezeli facet zeni sie z kobieta z innego kraju, nie powinien utrzymywac kontaktow z ludzmi, ktorzy traktuja jego zone z gory, tylko dlatego, ze jest Polka.
      • gugitsa Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 15:38
        no ale nie jechac i nie byc z mezem tylko dlatego bo ma przyjaciol czy
        znajomych? chyba nie bardzo przywiazalas wage do rangi znaczenia slowa maz -
        znajomi... kto wazniejszy?
    • g0sik Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:50
      Trudno się dziwić znajomym, skoro Twój własny mąż wysyła sygnały, że można Cię
      olewać....Inni biorą z niego przykład - jeśli jemu nie zależy żebyś się dobrze
      czuła w towarzystwie jego znajomych to, dlaczego oni mają się tym martwić? Tak
      na prawdę to masz problem z mężem....
      • twitti Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 15:54
        ja uwazam ze znajomi moga nie lubic jej. Nie powinni tego jednak w taki sposob
        okazywac. MOj maz ma kilku znajomych z roznych towarzystw, gdzie zdarza sie ze
        poszczegolnych osob nie lubie, lub mnie draznia. NIe okazuje co prawda tego,
        ale moj maz wie o tym. Byc moze one tez mnie nie lubia, ale ja o tym nic nie
        wiem. Jesli maz o tym wie to i tak by mi pewnie nie powiedzial. Ale to nie jest
        powod dla ktorego on mialby sie z nimi nie spotykac. Z reszta na odwrot tez tak
        jest z niektorymi osobami:) przeciez nie kazdy musi byc lubiany. tylko powini
        mimo wszystko ja szanowac ci znajomi a to juz inicjatywa narzeczonego.
    • magdusinska Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 16:09
      A ja myślę, że do przyjaźni nikogo zmusić nie można. I przyznam, że nie dziwią
      mnie rozmowy o ich pracy itd. W końcu są to jego znajomi. A Ty jako nowa w tym
      towarzystwie powinnaś starać się jakoś wkupić. Mój mąż ma znajomych z pracy,
      studiów, ja również. Spotykamy się razem i nie narzekam. Przede wszystkim
      postaraj się bardziej poznać sprawy i problemy w pracy męża i wtedy też możesz
      dołączyć do rozmowy. Ja mimo, że mamy zupełnie inne zawody tak zrobiłam i jest
      ok. Zawsze mam coś do powiedzenia w temacie, a jak nie mam to milczę i czekam
      na swoją kolej. Ale ja to ja zawsze znajdę ciekawy wątek do pogadania. Z reguły
      jestem bardzo kontaktowa i gadatliwa. No i pogadaj z mężem. Niech postara się
      czasami tak pokierowć rozmową, abyś i Ty miała coś ciekawego do powiedzenia.
      • purecharm Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 16:21
        Sprawa wyglada troche inaczej, kiedy nagle znajdujesz sie w obcym kraju i musisz porozumiewac sie w obcym jezyku. Aby mowic biegle i czuc sie pewnie w towarzystwie, potrzeba czasu i znajomi, ktorzy dziewczyne olewaja nie ulatwiaja tego.
        • magdusinska Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 16:28
          Owszem, ale nie można od obcych ludzi wymagać, aby sami nie gadali, bo jedna
          osoba nie rozumie.
    • zoneczka-biedroneczka Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 18:01
      Dzieki serdeczne. Co do wkupywania sie to uwierzcie mi probowalam 2 lata,
      jestem, rowniez weslola i gadatliwa. Do puki nie wyjechalam z Polski uwazalam
      ze potrafie z kazdym znalesc wspolny jezyk. Moj moz twierdzi ze wiekszosc ludzi
      bardzo mnie lubi od tzw pierwszego spotkania (z wyjatkami oczywiscie).
      Przyjaciele mojego meza nie maja zadnego problemu z mowieniem po angielsku ani
      ja po prostu jest im latwiej w swoim wlasnym jesyku. Ja ucze sie go juz 1,5
      roku, ale jest mi trudno wyrazis swoje opinie badz uczucia.
      Z mezem rozmawialam i mimo iz zwykle nasze rozmowy sa dlugie pelne zrozumienia
      i czulosci to jesli chodzi o przyjaciol jest inaczej. On twierdzi ze ja sie nie
      staram go zrozumiec bo on nie jest w stanie przewidziec kto co powie, albo jak
      sie zachowa, poza tym tez chcialby sobie pogadac i odprazyc sie zamiast
      zastanawiac sie czy ja juz jestem smutna i czy powinien cos zrobic. Moim
      zdaniem on z jakiegos powodu nie potrafi powiedziec swoim przyjaciolom ze ich
      zachowanie jest delikatnie mowic nie grzeczne. Ja juz sama nie wiem bo nigdy
      nie bylam wsrod grupy ludzi, ktorzy by sie tak zachowywali. moi przyjaciele
      Polski nie wspominaja o moich ex, przepraszaja mojego meza za slaby angielski i
      sa zawsze ciekawi co u niego sluchac.
      Tak w ogole to dziwne jest to ze jego najlepsi, najblizsi kumple uwazaja ze
      jestem super i kilka razy mi powiedzieli ze sie ciesza ze moj maz ma taka mila
      i dobra zone. Problem polega na tym ze moj maz ma duzo przyjaciol i kilka par
      szczegolnie kobiet ma do mnie stotunek...taki jak ma
      • magdusinska Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 19:31
        A w czym masz problem? Cały świat Cię lubić nie musi przecież. A skoro masz
        problem z mówieniem płynnie to może przysłuchuj się i ucz języka.
        • zoneczka-biedroneczka Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 16:20
          Hej Magdusinska. Nie, nie mam problemu z tym ze ktos tam mnie nie lubi, jestem
          raczej realistka i wiem ze jest na pewno calkiem spora grupa ludzi ktora moze
          mnie nie lubic. Pewnie zastanawiasz sie czemu wiec jecze wam tu wszystkim, ze
          mi zle i w wogole olaboga zaraz sie zabije. Nie dlatego napisalam. Czuje sie
          zle ze ludzie z ktorymi sie spotykam dosyc czesto traktuja mnie tak jak
          traktuja. Ja, sie z tym zle czuje co nie znaczy ze Ty moze czylabys sie z tym
          duzo lepiej i moze by to po Tobie splynelo,moze nauczylabys sie jezyka w 1,5
          roku albo zainteresowala sobia ludzi ktory nie chce sie Toba interesowac. Ja
          mam problem z tym, ja sie z tym zle czuje, mam problem z tym ze wydaje mi sie
          ze zrobilam wszystko co moglam zeby zmienic ta sytuacje i nie widze zadnych
          zmian.
          "A skoro masz
          problem z mówieniem płynnie to może przysłuchuj się i ucz języka." Hymm jakby
          Ci to wytlumaczyc... wlasnie zaje panstwowy certyfikat z dunskiego po 1,5 roku
          nauki wiec moge przeczytac ksiazke, obejrzec film i porozmawiac na wiekszosc
          tematow. To jest troche tak jakbys zdala prawojazdy, niby potrafisz prowadzic
          samochod, ale nikt przy zdowych zmyslach nie wystawilby Cie jako zawodniczke na
          wyscigach samochodowych. Rozmowa na imprezie gdzie jest duzo ludzi, alkohol i
          muzyka to wlasnie takie wyscigi dla kogos kto zaczal mowic i rozumiec nowy
          jezyk. Poza tym przysluchuje sie juz 2lata. Czy teraz juz rozumiesz z czym mam
          problem?
          P.S. Slyszalas kiedys dunski, szwedzki czy norweski?
          Tak czy inaczej trzymaj sie cieplo.


      • caysee Re: "przyjaciele" mojego meza 20.11.06, 19:54
        Troche cie rozumiem, bo tez mieszkam za granica (Niemcy), a niemieckim nie
        wladam super plynnie i momentami jest mi dziwnie w towarzystwie. Jakies 2 lata
        temu na jakichs imprezach w gronie znajomych meza tez sie czulam troche jak
        ufoludek, rozumialam "trzy po trzy".

        Piszesz, ze uczysz sie ich jezyka zaledwie od 1,5 roku i nie jestes sie w stanie
        nim plynnie poslugiwac. Nie uwazasz, ze to moze potegowac uczucie wyobcowania w
        tym towarzystwie? Albo ze oni troche unikaja zagadywania cie, bo widza, ze
        kiepsko ci idzie z jezykiem i nie chca cie krepowac?

        Poza tym, jesli chodzi o tematy rozmow, to wcale sie nie dziwie, ze sa takie a
        nie inne. Ja bedac w gronie znajomych meza ze studiow tez slucham o tym, co tam
        slychac u starych kolegow ze studiow, ktorych widzialam moze raz przelotem. W
        gronie znajomych z pracy wysluchuje plotek o tym, kto do jakiego banku odszedl
        albo co jakis tam Gruppenleiter wymyslil. Taka kolej rzeczy, ze ludzie najwiecej
        rozmawiaja na tematy, ktore ich najbardziej interesuja...

        Nie mowie, ze nie ma problemu, tylko ze moze ty ten problem wyolbrzymiasz. Bo
        mysle, ze jesli rzeczywiscie maz zachowuje sie tak jakby cie tam nie bylo i
        wszyscy jego znajomi rowniez, to juz jest to problem. I mysle, ze jezeli maz nie
        zacznie sie starac bardziej o wlaczenie cie w towarzystwo, to sama sie nie
        wkrecisz. Nie chodzi o to, zeby powiedzial wszystkim, ze maja cie zabawiac i
        lepiej traktowac, tylko zeby ogolnie czesciej wlaczal cie do dyskusji, wspominal
        ze costam zrobilas i dawal mozliwosc zabrania glosu. Powinnas z nim o tym
        porozmawiac.
    • sol_bianca Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 14:08
      rozumiem ze czujesz sie nieswojo
      ale przeciez nie jest AZ TAK ZLE? piszesz, ze czesc przyjaciol meza traktuje cie bardzo dobrze - to super, czyli masz z kim pogadac, nie jestes zupelnie sama. sprobuj czesciej widywac sie z ta "lepsza" grupa, a moze znajdziesz sobie wsrod nich przyjaciolke, z ktora bedziesz mogla spotykac sie nawet bez obecnosci meza? wiem, jakie to wazne miec do kogo sie odezwac, a nie znajac dobrze jezyka trudniej jest nawiazywac znajomosci.
      popros meza, zeby czesciej zwracal na ciebie uwage kiedy jestescie w grupie. podczas rozmowy ze znajomymi moze wtracac cos w stylu "rozmawialem o tym z zona i ona uwaza ze (...) prawda kochanie?" - i tu masz szanse cos dodac od siebie. niech kieruje rozmowe na tematy, o ktorych masz cos do powiedzenia. teksty o ex powinien natychmiast zabijac w zarodku (najlepiej obracajac z zart).
      co do rozsadzania: to nie jest latwe, ale jedyne co przychodzi mi do glowy to... zmusic do rozmowy najblizej siedzaca osobe :) wymysl jakis w miare ciekawy temat i zacznij nawijac po angielsku. mozliwe, ze ta osoba cie splawi, ale przynajmniej nie bedziesz sidziec bezczynnie i pokazesz, ze jestes kontaktowa.
      skoro oni gadaja o przygodach z dawnych lat, ty tez zbieraj wspolne (z nmi) doswiadczenia. Bedziesz miala o czym rozmawiac, nawet jesli beda to banaly typu wspominanie poprzedniej imprezy.
      nie sadze, zeby ci ludzie zachowywali sie tak ze zlosliwosci. moze po prostu cie nie znaja, nie maja o czym z toba rozmawiac, nie chce im sie przelamywac bariery jezykowej...
      dziwie sie za to, ze twoj maz nie usiluje cie bardziej aktywnie wprowadzic w srodowisko. w koncu masz prawo czuc sie zagubiona.
    • burza4 Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 15:26
      Po pierwsze - ostrożnie z "dogadzaniem" facetowi - widzę, że zaczynasz
      zapominać w tym wszystkim o sobie, co gorsza - jego uczysz i przyzwyczajasz do
      tego, że twoje uczucia są nieistotne, i że zawsze ty się będziesz dostosowywać
      do niego.

      piszesz np.:
      Od dluzszego czasu staram sie
      > zeby mnie polubili, zeby moj kochany maz byl szczesliwy"

      a czy nie zauważyłaś, że w nim wyrabia się przekonanie, że on NIE MUSI SIĘ
      STARAĆ, żebyś TY była szczęśliwa? bo sam fakt, że jest z tobą powinien ci
      wystarczyć?

      mój mąż pozwoliłby sobie na takie traktowanie mnie, a gdyby interwencje nie
      przyniosły skutku, to po prostu nie spotykalibyśmy się z takimi ludźmi.
      Tymczasem twój ma pretensję, że przez ciebie źle się bawi - i ma w nosie jak ty
      się z tym czujesz?

      jesteście ze sobą dość krótko - a już masz syndrom "kochającej żonki" która
      potulnie będzie godzić się z sytuacją. Nie masz wpływu na znajomych męża, jeśli
      do tej pory cię nie zaakceptowali - to najprawdopodobniej już nie zaakceptują.

      KOCHAJĄCY facet nie czułby się komfortowo w sytuacji, kiedy jego żona źle,
      nieswojo się czuje w danym towarzystwie. Tymczasem twój nawet nie zwraca uwagi
      na twoje samopoczucie! i to jest znacznie większy problem niż
      lubienie/nielubienie przez znajomych. Widząc że twój mąż nie reaguje, tym samym
      pokazuje im że nie bardzo się z twoimi odczuciami liczy - a skoro on się nie
      liczy, to oni tym bardziej nie będą! widzą, że mogą sobie na lekceważące,
      złośliwe zachowanie pozwolić.
      • zoneczka-biedroneczka Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 16:36
        Hej burza4! Dzieki za list/wypowiedz (kurde wypowiedz brzmi jakos oficjalnie).
        Oczywiscie, ze staram sie jak moge zeby moj maz byl szczesliwy. Widze i wiem ze
        On stara sie tak samo co nie znaczy ze od czasu do czasu w niektorych
        sytuacjach ktores z nas da d...
        Moj maz wie jak ja sie czuje w zwiazku z jego przyjaciolmi (patrz mniejsze lub
        wieksze awantury, cala masa dlugich rozmow). Kilka razy po tym jak
        porozmawialismy, pogadal z tymi czy innymi, ale hymmm moj kochany maz czuje sie
        z takimi rozmowami jak pies w studni wiec jak tylko moza to ich unika. Poza tym
        powoli zaczyna sie stresowac wychodzac ze mna bo "cos moze pojsc zle, albo ktos
        moze mnie potraktowac nie tak, itp.".
        No musze konczyc, zaraz idziemy na kragle z jedna "z tych" par.
        Milego dzionka abo wieczora.
        • burza4 Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 18:20
          sama widzisz - ty się starasz dla niego z zaciśniętymi zębami, on nawet nie
          pomyśli, że miałby zrezygnować/ograniczyć kontakt ze znajomymi, z którymi ty
          się źle czujesz.

          To taki malutki przejaw tego, że on patrzy bardziej na swój komfort, i
          niestety - dużym błędem, który mści się w przyszłości jest utrzymywanie go w
          przekonaniu, że tak właśnie powinien wyglądać związek. Musisz nauczyć go aby
          twoje zdanie było brane pod uwagę i żeby nie trywializował twoich problemów (on
          zamiast zareagować wmawia ci że to w zasadzie twoja wina, bo "wymyślasz"). Bez
          tego naprawdę nie da się stworzyć udanego związku, bo kiedyś możesz ocknąć się
          z myślą, że on owszem, kocha, ale tylko póki to nie wymaga od niego żadnych
          poświęceń. Tymczasem ty jesteś mocno zakochana:) i dałabyś z siebie wszystko, a
          trzeba to zrównoważyć i nauczyć się również brać.

          miłego wieczoru mam nadzieję:)
    • gugitsa Re: "przyjaciele" mojego meza 21.11.06, 15:36
      nie widzi adoracji ze strony "przyjacioleczek" a jedynie to, ze sa mile? i maz
      staje sie nagle gentlemanem roku?...
      ...ja bym nie probowala rozmawiac. podeszlabym, huknela i kazala sie
      zastanowic.
      ale to tylko ja, wiec darujcie sobie komentarze.
Pełna wersja