Mam 30 lat i jestem "singlem". Nie z wyboru - wcale tego nie chcę. Szukam
(choć niektórzy mówią, żeby przestać, to wtedy ta druga połowa sama się
znajdzie, w sensie, że sama nagle do mnie przyjdzie, pojawi się - jakoś w to
nie wierzę) i daję się znaleźć i kurcze - ciągle nic. Dlaczego? Nie jestem
głupia - mam wyższe wykształcenie i otwartą głowę

, interesuję sie różnymi
rzeczami, można ze mną na wiele tematów porozmawiać (i poważnie i zupełnie
nie

, doskonalę też wciąż swoją umiejętność i aktywnego i słuchania), całe
mnóstwo najróżniejszych rzeczy wspólnie zrobić (planowo lub kompletnie
spontanicznie, od czapki

. Mam poczucie humoru, również na swój temat.
Potrafię się znaleźć i zachować w różnych miejscach i sytuacjach. Zewnętrznie
też odpychać nie powinnam - dobrze, jestem rozmiar 44/46, czyli krągła (ale
propocjonalna i dość wysoka) ze mnie babka. Ale jestem czysta i schludna,
zadbana, nie śmierdzi ode mnie

, nie mam strąków na głowie, żałoby po
zdechłym szczurze za paznokciami, cera ci u mnie gładka

Problemów z
kontaktami międzyludzkimi nie miewam, towarzyskie ze mnie zwierzę, o ile
wiem - mam szczęście być darzona powszechną sympatią i w życiu prywatnym i w
pracy.
Żeby nie było - do ideału rzecz jasna mi daleko, mam i wady, jak każdy
prawdziwy człowiek

) Jednakowoż nie są to rzeczy albo nie do przejścia
albo nie do naprawienia / poprawienia, nawet nieco "felerną" mnie da się
lubić i z nią żyć
No ale kurcze, mimo wszystko - DLACZEGO?? Dlaczego mimo bycia ogólnie fajną
osobą, fajną babką, która ma naprawdę bardzo wiele do zaoferowania - ciągle
jestem sama?! Poszłam niedawno na ustawioną "randkę w ciemno" - wiedziałam
trochę o człowieku, którego wcześniej nie widziałam, a tylko usłyszałam przez
telefon (powiedzmy, że znajomi, znając naszą "singlową" sytuację, wymienili
nas telefonami

. Miałam wrażenie, że kiedy tylko na mnie spojrzał i
okazało się, że ja to ja - stracił nieco ze swojej ciekawości i
zainteresowania. I tak sobie myślę, że najprawdopodobniej nie dostanę już
kolejnej szansy, żeby mógł dowiedzieć się o mnie czegoś więcej, żeby troche
lepiej mnie poznać i potem zdecydować, że jednak naprawdę go nie interesuję.
Taka sytuacja to już dla mnie niemalże standard... Czy naprawdę chodzi o ten
rozmiar 44/46 czy o o co właściwie biega? Bo jak napisałam - mam 30 lat, czas
leci, a ja dalej odnośnie tej cholernej singlowej materii nic nie rozumiem...