hellish.monster
09.12.09, 21:51
Tak sobie siedzę, słucham pięknej muzyki i wydaje mi się, że jestem coraz bliżej osiągnięcia ideału, o którym dzisiaj wspominałam na forum - to znaczy coraz bliżej mi do bycia zimną suką. Coraz bliżej. Jednocześnie zadziwiające jest to, że im bardziej wydaje mi się, że zimną suką jestem, tym częściej słyszę od ludzi to, co dzisiaj napisała o mnie
aglajaaa, tzn.:
sprawiasz wrażenie ciepłej osoby, która chce ukryć piękno, które inni
bezczelnie wykorzystują i niszczą, pod płaszczem chłodu... Ciepłą osobą jestem coraz mniej. Każdego dnia ktoś to ciepło we mnie zabija i to piękno, które rzeczywiście gdzieś tam we mnie było. Nie mam już siły, by się starać o cokolwiek, a najmniej by walczyć o miłość. Zresztą - o miłość nie można walczyć, prawda? Mam za to siłę [coraz więcej siły] by walczyć o siebie, o moją godność i by w końcu mieć szacunek do samej siebie.
Jestem dosyć wartościową osobą, ale jednocześnie naiwną i taką nieco głupią życiowo. Moja naiwność mnie ostatnio znowu zgubiła. Chciałabym, by po raz ostatni.
Pisałam dzisiaj, że wierzę jeszcze w ludzi. Ale to chyba błąd. Powinnam przestać w nich wierzyć, a powinnam w końcu zacząć wierzyć w siebie samą i w swoją siłę. I muszę wreszcie należycie tę siłę zacząć wykorzystywać.
To co piszę może się wydawać nieco smutne, może czuć tu nieco trochę mojej rezygnacji. Ale to nie tak. To jest bardzo pozytywne. Bo wreszcie w wieku 20+ [a może 30-

] docierają do mnie istotne rzeczy, na które powinnam zwrócić uwagę już dawno, dawno temu. Jednak mówi się - lepiej późno niż wcale. Chce mi się teraz śmiać z samej siebie, z mojej głupoty, mojej naiwności. I z bezczelności innych. Bezczelności oraz zwykłego ludzkiego zagubienia. A wiecie dlaczego? Bo my - samotni - chyba coraz mniej wiemy: czego chcemy od siebie, od innych, od życia. Wysyłamy sprzeczne sygnały na każdym kroku. Coś na zasadzie: chciałabym/ chciałbym, ale boję się. I brak nam cierpliwości - tego przede wszystkim. I umiejętności słuchania, mówienia - rozmowy tak generalnie. Coraz więcej jest tych rzeczy, których nam brakuje. Oswajamy się ze swoją samotnością, "opancerzamy się" i coraz trudniej nam będzie wpuścić do swojego życia tę drugą osobę.
Biadolimy na forum jak nam źle, jak nam trudno, jak nam smutno. Tylko, że jak nawet pada jakaś propozycja spotkania, to mało komu się chce. O właśnie! Kolejna sprawa - coraz mniej nam się chce. Jakiś taki marazm ogarnia coraz większą liczbę ludzi. "Nie chce mi się, nie chce mi się" - ileż razy ja to ostatnio słyszałam. Chyba to jakaś domena narodu polskiego, że wolimy narzekać, użalać się nad sobą i gadać jak nam bardzo źle - niż w końcu wziąć się w garść i zacząć coś robić ze sobą i ze swoim życiem. Ja JESZCZE chcę coś robić ze swoim życiem. Pomimo tego, że ostatnio na każdym kroku, w każdej dziedzinie życia moje skrzydła są podcinane. Ale postanowiłam sobie, że będę walczyć do końca - o siebie i o swoje godne życie. Sama - czy z kimś: DZISIAJ to nie jest istotne. Ostatnio w moim życiu wszystko się zmienia z dnia na dzień. Istna sinusoida. Ale może to lepiej? Przynajmniej się nie nudzę. Szkoda tylko, że tak wiele przykrości spotyka mnie od osób najbliższych. Nic to. Wytrzymam ile się da. Tzn. ile? Heh... Na pytania tego rodzaju nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
I mam jeszcze taki przykry wniosek. Duża część osób z "naszego" forum powinna się przenieść na forum "Po przejściach". "Nasze" forum nazywa się "Samotni - łączmy się", a wiele spośród nas wcale nie chce się łączyć z kimkolwiek, bo są to osoby po przejściach właśnie i wolą rozpamiętywać swoją przeszłość [jaka by nie była] niż zamknąć pewien rozdział w swoim życiu i dać szansę sobie i innej osobie.
To chyba tyle na dzisiaj ode mnie. Mam nadzieję, że już nic DZISIAJ nie stworzę [jakąś wenę ostatnio mam, to dlatego!

]