flaw-less
04.09.07, 14:57
Witajcie
Założyłam podobny wątek na forum "Życie rodzinne", ale niestety nie
spotkał się z zainteresowaniem, a tak bardzo mi zaleźy na waszej
opini i doświadczeniu...
Jestem od 3 lat w związku z mężczyzną niemal idealnym. Niemal-
ponieważ od kilku tygodni nasilił sie problem, który kiedyś pojawiał
sie sporadycznie i zdecydowanie nie na tak agresywnym poziomie.
Mój przyszły mąż (ślub ma być za 8 mieś.) nie potrafi zapanować nad
agresją słowną, rani mnie, przeprasza i tak nieustannie. Ja tracę
cierpliwość, stałam się drażliwa, płaczliwa i przygaszona. Nie
cieszą mnie przygotowania przedślubne, podskórnie czuję, że na razie
trzeba wszystko zawiesić, bo być może w ogóle tego ślubu nie będzie,
jeśli dalej tak będą się toczyły nasze relacje. On mnie poniża, nie
szanuje i kompletnie nie liczy się z moimi uczuciami. Przeraża mnie
to. Zachowuje się jak zupełnie inny facet. Odpycha mnie od siebie,
nie chcę już bliskości, nie chcę tej ciągłej huśtawki nastrojów.
Jestem rozczarowana, rozżalona, czuję się osamotniona i zupełnie bez
nadziei, że będzie lepiej. Zastanawiam się, czy warto było pracować
nad samą sobą? Czy warto było się zmieniać (kiedys byłam typem
złośnicy i krzyczaki domowej ;))? Wkładać trud i wysiłek, jeśli
teraz wszystko to idzie na marne? Twierdzi, że się zmieni i postara,
a po kilku godzinach zachowuje się tak samo. Wiem, że powinien iść
na jakąś terapie, i to nie tyle dla mnie czy dla tego związku ile
dla siebie samego. Przecież o ile łatwiej i przyjemniej się żyje,
jeśli nie targa człowiekiem nieustanny gniew i złość? Męczy mnie to,
że jestem workiem treningowym dla jego frustracji. Znów gorzej
sypiam, znów się budzę ze ściśniętą szczęką.. Bez radości wracam do
domu. Mamy idiotyczny problem z czymś, co w ogóle nie powinno nas
dzielić- brak szacunku.
Jego wybuchy agresji słownej pojawiają się w zupełnie błachych
sytacjach- np. jesteśmy w sklepie obuwniczym, podaję mu kolejne
pary, on zachwycony jakimś zwariowanym modelem i na moje spokojne
stwierdzenie, że może zbyt ekstrawaganckie- on syczy przez
zęby "Pierd.. się". Inny obrazek- typowa sprzeczka dotycząca tego
kto pozmywa po obiedzie, skoro ja gotowałam- mówię mu, że on zmyje-
odpowiedź "Zamknij się, ku..a".
Nie wiem skąd w nim się wzięło tyle złości, czasem wydaje mi się że
działam mu na nerwy swoją osobą- po prostu tym że jestem zaradną,
samodzielną i obrotna kobietą. Trudno powiedzieć czy to jego
kompleksy, a może raczej frustracje jakie w nim przez dziecięce lata
wywoływała apodyktyczna i nieczuła emocjonalnie matka. W każdym
razie żyję z facetem o dwóch obliczach, zupełnie jak Dr. Jeckyl i
Mr. Hyde. Na codzień facet z klasą, miły, czuły i wesoły, a za
chwile bez żadnego powodu dostaje wścieklizny.
Twierdzi, że poradzi sobie sam z tym problemem, ale oczywiście tylko
przez krótki czas potrafi się trzymać w ryzach. Próbuje mu
przetłumaczyć, że terapia przyniosła by mu ulgę...Ehhh
Powiedzcie co dalej? Czy zastosować terapię szokową i się
wyprowadzić? Kobieta musi się szanować, ostro reaguję na jego ataki,
nie daję się obłaskawić przymilaniem i obiecankami poprawy.. jak
skutecznie zmienić dzikusa?
Uprzedzając pytania jak mogę być w związku z kimś takim? Podobnie
jak zapewne wy nie wyobrażam sobie związku z kimś takim, zwłaszcza
że przez te 3 lata byłąm związana z miłym mężczyzną, który w
ostatnich tygodniach się zmienił. Próbowałam znaleźć przyczyny tej
zmiany- może trudniejszy okres w pracy, może decyzja o ślubie,
zamieszkanie razam kilka mieś. temu.. Powody można by mnożyć, ale
przecież to żadne powody do tego by się tak skandalicznie zachowywać.
Prawie idealny był, teraz jest mi daleki emocjonalnie, za każdym
razem gdy wpada w gniew jestem w szoku skąd te niespodziewane i tak
niepodobne do niego emocje...
Pozdrawiam i liczę na Wasze opinie.