Właściwie, to w sumie temat powinien mi być obojętny. Matką nie byłam, nie
jestem i czas pogodzić się z tym, że raczej nie będę. ALE! Czasem lubię sobie
pomyśleć o tym i o owym.
Miałam
dzisiaj chwilę wolnego w pracy i przeczytałam ten oto wywiad z mężem Agaty
Mróz, Jackiem Olszewskim. Ja rozumiem, postać znana i specyficzna. Ba!
Człowiek podziwiany za swe cierpienie. Żeby było jasne - nic do niego nie mam,
w sumie to mu współczuję z powodu straty najbliższej osoby, jaką była Agata.
Jednak przypomniało mi się, że jakiś czas temu, w którymś z babskich magazynów
również czytałam o samotnych ojcach. Też zrobiono z nich bohaterów, bo tacy
biedni, na nic czasu, jak tu sobie ze wszystkim radzić. I nasuwa mi się takie
pytanie - dlaczego samotnych ojców się tak gloryfikuje? W czym oni są lepsi od
samotnych matek? Samotne matki są czasem wręcz źle postrzegane... I jeszcze
dziwna rzecz - mężczyźni unikają samotnych matek [boją się?], a jak kobieta
"wyczuje" jakiegoś samotnego tatusia to o rany boskie! Mało się nie posika...
Heh, właściwie kobiety chyba same przyczyniają się do tego, że samotni
tatusiowie są tak podziwiani...
O co w tym wszystkim chodzi? O biologię? Że niby kobiety są stworzone do tego,
by się dziećmi zajmować, a mężczyźni do tego by te dzieci płodzić, łożyć na
nie kasę i
w ewentualnej wolnej chwili się nimi zająć? [proszę się nie
oburzać za to pogrubienie panowie. wśród moich znajomych są same małżeństwa,
dosyć często spędzam z nimi czas i widzę jak to wszystko wygląda i o co młodzi
rodzice najczęściej się kłócą, tzn. o co młode mamuśki mają pretensje do
swoich partnerów - o to, że im nie pomagają]
Próbuję to wszystko jakoś ogarnąć moim małym móżdżkiem i jakoś nie do końca
mogę to wszystko pojąć... Ale to chyba rzeczywiście chodzi o to "kto do czego
został stworzony". Dziewczynki od przedszkola przygotowywane są do roli matki
[laleczki, wózeczki, garneczki], a mężczyźni do "wyższych celów" [?!?].
[Heh, właśnie sobie przypomniałam - ja zamiast bawić się lalkami, wolałam
klocki lego i samochody

]