brehia78
31.01.13, 11:59
W styczniu tego roku, poleciwszy nasze duszyczki i cielesne powłoki opiece Opatrzności :), wybraliśmy się do Kenii z biurem Rainbow Tours (Kenia Classic i pobyt w hotelu Scorpio Villas w Malindi). Poszukiwanie opieki Opatrzności związane było z moimi dwojakimi obawami: raz, że zapłaciwszy spore (na nasze możliwości) pieniądze rozczarujemy się, dwa – przywieziemy do domu tysiąc różnorakich chorób. Jak się okazało, nie było się czego bać! Wycieczka była bardzo udana, zobaczyliśmy mnóstwo zwierząt; objawów chorobowych – jak dotąd – brak. Nie będę opisywała tego, co było super, jedynie – swoim zwyczajem – zwrócę uwagę na szczegóły techniczne i porady praktyczne.
1. Szczepienia i profilaktyka antymalaryczna. My zaszczepiliśmy się chyba na wszystko: żółta febra, żółtaczka, błonica, tężec, meningokoki. Nie poradzę oczywiście, czy warto się szczepić, ale ja czułam się bezpieczniej. Zwracam uwagę, że trzeba o szczepieniach pomyśleć co najmniej 8 tygodni przed wyjazdem, a koszt dla dwóch osób w Katowicach to około 1.400,00zł. Braliśmy malarone (koszt jednego opakowania ok.200zł). Biorąc pod uwagę, że zostałam ostro pogryziona przez komary – moim zdaniem warto brać leki.
2. Czystość i jedzenie. Stan toalet i ogólna czystość na postojowych stacjach benzynowych (stop na siku) pozostawiał niestety sporo do życzenia. Rzekłabym nawet, że było nieco strasznie. Często nie ma możliwości umycia rąk. Na każdym postoju można kupić picie (fabrycznie zakorkowane butelki) i jedzenie (fabrycznie zapakowane ciasta i chipsy). Jedzenie w lodżach – pyszne, podane czyściutko. W pierwszej lodży nieco mi zepsuł apetyt karaluch biegający po stole w jadalni, ale to wpadka zdarzająca się nawet na Kanarach :). Nikt w naszej grupie nie cierpiał na żadne zatrucie. Jedyne dolegliwości mogły wynikać z przejedzenia :).
3. Transport. Podróżowaliśmy 6-7 osobowymi busami, bez klimy, z podnoszonym dachem. W naszym busie podróżowało 7 osób, więc kiedy pilotka chciała się dosiąść, żeby coś poopowiadać podczas drogi, był już spory tłok. Sześć miejsc przypada pod podnoszonym dachem, co oznacza, że podczas jazdy w parku narodowym sześć osób mogło (choć w tłoku) wstać i porobić zdjęcie, a siódma, siedząca koło kierowcy – nie. Ostatecznie rozwiązaliśmy to tak, że osoba siedząca koło kierowcy robiła za tłumacza i niestety musiała powstrzymać się od fotografowania. Tu minus dla Rainbow – pakowanie siedmiu osób do takiego buda (nissan urvan) to przesadna oszczędność. Podkreślam, że busami przemieszczaliśmy się cały czas, nie tylko w parkach narodowych. Oznaczało to cztery 6-8 godzinne przejazdy. Generalnie nie było źle, tylko kiedy busik zwalniał (np. w korkach Nairobi) brak klimy był problemem. Kenia Classic obejmuje także jeden wewnętrzny przelot (Nairobi – Mombasa). Lotnisko w Nairobi nie napawa optymizmem, ale samolot był wyraźnie nowy, czysty, i choć z pewnym opóźnieniem, dolecieliśmy bez kłopotów.
cdn