frip0
26.05.09, 17:21
Jako przyklad posłuży się nam typowy Jan Kowalski. A wlasciwie to
nietypowy, bo mowimy teraz o niskim, a zeby bylo nawet lepiej o
bardzo niskim wzroscie. Jan Kowalski jest osoba niska. W zyciu ma
poniekad pod gorke, bo wiadomo, ze osobom wysokim jest latwiej w
zyciu, a zeby Jan takze zrownal sie z ich poziomem zycia,
satysfakcji i mentalnego bezpieczenstwa i spokoju, musi sie bardziej
i z wiekszym poswieceniem, sie w zyciu natrudzic. To oczywiscie nic
nowego, Ameryki nie odkrylem, ani nie wynalazlem prochu. Tendencja
wzrostu przez ostatnie kilka, kilkanascie lat jest rosnaca, nie ma
do tego najmniejszych zastrzezen. Wracajac jednak do Jana. Jan
patrzac, co sie dookola niego dzieje, porownajac zachowania jakim
darza go ludzie, a jakim darza wyzszych, porownajac doprawdy rozne
czynniki, moze miec naprawde "mieszane" odczucia. Zyjemy w takich
czasach, ze doprawdy wszystko mozna w ciele czlowieka zmienic, tylko
z ta roznica, ze ze wzrostem jest chyba najtrudniej i nie za wiele
mozna zrobic (oprocz tego, ze kazdy jest inny i inne czynniki na
niego dzialaja). Jan po dluzszym przemysleniach, wraca do domu i
zamyka sie w swoim pokoju, by tam dokonywac dalszych rozwazan i
refleksji nad soba. I tak sobie gdyba... skoro, tak wyzsci maja
latwiej, czy to robiac pierwsze wrazenie, lepiej znajduja sie w
towarzystwie, sa inaczej spostrzegani. Latwiej im zyciu, nie
przejmuja sie swoim wygladem, lepiej im w pracy, nie mowiac juz o
takich sprawach jak kontakty z kobietami. Jan sobie czyta rozne
gazety, publikacje i dowiaduje sie z nich (fakt, ze gazety czasami
klamia, ale cos moze w danym artykule byc cos ciekawego, jakies
ziarno prawdy), ze osoby wyzsze szybciej awansuja, nie musza przed
wszystkim udowadniac, jest im lzej, jak sa jeszcze podpowiednieo
rozrosnieci z muskularna sylwetka, to jest mala szansa, ze jakas
pojedyncza osoba ich zaczepi na ulicy.
I tutaj pojawia sie zasada "koziego rogu". Najpierw mala analogia,
dawniej pojawil sei pomysl wsrod radziecki dzialaczy partyjnych, aby
starych, schorowanych ludzi, najlepiej, gdy swoje juz odsluzyli,
poprostu zabijac (jak w starozytnej Sparcie). Pozytku juz z nich nie
ma, sa juz starzy, do niczego sie nie nadaja, tak wowczas pewni
dzialacze mysleli. Na to stwierdzenie, odpowiedzieli inne osoby
(takze dzialacy, osoby wywodza sie z otoczenia politycznego), ktore
powiedzialy, ze moze juz tak profilaktycznie zabijac ich w wieku
dwudziestu-trzydziestu lat. Oczywiscie to byla tylko mala, niewinna
anegdotka. Analogicznie rzecz przyjmujac, mozna by pomyslec
(oczywicie wszystko opieramy na zasadach abstrakcji,
surrealistycznych rozwazan), ze skoro tak, bardzo niskie i niskie
osoby (kazdy moze sobie wyobrazic, co dla niego znaczy niska i
bardzo niska osoba) moga sobie wyobrazic, ze 1. Trudniej im w zyciu
bardziej niz wysokim 2. Wsrod rowiesnikow moga byc spostrzegane jako
inne gorsze, wykluczane 3. Kilka "punktow" mniej na start przy
pierwszym kontakcie 3. Gorzej w pracy, bo awanse i inne sprawy 4. Z
dziewczynami nie najlepiej, bo dziewczyny preferuja wysokich
partnerow 5. W zyciu lekko podgorke, i ciagle udowadnianie, ze "ja
takze potrafie, to co inni". I tutaj w sumie też moze pojawiac sie
ta sugestia (oczywiscie wszystko to jest pisane w zartach, zmyslone
i zupelnie psychodeliczne rozwazanie), ze moze takich ludzi tez sie
pozbyc? Skoro niby maja gorzej, skoro rozne problemy napotykaja i im
ciagle trudniej i pod gorke, to moze odeslanie takich spowrotem do
Stworcy byloby nawet aktem laski i blogoslawienstwa? I tak na
swiecie jest przeludnienie, i jak to mowil Stalin, smierc jednego
czlowieka to tragedia, a smierc tysiecy to juz statystyka. Do tego,
jesli wierzy sie w reinkarnacja mozna przypuszczac, ze moze sie
odrodza jako wysocy ludzie. Nie zajmuja miejsc w pracy, jest wiecej
wolnych miejsc na uczelniach, nie spotyka sie ich, nie burza
estetycznego smaku, wsrod wysokich. Do tego, zmniejsza sie szansa,
ze jak kogos spotkaja (jesli spotkaja), jakas dziewczyne, to znowu
nastepuje przekazywanie genow i jest szansa, ze ich dziecko takze
bedzie niskie i narazone na szykany.
Dobra... dosc tej razgawory o pseymistycznym zabarwieniu.
Jan Kowalski moze w tym miejscu wybrac kilka drog. 1. Jest przybity,
zeby powiedziec nie zdruzgotany, wszystko widzi w czarnych barwach,
teraz wie, dlaczego w zyciu jakies niepowodzenia, jest smutny, zzera
go bezsilnosc, zal. Jak stan sie utrzymuje, traci wiare w sens
dalszego egzystencji, potem moze depresja, jakies "dobarwianie"
i "przejaskrawienie" swojego przypadku na tle innych, moze takze
dargnac sie na wlasne zycie. Widac, ze droga, ktora wiedzie w slepa
uliczke. 2. Frustracja, jak wszystko sie wali i nie jest tak jak
trzeba, i nie ma sie po co zyc, to trzeba zyc na zlosc innym, z
wyzszymi ludzmi nie chce sie miec nic do czynienia, zwlaszcza tacy,
ktorzy sie swoim wzrostem chelpia i przechwalaja i maja w powazaniu
nizszych od siebie, w pracy, jak sie jest na kierowniczym
stanowisku, to "wyzszych" sie wysluguje jako "bialych murzynow".
Dziewczyny, ktore preferuja wysokich Janek ma o nich bardzo zle
zdanie. Uwaza, je za ewolucyjnie nizej w rozwoju niz mezczyzni,
slabe istoty, kierujace sie zametem i burza hormonalna. Jak
frustracja sie poglebia, zamienia sie w zlosc, gniew, w agresje i w
przemoc. Dziewczyny, ktore wola wysokich, a na dodatek gardza i
wyszydzaja z nizszych, Janek poprostu nie trawi, wyzywa je od
najgorszych, w rezultacie jak taka sie od niego odwroci, moze wbic
noz w plecy, lub rzucic sie na nia z garota.
3. Janek patrzy trzeźwo na życie, jest jak jest, ale ludzie mają
naprawdę różne zmartwienie, i wzrost bynajmniej do nich nie nalezy.
Trzeba korzystac z tego, co sie ma, niewazne jak wygladamy, ale jacy
jestesmy. Wedlug zasady, co nas nie zabije to nas wzmocni. Wierzy,
ze jego silnymi przymioty to przymioty umysl, jego inteligencja,
madrosc, blyskotliwosc, wiedza zyciowa. Ciala takze nie zaniedbuje,
zeby utrzymac go w dobrej kondycji fizycznej. Stara sie znalezc inne
swoje mocne strony i je pokazac, zeby inni tez je widzieli. Nie
smuci sie byle czym, wszystko stawia na swoj twardy meski charakter
i przymuje sprawy po mesku. Jest jak jest, ale na pewno "to" mnie
nie zlamie. Zyje normalnie, nie zamartwiajac sie tym, szukajac
szczescia w swoim zyciu poprzez znajomych, przyjaciol (dla ktorych
jego wzrost nie stanowi znaczenia) jakiemus ciekawemu hobby, lub
poswieca sie bez reszty swojej pasji. Kazdy ma jakies wady i zalety
czy to mniej lub bardziej widoczne. Ludzie sa rozni i grunt to sie
tolerowac i wzajemnie szanowac. Najwazniejsze, to co ja mysle o
sobie, a nie to, co powiedza inni. 4. (bardzo rzadko widziana,
przejaskarwiona i dokoloryzowana) Zycie jest piekne, w swoim
wzroscie widzi glownie zalety, a nie wady. Uwaza, ze nizsi w
niektorych sprawach maja gorzej i to oni w niektorych sprawach
powinni sie martwic, a nie on.
***
Dobra koniec wywodu. Na zakonczenie tak jeszcze krotko. Gdybys mogl
wygladac, jak chcialbys, to jak bys sie opisal? Chodzi o wzrost,
wage, budowe, wlosy, oczy itp. i itd. I czy gdyby to bylo mozliwe,
to zamienilbys sie na nowe cialo (tak od razu)?