Dodaj do ulubionych

nie kochana

23.01.14, 00:40
witam wszystkich
nie mam się komu zwierzyć, bo to tajemnica, bo wstyd mi przed innymi, bo chce by dzieci jak najdłużej nic nie wiedziały....
Jakie to przeszywające na wskroś uczucie usłyszeć po kilkunastu latach małżeństwa, mniej więcej co drugi dzień : nie kocham Cię, nie mam ochoty ratować małżeństwa, chce rozwodu, wyprowadzę się w ciągu najbliższego roku, nie czuje do Ciebie już nic pozytywnego ani nic negatywnego...a jeszcze rok temu pisał mi na mojej tablicy na fejsie, że tylko ze mnie kocha nade wszystko, do końca życia i po tej drugiej stronie też....
Nie myślałam , że kiedykolwiek mnie coś takiego spotka.....
Nie chce mi się tu być...na tym łez padole...
Do tego moje dzieci są bardzo wrażliwe....one "umrą" z rozpaczy
Zycie...boli...
No cóż podobno nie jesteśmy tu po to by odpoczywać...
Kto mi pomoże przez to przejść....

Pozdrawiam gorąco wszystkich samotnych
P.S. Przepraszam, że tak depresyjnie, ale sami rozumiecie ...
Obserwuj wątek
    • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 02:44
      Przykre....
      Ale trzeba sobie zadac pytanie. Czy chce sie by dzieci widzialy.... Te wyniszczajaca obojga trucizne.... Ta niechec.... Slowa powiedziane przez meza byly na tyle mocne, ze nie sadze by cos sie zmienilo.... Na lepsze.....
      A moze jednak? Moze jest jakas szansa.... Czuje ze jednak nie... Ze nie ma co rarowac. Nie po takich slowach meza. Bez powodu by ich nie powiedzial. Tak nieprzemyslanie. Widac ze sie nie uklada. Najgorsze jest chyba bycie we dwoje na sile.... Zameczanie sie myslami. Codzinny widok osoby do ktorej jednak jest niechec. Jest zal.... Ze ta osoba jest przy mnie, ze ja ja wybralam..... Ale do kogo ten zal? Tego tez nie rozumiem..... Teraz bylo nie n/t
      nie fajnie jest pokazywac dzieciakom jak nie powinno wygladac malzenstwo.... Niefajnie jest gdy nie pokazuje sie pozytywnego uczucia. Lepoej skonczyc cos z czego nic dobrego nie wynika. Szkoda ze nie wszyscy o tym wiedza.... Czlowiek sie za barxdzo przyzwyczaja. Nie widzi innego rozwiazanka. Wiec pozosyaka w danym miejscu. Nie wazne ze jego samego jak i otoczenie to wyniszcza.... Nie wazne (ironia)

      witam smile

      I duzo.sily zycze.
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 09:10
        Dzieki hashimotko za odpowiedź
        Na obecnym etapie trucizny już nie ma, od jakiegoś czasu żyjemy zgodnie, spokojnie, starając się nie wadzić jedno drugiemu... jak to mówi mój małżonek, wykonujemy projekt "rodzina"...
        Mąż mówi, że w sumie to mnie lubi, i podobam mu się fizycznie ale stwierdził, że zabiłam jego miłość....
        Jestem totalnie zrezygnowana...
        • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 11:18
          Echhhh zycie zgodne..... Czyli zycie tak na prawde obok.... Hmmmm ........ Co ja moge powiedziec..... Nigdy nie widzialam jakiegokolwiek uczucia u rodzicow..... Zadnego przytulenia...... Musniecia reka..... A juz nie mowie o czyms wiecej sad
          To "obok" i realozowanie projektu "rodzina" nie jest dobre.... Dla wszystkich. I jesli tego nie dasz rady naprawic (po mezu widac ze nie... A moze jest szansa?) To zmien to! Uwierz to no jest mily widok. To obok..... Z czasem ten spokoj przeradza sie w wyrzucanie sobie nawzajem tego i owego. Przeradza sie w ogolna niechec. Przynajmniej tyle ze nie ma nadmiernej wrogosci. Ale tak na prawde co to za roznica skoro i tak sa juz zniszczenia. I tak nie mozna tego odbudowac. Co za roznica czy przejdzie wichura czy huragan. Ok... Jest roznica.... Ale przeciez i tak sa juz zniszczenia. Moze nie az tak wielkie. Ale "dom" (cieplo) jest zniszczony. Hmmm w tamtym tyg. Mjalam sen. Teraz sobie go przypomnialam. Nasz dom zniknal.z powierzchni. Zawaljl sie. nic po nim nie pozostalo. Tylkl pustka. Pusty plac. Ponoc jakies bledy budowlane. Nawet wiem doklasnie w ktorym miejscu. Nawet w gazetach o nas bylo. Nawet w telewizji. Nawet wtedy kazdy chyba byl obok. Ja zobaczylam.dom a raczej pusty plac i poszlam gdzies w swoja strone. Smutno mi sie zrobilo ale poszlam stamtad.
          No nie wazne.... Nie wiem na jakim Wy jestescie etapie. Nie wjem czy jest dla Was szansa na odbudowanie. Czyli maz ma kochanke. Tak? To niech spierdziela.
          Jesli nie widzi w Tobie kochajacej go osoby i sam uczuciem juz do Ciebie nie pala. To jest to juz wyniszczajace. Na razie jest spokoj..... Przed burza.....
          Moze chwilowa rozlaka? Juz testowalas ja? Rob z tym cos i nie godz sie na ten "spokoj".
          • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 12:34
            hashimotka88 napisała:

            > Echhhh zycie zgodne..... Czyli zycie tak na prawde obok.... Hmmmm ........ Co j
            > a moge powiedziec..... Nigdy nie widzialam jakiegokolwiek uczucia u rodzicow...
            > .. Zadnego przytulenia...... Musniecia reka..... A juz nie mowie o czyms wiecej
            > sad

            Przykro mi sad

            > To "obok" i realozowanie projektu "rodzina" nie jest dobre.... Dla wszystkich.
            > I jesli tego nie dasz rady naprawic (po mezu widac ze nie... A moze jest szansa
            > ?) To zmien to! Uwierz to no jest mily widok. To obok..... Z czasem ten spokoj
            > przeradza sie w wyrzucanie sobie nawzajem tego i owego. Przeradza sie w ogolna
            > niechec. Przynajmniej tyle ze nie ma nadmiernej wrogosci. Ale tak na prawde co
            > to za roznica skoro i tak sa juz zniszczenia. I tak nie mozna tego odbudowac. C
            > o za roznica czy przejdzie wichura czy huragan. Ok... Jest roznica.... Ale prze
            > ciez i tak sa juz zniszczenia. Moze nie az tak wielkie. Ale "dom" (cieplo) jest
            > zniszczony. Hmmm w tamtym tyg.

            Tak jak już odpisałam, też do Mayenna , myślę że udaje się nam tworzyć ciepły dom, żyjemy normalnie rozmawiamy, dzielimy się obowiązkami, staramy się troszczyć o siebie, współpracować przy wspólnym wychowywaniu dzieci, porzuciliśmy złość, niechęć, agresję bo bardzo to odbijało się na psychice dzieciaków...

            Mjalam sen. Teraz sobie go przypomnialam. Nasz
            > dom zniknal.z powierzchni. Zawaljl sie. nic po nim nie pozostalo. Tylkl pustka.
            > Pusty plac. Ponoc jakies bledy budowlane. Nawet wiem doklasnie w ktorym miejsc
            > u. Nawet w gazetach o nas bylo. Nawet w telewizji. Nawet wtedy kazdy chyba byl
            > obok. Ja zobaczylam.dom a raczej pusty plac i poszlam gdzies w swoja strone. Sm
            > utno mi sie zrobilo ale poszlam stamtad.

            Starsznie smutny sen....nikt nie chce takich przeżyć dla dzieci....

            > No nie wazne.... Nie wiem na jakim Wy jestescie etapie. Nie wjem czy jest dla W
            > as szansa na odbudowanie. Czyli maz ma kochanke. Tak? To niech spierdziela.
            > Jesli nie widzi w Tobie kochajacej go osoby i sam uczuciem juz do Ciebie nie pa
            > la. To jest to juz wyniszczajace. Na razie jest spokoj..... Przed burza.....
            > Moze chwilowa rozlaka? Juz testowalas ja? Rob z tym cos i nie godz sie na ten "
            > spokoj".

            Wydaje mi się, że własnie już po burzy jesteśmy....już nawet kłócić nam się nie chce...

    • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 10:46
      Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.
      Wiesz, masz cierpliwość bo ja po pierwszym 'nie kocham cię" konsekwentnie bym zaczęła zyć samodzielnie i miałabym gdzieś jego projekt 'rodzina'. Fajnie mieć zaplecze w postaci roku darmowego mieszkania i obslugi, tylko dla mnie koszt emocjonalny i psychiczny byłby za wysoki. Doradzam uregulowanie prawne swojej sytuacji. Bo kim ty teraz jesteś? Uczestnikiem projektu? Czemu to on ma decydować o twoim zyciu? Odkochał się to niech teraz konsekwentnie realizuje swoje projekty. Dla mnie takie życie i układy to czysty masochizm.. Zezłośc się trochę i zacznij robić z tym porządek to i chęci do życia wrócą.
      Dla dzieci rok życia z widokiem na pustkę emocjonalną i nienormalny układ rodziców tez nie służy. Przecież one tę atmosferę też widza i ma to na nie wplyw i to zły.
      • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 10:56
        Oj ma wplyw i to duzy...na dzieciaki co patrza na taka wydmuszke emocjonlna.... Na obojetnosc a czasem patrza na nadlamana skorupke na wydmuszce.... sad a w srodku przerazajaca pustka.
        Starsze i tak sa jakos tak uksztaltowane. Wiadomo ze nie tak jak powinno. Gdy nie widzialy pelnego jajca wink tylko ta popekana wydmuszka.... Bez ciepla.... Bez zoltka.... Ale dla mlodych to jednak ma ogromny wplyw. Lepiej zeby nie slyszaly nie widzialy.... Mlode niestety maja najgorzej.... Bo widza wiecej tych pekniec....
        Tez uwazam jak Mayenna smile
      • ame_belge34 Re: nie kochana 23.01.14, 11:03
        Mayenna w pełni się z Tobą zgadzam.
        Nie można zgadzac się na takie warunki, kojarzy mi się to z darmowa służącą i traktowaniem domu jak hotel.

        > Zezłośc się trochę i zac
        > znij robić z tym porządek to i chęci do życia wrócą.>
        to przychodzi z czasem, najpierw jest żal, później dopiero złość ale to ona daje napęd do działania.
        • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 12:14
          ame_belge34 napisała:

          > Mayenna w pełni się z Tobą zgadzam.
          > Nie można zgadzac się na takie warunki, kojarzy mi się to z darmowa służącą i t
          > raktowaniem domu jak hotel.
          >
          > > Zezłośc się trochę i zac
          > > znij robić z tym porządek to i chęci do życia wrócą.>
          > to przychodzi z czasem, najpierw jest żal, później dopiero złość ale to ona daj
          > e napęd do działania.

          U mnie już był i żal i złość teraz jest po prostu OGROMNY smutek i poczucie bezradności....


      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 11:48
        mayenna napisała:

        > Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.

        Tak wiem, wybacz z tego żalu już i na mózg mi się rzuciło
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 12:04
        mayenna napisała:

        > Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.
        > Wiesz, masz cierpliwość bo ja po pierwszym 'nie kocham cię" konsekwentnie bym z
        > aczęła zyć samodzielnie i miałabym gdzieś jego projekt 'rodzina'.

        Fajnie mieć z
        > aplecze w postaci roku darmowego mieszkania i obslugi, tylko dla mnie koszt emo
        > cjonalny i psychiczny byłby za wysoki. Doradzam uregulowanie prawne swojej sytu
        > acji. Bo kim ty teraz jesteś? Uczestnikiem projektu? Czemu to on ma decydować o
        > twoim zyciu? Odkochał się to niech teraz konsekwentnie realizuje swoje projekt
        > y. Dla mnie takie życie i układy to czysty masochizm.. Zezłośc się trochę i zac
        > znij robić z tym porządek to i chęci do życia wrócą.
        > Dla dzieci rok życia z widokiem na pustkę emocjonalną i nienormalny układ rodzi
        > ców tez nie służy. Przecież one tę atmosferę też widza i ma to na nie wplyw i t
        > o zły.

        Etap złości mam już za sobą...żyję tak ponieważ jestem osobą wierzącą i nie chce złamać przysięgi składanej przed Bogiem...Wszyscy dookoła mnie mogą zbłądzić ja chcę wytrwać przy obranej drodze...
        Jeśli chodzi o atmosferę, myślę że udaje się nam tworzyć ciepły dom, żyjemy normalnie rozmawiamy, dzielimy się obowiązkami, staramy się troszczyć o siebie, współpracować przy wspólnym wychowywaniu dzieci...porzuciliśmy złość, niechęć, agresję bo bardzo to odbijało się na psychice dzieciaków...
        Po prostu w środku rozdziera mnie ogromny smutek....

        Bardzo dziękuję jednak za rady, na pewno wszystkie przemyslę

        Dziękuję, wszystkim za odzew, kochani jesteście
        • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 12:31

          >
          > Etap złości mam już za sobą...żyję tak ponieważ jestem osobą wierzącą i nie chc
          > e złamać przysięgi składanej przed Bogiem...Wszyscy dookoła mnie mogą zbłądzić
          > ja chcę wytrwać przy obranej drodze...
          > Jeśli chodzi o atmosferę, myślę że udaje się nam tworzyć ciepły dom, żyjemy nor
          > malnie rozmawiamy, dzielimy się obowiązkami, staramy się troszczyć o siebie, ws
          > półpracować przy wspólnym wychowywaniu dzieci...porzuciliśmy złość, niechęć, ag
          > resję bo bardzo to odbijało się na psychice dzieciaków...
          > Po prostu w środku rozdziera mnie ogromny smutek....
          >
          > Bardzo dziękuję jednak za rady, na pewno wszystkie przemyslę
          >
          > Dziękuję, wszystkim za odzew, kochani jesteście
          Myślisz, że to o czym piszesz to jest małżeństwo w jego sakramentalnym znaczeniu? realizujecie tę wspólnotę, którą ślubowaliście przed Bogiem? Przecież stwarzasz pozory a nie autentyczne małżeństwo. Za rok on się wyprowadzi i tych pozorów już nawet nie będzie. Co wtedy?
          • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:17
            > > > Myślisz, że to o czym piszesz to jest małżeństwo w jego sakramentalnym znaczeni
            > u? realizujecie tę wspólnotę, którą ślubowaliście przed Bogiem? Przecież stwarz
            > asz pozory a nie autentyczne małżeństwo. Za rok on się wyprowadzi i tych pozoró
            > w już nawet nie będzie. Co wtedy?

            Myślę, że ja staram się realizować to co ślubowałam, on może i nie ale to za swoją przysięgę będę później odpowiadać a nie za jego...Staram się być dobra dla niego, by może odzyskał do mnie pozytywne uczucia, wracam też co jakiś czas do prośby o terapię małżeńską...
        • margott70 Re: nie kochana 23.01.14, 20:49
          mariamagdalena01 napisała:



          .
          > Jeśli chodzi o atmosferę, myślę że udaje się nam tworzyć ciepły dom, żyjemy nor
          > malnie rozmawiamy, dzielimy się obowiązkami, staramy się troszczyć o siebie, ws
          > półpracować przy wspólnym wychowywaniu dzieci...

          Zobacz, całkiem ładny obrazek odmalowałaś. Znośny. To skoro nie jest tak źle, to skąd Twój pierwszy post z pytaniem "kto mi pomoże to przetrwać?" Poświęcisz się całkowicie na ołtarzu rodziny. Ty nie jesteś ważna. Twój wybór.Każdy ma jakiś. Mąż też się poświęci? Czego oczekujesz, że zacznie Cię któregoś dnia kochać? W podzięce za poświęcenie?

          • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 21:25
            Dla mnie to tez pewien dysonans: albo ten dom się wali, rodzina rozpada i czlowiek sie sypie, albo jest ten spokojny ciepły dom bez kłótni...
            • margott70 Re: nie kochana 23.01.14, 21:29
              Albo jest to racjonalizacja.
    • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 11:22
      mariamagdalena01 napisała:
      > nie kochana
      > Nie myślałam , że kiedykolwiek mnie coś takiego spotka.....
      > Nie chce mi się tu być...na tym łez padole...
      > Zycie...boli...

      mayenna napisała:
      > Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.

      big_grin
      • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 12:21
        marek-1002 napisał:

        > mariamagdalena01 napisała:
        > > nie kochana
        > > Nie myślałam , że kiedykolwiek mnie coś takiego spotka.....
        > > Nie chce mi się tu być...na tym łez padole...
        > > Zycie...boli...
        >
        > mayenna napisała:
        > > Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.
        >
        > big_grin
        Wiesz, Marku, nie poradzę ale mnie to wali po oczach i tyle. Nie pisałam przez co przeszłam bo mój ból i rozpad rodziny wcale nie uwiarygadnia. Czy muszę wywnętrzniać się i ekshibicjonować, żeby zyskać zrozumienie? Otóz ja sytuację autorki znam z autopsji i wiem jak to wpływa na dzieci i własne poczucie wartości. A w depresji tez trzymałam fason bo mnie tak nauczono.
        • ame_belge34 Re: nie kochana 23.01.14, 12:27
          > mayenna napisała:
          > > > Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.
          > >
          > > big_grin
          > Wiesz, Marku, nie poradzę ale mnie to wali po oczach i tyle>

          ale jak się komus świat wali, to czy przymiotnik, razem czy oddzielnie jest napisany to już naprawde najmniej istotne uncertain
          • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 12:35
            co szkodzi jednak pisać poprawnie nawet jak świat się wali? Może zasady ortografii przywrócą ten świat na powrót i nie dopuszczą do zawalenia? Na pewno ułatwia to zrozumienie tekstu pisanego i jego prawidłowy odbiór.
            Ale ok, mogę być ta wredna i nieczuła zołza co to się czepia szczegółów.
            • ame_belge34 Re: nie kochana 23.01.14, 12:43
              >co szkodzi jednak pisać poprawnie nawet jak świat się wali? Może zasady ortografii przywrócą ten świat na powrót i nie dopuszczą do zawalenia? Na pewno ułatwia to zrozumienie tekstu pisanego i jego prawidłowy odbiór. >

              a według mnie ważna jest treść, odczucia autorki i emocje a nie czy jest spacja czy jej brak
              • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 12:59
                Jak widać jednak ważne jest tez coś innego, skoro jedno moje neutralne zdanie ( nieoceniające a jedynie informacyjne) zabiera aż tyle uwagi. Mnie ten tytuł przeszkadza, drażni wizualnie, jest jak drzazga w palcu, dlatego skomentowałam, ale nie ma to wpływu na moją empatię do autorki. Wiem jednak, że tylko ona sama może sobie pomóc a pozostawanie w nienormalnej sytuacji odbija się na życiu.Tylko to już jej wola...
                • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 13:07
                  No wlasnie. A potem wychodza glupie nieporozumienia uncertain
                  To ze wspomnialas o posowni bylo czyms pozytywnyn (ja bym tak to odebrala) w koncu kogos naprowadzilas na dobra droge. Czy to ni jest dobre? uncertain nie bylo to zrobione po to by na kims sie dowartosciowac, by kogos wysmiac. Wrecz przeciwnje. Niestety rozne sa odbiorniki mimo ze nadajnik ten sam wink czasem trzeba lepiej odbior wyregulowac by nie bylo niepotrzebnych zaklocen wink

                  W sumie bycie NIE KOCHANYM to bycie obok. Wiec nawet ten rozbity zlepek dobrze to opisuje wink autorka zrobila to z premedytacja. Specjalne rozdzielila te slowa suspicious smile))
                  • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:24
                    hashimotka88 napisała:
                    >
                    > W sumie bycie NIE KOCHANYM to bycie obok. Wiec nawet ten rozbity zlepek dobrze
                    > to opisuje wink autorka zrobila to z premedytacja. Specjalne rozdzielila te slowa
                    > suspicious smile))

                    i tego się trzymajmy wink
          • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:19
            ame_belge34 napisała:

            > > Wiesz, Marku, nie poradzę ale mnie to wali po oczach i tyle>
            >
            > ale jak się komus świat wali, to czy przymiotnik, razem czy oddzielnie jest nap
            > isany to już naprawde najmniej istotne uncertain

            dziękuję ame belge za obronę smile
        • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 14:25
          mayenna napisała:

          > Wiesz, Marku, nie poradzę ale mnie to wali po oczach i tyle.

          Ten mój uśmiech nie był szyderczym. Takie rzucające się w oczy zestawienie wywołało u mnie raczej sympatyczne wyobrażenie zasadniczej, akuratnej i przy tym no..., nieco kostycznej "guwernantki", która na randce w restauracji ledwo się powstrzymuje przed odesłaniem swojego absztyfikanta do toalety, aby ten umył ręce przed kolacją, i przed upomnieniem go, aby nie szurał nogami pod stołem smile I tyle, no offence smile

          > Nie pisałam przez
          > co przeszłam bo mój ból i rozpad rodziny wcale nie uwiarygadnia. Czy muszę wywn
          > ętrzniać się i ekshibicjonować,

          Myślę, że wiele można wyczytać niekoniecznie z tego "co", a z tego "jak" ktoś pisze (i nie chodzi mi tu bynajmniej o poprawność językową suspicious). A to przez co przeszliśmy innych obchodzi przede wszystkim w takim zakresie, w jakim to wszystko na nas wpłynęło i jak nas zmieniło, przez co wobec ich i innych jesteśmy teraz właśnie tacy a nie inni.

          > żeby zyskać zrozumienie?

          Ja tak wysoko już nie mierzę smile

          > A w depresji tez trzymałam fason bo mnie tak nauczono.

          Nawet w depresji, twarda, bo uzbrojona w żelazny gorset fasonu, "guwernantka" smile
          • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 15:05
            Niech ci będzie, że guwernantkasmile Jak jedno zdanie może człowieka określić. Zadziwiające.

            • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 15:12
              mayenna napisała:

              > Niech ci będzie, że guwernantkasmile Jak jedno zdanie może człowieka określić. Zad
              > ziwiające.

              Jedno? Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że nie pierwszy raz strofujesz. I to nie tylko w zakresie "gramatyczno-ortograficznym" smile
              • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 16:00
                Mam propozycję: umów się ze mną, a potem porozmawiamy o twoich odczuciachsmile Wygląda na to, że w niedzielę znów będę w Warszawie.
                • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 17:54
                  mayenna napisała:

                  > Mam propozycję: umów się ze mną, a potem porozmawiamy o twoich odczuciachsmile Wyg
                  > ląda na to, że w niedzielę znów będę w Warszawie.

                  Tylko ja wiem jak zniewalająco-kusząca jawić mi się może wizja bliskiego spotkania III stopnia (a może i IV wg niektórych klasyfikacji) z kobietą, która taktownie, łagodnym półgłosem (bo w celach pedagogicznych jeno), ale jednocześnie stanowczo i z lekką przyganą w głosie przypomni mi np, że co prawda te dzisiejsze czasy..., ale prawdziwy mężczyzna to poderwałby się jednak na widok wstającej od stolika kobiety... A po kilku zwyczajowych, small talkowych dykteryjkach, np. na temat zawiłości co ciekawszych przypadków precedencji, a może tak w okolicach deseru, to nawet porozmawialibyśmy i o moich odczuciach. Moich! Czyż można milej połechtać męską próżność? No i to wyzwanie, ta obietnica pełnej podstępnie ukrytych raf ekscytującej gry, ten zew przygody...

                  Niestety w najbliższe weekendy będę w Warszawie, ale wirtualnie tylko - przekleństwo obecnych technicznych możliwości wszelkich tele- (-pracy, -konferencji itp.) BTW: A jak dojdzie jeszcze teleportacja, to smycz będzie zupełna. Żeby jednak już na totalnego gbura nie wyjść, proponuję jako wersję oficjalną przyjąć, że po buńczucznym zamieszczeniu tu na forum filmów instruktażowych, jak to się robić powinno, sam, onieśmielony tempem... zrejterowałem (Coś jak na amerykańskich filmach: "You know, May... to dla mnie wszystko toczy zbyt szybko. Muszę sobie to wszystko poukładać. Przecież jeszcze nie tak dawno..." itd.itp.)
                  • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 20:47
                    Za styl dostałbyś trójkę i to z sympatii za brak zwięzłości w wypowiedzi i liczne dygresje. Streszczono mi to co napisałeś jednym zdaniem.
                    A można było napisać, że boisz sie, że do tablicy wezwę, albo odpytam z ortografiismile
                    • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 22:04
                      mayenna napisała:
                      > Za styl dostałbyś trójkę i to z sympatii za brak zwięzłości w wypowiedzi i licz
                      > ne dygresje. Streszczono mi to co napisałeś jednym zdaniem.
                      > A można było napisać, że boisz sie, że do tablicy wezwę, albo odpytam z ortogra
                      > fiismile

                      Tak miało być, psze Pani. Mętne, kluczące, nie do końca spójne tłumaczenia, niczym uczniaka przyłapanego na dotykaniu się tematu, z którego potem tak niezbornie, tak nieporadnie się wycofuje.
                      A w odpowiedzi taki właśnie jw. krótki, konkretny, cięty post, na który oczekuję się z drżeniem niecierpliwości, niczym krnąbrne pacholę w pozycji kolankowo-łokciowej na grochu czeka na świst przecinającej powietrze dyscypliny... wink
            • sunmoonstars Re: nie kochana 23.01.14, 22:13
              mayenna napisała:

              > Jak jedno zdanie może człowieka określić. Zadziwiające.
              ZADZIWIAJACE ???? Jestes po prostu kobieta, ktora za wszelka cene chce zwrocic na siebie uwage sad
              Kazdy watek zagarniasz dla siebie. Chcesz stac w centrum. Niewazne, ze komus sie zycie wali a Ty ze ortografia ? No wybacz ale juz Ci kiedys pisalam, ze sama robicz byki i nie tylko ortograficzne ale tez stylistyczne. A to wierszyk o Tobie. Nawet Jana Brzeche zainspirowalas sad

              Brzechwa-KWOKA

              Proszę pana, pewna kwoka
              Traktowała świat z wysoka
              I mówiła z przekonaniem:
              "Grunt to dobre wychowanie!"
              Zaprosiła raz więc gości,
              By nauczyć ich grzeczności.
              Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
              W progu garnek stłukł kopytem.
              Kwoka wielki krzyk podniosła:
              "Widział kto takiego osła?!"
              Przyszła krowa. Tuż za progiem
              Zbiła szybę lewym rogiem.
              Kwoka gniewna i surowa
              Zawołała: "A to krowa!"
              Przyszła świnia prosto z błota.
              Kwoka złości się i miota:
              "Co też pani tu wyczynia?
              Tak nabłocić! A to świnia!"
              Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
              Siąść cichutko w drugim rzędzie,
              Grzęda pękła. Kwoka wściekła
              Coś o łbie baranim rzekła
              I dodała: "Próżne słowa,
              Takich nikt już nie wychowa,
              Trudno... Wszyscy się wynoście!"
              No i poszli sobie goście.
              Czy ta kwoka, proszę pana,
              Była dobrze wychowana?
              • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 18:26
                Sun, dziękuję za analizę. Jakbyś miała jeszcze jakieś spostrzeżenia na mój temat to chętnie poczytam.
                A co powiesz o sobie po analizie tego postu, który do mnie napisałaś? Gdyby to był np. mój post do ciebie? odwróćmy sytuację na chwilęsmile jestem ogromnie ciekawa.
                • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 18:32
                  mayenna napisała:

                  > Sun, dziękuję za analizę. Jakbyś miała jeszcze jakieś spostrzeżenia na mój tema
                  > t to chętnie poczytam.
                  > A co powiesz o sobie po analizie tego postu, który do mnie napisałaś? Gdyby to
                  > był np. mój post do ciebie? odwróćmy sytuację na chwilęsmile jestem ogromnie cieka
                  > wa.
                  Gdyby to byl post do mnie to zastanowialabym sie czy przypadkiem nie masz racji. I tyle. Zreszta nie tylko ja zauwazylam Twoje zachowanie lecz ja robie to w sposob bardzo dosadny i tyle. Wal smialo Mayenna nie krepuj sie. Jestem zawsze wdzieczna za wszelka krytyke.
                  • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 18:38
                    Sun, ja nie zamierzam nic pisać na twój tematsmile Po prostu nie znam cię i nie czytuję. Nie mam zdania, ale chętnie cię poznam osobiście.
                    A z ciekawości: kto jeszcze ma o mnie podobne zdanie jak ty?smile
                    • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 18:39
                      Moje pytanie miało na celu poznanie cie lepiej i zrozumienie. Szkoda, że nie odpowiedziałaśsmile
                      • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 18:47
                        mayenna napisała:

                        > Moje pytanie miało na celu poznanie cie lepiej i zrozumienie. Szkoda, że nie od
                        > powiedziałaśsmile
                        Mayenna nie mam ochty Cie poznawac. Mam o Tobie takie zdanie jakie mam a jezeli nawet bylabys inna w realu to tymbardziej nie mam ochoty na dwulicowosc. Jezeli tylko ja mam o Tobie takie mniemanie to sorry, ze powiedzialam, ze inni tez. Zreszta sama chyba wiesz jaka jestes. Koncze ten off top.
                        • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 18:56
                          Wiesz, na to jakie masz o mnie zdanie i jak mnie odbierasz nie mam wpływu. Twoja wrażliwość na słowo pisane może być inna niż moja. Ale jak widzę jedno nas zdecydowanie różni: ja chętnie poznam każdego, choćby po to by sprawdzić czy się nie mylę, czy moje zdanie o nim ma rzetelne podstawy.
                          Ty nie lubisz dwulicowości,a ja uprzedzeń. Nie znasz mnie, a jednak uważasz za dwulicową bo zrobiłaś jakieś założeniesmile Twoja wolasmile
                          • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 19:08
                            Moja wola Mayenna. I mam swoje zdanie po Twoim pisaniu. Zreszta duzo piszesz i zdanie mozna sobie wyrobic. Ale to Tylko moje zdanie.
                            • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 19:12
                              sunmoonstars napisała:

                              > Moja wola Mayenna. I mam swoje zdanie po Twoim pisaniu. Zreszta duzo piszesz i
                              > zdanie mozna sobie wyrobic. Ale to Tylko moje zdanie.
                              Miło, że mnie czytasz. Sporo piszę bo nudzę się trochę, a to fajna forma kontaktu z ludźmi i owocuje w realu. Polecamsmile
                              • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 19:20
                                mayenna napisała:

                                > Miło, że mnie czytasz. Sporo piszę bo nudzę się trochę, a to fajna forma kontak
                                > tu z ludźmi i owocuje w realu. Polecamsmile

                                No i prosze znowu watek o Mayennie. Jestes w centrum. Brawo !!!!! Zbieraj owoce i na zdrowie. Nam nie po drodze i tyle.
                                • green.amber Re: nie kochana 24.01.14, 19:32
                                  niunia, pięćdziesiąt razy się powstrzymałam, ale wystarczy, bo mnie to qfa mierzi, w tym przypadku i mnożących się tu podobnych... zaczynasz nie na temat, zaczepiasz, oskarżasz a potem się skarżysz, że nie na temat i udajesz, że to nie ty... weś dorośnij albo idź do polityki, bo się marnujesz chyba...
                                  a jak będziesz chciała wiedzieć ile osób ma takie samo zdanie jak ty to poproś o podniesienie rączki, dodam, że moje zwisają swobodnie...
                                  to tyle w nietemacie
                                  • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 20:14
                                    Dzieki za cenna rade. Ide wydoroslec, bo faktycznie to nie moja piaskownica.
                                • puch_atek Re: nie kochana 24.01.14, 22:54
                                  moze czytam nieuwaznie, na pewno nie od deski do deski, ale jakos nie zauwazylem tu watkow o Mayennie smile
                                  natomiast trudno mi oprzec sie wrazeniu, ze czepianie sie Mayenny siega troche wstecz i dziwnie kojarzy mi sie z krytyka takiej jednej po..anej panny ktora raczyla (uzyc odpowiedniego czasu wedle uznania) nas tu wieloma odslonami swojej bogato szurnietej osobowosci
                                  pozdrawiam cieplo smile
                        • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 19:09
                          sunmoonstars napisała:

                          > mayenna napisała:
                          >
                          > > Moje pytanie miało na celu poznanie cie lepiej i zrozumienie. Szkoda, że
                          > nie od
                          > > powiedziałaśsmile
                          Jezel
                          > i tylko ja mam o Tobie takie mniemanie to sorry, ze powiedzialam, ze inni tez.
                          > Zreszta sama chyba wiesz jaka jestes. Koncze ten off top.
                          >
                          Nie wiem czy wiem jaka jestem bo zmieniam się i bywam różna. Są osoby z którymi mam wspólny świat wartości i mi z nimi po drodze/ i są takie, że nie rozumiemy się i nie zaprzyjaźnimy. Jak to w życiu. Plebiscytu na to, jak kto mnie ocenia, nie robiłam nigdy. Skoro napisałaś, że nie jesteś jedyną, która ma o mnie złe zdanie to rozumiem ze piszesz to na jakiejś podstawie. Byłam ciekawa jakiejsmile
      • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 12:49
        Co Ty Marku sie smiejssz na te rady suspicious (choc fajnie to wygladalo takie wtracenie o pisowni wink ja sama lubie byc upominana ^^ choc na mnie to juz slow brakuje a raczej sil by mnie ciagle w pisowni upominac wink )
        Nie dziw sie.... gdy jest sie niekochanym to nkektore "rzeczy" sie nie lepia..... Nawet slowa nie chca sie polczacyc.... Takie jest to bycie "obok"... Wszedobylskie......nawet slowa co byc powinny.... Nie chca byc ze soba..... Takie to jest to bycie.....NIE KOCHANYM.... tez bym obok napisala tongue_out wink
      • witamina_b12 Re: nie kochana 23.01.14, 13:48
        Autorka nie ma żalu i nie czuje się napadnięta z powodu zwrócenia uwagi na błąd, więc myślę, że nie potrzebuje obrońców.
        • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 13:52
          Dokladnie smile)))
    • organza7 Re: nie kochana 23.01.14, 11:47
      A mnie jest wszystko jedno jak się pisze "nie"...

      I Tobie pewnie też jest dokładnie wszystko jedno nie tylko w temacie pisowni przeczenia... Pamietam taki stan jakby to było wczoraj. Pamiętam żal tak dogłębny, że wydawał się nie do zmieszczenia w mojej klatce piersiowej. Czasami czułam wręcz fizyczny ból, jakby faktycznie rozsadzało mi klatkę... Pewnie to znasz... Kto Ci pomoże? Nie mam pojęcia Kochana... Na pewno warto poprosić o pomoc choćby lekarza czy psychologa, nie zostawać z problemem samej, jeśli czujesz, że sobie nie radzisz. Nie zamykaj się w sobie, bo to nie przyniesie nic dobrego... Jeśli masz kogoś bliskiego w rodzinie lub wśród przyjaciół i możesz liczyć na dyskrecję, to dużo rozmawiaj z tą osobą. Czasami takie wyrzucenie z siebie już przynosi ulgę. Mnie pomagało choć na chwilę... Bardzo długo się zbierałam, bo u mnie było dokładnie jak u Ciebie. Zapewnienia i pewność z mojej strony... taka absolutna, dająca bezpieczeństwo i nadająca życiu sens. A potem wielkie bum i kilkanaście lat wspólnego życia runęło jak domek z kart...

      Dałam radę, więc Ty też dasz. Potrzebny jest czas, dużo czasu i musisz sobie przede wszystkim poukładać w głowie... sama... nikt tego za Ciebie nie zrobi. Na razie nie widzisz kolorów w życiu i to normalne, bo brakuje sił... ale uwierz mi, to minie... Tylko zadbaj o siebie, proszę, bo przedłużanie tego stanu zawieszenia i życie złudzeniami, że coś się jeszcze odmieni, jest najgorszą rzeczą. To co boli aż tak, trzeba wyciąć i potem dopiero zaleczyć ranę. Inaczej się nie da... Trzymam za Ciebie kciukismile Jeśli potrzebujesz pogadać bardziej prywatnie, pisz na pocztę gazetową: organza7@gazeta.pl Mnie udało się tu znaleźć cudownych ludzi, którzy bardzo mi pomogli oraz Kogoś wyjątkowego, Kto zmienił moje życiesmile
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 12:08
        DOKŁADNIE Organaza, dokładnie taki ból mnie również rozsadza...
        Dziękuję, że podzieliłąś się tym ze mną....
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 12:22
        organza7 napisała:

        > Na pewno warto poprosić o pomoc choć
        > by lekarza czy psychologa, nie zostawać z problemem samej, jeśli czujesz, że so
        > bie nie radzisz. Nie zamykaj się w sobie, bo to nie przyniesie nic dobrego... J
        > eśli masz kogoś bliskiego w rodzinie lub wśród przyjaciół i możesz liczyć na dy
        > skrecję, to dużo rozmawiaj z tą osobą. Czasami takie wyrzucenie z siebie już pr
        > zynosi ulgę.

        Nie mam nikogo godnego zaufania, z rodziny też nie dostanę takiego wsparcia jak potrzebuję...oni tylko zaczną "psioczyć" na niego a to żadne wsparcie ani pomoc...

        Mnie pomagało choć na chwilę... Bardzo długo się zbierałam, bo u m
        > nie było dokładnie jak u Ciebie. Zapewnienia i pewność z mojej strony... taka a
        > bsolutna, dająca bezpieczeństwo i nadająca życiu sens. A potem wielkie bum i ki
        > lkanaście lat wspólnego życia runęło jak domek z kart...

        No właśnie...

        > Dałam radę, więc Ty też dasz. Potrzebny jest czas, dużo czasu i musisz sobie pr
        > zede wszystkim poukładać w głowie... sama... nikt tego za Ciebie nie zrobi. Na
        > razie nie widzisz kolorów w życiu i to normalne, bo brakuje sił... ale uwierz m
        > i, to minie... Tylko zadbaj o siebie, proszę, bo przedłużanie tego stanu zawies
        > zenia i życie złudzeniami, że coś się jeszcze odmieni, jest najgorszą rzeczą. T
        > o co boli aż tak, trzeba wyciąć i potem dopiero zaleczyć ranę. Inaczej się nie
        > da... Trzymam za Ciebie kciukismile Jeśli potrzebujesz pogadać bardziej prywatnie,
        > pisz na pocztę gazetową: organza7@gazeta.pl Mnie udało się tu znaleźć cudownyc
        > h ludzi, którzy bardzo mi pomogli oraz Kogoś wyjątkowego, Kto zmienił moje życi
        > esmile

        Bardzo Ci dziękuję za Twoje słowa otuchy smile

        Bardzo Ciekawa jestem Twojej historii...


    • marek-1002 Re: nie kochana 23.01.14, 12:56
      mariamagdalena01 napisała:

      > mniej więcej co drugi dzień : nie kocham Cię, nie mam ochoty ratować małżeń
      > stwa, chce rozwodu, wyprowadzę się w ciągu najbliższego roku, nie czuje do Cie
      > bie już nic pozytywnego ani nic negatywnego...

      Po co ktoś mówi takie rzeczy? Jeśli chce odejść, to odchodzi a nie zapowiada, że "w ciągu najbliższego roku". Zwłaszcza, jeśli ma już kogoś innego, bo tacy to ciągną fikcję do samego końca (a nawet i dłużej), aby jak najwięcej sobie korzystnie poukładać i aby im nikt w tym jak najdłużej nie przeszkadzał. U znajomego małżeństwa powodem takiego zachowania były jego problemy w firmie oraz depresja, czy raczej poważny kryzys/załamanie. Mężczyźni podobnież często tak reagują - przez emocjonalną przemoc wobec najbliższych próbują odzyskać jakąś część kontroli nad życiem. Brzmi głupio a dla bliskich skutki przykre, ale niektóre typy tak już mają. Znajomi przetrwali, razem, ale pewnie dlatego, że ona była silna. On "straszył" rozwodem, ona podjęła przygotowania. Nie, nie złożyła pozwu, ale zaczęła porządkować ich sprawy formalno-finansowe, ściągnęła sobie i wydrukowała poradniki dot. rozwodu, przygotowała listę problemów/pytań dot. rozwodu, opieki nad dziećmi, podziału majątku itp. i poszła z nią do adwokata. Gdy on to wszystko zobaczył (nie epatowała go tymi działaniami, ale i się nie kryła), zrozumiał, że jego postępowanie będzie miało swoje konsekwencje. Jemu zaoferowała pomoc, ale na określonych warunkach (psycholog, ogarnięcie się, potem terapia małżeńska).

      Wcale nie apeluje abyś była taka silna (za Was dwoje uncertain ). Poza tym Twój przypadek może być zupełnie inny, Ty możesz już zwyczajnie nie chcieć itp. Ale na pewno dobrze Ci zrobi jeśli wygrzebiesz się z tego stanu rozpaczy, niemocy i podejmiesz jakieś, choćby najmniejsze, działanie. Poczucie sprawstwa, choćby w najmniejszym stopniu, dodaje sił.
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:32
        marek-1002 napisał:

        > Po co ktoś mówi takie rzeczy? Jeśli chce odejść, to odchodzi a nie zapowiada, ż
        > e "w ciągu najbliższego roku". Zwłaszcza, jeśli ma już kogoś innego, bo tacy to
        > ciągną fikcję do samego końca (a nawet i dłużej), aby jak najwięcej sobie korz
        > ystnie poukładać i aby im nikt w tym jak najdłużej nie przeszkadzał. U znajomeg
        > o małżeństwa powodem takiego zachowania były jego problemy w firmie oraz depres
        > ja, czy raczej poważny kryzys/załamanie.

        Mój małżonek chyba lubi tak poznęcać się nad innymi nie tylko mną....

        Mężczyźni podobnież często tak reagują
        > - przez emocjonalną przemoc wobec najbliższych próbują odzyskać jakąś część ko
        > ntroli nad życiem.

        Myślę, że nie w tym przypadku, wierzę że coś w nim pękło i mnie już po prostu nie chce

        Brzmi głupio a dla bliskich skutki przykre, ale niektóre typ
        > y tak już mają. Znajomi przetrwali, razem, ale pewnie dlatego, że ona była siln
        > a. On "straszył" rozwodem, ona podjęła przygotowania. Nie, nie złożyła pozwu, a
        > le zaczęła porządkować ich sprawy formalno-finansowe, ściągnęła sobie i wydruko
        > wała poradniki dot. rozwodu, przygotowała listę problemów/pytań dot. rozwodu, o
        > pieki nad dziećmi, podziału majątku itp. i poszła z nią do adwokata. Gdy on to
        > wszystko zobaczył (nie epatowała go tymi działaniami, ale i się nie kryła), zro
        > zumiał, że jego postępowanie będzie miało swoje konsekwencje. Jemu zaoferowała
        > pomoc, ale na określonych warunkach (psycholog, ogarnięcie się, potem terapia m
        > ałżeńska).

        To jest jakiś pomysł ale nie na ratowanie małżeństwa tylko sprawdzenie czy naprawdę chce się rozwieść, a że ta wiedza jest istotna dosyć, jak już zdobędę się na odwagę to może spróbuje tak
        Dziękuję
        >
        >
    • witamina_b12 Re: nie kochana 23.01.14, 13:15
      mariamagdalena01 napisała:

      > Nie myślałam , że kiedykolwiek mnie coś takiego spotka.....

      Jestem pewna, że nikt z nas (rozwiedzionych) nie myślał, że go to spotka...

      > Do tego moje dzieci są bardzo wrażliwe....one "umrą" z rozpaczy
      Nie, one nie "umrą z rozpaczy". O ile staniecie na wysokości zadania i odpowiednio to przeprowadzicie.
      Przecież dzieci będą miały nadal ojca i matkę. Rozumiem, że o braku miłości do dzieci ojciec nie mówił? Rozwód rodziców jest dla dziecka doświadczeniem bardzo trudnym ale nie musi być destrukcyjnym.

      > Zycie...boli...
      > No cóż podobno nie jesteśmy tu po to by odpoczywać...
      Tak, bywa że boli, ale nie musi boleć "wiecznie".

      > Kto mi pomoże przez to przejść....
      Pomoc możesz uzyskać na różnych płaszczyznach: psycholog, poradnie prawne, najlepsza przyjaciółka...

      a tu trochę lektury:
      Rozwód mniejsze zło
      Dziecko w rozwodzie
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:36
        > > Do tego moje dzieci są bardzo wrażliwe....one "umrą" z rozpaczy
        > Nie, one nie "umrą z rozpaczy". O ile staniecie na wysokości zadania i odpowied
        > nio to przeprowadzicie.
        > Przecież dzieci będą miały nadal ojca i matkę. Rozumiem, że o braku miłości do
        > dzieci ojciec nie mówił? Rozwód rodziców jest dla dziecka doświadczeniem bardzo
        > trudnym ale nie musi być destrukcyjnym.
        > > Kto mi pomoże przez to przejść....
        > Pomoc możesz uzyskać na różnych płaszczyznach: psycholog, poradnie prawne, najl
        > epsza przyjaciółka...
        >
        > a tu trochę lektury:
        > Rozwód mniejsze zło
        > Dziecko w rozwodzie
        >
        Dziękuję smile
    • czarny.onyks Re: nie kochana 23.01.14, 14:28
      ja się niezmiennie zastanawiam, co powoduje, że kobiety zgadzają się na taki układ...
      i to dzieje sie od lat....

      niekochane, wykorzystywane, bite, tkwią w związkach z panami stosującymi przemoc fizyczną, psychiczną....

      dla dzieci??? nie wierzę, że dzieci nie wiedzą...nie odczuwają braku miłości pomiędzy dwojgiem ludzi.....
      a nieszczęśliwa matka to żaden pożytek...
      posłuchaj rad, zastanów sie nad sobą, związkiem....bo może czas na zmiany.....

      powodzenia!
      • witamina_b12 Re: nie kochana 23.01.14, 14:36
        najczęściej dlatego, że nie mają środków ani perspektyw na inne życie...
        gdzie i jak i za co taka kobieta bez pracy ma utrzymać siebie i dzieci?
        praca ani dach nad głową nie leżą na ulicy.
        • czarny.onyks Re: nie kochana 23.01.14, 14:54
          brak środków i pracy to jedno....to jesetm w stanie zrozumieć...

          ale wielokrotnie są sytuacje, które z tym nie mają nic wspólnego....
          i znam odpowiedzi, mechanizmy ,,przywiązania''' ale nadal mnie to dziwi...
          • mayenna Re: nie kochana 23.01.14, 15:19
            Autorka jest osobą religijną. Napisała wyraźnie czemu się na to zgadza. Mam nadzieję, że rozmawia o tym ze swoim spowiednikiem.
            • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:46
              mayenna napisała:

              > Autorka jest osobą religijną. Napisała wyraźnie czemu się na to zgadza. Mam nad
              > zieję, że rozmawia o tym ze swoim spowiednikiem.

              o nawet nie muszę osobiście odpowiadać wink
              Także Marku kochać nawet jeśli ta miłość nie jest odwzajemniona i dochować przysięgi złożonej przed Bogiem są powodem takiej deczji
      • sunmoonstars Re: nie kochana 23.01.14, 22:17
        czarny.onyks napisała:

        > ja się niezmiennie zastanawiam, co powoduje, że kobiety zgadzają się na taki uk
        > ład...
        > i to dzieje sie od lat....

        Tutaj masz odpowiedz
        terapiaprzezpisanie.blogspot.de/2012/11/strach-przed-mezczyznami.html
    • zielonooka38 Re: nie kochana 23.01.14, 15:26
      a sypiacie ze sobą??
      nie że w jednym łóżku tylko czy uprawiacie seks??
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 17:49
        Bardzo rzadko i jest kiepsko i potem czuje się jak szmata...zresztą w trakcie chyba tez...
        • 81belona03 Re: nie kochana 23.01.14, 18:01
          -miałam nie wypowiadać się w tym wątku,ale po tym ,co napisałaś wyżej-nie wytrzymałam---dlaczego tak się katujesz??
          • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 18:26
            81belona03 napisała:

            > -miałam nie wypowiadać się w tym wątku,ale po tym ,co napisałaś wyżej-nie wytrz
            > ymałam---dlaczego tak się katujesz??

            ...w imię miłości....tej cierpliwej, łaskawej, nie szukającej swego...
            • 81belona03 Re: nie kochana 23.01.14, 18:33
              -wiesz,nie chcę Cię urazić,obrazić-wystarczajaco przeżywasz-nie dam Tobie złotej rady-bo takiej nie znam-ale pomyśl-jaka miłość żąda takich poświęceń...przacież jego i tak obok Ciebie już nie ma.
            • czarny.onyks Re: nie kochana 23.01.14, 19:34
              eeekhm..............
              no nie wierzę....


              a on bije, pije, a on kocha go w imię Jezusa....


              ..........NOSZ LITOŚCI!!!!...................
              • green.amber Re: nie kochana 23.01.14, 20:00
                czarny.onyks napisała:

                > eeekhm..............
                > no nie wierzę....
                >
                >
                > a on bije, pije, a on kocha go w imię Jezusa....
                >
                >
                > ..........NOSZ LITOŚCI!!!!...................
                >
                eeeee Onyksia gdzie Ty widzisz picie i bicie, bo ja widzę że rok temu pan był bardzo romantyczny fejsbukowo, ale przestał... ale jest ciepło, rodzinnie...
          • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 18:42
            Dlaczego? Mi przyszlo jedno.... Dla Boga.... Ok.... Wiem ze nie na miejscu.... Ze nietaktownie.... Ok. To dla Kosciola.
            Nigdy nie mialam nic przeciwko malzenstwo... Sama jestem wierzaca (w pelni tego nie czuje ale cos odczuwam) ale teraz...... Jestem przeciwna.... Gdy czlowiek widzi do czego prowadza te wiezy. Potrafia uwiezic czlowieka na amen....
            Ok. Czyli jestes z nim, katujesz siebie, dzieci tez widza ze cos jest nke tak. Tak sobie teraz mysle.... Dobrze ze moim ze soba nie sypiaja. W koncu widze tego plusy. Dzieki Tobie..... Rozmawiacie, wspieracie sie, przynajmniej tyle.... Stawarzacie pozory.... Ale i tak widac ze cos jest nie tak i smiem watpic bedzi gorzej.... Duzo gorzej....
            Chore to jest...
            • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 18:57
              hmmm nie chciałabym się za bardzo w tym wątku w sprawy wiary zagłębiać....tak pokrótce, moja wiara jest wielka, bo dostałam wiele darów od Jezusa i zrobię wszystko, żeby go nie zwieść...
              Kiedy byłam młodsza tez się dziwiłam np. mojej mamie, ze znosi ojca...teraz widzę, że swoją postawą wygrała rodzinę...
              Nie wiem czy mi się to uda, bo oni pomimo awantur kochali się...
              • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 19:10
                No wlasnie tez nie chce za bardzo wchodzic w wiare....
                Ale czy Bog tego by chcial? By dwojka ludzi byla ze soba i stwarzala pozory milosci. By bedac ze soba tak na prawde sie ze soba jedynie meczyla. Nie tylko siebie niszczy.... Ale i swoje plony. Przynamniej tyle ze nie jest miedzy Wami az tak zle (na razie?). Nie jest zle ale mimo wszystko plony moga byc nieurodzajne. Ok w Waszym przypadku jest w miare dobrze. Prowadzicie rozmowy. NORMALNE. dziacki - plony nie widza tak tej zarazy co w Was siedzi. Moze na nich ie nie rozprzestrzeni... Oby..... Ale to jest zaraza. Nawet niewiadomo kiedy a sie rozprzestrzeni.
                Z poczatku myslalam.ze jest z Wami gorzej. Nieco inaczej sobie to wyobrazlam. Majac wlasne wyobrazenia jak moze byc .
                Ok..wiesz co robisz smile
                • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 19:30
                  hashimotka88 napisała:
                  > Z poczatku myslalam.ze jest z Wami gorzej.

                  Właśnie przez moją postawę nie ma piekła w domu, staram się niczego od niego nie oczekiwać i cieszyć z najmniejszego przejawu dobrej woli....jedynie co czasem zagaje o tą terapię małżeńską i wtedy włącza się mu niestety największy agresor...
                  Ja jeszcze czasami próbuję walczyć, a on przeczekuje by w wybranym momencie odejść...
                  • green.amber Re: nie kochana 23.01.14, 19:36
                    sama korzystasz z terapii??
                    • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 19:52
                      green.amber napisała:

                      > sama korzystasz z terapii??

                      nie
                      • green.amber Re: nie kochana 23.01.14, 19:56
                        mariamagdalena01 napisała:

                        > green.amber napisała:
                        >
                        > > sama korzystasz z terapii??
                        >
                        > nie

                        dlaczego??
                        • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 20:09
                          green.amber napisała:

                          > mariamagdalena01 napisała:
                          >
                          > > green.amber napisała:
                          > >
                          > > > sama korzystasz z terapii??
                          > >
                          > > nie
                          >
                          > dlaczego??

                          No nie wiem...bo siebie nie muszę ratować, tylko małżeństwo...?
                          >
                          • green.amber Re: nie kochana 23.01.14, 20:26
                            mariamagdalena01 napisała:

                            > green.amber napisała:
                            >
                            > > mariamagdalena01 napisała:
                            > >
                            > > > green.amber napisała:
                            > > >
                            > > > > sama korzystasz z terapii??
                            > > >
                            > > > nie
                            > >
                            > > dlaczego??
                            >
                            > No nie wiem...bo siebie nie muszę ratować, tylko małżeństwo...?
                            > >
                            to tak samo wygodne jak nieprawdziwe przekonanie...
                            posiłkując się okolicami wiary - może warto zacząć od wyjmowania belki z własnego oka...
                            od zmiany siebie, bo ostatecznie tylko siebie można zmieniać, a czasem drobne zmiany pociągają za sobą duże efekty
                            • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 20:31
                              > > >
                              > to tak samo wygodne jak nieprawdziwe przekonanie...
                              > posiłkując się okolicami wiary - może warto zacząć od wyjmowania belki z własne
                              > go oka...

                              Dokładnie na tym etapie jestem, wyjmuję belkę z własnego oka ale on mówi, że jest już za późno
              • witamina_b12 Re: nie kochana 23.01.14, 19:58
                mariamagdalena01 napisała:

                > Kiedy byłam młodsza tez się dziwiłam np. mojej mamie, ze znosi ojca...teraz wid
                > zę, że swoją postawą wygrała rodzinę...

                Przepraszam ale nie rozumiem co to znaczy "wygrala rodzinę" w tym przypadku?
                Bo ja widzę, że wychowałaś się w dysfunkcyjnej rodzinie i teraz taki sam model realizujesz... zastanów się czy chcesz by Twoje dzieci (nie znam ich płci) też uznały ten model rodziny za właściwy... Syn nauczy się, trkatować swoją partnerkę tak jak teraz maż traktuje Ciebie, a córka uzna to za coś naturalnego.
    • mariamagdalena01 Re: nie kochana 23.01.14, 20:06
      Dziękuję wszystkim, za wpisy rady, pytania i wasze przemyślenia i pomimo, że jestem trochę w opozycji do Waszego spojrzenia na sprawę, wszystko rozważam i nabieram nowego spojrzenia na to wszystko....
      • witamina_b12 Re: nie kochana 23.01.14, 20:10
        Pamietaj, że zawsze warto walczyć o związek i o rodzinę. Ale jeśli, w którymś momencie dojdziesz do wniosku, że dalsza walka nie ma sensu to też nie będzie to koniec świata.
        Powodzenia smile
    • szarlotka_ja Re: nie kochana 23.01.14, 20:43
      Pisać komuś na tablicy "Kocham Cię" i to jeszcze na fejsie - jakie to romantyczne ;p
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 24.01.14, 10:51
        szarlotka_ja napisała:

        > Pisać komuś na tablicy "Kocham Cię" i to jeszcze na fejsie - jakie to romantycz
        > ne ;p

        to nie było takie zwykłe "kocham cie" to było dosyć długie i wzruszające wyznanie...
        ale to tylko słowa, słowa, słowa ....
        ale kilka osób zachwyciło się moim mężem
        • hashimotka88 Re: nie kochana 24.01.14, 11:15
          Dobrze ze nie mam fejsa....
          Ale ja sobie go zaloze.... Nie wiem co u ludzisk sie dzieje...
          Wczoraj znowu przyszla.mi ta mysl ja zobaczylam zdkecie kolegi z ktorym 12 lat chodilam.do tych samych klas. Zobaczylam go wczoraj (brat mial otwatte okienko) z jakas kobieta suspicious a ja nawet nie wiem co to za osoba. Ja nic musze sobie facebuka zalozyc! Ale to jak buka.... Straszne sie moze okazac. Taki zajadacz czasu suspicious
          • szarlotka_ja Re: nie kochana 24.01.14, 20:49
            Ja uwielbiam facebooka big_grin
            Najbardziej mi się podoba jak mama pisze dziecku na tablicy: Odrobiłeś zadanie? A dziecko odpisuje big_grin
            Albo żona pisze na tablicy mężowi: Kochanie co chcesz na obiad? I mąż odpowiada ona znowu coś pisze i dyskusja się toczy. A obserwatorzy lajkują. Masakra normalnie big_grin
            Albo składanie sobie życzeń urodzinowych czy imieninowych przez osoby mieszkające w tym samym domu. Tragedia ;p
          • mariamagdalena01 Re: nie kochana 25.01.14, 14:29
            hashimotka88 napisała:
            > Dobrze ze nie mam fejsa....
            > Ale ja sobie go zaloze.... Nie wiem co u ludzisk sie dzieje...

            Dokładanie ja zawiesiłam i po jakimś czasie uaktywniłam bo ludzie w pracy o czymś od rana tłuka a ja nie wiem o czym i słyszę tekst : "nie widziałaś na fajsie" wink)

            > Wczoraj znowu przyszla.mi ta mysl ja zobaczylam zdkecie kolegi z ktorym 12 lat
            > chodilam.do tych samych klas. Zobaczylam go wczoraj (brat mial otwatte okienko)
            > z jakas kobieta suspicious a ja nawet nie wiem co to za osoba. Ja nic musze sobie
            > facebuka zalozyc! Ale to jak buka.... Straszne sie moze okazac. Taki zajadacz c
            > zasu suspicious
    • tapatik Re: nie kochana 23.01.14, 20:45
      mariamagdalena01 napisała:

      > witam wszystkich
      > nie mam się komu zwierzyć, bo to tajemnica, bo wstyd mi przed innymi, bo chce
      > by dzieci jak najdłużej nic nie wiedziały....

      Skąd wiesz, że nie wiedzą?

      > Jakie to przeszywające na wskroś uczucie usłyszeć po kilkunastu latach małżeństwa,
      > mniej więcej co drugi dzień : nie kocham Cię, nie mam ochoty ratować małżeństwa,
      > chce rozwodu, wyprowadzę się w ciągu najbliższego roku, nie czuje do Ciebie już nic
      > pozytywnego ani nic negatywnego...

      No to daj mu ten rozwód. Po co chcesz się męczyć?
      Jestem za tym, aby związek ratować, rozmawiać na ten temat, zmieniać coś, ale pod warunkiem, że OBIE strony są tym zainteresowane i tego chcą.

      > Do tego moje dzieci są bardzo wrażliwe....one "umrą" z rozpaczy

      Oczywiście, lepiej "dla dobra dzieci" udawać, że nic się nie dzieje.

      Mój kolega poszedł kiedyś z żoną do psychologa, bo stwierdzili, że im się nie układa w małżeństwie, ale chcieli małżeństwo utrzymać dla dobra dzieci.
      Psycholog stwierdził, że jeśli oni się źle ze sobą czują, to dzieci to odczuwają i też się źle czują.
      Natomiast jeśli się rozwiodą i sami będą szczęśliwi, to dzieci też to będą czuć.
      W efekcie - dla dobra dzieci - wzięli rozwód.

      To jest Twoje życie i nikt z nas za Ciebie nie podejmie decyzji.
      • ame_belge34 Re: nie kochana 23.01.14, 22:24
        ja tak zrobiłam , odeszłam od męza dla dobra syna. Awantura goniła awanturę, nie było juz żadnych uczuc oprócz niechęci wobec siebie. Teraz młody ma szczęsliwą mamę (choc dojscie do ładu zajęlo mi 2 lata) i uważam ze jesteśmy najlepszym byłym małżenstwem pod słoncem, owszem czasem zdarzaja sie konflikty, ale nikt mi nie wierzy póki nie zobaczy, ze zachowujemy się jak kumple wobec siebie a nie wrogowie. Duzo niepotrzebnych słow kiedyś zostało wypowiedzianych, ale juz okrzepliśmy oboje i własnie utrzymujemy dobre relacje dla dobra syna.
        Czasem rozstanie jest najlepszym co mozemy zrobić.
        • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 22:29
          i Tak być powinno smile

          Miło się to czytało co napisałaś smile
          • ame_belge34 Re: nie kochana 23.01.14, 22:40
            Hashi, wiem ze tak powinno być, ale szkoda ze nie jest, ze dzieciaki patrzą na wojny podjazdowe rodziców, a co gorsza są ich uczestnikami.

            My się do swojego życia prywatnego nie wtracamy, nie komentujemy, kazde z nas ma już innego partnera, to fakt, gównie na mnie spadła opieka nad młodym, ale ojciec na miare swoich mozliwości przede wszystkim zawodowych w niej uczestniczy.
            • hashimotka88 Re: nie kochana 24.01.14, 10:32
              Tak byc powinno mialam na mysli to, ze gdy ludzie mimo wszystko sie nie dopasuja to powinni z siebie zrezygnowac. Wpierw wymaganproba naprawy.
              Gorzej jak sie nie chce..... Jak czlowiek uzna ze "tak ma byc".
              Jednymi z najgorszych ludzi sa ludzie sfrustrowani. Dazacy sie nawzajem niechecia. ZarzucJacy ze..... Sa ze soba ..... Zalujacy swojego wyboru. Mowiacy to wprost. Dosadanie.... Ta ciagla nkechec.... Zle sie to na reproduktorach odbija. Traci soe to co najwaznkejsze... Chec do zycia. Zle sie na reproduktorach odbija ale i na ich plonach.... One same nie sa urodzajne sad ciezko im samym zakwitnac i wydac wlasny plon.
              Dlatego dobrze ze Ty pozbylas sie tego z ktorym zycie nie byloby taka checia jak jest teraz. Mimo ze odlaczyliscie sie to i tak macie dobre kontaktu. To w tym wszysykim jest najlepsze. Mile to bardzo smile Potrafi sie dogadac i malec napewno jest z tej syguacjo bardziej zadowolony. Na pewno nie byloby mu tak dobrze gdybyscie nadal byli razem. Z tego co poszesz bez powodu sie nie rozstaliscie. Niestety ludzi nie zawsze potrafia sie dobrac.... Ale czasem powinni sie umiec rozstac. Wg. Mnje to lepsze rozwiazanke. Oczywiscie gdy nie ma mozliwosci naprawy. Popekanej wydmuszki nie da sie naprawic.....
              Jajco powinno byc pelne. Powinno miec zolto i chroniace okalajace go bialko smile i nie powinno byc popekane
        • mariamagdalena01 Re: nie kochana 24.01.14, 11:00
          > ja tak zrobiłam , odeszłam od męza dla dobra syna.

          a ile synek miał wtedy lat i jak to przeżył?

          > Czasem rozstanie jest najlepszym co mozemy zrobić.

          Pewnie tak...
      • hashimotka88 Re: nie kochana 23.01.14, 22:27
        > Mój kolega poszedł kiedyś z żoną do psychologa, bo stwierdzili, że im się nie u
        > kłada w małżeństwie, ale chcieli małżeństwo utrzymać dla dobra dzieci.
        > Psycholog stwierdził, że jeśli oni się źle ze sobą czują, to dzieci to odczuwaj
        > ą i też się źle czują.
        > Natomiast jeśli się rozwiodą i sami będą szczęśliwi, to dzieci też to będą czuć
        > .
        > W efekcie - dla dobra dzieci - wzięli rozwód.

        sad
        ...
        smile

        Pięknie napisane.
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 24.01.14, 10:30
        > > nie mam się komu zwierzyć, bo to tajemnica, bo wstyd mi przed innymi, bo
        > chce
        > > by dzieci jak najdłużej nic nie wiedziały....
        >
        > Skąd wiesz, że nie wiedzą?

        No że są konflikty wiedzą, ale o rozstaniu raczej nie bo nie mówiliśmy o tym przy nich

        >nie kocham Cię, nie mam ochoty ratować małż
        > eństwa,
        > > chce rozwodu, wyprowadzę się w ciągu najbliższego roku, nie czuje do Cie
        > bie już nic
        > > pozytywnego ani nic negatywnego...
        >
        > No to daj mu ten rozwód. Po co chcesz się męczyć?

        Dam pewnie, że dam....

        > Jestem za tym, aby związek ratować, rozmawiać na ten temat, zmieniać coś, ale p
        > od warunkiem, że OBIE strony są tym zainteresowane i tego chcą.

        No i dlatego właśnie przeżywam dramat

        > > Do tego moje dzieci są bardzo wrażliwe....one "umrą" z rozpaczy
        >
        > Oczywiście, lepiej "dla dobra dzieci" udawać, że nic się nie dzieje.

        Ciągle myślę, że chyba tak...że dla dzieci najważniejsze jest by rodzice byli razem...
        • mayenna Re: nie kochana 24.01.14, 18:23
          Porozmawiaj z dziećmi szczerze, a przekonasz się, że one wiedzą więcej niż ci się wydaje.
          Szczególnie to co chcesz ukryć, twoje stany emocjonalne na pewno odczytują i wiedza o tym jak to przeżywasz.
    • puch_atek Re: nie kochana 23.01.14, 20:54
      absolutnie sie nie znam i nie mam podobnych doswiadczen aby komus doradzac, ALE
      dzis uslyszalem pare zdan, odnosnie swojej sytuacji, ktora rozwazalem pod katem moralnym i poczucia obowiazku (kontekst pracowy, nie romantyczny) - pomysl o sobie, ty jestes najwazniejsza, twoje zycie jest na szali, badz egoistyczna
      pzdr smile
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 24.01.14, 10:48
        > absolutnie sie nie znam i nie mam podobnych doswiadczen aby komus doradzac, ALE
        > dzis uslyszalem pare zdan, odnosnie swojej sytuacji, ktora rozwazalem pod katem
        > moralnym i poczucia obowiazku (kontekst pracowy, nie romantyczny) - pomysl o s
        > obie, ty jestes najwazniejsza, twoje zycie jest na szali, badz egoistyczna

        w zasadzie to ja pracuję raczej nad czymś odwrotnym czyli zeby nie być egoistką wink
        ale dzięki smile
    • sunmoonstars Re: nie kochana 23.01.14, 22:23
      Mariamagdalena posiadam w swojej biblioteczce ogromy wybor ksiazek w pdf dotyczyce relacji miedzyludzkich i radzenia sobie z rozstaniem i po rozstaniu. Jezeli jestes zainteresowana to chetnie sie z Toba podziele. Zycze sily i madrosci
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 24.01.14, 10:46
        sunmoonstars napisała:

        > Mariamagdalena posiadam w swojej biblioteczce ogromy wybor ksiazek w pdf dotycz
        > yce relacji miedzyludzkich i radzenia sobie z rozstaniem i po rozstaniu. Jezeli
        > jestes zainteresowana to chetnie sie z Toba podziele. Zycze sily i madrosci

        Dziękuję Ci bardzo. Mój mail to mariamagdalena01@gazeta.pl....chyba, kiedyś tu było coś takiego jak prywatna wiadomość a teraz mam maila, który nawet nie wiem jaki jest wink)
        • sunmoonstars Re: nie kochana 24.01.14, 14:48
          mariamagdalena01 napisała:


          > Dziękuję Ci bardzo. Mój mail to mariamagdalena01@gazeta.pl....chyba, kiedyś tu
          > było coś takiego jak prywatna wiadomość a teraz mam maila, który nawet nie wiem
          > jaki jest wink)
          Wyslam Ci smile Mam nadziej, ze dostaniesz.
    • ohara_0 Re: nie kochana 24.01.14, 22:41
      nie kochana - to słowa piosenki która była moim mottem przez długi czas, zbyt długi.
      Bóg zrozumie, świat wybaczy, ale straconych lat nikt Ci nie odda. Najgorszych z uczuć jakich doświadczyłam to żal i rozpacz, ale nie nad nim, nie nad małżeństwem tylko nad sobą ,że pozwoliłam na to ,że zabrał mi dużo lat lat z życia, dużo za dużo. Tego nikt Ci nie odda, nikt nie wynagrodzi. Takie uczucia zmieniają wszystko, zmienią i Ciebie.
      Wcześniej czy później sama zrozumiesz, że tak nie da się żyć i to co dzisiaj nazywasz normalnym, za jakiś czas będzie twoją rozpaczą i tragedią.

      Dziękuję Tobie, Orgazie i Ame za to co napisałyście , poruszyłyście uczucia z samego dna mojego skomplikowanego serducha.
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 25.01.14, 14:18
        > nie kochana - to słowa piosenki która była moim mottem przez długi czas, zbyt d
        > ługi.
        > Bóg zrozumie, świat wybaczy, ale straconych lat nikt Ci nie odda. Najgorszych
        > z uczuć jakich doświadczyłam to żal i rozpacz, ale nie nad nim, nie nad małżeńs
        > twem tylko nad sobą ,że pozwoliłam na to ,że zabrał mi dużo lat lat z życia, du
        > żo za dużo. Tego nikt Ci nie odda, nikt nie wynagrodzi. Takie uczucia zmieniają
        > wszystko, zmienią i Ciebie.

        Prawde mówiąc nie żałuję niczego, bo gdyby nie te wszystkie doświadczenia byłabym gorszym człowiekiem, dużo gorszym...Z każdego doświadczenia wyciągam naukę, i mam wrażenie, że wszystko co się dzieje jest po to by odkryć prze de mną to co we mnie złe a nie byłam tego w stanie sama z siebie pojąć...

        > Wcześniej czy później sama zrozumiesz, że tak nie da się żyć i to co dzisiaj na
        > zywasz normalnym, za jakiś czas będzie twoją rozpaczą i tragedią.

        Powoli zaczynam oswajać myśl o zupełnie nowym rozdziale w życiu, myśl którą do tej pory odrzucałam...

        > Dziękuję Tobie, Orgazie i Ame za to co napisałyście , poruszyłyście uczucia z s
        > amego dna mojego skomplikowanego serducha.

        Ja Tobie też dziękuję
      • organza7 Re: nie kochana 25.01.14, 15:56
        Ohara, nie dziękuj... Mnie się kiedyś bardzo trudno poruszało ten temat - odrzucenia. Nikt chyba nie umie przejść obojętnie wobec tak negatywnych odczuć. Potrzeba bezpieczeństwa należy do tych podstawowych potrzeb człowieka i każdy dąży do jej zaspokojenia. Zazwyczaj nie zastanawiamy się nad tym, dopóki nasza sytuacja jest stabilna. Budując pewną relację, związek z drugim człowiekiem, budujemy na zaufaniu, zrozumieniu, poczuciu, że jest się potrzebnym i że nasze potrzeby również są ważne. A kiedy następuje odrzucenie, czyli świat chwieje się w posadach, trudno odczuwać coś więcej niż żal i strach. W jednej chwili wali dom, który cegiełka po cegiełce, budowało się latami. Związek, który trwa latami, tak jak mój na przykład, daje nadzieję na spokojną uporządkowaną sytuację w przyszłości. Nie po to jest się razem, ufa i wzajemnie wspiera, żeby codziennie tkwić w niepewności i doszukiwać się symptomów rozpadu związku. Tym bardziej więc ciężko zaakceptować tę szokującą prawdę, jeśli nagle dowiadujesz się, że już Cię nie kocha, tak po prostu... Na to nie można się przygotować i nie można się uodpornić. Nie wiem, może łatwiej jest, kiedy w grę wchodzi emocjonalne oddalenie, takie długotrwałe... jakaś patologia, alkoholizm partnera, kiedy człowiek podświadomie czeka na najgorsze, że kiedyś w końcu to wszystko pieprznie... Ale jeśli wydaje Ci się, że jest dobrze, a okazuje się, że byłaś totalnie ślepa, co również zostaje Ci skrupulatnie wypomniane, potrzeba wiele czasu i samozaparcia, żeby oswoić się z sytuacją a w konsekwencji ją zaakceptować. Mnie zajęło to kilka lat... Nie da się nic przyspieszyć, nie da się przeskoczyć kolejnych etapów... to jest jak żałoba... trzeba ją przeżyć po kolei i niespiesznie. Dopiero, kiedy to zrozumiałam, odnalazłam swoją szansę na lepsze życie. I tego Wam życzę Dziewczyny z sercasmile Dużo sił i wiary w siebie. Dacie radęsmile
    • kira_koslin Re: nie kochana 24.01.14, 23:09
      Przykre czytać, jak On się nad Tobą znęca. Skoro Cię nie kocha, chce się wyprowadzić etc, etc, etc to niech bierze tyłek w troki i niech to zrobi. Nie ma odwagi powiedzieć dzieciom, bliskim, a ma odwagę Cię zatruwać każdego dnia?

      Widzisz pomyślisz pewnie, że łatwo mi to pisać nie doświadczając Twoich emocji i tego co przeżyliście razem...tylko ja w takich sytuacjach jestem zero-jedynkowo nie- to nie, żebym miała z rozpaczy tynk zjeść ze ściany, skoro podjął taką decyzję niech znika z Twojego życia i da Ci szansę na życie bez trucia takimi negatywnymi komentarzami. Oczywiście to moja opinia, wiem, że świat Ci się wali, że nie rozumiesz ale chyba lepsze jest rozwiązanie tego niż życie w dramacie, nienawiści, obciążania siebie i sprowadzania Cię do roli, no właśnie kogo...? służącej z poczuciem winy.

      Na pewno nie powinno Ci być wstyd...czego masz się wstydzić, że skończyło się Twoje małżeństwo? To nie powód do wstydu.
      • mariamagdalena01 Re: nie kochana 25.01.14, 14:25
        kira_koslin napisała:
        > Przykre czytać, jak On się nad Tobą znęca. Skoro Cię nie kocha, chce się wyprow
        > adzić etc, etc, etc to niech bierze tyłek w troki i niech to zrobi. Nie ma odwa
        > gi powiedzieć dzieciom, bliskim, a ma odwagę Cię zatruwać każdego dnia?

        Wiesz ja też żoną idealną nie byłam...
        Ale masz racje co do twej odwagi....

        >
        > Widzisz pomyślisz pewnie, że łatwo mi to pisać nie doświadczając Twoich emocji
        > i tego co przeżyliście razem...tylko ja w takich sytuacjach jestem zero-jedynko
        > wo nie- to nie, żebym miała z rozpaczy tynk zjeść ze ściany, skoro podjął taką
        > decyzję niech znika z Twojego życia i da Ci szansę na życie bez trucia takimi n
        > egatywnymi komentarzami.

        Ja po prostu nie mogłam uwierzyć i dalej chyba do końca nie mogę, że to nie znęcanie się nade mną a naprawdę decyzja...

        Oczywiście to moja opinia, wiem, że świat Ci się wali,
        > że nie rozumiesz ale chyba lepsze jest rozwiązanie tego niż życie w dramacie,
        > nienawiści, obciążania siebie i sprowadzania Cię do roli, no właśnie kogo...? s
        > łużącej z poczuciem winy.

        Tak trochę to tak wygląda.....
        >
        > Na pewno nie powinno Ci być wstyd...czego masz się wstydzić, że skończyło się T
        > woje małżeństwo? To nie powód do wstydu.

        Boje się komentarzy szczególnie tych za plecami...
        • kira_koslin Re: nie kochana 25.01.14, 16:33
          Ideałów nie ma...ale co innego nie być idealnym, a co innego robić to co On robi. Wstydzisz się że inni bedą gadać, że zostawił Cie facet? Tu naprawdę nie ma czego wstydzić...po prostu takie życie...zresztą niech każdy patrzy na swój ogródek.

          Oczywiście zrobisz jak uważasz, ja wystawiłabym Pana za próg z konsekwencją powiedzenia innym dlaczego odchodzi. Jego decyzja, Jego konsekwencje. Miło, że Cię lubi - taki ludzki Pan z Niego, że Ci to powiedział....ech....

          Po takim jego zachowaniu istnieje duża szansa, że On kogoś ma na boku - tylko nie wie jeszcze jak tamta sytuacja się rozwinie i po prostu się zabezpiecza. Można wiele oczywiście sobie wyjaśnić i wybaczyć....ale ja nie zniosłabym życia z człowiekiem, który mnie nie chce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka