imieniny

29.07.08, 20:33
Witam was drogie mężatki,
pewnie moj problem jest błachy w porównaniu z prawdziwymi problemami kobiet tu
piszących ale będę wdzięczna jeśli mi coś poradzicie.
Generalnie nie narzekam na mojego faceta, jest czuły chodź okazuje to tylko w
domu, liczy się z moim zdaniem, ale w kwestii dbania o kobietę jest
beznadziejny. Nigdy nie pomyśli żeby sprawić mi przyemność drobnym upominkiem,
wymyślić coś romantycznego, pragmatyk i racjonalista jednym słowem.
Ostatnio zrobiło mi się przykro gdy zapomnieł, nie chciał pamiętać o moich
imieninach. Wiedział o nich dużo wcześniej, mógł coś przygotować, poza tym
byłiśmy ze znajomymi na wyjeździe i od rana dostawałam życzenia a on tylko
mruknął - wszystkiego najlepszego. Nie pofatygował się po kwiaty ani nic
innego. Ignoruje gdy przechodzimy obok kwiaciarki i mówię że miłoby było
gdybym dostala kwiatka, ignoruje gdy mówię że chciałabym żeby sie postarał
sprawić mi przyjemność.
Gdy mieliśmy 1 rocznicę wcześniej przypomniałąm mu o niej, powiedziałam że
fanie by było z tej okazji kupić sobie coś miłego. Ja kupiłam, on nie.
Podsumowuąc, przez ponad rok jak jesteśmy ze sobą mam od niego jedynie kwiata
w doniczce a dał mi go dlatego żebym nie zrywała mu kwiatów z ogródka. Gdy mu
powiedziałam, że przykro mi jest bo zapomniał o moich imieninach to
przeprosił. I tego samego dnia jeszcze powiedział-zrobiłbym dla ciebie
wszystko, a zapomniałem o twoich imieninach. Uprzedzając pytania, nie jest
sknerą, za to gdy 2 razy zdarzyło się że się pokłóciliśmy wiedział do czego
służą kwiaty.
Czy to jest klasyczna różnica potrzeb kobiet i mężczyzn czy to problem z moim
chłopakiem, bo nie wiem jak to rokuje na przyszłość.
Jak dla mnie to dostałam wyraźny komunikat: nie warto się o ciebie starać.
    • madziaq Re: imieniny 30.07.08, 15:36
      Też mam pragmatyka i racjonalistę :) O urodzinach, imieninach i rocznicach
      (wcześniej poznania, a teraz ślubu) nauczył się pamiętać, choć za pierwszym
      razem (pierwsza rocznica) musiałam mu przypomnieć i było mi przykro z tego
      powodu. Ale następnego dnia stawił się z kwiatkiem :) W ogóle w czasach
      "chodzenia" jakoś częściej sobie przypominał drogę do kwiaciarni ;-) Chociaż
      teraz też czasem ma odruch romantyzmu, np kiedyś staliśmy na stacji benzynowej,
      poszedł zapłacić za paliwo i wrócił z kwiatkami dla mnie :-) Kwiatki co prawda
      nie pierwszej urody, bo wiadomo, stacja benzynowa to jednak nie kwiaciarnia ;)
      Ale i tak było mi baaardzo miło.

      Natomiast nie uznaje akcji typu "romantyczna kolacja przy swiecach" itp. Czasem
      chodzimy do restauracji, ale żeby się smacznie najeść. A jak przy okazji zrobi
      się romantycznie to też dobrze. Ale jak mu mówiłam, że może z okazji rocznicy
      ślubu pójdziemy na romantyczną kolację to powiedział, że nie rozumie, czego ja
      własciwie chcę i na kolację to owszem, możemy pójść, ale żebym się nie
      nastawiała na jakieś "fajerwerki", że będzie super romantycznie, bo tylko się
      rozczaruję. I coś w tym jest :-)

      Podsumowując, wydaje mi się, że to różnica potrzeb, aczkowleik Twój egzemplarz
      jest rzeczywiście dośc drastyczny :-) Wydaje mi się jednak, że jeśli poza tym
      dobrze się dogadujecie, to albo go przyuczysz, albo sie przywyczaisz i tyle.
      Jedyne co mi przychodzi do głowy, jako terapia szokowa to też "zapomnieć" np o
      jego urodzinach i dać mu prezent np dopiero wieczorem, kiedy poczuje już, że to
      przykre, gdy ta druga osoba nie pamięta. Aczkowleik może się też zdarzyć (są
      takie przypadki) że on sam o tych urodzinach zapomni i wcale mu głupio ani
      przykro nie będzie ;-)
Pełna wersja