Będąc dzisiaj w Warszawie odwiedziłem pewien lokal. Takie biznesowe
spotkanie. zapowiadało się strasznie nudnie. Kartę podała piękna i
miła kelnerka, mówić że w dniu dziejszym poleca kociołek muli. Po
tych słowach spotkanie biznesowe przerodziło się w wielką ucztę.
Mule podane w czerwonym kociołku a białe wino uzupełniło ten
wspaniały smak. Przypomniałem sobie smaki Francji i bliższej memu
sercu Bułgarii, gdzie mule smakują bosko. To nic, że poplamiłem
krawat i koszulę. Nieważne, że na garniturze plama wielkości piłki
do tenisa. Mimo kilkukrotnego mycia rąk wciąż czuję ich zapach. Ja
po prostu uwielbiam mule