tapatik
19.04.14, 18:44
Na sąsiednim wątku jest dyskusja na temat ślubu 30-letniej kobiety po rozwodzie.
Jedna z dyskutantek wyraziła swoje zdanie...
Bądź wyrozumiała - drugi ślub i to w wieku dopiero 30 lat to jednak mega obciach.
Wszyscy rozwodnicy - nawet ci którzy pierwszy ślub robili z pompą na 300 osób -
nagle za drugim razem "chcą kameralnie".
Córka siostry czuje, że jej drugie małżeństwo też na 99% nie przetrwa (bo skoro nie chciało jej się ratować pierwszego - czyli prawdziwego - małżeństwa, to tym bardziej drugiego czyli pseudo małżeństwa nie będzie ratować).
Poza tym chodzą anegdotki, że na drugim ślubie w czasie przysięgi "dopóki śmierć nas nie rozłączy" goście tarzają się ze śmiechu, jedną z zabaw weselnych są zakłady wśród gości "ile tym razem to potrwa", a panny młode podobno rzucają poszarganym welonem, przed którym inne kobiety uciekają (bo jak trafi cię welon takiej przechodzonej panny młodej to ty też będziesz rozwódką i pucharem przechodnim).
Nawet moja mama, która swojemu ukochanemu chrześniakowi dała 2.500 zł w prezencie - a było to 12 lat temu, teraz na drugi ślub się zastanawia czy w ogóle pójść bo jak stwierdziła - nie ma za bardzo brać udziału w takiej szopce - bo taki
drugi ślub to ni ślub, ni pogrzeb, a atmosfera najczęściej jest gorsza niż na stypie. W końcu jest to jakby nie patrzyć święto ludzi, którym w życiu nie wyszło.
Koniec cytatu.