gyubal_wahazar
02.06.11, 13:04
... mi właśnie po rurze zap, w sensie lezie. Powiecie : synu, i taką duperelą chcesz zakłócać szacownemu gronu idyllę czerwcowego poranka ? Przecież to może czytać matka karmiąca z niemowlęciem przy piersi, albo obierający właśnie śledzia z gazety, laureat 3-ciej grupy inwalidzkiej. Masz sumienie wyjeżdżać im, z czymś tak żenującym ?!
Otóż mam, bo życie to jedna wielka rura, z jeszcze większym lezącym po niej karaluchem (w sensie nami). I teraz jest pytanie, czy okrutny los winien karalucha :
a) zanihilować (w sensie rozgnieść gada kapciem albo po prostu z liścia, uwieczniając freskiem, jak bursztyn mrówkę)
b) skłonić metodą łagodnej perswazji do powrotu w zaciszne pielesze okolic klozetu
c) poniechać, kierując się refleksją wspólnoty niedoli
Czasu nie ma dużo, bo skubany potrafi pół godziny się nie ruszać, po czym w srogi wigor wpada i schodzi poniżej 3-ech do setki, ale poproszę o opinie ze szczegółowym uzasadnieniem, bo w nich przyszłość karalucha