Był...
miałam swój ideał..
przez chwilę...
i był tylko mój, tak jak zawsze pragnęłam...
Co z tego, że na końcu świata. Co z tego, że nie znał Dostojewskiego i reszty.
Co z tego, że chudy choć nie znoszę chudych

Co z tego, że nie skończył
studiów. Co z tego, że wieczny optymista, choć tacy mnie drażnią

Co z
tego...? To Był Ideał...
Był kochany bo pytał dlaczego, skąd te obawy, ten strach... ale nie dość
stanowczy, by powiedzieć: nie bój się...
A chyba to usłyszeć potrzebowałam... bardziej niż słowa o pewności...
I zamiast pytania „chciałabyś” usłyszeć słowo „chciałbym”... Dlaczego nawet
nie próbował być egoistą?
Czy ktoś jeszcze kiedyś ofiaruje mi tyle czasu, tyle ciepła, tyle pozytywnej
energii?
Ktoś, komu i ja będę mogła coś dać...
Czy jest jeszcze na świecie Ktoś, kogo będę mogła pokochać...
Dlaczego dziś(?) Dziś... mija rok od czasu pierwszej wymiany myśli...
I dostałam maila... .
Byłam pewna, że dawno pokasowałam wszystkie stare maile... dziś znalazłam...
coś... czytałam... ja chyba naprawdę się zakochałam... I wiem to dopiero
teraz.. teraz wiem na pewno... Jaka ja głupia byłam, że denerwowały mnie te
jego (zbyt wczesne jak dla mnie) słowa o pewności(!)
Przepraszam, tak mnie dziś naszło... I do tego jeszcze usłyszałam od
przyjaciółki(po raz kolejny), że sama jestem winna temu, że tak właśnie się
skończyło. Wiem... że tylko ja...