ania20lub
17.04.07, 21:42
kiedys bylam osoba wierzaca w prawdziwa wzajemna milosc dwojga ludzi,
spotkalam wlasciwego faceta, w ktorym zakochalam sie do szalenstwa. wydawalo
sie ze jest uczciwy, odpowiedzialny, ale przede wszystkim widzialam w nim
dobrego czlowieka. takiego naprawde dobrego. dzis juz widze tylko zimnego
drania ktory w mistrzowski sposob sie maskuje i umie manipulowac
ludzmi.kiedys myslalam ze nie ma lepszego faceta od niego ze zaden nigdy
mocniej mnie nie pokocha i nie da mi wiecej niz on mi dal. moj problem polega
na tym ze sie mu oddalam w calosci i chce byc przy nim. wydaje mi sie ze beze
mnie cos mu sie stanie, nie poradzi sobie, choc wiem ze szybko znajdzie sobie
zastepstwo za mnie. jestem glupia i naiwna, ale nie moge go zostawic. przez
lata walcze o nalezny mi szacunek, przymykam oko na jego klamstewka mniejsze
i wieksze, staram sie rozumiec, wybaczac. ale to jak grochem o sciane. nic go
nie rusza. czy mozna w jakis sposob obudzic w czlowieku sumienie? kiedys
nawet napisalam sobie kartke- "pamietaj,nikogo nie zmusisz do milosci" i
przykleilam w takim miejscu ze czytal;am ja po 100 razy dziennie. jestem
beznadziejna. nie szukam tu "madrych" rad, nie chce krytyki, naprawde
potrzebuje wsparcia, nie wiem komu ufac, w co juz mam wierzyc, jak zyc; nie
mam znajomuch, przyjaciol ktorym moge w pelni ufac, nikogo