23.01.06, 20:00
Dekalog (z gr. deka logoi, dziesięć przykazań) inaczej Dziesięć przykazań to
zbiór podstawowych nakazów moralnych obowiązujących pierwotnie wyznawców
judaizmu, a następie przejęty przez chrześcijan, dla których jest podstawowym
kanonem wiary.

Zgodnie z przekazem biblijnym oryginalny tekst dekalogu zapisany w Księdze
Wyjścia, słowo po słowie został podyktowany przez Boga Mojżeszowi na górze
Synaj w trakcie wędrówki Izraelitów z Egiptu do Kanaanu.

Mojżesz musiał wyryć tekst dekalogu na kamiennych tablicach dwukrotnie, gdyż
pierwszą tablicę z dekalogiem rozbił w gniewie widząc, jak Żydzi zaczęli pod
jego nieobecność czcić złotego cielca. Zgodnie z przekazem biblijnym druga
tablica z dekalogiem była przechowywana w Arce przymierza aż do czasu
zburzenia pierwszej Świątyni Jerozolimskiej.

Wyznawcy judaizmu, prawosławia i niektórych kościołów protestanckich oraz
wschodnich przyjmują oryginalny tekst dekalogu z Księgi Wyjścia:

Tekst Dekalogu (prawdopodobnie w pierwotnej wersji miał formę krótkich
nakazów i zakazów) został zachowany w Biblii w dwóch, minimalnie różniących
się wersjach: w Księdze Wyjścia (20, 2-17) i w Księdze Powtórzonego Prawa
(5, 6-21). Istnieją więc w Biblii dwa teksty Dekalogu oraz przynajmniej trzy
sposoby podziału biblijnego tekstu na konkretne przykazania
--
pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog
Obserwuj wątek
    • aniouek1 wg. Księgi Wyjścia 23.01.06, 20:09
      Dekalog

      1 Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa:

      2 «Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej,z domu niewoli.

      3 Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

      4 Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie
      wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod
      ziemią!

      5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan,
      twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do
      trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.

      6 Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują
      i przestrzegają moich przykazań.

      7 Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie
      pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy2.

      8 Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić3.

      9 Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia.

      10 Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto
      w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka,
      ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica,ani twoje bydło, ani cudzoziemiec,
      który mieszka pośród twych bram.

      11 W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co
      jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień
      szabatu i uznał go za święty.

      12 Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg
      twój, da tobie.

      13 Nie będziesz zabijał.

      14 Nie będziesz cudzołożył.

      15 Nie będziesz kradł.

      16 Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek.

      17 Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony4
      bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani
      jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego».

      18 Wtedy cały lud, słysząc grzmoty i błyskawice oraz głos trąby i widząc górę
      dymiącą, przeląkł się i drżał, i stał z daleka.

      19 I mówili do Mojżesza: Mów ty z nami, a my będziemy cię słuchać! Ale Bóg
      niech nie przemawia do nas, abyśmy nie pomarli!

      20 Mojżesz rzekł do ludu: «Nie bójcie się! Bóg przybył po to, aby
      was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli».

      21 Lud stał ciągle z daleka, a Mojżesz zbliżył się do ciemnego obłoku, w którym
      był Bóg.
    • aniouek1 wg. Księgi Powtórzonego Prawa 23.01.06, 20:31
      Dziesięcioro Przykazań

      1 Mojżesz zwołał całego Izraela i rzekł do niego: Słuchaj, Izraelu, praw
      i przykazań, które ja dziś mówię do twych uszu, ucz się ich i dbaj o to, aby
      je wypełniać.

      2 Pan, Bóg nasz, zawarł z nami przymierze na Horebie.

      3 Nie zawarł Pan tego przymierza z ojcami naszymi, lecz z nami, którzy tu
      dzisiaj wszyscy żyjemy.

      4 Spośród ognia na Górze mówił Pan z wami twarzą w twarz.

      5 W tym czasie ja stałem między Panem a wami, aby wam oznajmić słowa Pana,
      gdyście się bali ognia i nie weszli na górę. A On mówił:

      6 "Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu
      niewoli.

      7 Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie.

      8 Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko
      albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi.

      9 Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg
      zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu -
      tych, którzy Mnie nienawidzą,

      10 a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują
      i strzegą moich przykazań.

      11 Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie
      dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy.

      12 Będziesz zważał na szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój.

      13 Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą pracę,

      14 lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, Boga twego. Nie będziesz wykonywał
      żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja
      służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani obcy, który
      przebywa w twoich bramach; aby wypoczął twój niewolnik i twoja niewolnica, jak
      i ty.

      15 Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i wyprowadził cię stamtąd
      Pan, Bóg twój, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem: przeto ci nakazał Pan, Bóg
      twój, strzec dnia szabatu.

      16 Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył
      i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój.

      17 Nie będziesz zabijał.

      18 Nie będziesz cudzołożył.

      19 Nie będziesz kradł.

      20 Jako świadek nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa.[18]

      21 Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego. Nie będziesz pragnął domu
      swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani
      jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twojego
      bliźniego". [19]

      22 Te słowa wyrzekł Pan do waszego zgromadzenia na górze spośród ognia,
      obłoku i ciemności donośnym głosem, niczego nie dodając. Napisał je na dwu
      tablicach kamiennych i dał mi je.
    • aniouek1 Dekalog biblijny 23.01.06, 20:43
      "Ja jestem Pan, twój Bóg...

      • I
      Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

      • II
      Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego co jest na ziemi
      nisko ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu
      i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym,
      który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia
      względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę do tysiącznego
      pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.

      • III
      Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie
      pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.

      • IV
      Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować
      i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana,
      Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani
      syn twój, ani córka twoja, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje
      bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. W sześciu dniach
      bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko co w nich jest, w siódmym
      zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za
      święty.

      • V
      Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi którą Pan, Bóg twój, da
      tobie.

      • VI
      Nie będziesz zabijał.

      • VII
      Nie będziesz cudzołożył.

      • VIII
      Nie będziesz kradł.

      • IX
      Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstw jako świadek.

      • X
      Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego
      twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła,
      ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego."
    • aniouek1 Dekalog katechizmowy 23.01.06, 20:49
      "Ja jestem Pan, twój Bóg...

      • I
      Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną.

      • II
      Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.

      • III
      Pamiętaj abyś dzień święty święcił.

      • IV
      Czcij ojca swego i matkę swoją.

      • V
      Nie zabijaj.

      • VI
      Nie cudzołóż.

      • VII
      Nie kradnij.

      • VIII
      Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

      • IX
      Nie pożądaj żony bliźniego twego.

      • X
      Ani żadnej rzeczy, która jego jest."
      • aniouek1 I. "Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną" 23.01.06, 22:01
        „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
        Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (...). Nie będziesz oddawał im
        pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20, 2-5) "Panu, Bogu swemu, będziesz
        oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt 4,10).

        Wprowadzenie

        Pierwsze przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” nakłada
        obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu. Tego Boga mamy
        poznać przez wiarę, Jemu w pełni zaufać i umiłować Go przez wypełnianie Jego
        woli wyrażonej w przykazaniach.

        Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko wierze, czyli zaniedbywania
        pogłębiania wiary, niewiary, wątpienia, ateizmu i agnostycyzmu.

        Przykazanie to zabrania też grzechów przeciwko nadziei, tzn. zuchwałej nadziei,
        rozpaczy, dążenia wyłącznie do celów ziemskich.

        Pierwsze przykazanie zakazuje grzechów przeciwko miłości Bożej czyli:
        obojętności, niewdzięczności, oziębłości, lenistwa duchowego, nienawiści do
        Boga.

        Oprócz wiary, nadziei i miłości pierwsze przykazanie przypomina o obowiązku
        służenia jedynemu Bogu. Służba ta wyraża się przez adorację, modlitwę, ofiarę,
        składanie Bogu przyrzeczeń i ślubów, które mają być wypełnione.

        Potępionymi przez pierwsze przykazanie grzechami przeciwko służeniu jedynemu
        i prawdziwemu Bogu jest: zabobon, bałwochwalstwo, wróżbiarstwo, praktyki
        magiczne, kuszenie Boga, świętokradztwo, symonia.
        • aniouek1 A) Pierwszeństwo Boga w naszym życiu 23.01.06, 22:03
          "Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt
          4,10). Bez przerwy mamy pamiętać, że Bóg jest naszym Panem i Bogiem. Jego mamy
          postawić na pierwszym miejscu w naszym życiu. On na to zasługuje, gdyż jest
          Istotą Najwyższą, naszym Stwórcą, który ciągle wyprowadza nas z niewoli grzechu
          i prowadzi do prawdziwej ziemi obiecanej, którą jest niebo.

          Całe otaczające nas stworzenie oraz sumienie powinno nam przypominać o naszym
          Stwórcy, Panu i Bogu, i wzywać nas do wypełniania tylko Jego woli.

          «"Ja jestem Panem, twoim Bogiem". Nie ma chwili dnia, kiedy by to słowo nie
          brzmiało i nie było ujawniane przez głos i palec Boży. Gdzie? Wszędzie...
          Wszystko je wciąż powtarza. Od trawy aż po gwiazdę, od wody po ogień, od wełny
          po pokarm, od światła po ciemności, od zdrowia po chorobę, od bogactwa po
          biedę. Wszystko mówi: "Jam jest Pan". To dzięki Mnie to masz. Jedna z Moich
          myśli daje ci to, inna to odbiera. Nie ma potężnej armii ani obrony, która
          pozwoliłaby ci umknąć przed Moją wolą". Ona woła w głosie wiatru, śpiewa
          w szumie wody, rozszerza się w zapachu kwiatów. Ona uderza szczyty gór.
          Szemrze, mówi, wzywa, krzyczy w sumieniach: "Ja jestem Panem, twoim Bogiem".

          Nigdy o tym nie zapominajcie! Nie zamykajcie waszych oczu, uszu, nie tłumcie
          waszego sumienia, by nie słyszeć tego słowa. Ono przecież istnieje. Nadchodzi
          czas, kiedy to słowo przychodzi, wypisane ognistym palcem Boga na murze sali
          biesiadnej lub na rozwścieczonych falach morskich, na roześmianych wargach
          dziecka lub na bladym [obliczu] starca, który wkrótce umrze, na pachnącej róży
          lub w odorze grobu. Nadchodzi czas, kiedy - w upojeniu winem i radościami,
          w wirze spraw, w spoczynku nocy, w samotnym spacerze - podnosi się głos i słowo
          mówiące: "Jam jest Pan, twój Bóg". Nic go nie doprowadzi do zamilknięcia: ani
          to ciało, które pożądliwie całujesz, ani ten pokarm, który żarłocznie połykasz,
          ani złoto, które gromadzi twa chciwość, ani posłanie, na którym pozostajesz
          leniwie, ani cisza, ani samotność, ani sen.

          "Ja jestem Panem, twoim Bogiem", Towarzyszem, który cię nie porzuca, Gościem,
          którego nie umiesz przepędzić. Jesteś dobry? Oto wtedy Gość i Towarzysz jest
          dobrym Przyjacielem. Jesteś zepsuty i winny? Oto Gość i Towarzysz staje się
          Królem rozgniewanym i nie dającym spokoju. Ale nie porzuca, nie porzuca, nie
          porzuca. Jedynie potępieni mogą oddzielić się od Boga, a oddalenie to jest
          udręką nie do ugaszenia i wieczną.

          "Ja jestem Panem, twoim Bogiem" - i dodaje - "który cię wywiódł z ziemi
          egipskiej, z domu niewoli". O, zaprawdę, jakże obecnie słuszne są te słowa!
          Z jakiego Egiptu, z jakiego Egiptu wyprowadza, aby doprowadzić cię do ziemi
          obiecanej, która nie jest tym tu miejscem, ale Niebem? To wiekuiste Królestwo
          Pana, gdzie nie będzie więcej głodu ani pragnienia, zimna ani śmierci. Tam
          wszystko będzie tryskać radością i pokojem, i każdy duch zostanie nasycony
          pokojem i radością.

          On wyrywa was teraz z prawdziwej niewoli. Oto Wybawca: Ja nim jestem.
          Przychodzę rozerwać wasze kajdany. Każdy ludzki władca może umrzeć, a przez
          jego śmierć zniewolone narody odzyskują wolność. Jednak szatan nie umiera.
          On jest wieczny. To jest władca, który zakuł was w kajdany, aby was ciągnąć,
          dokądkolwiek pragnie. Grzech jest w was i jest on tym łańcuchem, za pomocą
          którego szatan was więzi. (...)

          Właśnie teraz ma ona swe duchowe wypełnienie. Pan, wasz Bóg, wyprowadza was
          z ziemi bożka, który zwiódł Pierwszych Rodziców. Wyrywa was z niewolnictwa
          grzechu. Przyobleka was Łaską i przyjmuje do Swego Królestwa. Zaprawdę powiadam
          wam, że ci, którzy przyjdą do Mnie, będą mogli usłyszeć Najwyższego mówiącego
          słodkim, ojcowskim głosem w ich szczęśliwych sercach: "Ja jestem Panem, twoim
          Bogiem, który cię przyciąga do Siebie, wolnego i szczęśliwego".

          Przyjdźcie.Zwróćcie do Pana wasze serca i oblicza, wasze modlitwy i pragnienie.
          Godzina Łaski nadeszła.» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 86,
          Katowice 1999, wyd. Vox Domini)
        • aniouek1 B) Wiara w jednego Boga 23.01.06, 22:05
          Stawia się Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, gdy się w Niego
          wierzy. „Pierwsze przykazanie domaga się od nas umacniania naszej wiary,
          strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego,
          co się jej sprzeciwia.” (KKK 2088)
          • aniouek1 1) Konieczność pogłębiania wiary 23.01.06, 22:07
            Wiara w Boga jest czymś, co może wzrastać bądź też maleć. Jesteśmy
            odpowiedzialni za jej wzrost. Wiara pogłębia się przede wszystkim u tych,
            którzy posiadają Maryjną postawę słuchania i rozważania tego, co pochodzi od
            Boga (por. Łk 2,19). Wzrasta wiara, gdy słucha się i rozważa słowo Boże,
            dochodzące do nas poprzez lekturę Ewangelii, przez homilie, kazania, różne
            wykłady i konferencje czy też przez wypowiedzi napotykanych osób. Umacnia wiarę
            ciągłe rozważanie wydarzeń, okoliczności i życia oraz doszukiwanie się w nich
            głębszego znaczenia, wezwania Bożego. Przykładem takiej postawy może być dla
            nas Maryja, która wiadomość o błogosławionym stanie swojej krewnej Elżbiety
            potraktowała jako wezwanie Boże, by do niej pójść i udzielić jej pomocy.
          • aniouek1 2) Grzechy przeciwko wierze 23.01.06, 22:09
            Różne wady mogą, niestety, zahamować w nas proces rozwoju wiary. Mogą też
            doprowadzić do dobrowolnego poddania się wątpliwościom lub nawet – do niewiary,
            do ateizmu lub agnostycyzmu. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek nie przyjmuje
            z pokorą słowa Bożego, bo nie widzi w nim cennego daru udzielonego nam przez
            Tego, który jest Prawdą i Miłością. Rozważmy to zagadnienie.
            • aniouek1 a) Zaniedbywanie pogłębiania wiary 23.01.06, 22:10
              Nie wzrasta wiara u tych, którzy wskutek lenistwa nie robią najmniejszego
              wysiłku, by skoncentrować się na słyszanym słowie Bożym, np. nigdy nie słuchają
              kazań i myślą w czasie ich wygłaszania o czymś innym. Jeśli lenistwo
              powstrzymuje kogoś przed rozważaniem usłyszanego słowa Pana, wówczas wiara nie
              wzrasta, bo łaska Boża zawsze wymaga współpracy ze strony człowieka.

              Narażają się na osłabienie wiary ci, którzy z powodu zarozumiałej postawy
              zamykają się wewnętrznie na słowo Boże. Nie widzą w nim daru Bożego, nie
              dostrzegają w nim cennej łaski, umożliwiającej przemianę życia i dojście do
              wiecznego celu: nieba.

              To zamknięcie może przybierać różne formy. Jedni nie słuchają czytań biblijnych
              ani homilii, ponieważ zarozumiale stwierdzają,, że "już to wszystko wiele razy
              słyszeli i dobrze znają".

              Inni ludzie nie słuchają słowa Bożego, bo nie odpowiada im forma jego przekazu.
              Może się to zdarzać u osób, które uczestniczą w różnych konferencjach,
              wykładach, czytają książki i czasopisma religijne, uczestniczą w spotkaniach
              biblijnych itp. Nasycenie wiedzą teologiczną – przy równoczesnym braku pokory –
              może zamknąć człowieka na prawdę, gdyż bardziej od niej ceni on samą formę
              przekazu. Nie przyjmie więc słowa Bożego podanego w nieudolnej formie. Będzie
              zarozumiale stwierdzał, że słyszał "lepsze rzeczy"; słyszane homilie uzna za
              zbyt „prostackie i dobre dla ludzi prostych, bez wykształcenia". Pycha zamyka
              wewnętrznie na słowo Boże. Zarozumiali ludzie stwierdzają często: "to nie dla
              mnie", "to dobre dla innych", "zbyt niski poziom". Osoby takie nie zdają sobie
              sprawy, że Bóg udziela człowiekowi skarbu swego słowa nawet za pośrednictwem
              swoich bardzo niedoskonałych współpracowników.

              Wewnętrzne odrzucanie słowa Bożego wyraża się nieraz w kpiącym podejściu do
              słyszanych kazań, w doszukiwaniu się w nich samych pomyłek, błędów i potknięć.
              Zarozumiałe osoby podobne są do faryzeuszy, którzy przychodzili do Chrystusa
              nie po to, by Go uważnie słuchać, ani nie po to, by odnaleźć prawdę, lecz – aby
              Go pochwycić na jakiejś pomyłce, aby móc Go skompromitować, poniżyć i oskarżyć
              (por. Mt 22,15). W poczuciu wyższości faryzeusze podrwiwali sobie z Chrystusa
              (por. Łk 16,14).

              Istnieją ludzie, którzy nigdy nie stosują do siebie słyszanego słowa Bożego.
              Powodem takiej postawy jest pełne pychy przekonanie o swojej doskonałości i o
              grzeszności innych. Kiedy zarozumiały człowiek słucha słowa Bożego, odnosi je
              do swoich sąsiadów, do swoich kolegów, do wszystkich „złych ludzi”, nigdy zaś –
              do siebie. Chęć uchodzenia we własnych oczach za istotę doskonałą powstrzymuje
              pysznego człowieka przed zastosowaniem słyszanego słowa do siebie.

              Obawa przed dostrzeżeniem swojej słabości i grzechu skłania niektórych ludzi do
              unikania jakiegokolwiek kontaktu ze słowem Bożym, np. nie chodzą w ogóle do
              kościoła, nie uczestniczą we Mszy św., nie czytają książek religijnych, unikają
              dyskusji na tematy wiary itp.

              Zamknięcie się na słowo Boże może przybrać nieraz mylące pozory wielkiego głodu
              nauki Bożej. I tak np. niektórzy ludzie poszukują nieraz kościołów, w których
              kazania wygłaszane są przez znanych kaznodziejów, biorą udział w niezliczonych
              konferencjach, wygłaszanych przez doskonałych prelegentów, uczestniczą w
              różnych spotkaniach biblijnych, czytają wiele książek poruszających tematy
              związane z religią. Szukają jednak kontaktu ze słowem Bożym nie po to, by
              udoskonalić swoją miłość do Boga i do ludzi, lecz w celu zaspokojenia swojej
              ciekawości. Słyszanej prawdy Bożej nie stosują do swojego życia, które płynie
              swoim nurtem i rządzi się swoimi prawami. Ponieważ ludzie ci nie usiłują
              odczytywać wezwania Bożego, woli Bożej odnoszącej się do nich, dlatego ich
              wiedza teologiczna nie ma żadnego pozytywnego wpływu na ich postępowanie.
              Najchętniej zresztą szukają takiej właśnie teologii, która nie ujawnia im woli
              Bożej, lecz syci ciekawość.

              W niektórych wypadkach studiowanie teologii staje się okazją do karmienia
              pychy, gdyż daje miłe poczucie wyższości nad "prostymi ludźmi", rodzi
              przeświadczenie, że jest się "katolikiem głębiej myślącym", że należy się
              do "inteligencji katolickiej". Nieraz dobra, lecz połączona z pychą znajomość
              zasad moralnych rodzi przekonanie, że się według nich żyje, co pogłębia
              pogardliwe przeświadczenie o "podłości ludzi".

              Niektórzy oddają się licznym, czysto zewnętrznym praktykom religijnym. Nie
              kieruje nimi miłość do Boga ani do człowieka, nie nastawiają się na słuchanie
              słowa Bożego, np. traktują pielgrzymkę jak dobrą wycieczkę; lubią uroczystości
              religijne, bo "można sobie pośpiewać" i przeżyć wzniosłe nastroje, np. na
              pasterce. Na spotkania w małych grupach przychodzą dlatego, że panuje na
              nich "miła" atmosfera itp. Ludzie ci praktyki religijne traktują jak przyjemną
              rozrywkę.

              Kto w swym angażowaniu się w działalność religijną zamiast pogłębienia wiary
              szuka miłej rozrywki, ten szybko porzuci swoje "praktyki religijne", gdy tylko
              przestaną mu dostarczać przyjemności, np. nie będzie się modlił, gdy zamiast
              wzruszeń dozna samych roztargnień; gdy w grupie biblijnej "zepsuje się"
              atmosfera, przestanie brać udział w spotkaniach; nie przyjdzie na Mszę św., gdy
              będzie odprawiana przez starszego kapłana, bez przyjemnej oprawy muzycznej itp.

              Tak więc nasza wiara rozwinie się tylko wtedy, gdy otworzymy się wewnętrznie na
              słowo Boże. To otwarcie zaś dokona się wtedy, gdy zaczniemy przezwyciężać
              w sobie różne wady, szczególnie zaś – pychę. Maryja była w pełni słuchającą
              Pana służebnicą, ponieważ nie kierowała się egoizmem, lecz miłością. Stanowi
              dla nas wzór pełnej pokory służebnicy, która ustawicznie karmiła się Bożą
              Prawdą po to, aby według niej żyć, dlatego słusznie jest nazywana Stolicą
              Mądrości.
            • aniouek1 b) Niewiara 23.01.06, 22:11
              Niewiara jest grzechem przeciwko wierze nakazanej przez pierwsze przykazanie
              Dekalogu. Jest ona „lekceważeniem prawdy objawionej lub dobrowolną odmową dania
              przyzwolenia na nią. (KKK 2089)

              Niewiara może przyjąć formę herezji, apostazji lub schizmy. "Herezją nazywa się
              uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy
              wierzyć wiarą Boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej;
              apostazją – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej, schizmą – odmowę
              uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymu lub wspólnoty z członkami Kościoła
              uznającymi to zwierzchnictwo" (KPK, kan. 751; KKK 2089)
            • aniouek1 c) Zwątpienie 23.01.06, 22:12
              Grzech przeciwko wierze może też przyjąć formę dobrowolnego poddawania
              w wątpliwość prawdy objawionej. „Dobrowolne wątpienie dotyczące wiary lekceważy
              to, co Bóg objawił i co Kościół podaje do wierzenia, lub też odmawia uznania
              tego za prawdziwe.” (KKK 2088). „Wątpienie może prowadzić do duchowego
              zaślepienia, jeśli jest dobrowolnie podtrzymywane." (KKK 2088)

              Grzechem jest tylko dobrowolne wątpienie w prawdziwość objawionych prawd
              przekazywanych nam przez naukę Kościoła. Nie jest natomiast grzechem pokusa
              zwątpienia, którą staramy się od siebie odsunąć. Chociaż wątpliwości te nie są
              grzechem, lecz pokusą, należy starać się je rozwiązać, np. przez rozmowę ze
              spowiednikiem, przez czytanie Katechizmu lub innych pożytecznych książek
              religijnych. Kto rozwiązuje rodzące się w nim wątpliwości dotyczące wiary, ten
              ją pogłębia i równocześnie przygotowuje się do ważnego zadania usuwania
              wątpliwości, które mogą się zrodzić w bliźnich.
            • aniouek1 d) Ateizm 23.01.06, 22:13
              Podobnie jak niewiara i dobrowolne wątpienie również ateizm przeciwstawia się
              wierze. „Ateizm, odrzucając lub negując istnienie Boga, jest grzechem przeciw
              pierwszemu przykazaniu.” (KKK 2140) Jest on też grzechem przeciw cnocie
              religijności. (Por. Rz 1,18; KKK 2125).

              Katechizm Kościoła Katolickiego zwraca uwagę na różne formy ateizmu, zwłaszcza
              na tzw. ateizm praktyczny. «Pojęcie "ateizm" obejmuje bardzo zróżnicowane
              zjawiska. Często spotykaną postacią ateizmu jest materializm praktyczny, który
              ogranicza potrzeby i ambicje człowieka do przestrzeni i czasu. Humanizm
              ateistyczny błędnie uważa, że człowiek jest "sam sobie celem, sam jedynym
              sprawcą i demiurgiem swojej własnej historii"» (Sobór Watykański II, konst.
              Gaudium et spes, 20, KKK 2124).

              Jak różne są formy ateizmu, tak też różnorakie są jego przyczyny zewnętrzne i
              takie, które tkwią w samym człowieku. Do przyczyn tych Katechizm zalicza między
              innymi: nieodpowiednie wychowanie religijne, złe oddziaływanie wierzących,
              którzy nie żyją według poznanej prawdy; fałszywe pojęcie ludzkiej autonomii;
              dostrzeganie w zależności od Boga czegoś, co sprzeciwia się godności
              człowieka. „W powstawaniu i rozpowszechnianiu się ateizmu "niemały udział mogą
              mieć wierzący, o ile skutkiem zaniedbań w wychowaniu religijnym albo fałszywego
              przedstawiania nauki wiary, albo też braków w ich własnym życiu religijnym,
              moralnym i społecznym, powiedzieć o nich trzeba, że raczej przesłaniają,
              aniżeli pokazują prawdziwe oblicze Boga i religii" (Sobór Watykański II, konst.
              Gaudium et spes, 19). Często ateizm opiera się na błędnej koncepcji autonomii
              ludzkiej, która posuwa się aż do odrzucania jakiejkolwiek zależności od Boga
              (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 20). W
              rzeczywistości "uznanie Boga bynajmniej nie sprzeciwia się godności człowieka,
              skoro godność ta na samym Bogu się zasadza i w Nim się doskonali" (Sobór
              Watykański II, konst. Gaudium et spes, 21). Kościół wie, "że to, co on wieści,
              idzie po linii najtajniejszych pragnień serca ludzkiego" (Sobór Watykański II,
              konst. Gaudium et spes, 21; KKK 2125)

              Nie tylko rodzina, środowisko i błędne nauki są przyczyną ateizmu. Jego źródłem
              może być też stała niechęć do nawrócenia się, do zmiany swego postępowania. Nie
              chcąc bowiem zmienić swojego życia, człowiek odpycha od siebie wszystkie myśli
              przypominające mu o istnieniu Boga, przed którym trzeba będzie kiedyś zdać
              sprawę ze swoich uczynków.

              Niektóre osoby prowadzące niemoralny tryb życia chciałyby, żeby Bóg nie
              istniał. To silne życzenie sprawia, że zaczynają one szukać argumentów
              zaprzeczających istnieniu Boga. Pragnienie udowodnienia sobie, że Boga nie ma,
              przynosi nieraz upragnione przez człowieka owoce: zaczyna on – jak uważa –
              "znajdować" argumenty, które upewniają go, że Bóg nie istnieje, a więc może
              nadal postępować tak, jak postępuje.

              Bywają czasami osoby uchodzące w oczach otoczenia za uczciwe, które jednak nie
              tylko nie wierzą, lecz - w czasie różnych dyskusji - zaciekle odrzucają
              wszelkie próby zbliżenia im Boga. Powodem takiej postawy może być silna pycha.
              Często poczucie własnej wielkości skłania człowieka do gorączkowego odpychania
              myśli, że istnieje Istota wyższa od niego: że istnieje Bóg, od którego jest on
              całkowicie zależny. Dla pysznej osoby myśl o istnieniu kogoś wyższego,
              doskonalszego, potężniejszego itp., jest nie do zniesienia. Dlatego pyszny
              człowiek może zacząć „udowadniać” sobie, że Boga nie ma. Czyni to w tym celu,
              żeby zająć Jego miejsce: chce dojść do przeświadczenia, że sam jest kimś
              najwyższym i niezależnym.

              W inny jeszcze sposób pycha prowadzi do ateizmu. Otóż chcąc zatriumfować nad
              wszystkimi wierzącymi, człowiek usiłuje udowodnić sobie i innym, że sam, bez
              wiary w Boga, bez Jego i ludzkiej pomocy, bez jakiejkolwiek łaski potrafi
              być „uczciwym człowiekiem”. Usiłuje więc wykazać sobie i innym, że jest lepszy
              od wierzących, ponieważ - nie spodziewając się żadnej zapłaty po śmierci -
              potrafi żyć uczciwie. Chcąc ocalić swoją "wyższość moralną", człowiek taki
              niszczy w sobie łaskę wiary, którą Bóg na różne sposoby go obdarza.

              Bywa i tak, że człowiek nie tylko sam nie wierzy, lecz ponadto usiłuje stłumić
              wiarę innych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że wiara otoczenia stanowi dla
              niewierzącego człowieka ustawiczne przypomnienie tego, co w sobie stłumił. Aby
              zatem inni nie przypominali mu o istnieniu Boga, człowiek decyduje się na walkę
              z religią. Może upodobnić się do faryzeuszy, którzy usiłowali zabić Chrystusa,
              bo swoją nauką i postawą przypominał im o ich obłudzie i pysze.

              Istnieją wreszcie ludzie, którzy wierzą tylko pozornie. Znają wprawdzie jakieś
              prawdy o Bogu, potrafią może wyrecytować "Credo", lecz życie ich pozbawione
              jest jakiegokolwiek wewnętrznego kontaktu ze Stwórcą, z Bogiem żywym. Całe
              życie takich ludzi obraca się wokół ich „bożka” np. pieniądza, korzyści,
              przyjemności itp. Taki styl życia to ateizm praktyczny.

              Tak więc nieporządek moralny zawsze w mniejszym lub większym stopniu osłabia
              wiarę, a w niektórych wypadkach może doprowadzić do całkowitej jej utraty.
            • aniouek1 e) Agnostycyzm 23.01.06, 22:14
              Jeszcze inny grzech przeciwko wierze – oprócz niewiary, dobrowolnego zwątpienia
              i ateizmu – to agnostycyzm.

              „Agnostycyzm przybiera wiele postaci. W niektórych przypadkach agnostyk nie
              neguje Boga; postuluje natomiast istnienie bytu transcendentnego, który nie
              może objawić się i o którym nikt nie potrafi nic powiedzieć. W innych
              przypadkach agnostyk nie wypowiada się na temat istnienia Boga, twierdząc, iż
              jest ono niemożliwe do udowodnienia, a nawet potwierdzenia czy zanegowania.”
              (KKK 2127)

              „Agnostycyzm może niekiedy łączyć się z jakimś poszukiwaniem Boga, lecz może
              również być obojętnością, ucieczką przed ostatecznymi pytaniami
              egzystencjalnymi oraz lenistwem sumienia moralnego. Agnostycyzm najczęściej
              jest równoznaczny z ateizmem praktycznym.” (KKK 2128)
          • aniouek1 Modlitwa o wiarę 23.01.06, 22:16
            Jezu Chryste, który przez swoich pomocników-ludzi rozsiewasz ziarno słowa
            Bożego, rodzące zbawczą wiarę. Prosimy Cię o postawę słuchania i rozważania
            Twojej nauki. Naucz nas odnosić ją zawsze do siebie, a nie tylko do innych
            ludzi. Spraw, Panie, aby Twoje słowo rzucone w nasze serca nie dzieliło losu
            ziarna posianego przy drodze, które wydziobały ptaki, ani losu tego, które
            upadło na skalisty grunt, ani też tego, które padło między ciernie. Niech słowo
            Twoje, Zbawicielu, zawsze trafia na właściwy grunt, aby wyrosło i przynosiło
            obfity plon. Amen.
          • aniouek1 1) Potrzeba nadziei 23.01.06, 22:20
            Nadzieja ma silny związek z wiarą i miłością. Człowiek wierzący w Boga
            i kochający Go ufa, że będzie mógł żyć tak, jak tego pragnie jego Ojciec
            Niebieski, i spotka się z Nim na zawsze w niebie. Nadzieja jest tęsknotą za
            Bogiem, za spotkaniem z Nim.

            Nadziei nie niszczy ani poczucie swej słabości ani grzeszności, gdyż ma ona
            swoje źródło w przekonaniu, że dobry i potężny Ojciec Niebieski chce i potrafi
            nam skutecznie pomóc w dojściu do zbawienia. Nadzieja pojawia się w pokornym
            i słabym człowieku, który głęboko wierzy w miłość, miłosierdzie i potęgę Boga.
            Taki człowiek ufa, że pomimo swojej słabości – z pomocą Stwórcy – odpowie na
            Jego zbawcze wezwanie i dojdzie do Niego w wieczności.

            O tej nadziei rodzącej się w słabym człowieku mówi Katechizm Kościoła
            Katolickiego: „Gdy Bóg objawia się i wzywa człowieka, nie może on własnymi
            siłami odpowiedzieć w sposób pełny na miłość Bożą. Powinien mieć nadzieję, że
            Bóg uzdolni go do odwzajemnienia Mu miłości i do działania zgodnie z
            przykazaniami miłości. Nadzieja jest ufnym oczekiwaniem błogosławieństwa Bożego
            i uszczęśliwiającego oglądania Boga; jest także lękiem przed obrażeniem miłości
            Bożej i spowodowaniem kary.” (KKK 2090)

            Mający nadzieję człowiek ufa, że Bóg go wesprze swoją wszechmocą i że pomoże mu
            żyć według Dekalogu i osiągnąć zbawienie. Taki człowiek przypomina małe
            dziecko, które dopiero zaczyna chodzić. Kiedy chce ono dojść do drugiego końca
            pokoju – bo coś mu się tam podoba – podnosi się na swoich słabych nóżkach
            i robi nieudolne kroki. Pomimo swojej słabości ma odwagę to robić, gdyż ufa, że
            za nim stoi mama lub ojciec, gotowi swoimi potężnymi ramionami podtrzymać je,
            aby się nie przewróciło i nie zrobiło sobie krzywdy. Czując opiekę i miłość
            rodziców dziecko – choć słabe – ufnie kroczy do swego upragnionego celu na
            drugim końcu pokoju.
            • aniouek1 a) Zuchwała nadzieja 23.01.06, 22:22
              Nadzieja skłania człowieka do podążania na wieczne spotkanie z umiłowanym
              Ojcem. Z nadziei wypływa przekonanie, że pomimo słabości można dojść do Jego
              domu, gdzie są przygotowane mieszkania dla każdego człowieka. To przekonanie
              nie jest jednak zuchwałą i grzeszną ufnością, na której niebezpieczeństwo
              zwraca uwagę Katechizm. „Istnieją dwa rodzaje zuchwałej ufności. Albo człowiek
              przecenia swoje zdolności (mając nadzieję na zbawienie bez pomocy z wysoka),
              albo też zbytnio ufa wszechmocy czy miłosierdziu Bożemu (mając nadzieję na
              otrzymanie przebaczenia bez nawrócenia oraz chwały bez zasługi).” (KKK 2092)
            • aniouek1 b) Rozpacz 23.01.06, 22:25
              Grzechem przeciwnym nadziei jest rozpacz. Jej źródłem może być brak wiary
              w potęgę Boga i w mogącą nam pomóc Jego miłość. Do rozpaczy może też
              doprowadzić człowieka jego pycha. Nie chce bowiem zwrócić się do Boga z prośbą
              o przebaczenie. Pycha ukazuje taką prośbę człowiekowi jako coś poniżającego,
              niegodnego. Aby usprawiedliwić swoją wypływającą z pychy postawę, tłumaczy on
              sobie, że dla niego nie ma już przebaczenia, że Bóg mu nie przebaczy, a więc
              nie musi żałować za swoje grzechy, nie musi prosić Go o okazanie miłosierdzia,
              nie musi wyznawać swoich grzechów w sakramencie pojednania itp.

              Wypływająca z pychy rozpacz jest w pewnym sensie karykaturą pokory. Pokorny
              bowiem człowiek jest przeświadczony, że nie zasługuje na Boże przebaczenie.
              Jednak pomimo tego przekonania wierzy w miłosierdzie Boże i szuka go, tak jak
              celnik z przypowieści Jezusa, który w poczuciu swej niegodności „nie śmiał
              nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość
              dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13). Ogarnięty pychą człowiek mówi: „Nie ma dla
              mnie przebaczenia”. Tych słów jednak nie podsuwa mu pokora, lecz silna niechęć
              do prośby o przebaczenie, do autentycznego nawrócenia się, do sakramentu
              pokuty. Swoją rozpaczą znieważa Boga, gdyż Temu, który jest samą Dobrocią
              i Miłością, mówi: „Jesteś okrutny, zły i mściwy, dlatego nie idę do Ciebie”.

              Nieraz rozpacz doprowadza człowieka do samobójstwa. Może się tak stać na
              przykład wtedy, gdy człowiek żył tylko dla pieniędzy, dla bogactwa, które
              pewnego dnia nagle stracił. Człowiek taki utracił skarb, przy którym było jego
              serce (por. Mt 6,21), i odbiera sobie życie. Nie widzi już żadnego celu, dla
              którego warto by żyć.
            • aniouek1 c) Dążenie tylko do celów ziemskich 23.01.06, 22:27
              Często można się spotkać z takim życiem chrześcijan, które nie ujawnia wyraźnie
              nadużywania Bożego miłosierdzia ani też rozpaczy, brak natomiast jasnego
              i wyraźnego dążenia do celu ostatecznego. Może tak być dlatego, że nadzieja
              jeszcze się odpowiednio nie rozwinęła, ale może to być również znakiem jej
              całkowitego zaniku. Nadzieja bowiem – wraz z tęsknotą za Bogiem i chęcią
              spotkania się z Nim – może ulegać osłabieniu a nawet zanikowi.

              Zaniknie pragnienie spotkania się z Bogiem u tego, kto zniszczył w sobie dar
              przyjaźni z Nim. Tęsknota za kimś rodzi się z miłości. Jeśli ktoś kocha Boga
              i głęboko się z Nim przyjaźni, ten w taki sposób kształtuje swoje życie na
              ziemi, żeby spotkać się z Nim w wieczności. Autentyczna przyjaźń łączy się
              z tęsknotą za spotkaniem z przyjacielem. W kim nie ma postawy przyjaźni wobec
              Boga, w tym też nie ma tęsknoty za Nim ani pragnienia spotkania się z Nim.

              Częstym powodem zapominania o wieczności jest przywiązanie do bogactwa
              i urządzanie sobie wygodnego życia na ziemi. Chciwy człowiek tak skwapliwie
              zabiega o zdobycie bogactw, jak gdyby mogły mu one zapewnić wieczne szczęście
              (por. Łk 12,13-21). Dla pieniędzy człowiek gotów jest nieraz wyrzec się samego
              Boga, zrezygnować z przyjaźni z Nim, odrzucić Dawcę życia wiecznego.

              Kto całe życie spędza na używaniu, na jedzeniu i piciu, na zabawach,
              przyjemnościach i rozrywkach, ten nie jest skłonny przejmować się czekającym go
              spotkaniem z Panem. Pragnienie doznawania przyjemności ziemskich sprawia, że
              odsuwa on od siebie niepokojącą go myśl o śmierci i o tym, co po niej
              nieuchronnie nastąpi. Człowiek taki nie odpowiada na wezwanie
              Chrystusa: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna
              ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią
              wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało
              jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,13-14). Pociągany przez bogactwo i
              przyjemności człowiek woli nie myśleć o tym, że jego doczesne życie skończy się
              któregoś dnia. Odsuwa od siebie myśl, że jest powołany do życia, do spotkania
              z Bogiem i ze zbawionymi, do zmartwychwstania, do istnienia w Królestwie,
              w którym zostanie ostatecznie pokonana śmierć i wszelkie zło zagrażające
              człowiekowi (por. 1 Kor 15,24-28). Człowiek przywiązany do bogactw
              i przyjemności przypomina Ezawa, który za miskę soczewicy zrzekł się przywileju
              pierworodztwa i błogosławieństwa ojca. (por. Rdz 25,24-34)
          • aniouek1 Modlitwa o nadzieję 23.01.06, 22:29
            Jezu Chryste, Panie żyjący wśród nas. Ty wskrzesisz nas z martwych. Spraw,
            abyśmy pamiętali o naszym powołaniu do zmartwychwstania i do życia wiecznego.
            Broń nas przed takim stylem życia, w którym wszystko oprócz Ciebie wydaje się
            ważne. Pozwól nam pamiętać, że pieniądz, majątek, używanie i przyjemność nie
            zapewnią nam życia wiecznego. Pomóż nam nie zapominać, że w chwili śmierci
            będziemy musieli porzucić absolutnie wszystko. Pomóż mi, Zbawicielu, tak żyć,
            abyś Ty sam był dla mnie Kimś najważniejszym, abym tylko w Tobie pokładał
            nadzieję, a nie w bogactwie, nie w wygodnym życiu, nie w przyjemnościach ani
            nie w sławie, władzy czy własnych uzdolnieniach.

            Wzmocnij moje przekonanie, Jezu, że tylko Ty jesteś naszym jedynym Zbawicielem,
            że tylko Ty zapewniasz nam trwałe szczęście, że nie dadzą go nam przemijające
            rzeczy stworzone. Chcę tylko w Tobie, Panie, pokładać całą moją nadzieję
            i w Tobie widzieć Źródło szczęścia, Wybawiciela z grzechów, cierpienia
            i śmierci. Ufam Tobie, boś Ty wierny, wszechmocny i miłosierny. Dasz mi
            grzechów odpuszczenie, łaskę i wieczne zbawienie. Amen.
        • aniouek1 D) Miłość do Boga 23.01.06, 22:31
          Pierwszeństwo Bogu daje w swoim życiu ten, kto nie tylko w Niego wierzy i w Nim
          pokłada nadzieję, lecz przede wszystkim – kocha Go ponad wszystko. Pierwsze
          przykazanie przypomina nam o tym, że Boga, w którego miłość wierzymy, którego
          dobroci i potędze ufamy, mamy kochać bardziej niż wszystko inne na świecie.
          Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy
          swojej, ze wszystkich swych sił (por. Pwt 6, 5). „Pierwsze przykazanie każe nam
          miłować Boga nade wszystko, a wszystkie stworzenia – dla Niego i ze względu na
          Niego” (Por. Pwt 6, 4-5; KKK 2093)
            • aniouek1 a) Kierowanie się wolą Bożą w życiu 23.01.06, 22:34
              Miłość – podobnie jak wiara i nadzieja – stanowi fundament przyjaźni z Bogiem.
              Nie można przyjaźnić się z Bogiem, gdy się Go nie kocha. Jeśli się kocha jakąś
              osobę, wypełnia się wszystkie jej rozsądne życzenia. Kto zatem miłuje Boga, ten
              będzie zawsze starał się wypełniać Jego pragnienia, gdyż one zawsze są wyrazem
              Jego nieskończonej mądrości i miłości. Bóg pragnie tylko zbawienia każdego
              człowieka, chce szczęścia dla ludzkości i doprowadzenia wszystkiego do
              powszechnej odnowy.

              Miłość człowieka do Boga ujawnia się w ciągłym wypełnianiu Jego woli wyrażonej
              przede wszystkim w przykazaniach Dekalogu. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie
              zachowywać moje przykazania” (J 14,15) – mówi Jezus. Miłość to postępowanie
              według zasad Ewangelii „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”
              (J 14,23). Przykazania Boże, nauka Jezusa Chrystusa ukazuje nam drogę
              postępowania, która prowadzi do wiecznego szczęścia.

              Wola Boża ujawnia się nam też w głosie sumienia, w natchnieniach Ducha
              Świętego, w różnych okolicznościach życia i w znakach czasu.

              Kto prawdziwie kocha, ten naśladuje Maryję, służebnicę poddaną w miłości Bogu
              i wypełniającą Jego wolę.

              Niestety, jako wolna istota człowiek jest zdolny do odrzucenia wskazań Bożych,
              by zgodnie z własnym upodobaniem tworzyć swoją przyszłość. Najczęstszym powodem
              pogardzania wolą Bożą jest pycha. Człowiek pyszny bowiem nie potrafi pogodzić
              się z myślą, że ktoś inny wie coś lepiej od niego. Zarozumiała osoba nie
              stosuje się do żadnych rad, uwag czy wskazówek. Pycha doprowadza nieraz nawet
              do pogardzania przykazaniami Bożymi, do odrzucenia nauki Chrystusa, do
              nieliczenia się z prawami natury itp.

              Opisany w Księdze Rodzaju upadek pierwszych rodziców ukazuje powiązanie wzrostu
              pychy z pogardą dla spraw Bożych oraz z tendencją do rządzenia się własnymi
              prawami. I tak u pierwszych rodziców pojawiła się myśl: "Czyż nie możemy być
              równi Bogu i ustanawiać samodzielnie, co jest dobre, a co złe?" "Czy nie
              jesteśmy tak mądrzy, jak Bóg, by wyznaczyć sobie naszą drogę do
              szczęścia?" "Jakże Bóg może wiedzieć lepiej od nas, co dla nas jest dobre?" W
              sercu pierwszego człowieka zrodziło się przekonanie – które nie omija i nas –
              że nie ma ponad nim nikogo większego i mądrzejszego.

              Pycha wdarła się do wnętrza pierwszego człowieka. Wraz z nią pojawiła się
              nieufność do Boga, do Jego rad i nakazów. Niepraktyczne a może nawet
              bezsensowne wydały się pierwszym rodzicom Boże wskazania. Zaczęli myśleć, że
              Bóg nie ma im już nic do powiedzenia, ponieważ sami znaleźli najwłaściwszą
              drogę do potęgi i wielkości. Pierwszym istotom ogarniętym pychą wydawało się,
              że znalazły najskuteczniejszą receptę na to, by stać się bogami. Sądząc, że
              poznali już najlepszy środek prowadzący ich do boskiej wielkości, postąpili po
              swojemu, depcząc Boże wskazania (por. Rdz 3).

              Opis upadku pierwszych rodziców obrazowo przedstawia to, co może się dokonać we
              wnętrzu każdego człowieka ogarniętego pychą. Najpierw pojawia się u takiej
              osoby przekonanie o swej wyjątkowości. Przeświadczeniu temu towarzyszy
              mniemanie, że wie wszystko najlepiej, że – przynajmniej w pewnych dziedzinach –
              nikt, nawet sam Bóg, nie ma jej nic do powiedzenia. Człowiek pyszny trwa w
              przekonaniu, że tylko on wie najlepiej, jak ma postępować, aby być kimś
              wielkim. Wraz z przeświadczeniem o swej bardzo dobrej ocenie tego, co należy
              czynić, a czego zaniechać, pojawia się niechęć do przykazań Bożych i
              kościelnych, do rad udzielanych przez innych itd. W mniemaniu bowiem jednostki
              przeświadczonej o swej dobrej umiejętności ustalania dla siebie norm
              postępowania wszystkie rady i nakazy pochodzące od innych, a nawet od Boga, nie
              są tak "życiowe" ani tak "praktyczne" i "pożyteczne", jak te, które sama sobie
              ustaliła.

              Odchodzący od przykazań Bożych człowiek tworzy sobie swoisty kodeks
              postępowania. Zawiera on wskazania, jak należy postępować, aby osiągnąć w życiu
              szczęście, wielkość, powodzenie, sławę itp.

              Chrystus pouczył nas, że jedyną drogą wiodącą do prawdziwej wielkości i do
              wiecznego szczęścia jest bezinteresowna i ofiarna służba Bogu i człowiekowi.
              Pycha jednak podważa prawdziwość tego pouczenia i skłania człowieka do szukania
              innego niż przez służenie sposobu osiągania szczęścia, pełni życia, wielkości,
              radości.

              Każda wada skłania do szukania jakiejś drogi postępowania, niezgodnej z
              przykazaniami Bożymi, mającej jednak – w przekonaniu człowieka – zapewnić mu
              szybkie dojście do szczęścia i do wielkości. I tak np. próżny człowiek –
              zamiast kroczyć drogą służby – usiłuje osiągnąć wielkość i szczęście poprzez
              zdobycie rozgłosu, sławy, popularności. Dlatego też usiłuje być oryginalny,
              błyskotliwy, aby zwrócić na siebie uwagę. Spragniona władzy osoba sądzi, że
              osiągnie wielkość i szczęście, kiedy podporządkuje sobie jak najwięcej ludzi,
              nawet cały świat, kiedy będzie rządzić innymi. Inni znowu myślą, że ich
              pragnienie szczęścia, które może zaspokoić tylko Bóg, zostanie nasycone, kiedy
              jak najwięcej ludzi ich pokocha, otoczy uczuciem, zainteresuje się nimi lub
              przynajmniej okaże współczucie.

              Jeszcze inne osoby ulegają iluzji, że wielkość i szczęście osiągną poprzez
              zdobycie majątku. Inna grupa ludzi doszukuje się najskuteczniejszej drogi do
              pełni szczęścia w różnego rodzaju praktykach seksualnych, w jedzeniu, piciu, w
              nadużywaniu alkoholu, w narkotykach, w wygodnym i leniwym życiu. Bywają i tacy
              ludzie, dla których drogą do wielkości i szczęścia jest zastraszanie bliźnich,
              okrucieństwo, dokuczanie ludziom, poniżanie ich, sprawianie bólu, przykrości,
              mszczenie się za doznane upokorzenia i krzywdy. Zazdrośni ludzie pragną
              osiągnąć szczęście przez posiadanie tego, co mają inni – np. majątku, sławy,
              piękności, szczęścia itp. – lub przynajmniej przez pozbawienie bliźnich tego,
              co przynosi im radość.

              W swym zuchwalstwie – rodzącym się z pychy i z braku zaufania do Pana –
              człowiek odrzuca Boże wskazanie, jak dojść przez służbę do prawdziwej wielkości
              i szczęścia. Podąża za swoimi – a jeszcze częściej za podsuniętymi przez
              szatana – myślami, które skłaniają go do grzesznego postępowania.

              Konsekwencje stosowania w życiu własnych "recept" na szczęście bywają
              tragiczne. Człowiek bowiem nie osiąga spodziewanego szczęścia ani upragnionej
              wielkości, lecz niszczy swoje człowieczeństwo, zamyka się w swoim egoizmie.
              Zamiast upragnionego szczęścia – które miała mu zapewnić sława, podziw
              otoczenia, władza, pieniądz, przyjemności seksualne, jedzenie, alkohol,
              narkotyki, rozrywki, komfort życiowy – człowieka ogarnia nuda, poczucie
              bezsensu, zniechęcenie i gorycz. Zamiast szczęścia odczuwa ciągły niedosyt.

              Ponadto zamiast upragnionej wolności, której człowiek szukał na drodze
              odrzucania Bożych przykazań, pojawia się wewnętrzne zniewolenie przez
              egoistyczne skłonności. Odrzucający wskazaną przez Chrystusa drogę pokornej
              miłości i służby człowiek staje się niewolnikiem swego egoizmu. To zniewolenie
              jest tak silne, że człowiek może za świętym Pawłem powiedzieć: "Jestem bowiem
              świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro: bo łatwo
              przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem
              dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę" (Rz 7,18-19). Im
              częściej człowiek odchodzi od przykazań Bożych, tym trudniej jest mu do nich
              wracać, gdyż staje się niewolnikiem swoich egoistycznych pragnień.
              • aniouek1 Modlitwa o wzrost miłości 23.01.06, 22:36
                Nieskończenie dobry Ojcze! Nieraz nam się wydaje, że Twoja wola i Twoje
                przykazania krępują nas, że stoją nam na przeszkodzie do wielkości i do
                szczęścia. Pomóż nam zrozumieć, że pragniesz tylko naszego dobra, że dałeś nam
                swoje przykazania po to, abyśmy doszli do prawdziwej wielkości. Daj nam
                głębokie przekonanie, że Twój nakaz ofiarnej służby jest jedynym drogowskazem,
                który wskazuje drogę do szczęścia bez końca. Pozwól nam zrozumieć, Boże, że nic
                na świecie nie może nas w pełni uszczęśliwić: ani sława, ani podziw, ani
                władza, ani zaszczyty, ani nawet ludzka miłość. Oświeć nas, abyśmy zrozumieli,
                że nie nasyci naszego pragnienia szczęścia ani zagarnianie dóbr materialnych,
                ani gonitwa za przyjemnościami i wygodnym życiem. Daj nam jak najwcześniej
                zrozumieć, że niespokojne będzie nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie.
                Spraw, Panie, byśmy pojęli, że odchodzenie od Twoich przykazań nie tylko nie
                zapewni nam szczęścia, lecz przyniesie rozgoryczenie, niepokój i przygnębienie.
                Daj nam zrozumieć, że odchodzenie od Twojego przykazania miłości i ofiarnej
                służby czyni nas niewolnikami naszych egoistycznych pragnień, pożądliwości,
                grzechu i szatana. Boże, przekonaj nas bez reszty, że wszystko, czego od nas
                wymagasz, wypływa z Twojej miłości i mądrości i ma na celu uszczęśliwienie nas
                na zawsze. Amen.
            • aniouek1 b) Spotykanie się z Bogiem 23.01.06, 22:37
              Miłość rodzi pragnienie spotykania się z umiłowaną osobą. To odnosi się również
              do Boga: kto Go miłuje, ten pragnie się z Nim spotykać tak, jak jest to możliwe
              tu na ziemi.

              Chrystus ustanowił specjalne środki, które umożliwiają nam spotykanie się
              z Bogiem. Tymi środkami są sakramenty. Wiara, zaufanie i miłość do Chrystusa
              powinny skłaniać nas do spotykania się z Nim, np. w sakramencie Komunii św.,
              w sakramencie pojednania.

              Sakramentalne spotkania z Chrystusem przyczyniają się nie tylko do naszego
              uświęcenia, lecz również do odnowienia całego świata. Udzielając łask
              sakramentalnych Chrystus buduje nową rzeczywistość Królestwa Bożego, nowy
              porządek oparty na miłości, sprawiedliwości i pokoju. Łaska Chrystusa, której
              udziela w sakramentach, wyzwala człowieka z niewoli zła i grzechu.

              Istnieją jednak ludzie, którzy nie korzystają z pomocy, jakiej Chrystus pragnie
              im udzielać przez sakramenty. Powodem takiej sytuacji jest ich słaba wiara,
              przytłumiona przez różne egoistyczne tendencje, chociaż nie zawsze człowiek
              przyznaje się do tego, np. różnie tłumaczą się ci, którzy nie chcą zawrzeć
              ślubu kościelnego.

              Wpływ różnych wad, zwłaszcza pychy, ujawnia się w niewłaściwym podejściu do
              sakramentu pojednania. Lęk przed upokorzeniem się – którego pycha nie potrafi
              znieść – sprawia, że wielu unika tego sakramentu. Inni znów spowiadają się tak,
              aby jak najlepiej wypaść przed spowiednikiem. Aby nie miał o nich złego
              mniemania chwalą się, usprawiedliwiają, zatajają niektóre grzechy lub wyznają
              je zbyt ogólnie. Wpływ pychy może się spotęgować, gdy ktoś jest zmuszony do
              spowiadania się przed znajomym kapłanem.

              Niektórzy posuwają się nawet do tego, że innych pozbawiają łask
              sakramentalnych. I tak np. zarozumiali rodzice nie chrzczą czasem swoich
              dzieci, by uchodzić za postępowych i szanujących wolność dziecka. Ktoś inny zaś
              odmawia swoim dzieciom łaski chrztu, gdyż obawia się kosztów związanych ze
              złożeniem ofiary. Innych znów lenistwo i niedbalstwo powstrzymuje przed
              przyniesieniem dzieci do kościoła, aby przyjęły sakrament odrodzenia. Bywają
              i tacy, którzy nie przynoszą dziecka do chrztu, bo "obrazili się" z jakichś
              powodów na proboszcza.

              Oprócz sakramentów również modlitwa jest spotkaniem i rozmową z Bogiem. Dzięki
              słuchaniu i rozważaniu słowa danego nam przez Boga możemy się z Nim spotkać na
              ziemi. Kiedy więc człowiek prawdziwie kocha Boga, chętnie się z Nim spotyka,
              wykorzystując wszystkie możliwe środki, które to spotkanie umożliwiają.
              Przystępuje więc do sakramentów, modli się, czyta, słucha i rozważa słowo Boże.
              • aniouek1 Modlitwa 23.01.06, 22:39
                Daj mi, o Chryste, głęboką wiarę w to, że w każdym sakramencie spotykam się
                przede wszystkim z Tobą, że Ty udzielasz mi swojej łaski i pomocy w dojściu do
                zbawienia. Pomóż mi zrozumieć, że sakramenty nie są ceremoniami upiększającymi
                życie, lecz niezwykle cenną pomocą, umożliwiającą budowanie Twojego Królestwa,
                w którym nie będzie płaczu, smutku ani bólu, bo zapanuje sprawiedliwość, miłość
                i pokój, a Ty otrzesz z naszych oczu wszelką łzę. Naucz nas budować Twoje
                Królestwo przez uczestnictwo w sakramentach świętych. Amen.
          • aniouek1 2) Grzechy przeciw miłości Bożej 23.01.06, 22:39
            Kiedy człowiek ulega złym skłonnościom, miłość stopniowo ulega osłabieniu
            i może zaniknąć całkowicie. Przestanie kierować się Bożymi przykazaniami, nie
            będzie chciał się spotykać z Bogiem, dlatego zaniknie jego życie sakramentalne
            i modlitewne. Człowiek taki przestanie rozważać słowo Boże, bo zaniknie w nim
            chęć układania według niego swojego życia. W miejsce miłości pojawią się takie
            grzechy jak: obojętność, niewdzięczność, oziębłość, lenistwo duchowe czy wręcz
            nienawiść do Boga.
            • aniouek1 a) Obojętność 23.01.06, 22:43
              Obojętny na Boga człowiek nie kocha Go, nie ujawnia Mu w żaden sposób swojej
              miłości. Nie skłania go do udzielenia odpowiedzi miłości nawet sama miłość
              i miłosierdzie Boże. „Obojętność zaniedbuje lub odrzuca miłość Bożą; nie uznaje
              jej inicjatywy i neguje jej moc.” (KKK 2094)
            • aniouek1 b) Niewdzięczność 23.01.06, 22:43
              Kto nie kocha Boga, ten zapomina o podstawowym zobowiązaniu, jakim jest
              wdzięczność wobec Dawcy wszystkich darów, którym jest Bóg, i okazywaniu Mu
              miłości. „Niewdzięczność pomija lub odrzuca uznanie miłości Bożej, jak również
              odwzajemnienie się miłością na miłość.” (KKK 2094)
            • aniouek1 c) Oziębłość 23.01.06, 22:44
              „Oziębłość jest zwlekaniem lub niedbałością w odwzajemnieniu się za miłość
              Bożą; może zakładać odmowę poddania się poruszeniu miłości” (KKK 2094). Częstym
              sposobem usprawiedliwiania swojego braku miłości do Boga jest tłumaczenie się
              brakiem czasu na modlitwę, na uczestniczenie w Eucharystii, na rozważanie słowa
              Bożego.
            • aniouek1 d) Lenistwo duchowe 23.01.06, 22:45
              „Znużenie lub lenistwo duchowe posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od
              Boga i do odrazy wobec dobra Bożego” (KKK 2094). Kiedy nie ma miłości,
              zrobienie czegoś dla Boga – a także dla drugiego człowieka – staje się
              wyłącznie uciążliwym ciężarem, przykrą koniecznością. Czynienie dobra męczy
              złego człowieka. Brak miłości do Boga ujawnia się między innymi w niechęci do
              czynienia czegoś z myślą o Nim i dla Niego.
            • aniouek1 e) Nienawiść do Boga 23.01.06, 22:45
              Niszczenie w sobie miłości do Boga może w końcu doprowadzić do otwartej
              nienawiści do Niego. „Nienawiść do Boga rodzi się z pychy. Sprzeciwia się ona
              miłości Boga, zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który
              potępia grzech i wymierza kary” (KKK 2094). Pełna nienawiść do Boga ujawnia się
              w istotach potępionych.
            • aniouek1 Modlitwa 23.01.06, 22:47
              Strzeż mnie, Panie, przed popadnięciem w grzechy przeciwne miłości do Ciebie.
              Uchroń mnie przed obojętnością, niewdzięcznością, oziębłością, lenistwem
              duchowym, a zwłaszcza przed znienawidzeniem Ciebie.

              Jezu, moja jedyna miłości, modlę się za tych, których kochasz, a którzy nie
              potrafią kochać Ciebie. Oby i mogli zostać oczyszczeni i uzdrowieni, aby i oni
              doznali uwolnienia od wszelkiego zła. Amen.
          • aniouek1 1) Sposoby służenia Bogu 23.01.06, 22:52
            "Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz"
            (Mt 4,10). Pierwsze przykazanie Boże przypomina nam o wypływającym z wiary
            i miłości do Boga obowiązku służenia Mu. Katechizm Kościoła Katolickiego
            wyjaśnia, że służyć Bogu i oddawać Mu pokłon można przez adorację, modlitwę,
            ofiarę, przyrzeczenia i śluby. (por. KKK 2135)
            • aniouek1 a) Adoracja 23.01.06, 22:54
              „Adoracja jest pierwszym aktem cnoty religijności. Adorować Boga oznacza uznać
              Go za Boga, za Stwórcę i Zbawiciela, za Pana i Mistrza wszystkiego, co
              istnieje, za nieskończoną i miłosierną Miłość. "Panu, Bogu swemu, będziesz
              oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Łk 4,8) mówi Jezus, powołując
              się na Księgę Powtórzonego Prawa (Pwt 6,13).” (KKK 2096)

              „Adorować Boga oznacza z szacunkiem i całkowitą uległością uznać "nicość
              stworzenia", które istnieje jedynie dzięki Bogu. Adorować Boga oznacza
              wychwalać Go, wielbić i uniżać samego siebie – podobnie jak Maryja
              w "Magnificat" – wyznając z wdzięcznością, że On uczynił wielkie rzeczy i że
              święte jest Jego imię (Por. Łk 1, 46-49). Adoracja Jedynego Boga wyzwala
              człowieka z zamknięcia się w sobie, z niewoli grzechu i bałwochwalstwa świata.”
              (KKK 2097)
            • aniouek1 b) Modlitwa 23.01.06, 22:56
              Drugi przejaw służenia Bogu wymieniony przez Katechizm to modlitwa. „Akty
              wiary, nadziei i miłości, które nakazuje pierwsze przykazanie, wyrażają się
              w modlitwie. Wzniesienie ducha do Boga jest wyrazem naszej adoracji Boga: w
              modlitwie uwielbienia i dziękczynienia, modlitwie wstawienniczej i modlitwie
              błagalnej. Modlitwa jest niezbędnym warunkiem posłuszeństwa przykazaniom
              Bożym. "Zawsze... (trzeba) się modlić i nie ustawać" (Łk 18,1).” (KKK 2098)
            • aniouek1 c) Ofiara 23.01.06, 22:57
              Bogu można też służyć przez ofiarę. „Jest rzeczą słuszną składać Bogu ofiary
              na znak uwielbienia i dziękczynienia, przebłagania i komunii z Nim: "Prawdziwą
              ofiarą jest... każde dzieło, które przyczynia się do połączenia nas świętą
              komunią z Bogiem, dzięki któremu możemy stać się naprawdę szczęśliwi" (Św.
              Augustyn, De civitate Dei, 10, 6.)” (KKK 2099)

              „Ofiara zewnętrzna, by była prawdziwa, powinna być wyrazem ofiary
              duchowej: "Moją ofiarą... duch skruszony..." (Ps 51,19). Prorocy Starego
              Przymierza często piętnowali ofiary składane bez zaangażowania wewnętrznego
              (Por. Am 5, 21-25) lub nie mające związku z miłością bliźniego (Por. Iz 1,10-
              20). Jezus przypomina słowa proroka Ozeasza: "Chcę raczej miłosierdzia niż
              ofiary" (Mt 9,13; 12,7; Por. Oz 6,6). Jedyną doskonałą ofiarą jest ta, którą
              Chrystus złożył na krzyżu w całkowitym oddaniu się miłości Ojca i dla naszego
              zbawienia (Por. Hbr 9,13-14). Łącząc się z Jego ofiarą, możemy nasze życie
              uczynić ofiarą dla Boga.” (KKK 2100)
            • aniouek1 d) Przyrzeczenia i śluby 23.01.06, 22:59
              Jak poucza Katechizm, wyrazem służby Bogu mogą być przyrzeczenia i
              śluby. „W wielu sytuacjach chrześcijanin jest wzywany do składania
              przyrzeczeń Bogu. Zawierają je chrzest, bierzmowanie, małżeństwo i święcenia.
              Chrześcijanin kierując się pobożnością, może przyrzec Bogu określony czyn,
              modlitwę, jałmużnę, pielgrzymkę itd. Wierność przyrzeczeniom złożonym Bogu jest
              przejawem szacunku należnego Boskiemu Majestatowi i miłości wobec wiernego
              Boga.” (KKK 2101)

              «„Ślub jest świadomą i dobrowolną obietnicą uczynioną Bogu, mającą za przedmiot
              dobro możliwe i lepsze, należy wypełnić z pobudek cnoty religijności” (KPK,
              kan. 1191, § 1). Ślub jest aktem pobożności, w którym chrześcijanin poświęca
              siebie samego Bogu lub obiecuje Mu dobry czyn. Wypełniając śluby, oddaje się
              więc Bogu to, co zostało Mu przyrzeczone i konsekrowane. Dzieje Apostolskie
              ukazują nam św. Pawła zatroskanego o wypełnienie ślubów, które złożył (por. Dz
              18, 18; 21, 23-24).» (KKK 2102)

              „Kościół uznaje wzorczą wartość ślubów praktykowania rad ewangelicznych (Por.
              KPK, kan. 654.: Matka-Kościół cieszy się, że w łonie jego znajdują się liczni
              mężczyźni i niewiasty, którzy dokładniej naśladują wyniszczenie Zbawiciela
              i wyraźniej je ukazują, przyjmując ubóstwo w wolności synów Bożych i wyrzekając
              się własnej woli: poddają się oni mianowicie człowiekowi ze względu na Boga
              w sprawie doskonałości ponad miarę przykazania, aby się w sposób pełniejszy
              upodobnić do posłusznego Chrystusa (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium,
              42).” (KKK 2103)
          • aniouek1 2) Grzechy przeciwne służbie jedynemu Bogu 23.01.06, 23:00
            Jak w każdej dziedzinie moralnej, tak i w służeniu Bogu człowiek może być
            wierny lub przeciwstawić się obowiązującym normom moralnym. Może więc też
            wyrazić swój sprzeciw obowiązkowi służenia i oddawania czci jedynemu
            prawdziwemu Bogu. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego grzechami przeciwko
            temu zobowiązaniu pierwszego przykazania są: zabobon, bałwochwalstwo,
            wróżbiarstwo, magia oraz bezbożność, która wyraża się w kuszeniu Boga,
            świętokradztwie lub symonii.
            • aniouek1 a) Zabobon 23.01.06, 23:03
              „Zabobon jest wypaczeniem kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu. Przejawia się
              on w bałwochwalstwie, jak również w różnych formach wróżbiarstwa i magii.” (KKK
              2138) „Zabobon jest wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona
              nakłada. Może on także dotyczyć kultu, który oddajemy prawdziwemu Bogu, na
              przykład, gdy przypisuje się jakieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet
              uprawnionym lub koniecznym. Popaść w zabobon (por. Mt 23,16-22 – oznacza wiązać
              skuteczność modlitw lub znaków sakramentalnych jedynie z ich wymiarem
              materialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrznych, jakich one wymagają.” (KKK
              2111)
            • aniouek1 b) Bałwochwalstwo 23.01.06, 23:05
              Bałwochwalstwo to kolejny bardzo rozpowszechniony grzech przeciwko pierwszemu
              przykazaniu i służbie Bożej. Ujawnia się ono w różnych formach. Może przyjąć
              postać bałwochwalczej religii, w której czci się nieprawdziwego boga lub nawet
              wielu fałszywych bogów, albo ujawniać się przy zachowywaniu pozorów wiary w
              Boga prawdziwego. Te dwie formy bałwochwalstwa są zabronione przez pierwsze
              przykazanie.

              Grzeszna jest wiara w wielu bogów, czyli politeizm. „Pierwsze przykazanie
              potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza
              Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. Pismo święte
              nieustannie przypomina o odrzuceniu "bożków ze srebra i złota, uczynionych
              rękami ludzkimi", które "mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą..."
              Te czcze bożki czynią człowieka pustym: "Do nich są podobni ci, którzy je
              robią, i każdy, który im ufa" (Ps 115, 4-5. 8; por. Iz 44, 9-20; Jr 10,1-16; Dn
              14, 1-30; Ba 6; Mdr 13,1-15,19). Bóg natomiast jest "Bogiem żywym" (Joz 3,10;
              Ps 42, 3 i in.), który daje życie i działa w historii.” (KKK 2112)

              Oprócz jawnego bałwochwalstwa, przyjmującego formę religii, istnieje wiele form
              bałwochwalstwa „praktycznego”, ukrywającego się często pod zasłoną prawdziwej
              religii. Człowiek może ukierunkować całe swoje życie na jakiegoś swojego bożka,
              któremu będzie służył zamiast Bogu prawdziwemu.

              Wielu ludzi "teoretycznie" wierzących w Boga w praktyce odchodzi od Niego,
              przestając Mu służyć. Życie ludzkie często świadczy o braku wiary w to, że
              tylko Bóg potrafi zapewnić nam wielkość i trwałe szczęście. Człowiek więc w
              swoim codziennym życiu nieraz odwraca się od Boga prawdziwego i oddaje się pod
              jarzmo swoich bogów, którym służy ze wszystkich swoich sił, ponieważ spodziewa
              się, że zapewnią mu szczęście i wielkość. Staje się bałwochwalcą, choć
              oficjalnie nie przestaje być chrześcijaninem i nie zmienia religii.

              Na tę rozpowszechnioną formę bałwochwalstwa zwraca uwagę
              Katechizm: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich.
              Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem.
              Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez
              względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o
              władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd. "Nie możecie
              służyć Bogu i Mamonie" – mówi Jezus (Mt 6,24). Wielu męczenników poniosło
              śmierć za to, że nie oddali czci "Bestii" (Por. Ap 13-14), odmawiając nawet
              udawania kultu. Bałwochwalstwo odrzuca jedyne panowanie Boga; jest nie do
              pogodzenia z Boską komunią (Por. Ga 5,20; Ef 5,5). (KKK 2113) „Bałwochwalcą
              jest ten, kto "niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do
              Boga" (KKK 2114)

              Człowiek potrafi wznosić liczne ołtarze dla swoich fałszywych bogów.
              Bałwochwalcą może stać się chrześcijanin, jak mógł nim być również wyznawca
              judaizmu, na co zwraca uwagę Poemat Boga-Człowieka, Marii Valtorty:

              „A dlaczego człowiek popełniający zło nie myśli, że do zabronionych czynów
              należy także bałwochwalczy kult? Dlaczego nie powie sobie: "Przecież Bóg widzi,
              że udaję tylko oddawanie kultu świętego, czcząc w rzeczywistości boga lub bogów
              fałszywych. Wzniosłem im ołtarz zakryty wprawdzie przed oczyma ludzi, lecz
              znany Bogu."

              Jakich bogów, powiecie, skoro w Świątyni nie ma nawet podobizny Boga? Jakie
              twarze mają ci bogowie, skoro nie można było nadać oblicza Bogu Prawdziwemu?
              Tak. Nie można Mu nadać oblicza, bo człowiek nie potrafi przedstawić godnie
              Doskonałego i Najczystszego. Jedynie duch przeczuwa Jego bezcielesne i wzniosłe
              piękno, słyszy Jego głos, smakuje Jego czułości, gdy On się rozlewa w świętym,
              zasługującym na ten boski kontakt. Jednak oko, słuch, ręka człowieka nie
              potrafią ani widzieć, ani słyszeć, a tym samym wyrazić dźwiękiem cytry lub
              młotkiem i dłutem w marmurze, jaki jest Pan.

              O! Gdy duchy sprawiedliwych ujrzą Boga, to będzie szczęście bez końca! Pierwsze
              spojrzenie stanie się jutrzenką szczęścia, które będzie wam towarzyszyć przez
              całe wieki. To jednak - czego nie potrafi uczynić w odniesieniu do Boga
              prawdziwego - człowiek robi dla bogów fałszywych. Jeden wznosi ołtarz kobiecie,
              drugi - złotu, inny - potędze, inny - nauce, inny - zwycięstwom wojskowym.
              Jeden adoruje człowieka potężnego, podobnego do siebie w porządku naturalnym, a
              przewyższającego go tylko siłą i szczęściem. Inny adoruje samego siebie i
              mówi: "Nie ma nikogo, kto byłby mi równy". Oto bogowie tych, którzy należą do
              ludu Bożego.

              Nie dziwcie się, widząc pogan adorujących zwierzęta, gady lub gwiazdy. Ileż
              gadów, ileż zwierząt, ileż zgasłych gwiazd adorujecie w sercach! Wargi
              wypowiadają słowa kłamliwe, aby schlebiać, posiadać, psuć. Czyż nie są to
              modlitwy ukrytego bałwochwalstwa? W sercach klują się myśli zemsty, pokątnego
              handlu, prostytucji. Czyż nie ma w tym kultu bogów nieczystych przyjemności,
              pożądliwości, zła?

              Powiedziano: "Nie będziesz adorował niczego, co nie jest twoim Prawdziwym
              Bogiem, Jedynym, Wiecznym". Powiedziano: "Ja jestem Bogiem potężnym i
              zazdrosnym".

              Bóg Potężny. Żadna inna siła nie jest mocniejsza niż Jego. Człowiek jest wolny
              w działaniu, szatan jest wolny w kuszeniu. Gdy jednak Bóg mówi: "Dosyć już",
              człowiek nie może już więcej działać, a szatan - kusić. Szatan jest odrzucany
              do swego piekła, człowiek zaś - powalony nadmiarem złych czynów. Istnieje
              bowiem granica, której Bóg nie pozwoli mu przekroczyć.

              Bóg Zazdrosny. O kogo? Jaką zazdrością? Małostkową zazdrością małych ludzi?
              Nie, ale świętą zazdrością Boga o Swoje dzieci. Sprawiedliwą zazdrością.
              Zazdrością kochającego. On was stworzył. On was kocha. On was pragnie. On wie,
              co wam szkodzi. On zna to, co usiłuje was oddzielić od Niego. I jest zazdrosny
              o to, co staje między Ojcem a Jego dziećmi i oddala je od jedynej miłości,
              która jest zbawieniem i pokojem - od Boga. Zrozumcie tę boską zazdrość, która
              nie jest małostkowa ani okrutna, która nie krępuje, lecz jest miłością
              nieskończoną, dobrocią nieskończoną i wolnością bez granic. Udziela się
              stworzeniu skończonemu, aby przyciągnąć je do Siebie i aby w Sobie uczynić je
              współuczestnikiem Swej nieskończonej dobroci. Dobry ojciec nie chce być
              jedynym, który cieszy się bogactwami. Pragnie, aby jego dzieci miały w nich
              udział. Właściwie to bardziej dla dzieci niż dla siebie samego je zgromadził.
              Tak samo jest z Bogiem. W tej miłości i pragnieniu jest doskonałość taka, jak w
              każdym Jego działaniu.

              Nie oszukujcie Pana. On zapowiada karę grzesznikom i dzieciom grzesznych synów.
              Bóg nigdy nie kłamie w Swych obietnicach. Niech dusze wasze nie popadają jednak
              w przygnębienie, o dzieci człowieka i Boga. Posłuchajcie drugiej obietnicy i
              radujcie się: "Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie
              miłują i przestrzegają Moich przykazań".

              Aż do tysiącznego pokolenia dobrych! I aż do tysiącznej słabości biednych synów
              ludzkich, upadających nie z powodu złośliwości, lecz wskutek braku rozwagi i
              zasadzek szatana. Więcej jeszcze. Powiadam wam: On otwiera Swe ramiona, jeśli -
              z sercem skruszonym i obliczem zalanym łzami - mówicie: "Ojcze, zgrzeszyłem.
              Wiem o tym. Korzę się i uznaję to przed Tobą. Przebacz mi. Twoje przebaczenie
              będzie moją siłą, abym powrócił do 'życia', do prawdziwego życia."

              Nie obawiajcie się. Zanim zgrzeszyliście z powodu słabości, On już wiedział, że
              zgrzeszycie. Ale Jego Serce zamyka się tylko wtedy, gdy trwacie w grzechu,
              kiedy go prawdziwie pragniecie, czyniąc z grzechu lub z wielu grzechów waszych
              obrzydliwych bogów.

              Zniszczcie wszystkie bożki, zróbcie miejsce Bogu Prawdziwemu. Kiedy będzie
              widział w was tylko Siebie samego, zstąpi w Swej chwale poświęcić wasze serca.

              Oddajcie Bogu Jego siedzibę. To nie w świątyni z kamienia ona się znajduje,
              lecz w sercach ludz
            • aniouek1 b) Bałwochwalstwo 23.01.06, 23:10
              Bałwochwalstwo to kolejny bardzo rozpowszechniony grzech przeciwko pierwszemu
              przykazaniu i służbie Bożej. Ujawnia się ono w różnych formach. Może przyjąć
              postać bałwochwalczej religii, w której czci się nieprawdziwego boga lub nawet
              wielu fałszywych bogów, albo ujawniać się przy zachowywaniu pozorów wiary w
              Boga prawdziwego. Te dwie formy bałwochwalstwa są zabronione przez pierwsze
              przykazanie.

              Grzeszna jest wiara w wielu bogów, czyli politeizm. „Pierwsze przykazanie
              potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza
              Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. Pismo święte
              nieustannie przypomina o odrzuceniu "bożków ze srebra i złota, uczynionych
              rękami ludzkimi", które "mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą..."
              Te czcze bożki czynią człowieka pustym: "Do nich są podobni ci, którzy je
              robią, i każdy, który im ufa" (Ps 115, 4-5. 8; por. Iz 44, 9-20; Jr 10,1-16; Dn
              14, 1-30; Ba 6; Mdr 13,1-15,19). Bóg natomiast jest "Bogiem żywym" (Joz 3,10;
              Ps 42, 3 i in.), który daje życie i działa w historii.” (KKK 2112)

              Oprócz jawnego bałwochwalstwa, przyjmującego formę religii, istnieje wiele form
              bałwochwalstwa „praktycznego”, ukrywającego się często pod zasłoną prawdziwej
              religii. Człowiek może ukierunkować całe swoje życie na jakiegoś swojego bożka,
              któremu będzie służył zamiast Bogu prawdziwemu.

              Wielu ludzi "teoretycznie" wierzących w Boga w praktyce odchodzi od Niego,
              przestając Mu służyć. Życie ludzkie często świadczy o braku wiary w to, że
              tylko Bóg potrafi zapewnić nam wielkość i trwałe szczęście. Człowiek więc w
              swoim codziennym życiu nieraz odwraca się od Boga prawdziwego i oddaje się pod
              jarzmo swoich bogów, którym służy ze wszystkich swoich sił, ponieważ spodziewa
              się, że zapewnią mu szczęście i wielkość. Staje się bałwochwalcą, choć
              oficjalnie nie przestaje być chrześcijaninem i nie zmienia religii.

              Na tę rozpowszechnioną formę bałwochwalstwa zwraca uwagę
              Katechizm: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich.
              Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem.
              Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez
              względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o
              władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd. "Nie możecie
              służyć Bogu i Mamonie" – mówi Jezus (Mt 6,24). Wielu męczenników poniosło
              śmierć za to, że nie oddali czci "Bestii" (Por. Ap 13-14), odmawiając nawet
              udawania kultu. Bałwochwalstwo odrzuca jedyne panowanie Boga; jest nie do
              pogodzenia z Boską komunią (Por. Ga 5,20; Ef 5,5). (KKK 2113) „Bałwochwalcą
              jest ten, kto "niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do
              Boga" (KKK 2114)

              Człowiek potrafi wznosić liczne ołtarze dla swoich fałszywych bogów.
              Bałwochwalcą może stać się chrześcijanin, jak mógł nim być również wyznawca
              judaizmu, na co zwraca uwagę Poemat Boga-Człowieka, Marii Valtorty:

              „A dlaczego człowiek popełniający zło nie myśli, że do zabronionych czynów
              należy także bałwochwalczy kult? Dlaczego nie powie sobie: "Przecież Bóg widzi,
              że udaję tylko oddawanie kultu świętego, czcząc w rzeczywistości boga lub bogów
              fałszywych. Wzniosłem im ołtarz zakryty wprawdzie przed oczyma ludzi, lecz
              znany Bogu."

              Jakich bogów, powiecie, skoro w Świątyni nie ma nawet podobizny Boga? Jakie
              twarze mają ci bogowie, skoro nie można było nadać oblicza Bogu Prawdziwemu?
              Tak. Nie można Mu nadać oblicza, bo człowiek nie potrafi przedstawić godnie
              Doskonałego i Najczystszego. Jedynie duch przeczuwa Jego bezcielesne i wzniosłe
              piękno, słyszy Jego głos, smakuje Jego czułości, gdy On się rozlewa w świętym,
              zasługującym na ten boski kontakt. Jednak oko, słuch, ręka człowieka nie
              potrafią ani widzieć, ani słyszeć, a tym samym wyrazić dźwiękiem cytry lub
              młotkiem i dłutem w marmurze, jaki jest Pan.

              O! Gdy duchy sprawiedliwych ujrzą Boga, to będzie szczęście bez końca! Pierwsze
              spojrzenie stanie się jutrzenką szczęścia, które będzie wam towarzyszyć przez
              całe wieki. To jednak - czego nie potrafi uczynić w odniesieniu do Boga
              prawdziwego - człowiek robi dla bogów fałszywych. Jeden wznosi ołtarz kobiecie,
              drugi - złotu, inny - potędze, inny - nauce, inny - zwycięstwom wojskowym.
              Jeden adoruje człowieka potężnego, podobnego do siebie w porządku naturalnym, a
              przewyższającego go tylko siłą i szczęściem. Inny adoruje samego siebie i
              mówi: "Nie ma nikogo, kto byłby mi równy". Oto bogowie tych, którzy należą do
              ludu Bożego.

              Nie dziwcie się, widząc pogan adorujących zwierzęta, gady lub gwiazdy. Ileż
              gadów, ileż zwierząt, ileż zgasłych gwiazd adorujecie w sercach! Wargi
              wypowiadają słowa kłamliwe, aby schlebiać, posiadać, psuć. Czyż nie są to
              modlitwy ukrytego bałwochwalstwa? W sercach klują się myśli zemsty, pokątnego
              handlu, prostytucji. Czyż nie ma w tym kultu bogów nieczystych przyjemności,
              pożądliwości, zła?

              Powiedziano: "Nie będziesz adorował niczego, co nie jest twoim Prawdziwym
              Bogiem, Jedynym, Wiecznym". Powiedziano: "Ja jestem Bogiem potężnym i
              zazdrosnym".

              Bóg Potężny. Żadna inna siła nie jest mocniejsza niż Jego. Człowiek jest wolny
              w działaniu, szatan jest wolny w kuszeniu. Gdy jednak Bóg mówi: "Dosyć już",
              człowiek nie może już więcej działać, a szatan - kusić. Szatan jest odrzucany
              do swego piekła, człowiek zaś - powalony nadmiarem złych czynów. Istnieje
              bowiem granica, której Bóg nie pozwoli mu przekroczyć.

              Bóg Zazdrosny. O kogo? Jaką zazdrością? Małostkową zazdrością małych ludzi?
              Nie, ale świętą zazdrością Boga o Swoje dzieci. Sprawiedliwą zazdrością.
              Zazdrością kochającego. On was stworzył. On was kocha. On was pragnie. On wie,
              co wam szkodzi. On zna to, co usiłuje was oddzielić od Niego. I jest zazdrosny
              o to, co staje między Ojcem a Jego dziećmi i oddala je od jedynej miłości,
              która jest zbawieniem i pokojem - od Boga. Zrozumcie tę boską zazdrość, która
              nie jest małostkowa ani okrutna, która nie krępuje, lecz jest miłością
              nieskończoną, dobrocią nieskończoną i wolnością bez granic. Udziela się
              stworzeniu skończonemu, aby przyciągnąć je do Siebie i aby w Sobie uczynić je
              współuczestnikiem Swej nieskończonej dobroci. Dobry ojciec nie chce być
              jedynym, który cieszy się bogactwami. Pragnie, aby jego dzieci miały w nich
              udział. Właściwie to bardziej dla dzieci niż dla siebie samego je zgromadził.
              Tak samo jest z Bogiem. W tej miłości i pragnieniu jest doskonałość taka, jak w
              każdym Jego działaniu.

              Nie oszukujcie Pana. On zapowiada karę grzesznikom i dzieciom grzesznych synów.
              Bóg nigdy nie kłamie w Swych obietnicach. Niech dusze wasze nie popadają jednak
              w przygnębienie, o dzieci człowieka i Boga. Posłuchajcie drugiej obietnicy i
              radujcie się: "Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie
              miłują i przestrzegają Moich przykazań".

              Aż do tysiącznego pokolenia dobrych! I aż do tysiącznej słabości biednych synów
              ludzkich, upadających nie z powodu złośliwości, lecz wskutek braku rozwagi i
              zasadzek szatana. Więcej jeszcze. Powiadam wam: On otwiera Swe ramiona, jeśli -
              z sercem skruszonym i obliczem zalanym łzami - mówicie: "Ojcze, zgrzeszyłem.
              Wiem o tym. Korzę się i uznaję to przed Tobą. Przebacz mi. Twoje przebaczenie
              będzie moją siłą, abym powrócił do 'życia', do prawdziwego życia."
              • aniouek1 ciąg dalszy: b) Bałwochwalstwo 23.01.06, 23:17
                Nie obawiajcie się. Zanim zgrzeszyliście z powodu słabości, On już wiedział, że
                zgrzeszycie. Ale Jego Serce zamyka się tylko wtedy, gdy trwacie w grzechu,
                kiedy go prawdziwie pragniecie, czyniąc z grzechu lub z wielu grzechów waszych
                obrzydliwych bogów.

                Zniszczcie wszystkie bożki, zróbcie miejsce Bogu Prawdziwemu. Kiedy będzie
                widział w was tylko Siebie samego, zstąpi w Swej chwale poświęcić wasze serca.

                Oddajcie Bogu Jego siedzibę. To nie w świątyni z kamienia ona się znajduje,
                lecz w sercach ludzi. Obmyjcie jej próg, opróżnijcie jej wnętrze z wszystkiego,
                co zbędne i grzeszne. Sam Bóg. On sam. On jest Wszystkim! W niczym nie jest
                mniejsze niż Raj serce człowieka, w którym przebywa Bóg, serce człowieka,
                wyśpiewującego miłość Boskiemu Gościowi.

                Uczyńcie każde serce Niebem. Rozpocznijcie wspólne zamieszkiwanie z Najwyższym.
                W waszym wiecznym jutrze [siedziba ta] udoskonali się w potędze i radości. Ale
                już tu będzie mogła przekroczyć pełne trwogi zdziwienie Abrahama, Jakuba i
                Mojżesza. Nie będzie bowiem oślepiającym i przerażającym spotkaniem z Potężnym,
                lecz przebywaniem z Ojcem i Przyjacielem, zstępującym, aby powiedzieć: "Moją
                radością jest przebywanie między ludźmi. Czynisz mnie szczęśliwym. Dziękuję,
                dziecko".» (M. Valtorta, Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 87, Katowice 1999,
                wyd. Vox Domini)

                Na różne sposoby człowiek może odchodzić od Boga prawdziwego i zwracać się ku
                różnym swoim bożkom. Poszczególne grzechy główne skłaniają do oddalania się od
                jedynego Boga.

                I tak człowiek pyszny odchodzi od Boga, ponieważ sam pragnie zająć Jego
                miejsce. Całe życie zarozumiałej osoby polega na robieniu z siebie boga, przez
                wybijanie się ponad innych, przez udowadnianie sobie i innym swojej
                niezwykłości, wiedzy, doświadczenia, potęgi, władzy itp. Szukając triumfu,
                sławy i rozgłosu, pyszna osoba pragnie, aby inni - zamiast na prawdziwym Bogu -
                na niej skupili całą swoją uwagę, aby tylko ją kochali, czcili, podziwiali i
                uwielbiali lub bali się jej.

                Dla ludzi chciwych bogiem staje się pieniądz, majątek, posiadanie. Sądzą, że
                ten właśnie bóg zapewni im szczęście i potęgę. Dla pieniądza więc żyją, jemu
                służą, poświęcają się, dla niego rezygnują z wielu spraw, np. z wypoczynku, z
                rodziny, a nawet z Boga prawdziwego. Służą Mamonie zamiast Bogu prawdziwemu.
                Czynią to wbrew ostrzeżeniu Zbawiciela: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo
                albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym
                będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (Mt 6,24)

                Człowiek nieczysty także posiada swojego boga: jest nim doznawanie przyjemności
                seksualnych. Ten bóg rządzi jego myślami, czynami, całym życiem. Temu jedynemu
                bogu człowiek taki oddaje kult.

                Kto cierpi na brak umiaru w jedzeniu i piciu, ten kłania się swojemu bogu,
                którym są pokarmy i napoje. Tego boga czci taki człowiek, jemu podporządkowuje
                bez reszty swoje życie.

                Zazdrosna osoba poddaje się ślepo swojemu bogu, którym jest żądza posiadania
                tego, co inni mają. Chęć dorównania innym może – jak Najwyższa Istota –
                zapanować nad zazdrosnym lub człowiekiem, np. ktoś od świtu do nocy pracuje,
                aby wybudować sobie taką samą willę, jaką ma sąsiad.

                Podobnie gniew, niczym okrutny bóg, potrafi zawładnąć człowiekiem, skłaniając
                go do unoszenia się, złoszczenia, mszczenia się, zadawania cierpienia, do
                mówienia przykrych słów, do zabijania uśmiechu i radości w otoczeniu.

                Lenistwo jest swoistym kultem bezczynności i przyjemności. Dla leniwej osoby
                bogiem jest miłe spędzanie czasu, rozrywki, "święty spokój" itp.

                Poddany swojemu bogu człowiek przestaje służyć Bogu prawdziwemu. Choć może
                jeszcze w Niego wierzy, to jednak jego wiara stale słabnie i może nawet
                zaniknąć całkowicie. Zainteresowanie bowiem swoimi bożkami skłania do
                zaniedbywania wysiłków zmierzających do pogłębiania wiary, np. zdobywający
                pieniądze człowiek często nie ma – jak mówi – czasu na modlitwę, na
                uczestniczenie we Mszy św., na lekturę Pisma św. Lenistwo powstrzymuje przed
                wysiłkiem, by zastanowić się nad jakąś prawdą religijną, by przeczytać dobrą
                książkę, uczestniczyć w katechezie. Nieuporządkowane życie seksualne rodzi
                nieraz taką niechęć do całego Kościoła, że człowiek zupełnie zrywa z praktykami
                religijnymi i w konsekwencji osłabia lub nawet całkowicie traci wiarę.

                Jeśli więc Bóg ma być dla mnie Kimś jedynym, Panem i Bogiem, moim pierwszym
                Przyjacielem, muszę odrzucić wszelkie formy bałwochwalstwa i uwierzyć w Niego
                tylko, Jemu zawierzyć oraz uznać Go za jedynego mojego Zbawiciela, mogącego
                zapewnić mi szczęście wieczne. Muszę umiłować Go ze wszystkich sił, służyć Mu
                i oddawać Mu cześć. Muszę zastosować się do wskazania Jezusa Chrystusa, który
                poucza: "Pana, Boga swego czcić będziesz i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt
                3,10).
              • aniouek1 Modlitwa 23.01.06, 23:19
                Jedyny Boże! Spraw, abym w Ciebie wierzył i dla Ciebie żył. Strzeż mnie przed
                oddawaniem kultu temu, co nie jest Tobą. Spraw, bym nigdy nie kłaniał się sobie
                samemu, bym nie był dla siebie bogiem. Oby nigdy sława, rozgłos, władza,
                popularność i inne przemijające rzeczy nie były dla mnie bogiem, któremu służę.
                Jedyny Panie! Broń mnie przed niebezpieczeństwem stawiania w miejsce Ciebie
                innego boga; pieniądza, przyjemności seksualnych, jedzenia, picia, używania lub
                bezczynności. Bądź, Stwórco, jedynym moim Panem, abym nie poddał się władzy
                gniewu, mściwości i żądzy sprawiania bólu. Niech pycha nigdy nie niszczy we
                mnie wiary w Ciebie. Bądź jedynym moim Panem i Bogiem! Miej również w opiece
                tych wszystkich, którzy przeżywają jakiekolwiek trudności w wierze. Amen.
            • aniouek1 c) Wróżbiarstwo 23.01.06, 23:21
              Wróżbiarstwo jest kolejnym grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu,
              nakazującemu służenie tylko jedynemu Bogu. „Należy odrzucić wszystkie formy
              wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych
              lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (por. Pwt 18,10; Jr 29,
              8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni
              i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci
              panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie
              pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią
              i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.”
              (KKK 2116)

              Odwoływanie się do wróżbiarstwa najczęściej rodzi się z niezdrowej ciekawości,
              z pragnienia poznania przyszłości. Zamiast wróżbom i tajemnym siłom
              chrześcijanin powinien ufnie powierzyć się Bożej Opatrzności w tym, co dotyczy
              przyszłości. Ma odrzucić wszelką niezdrową ciekawość w tym względzie (por. KKK
              2115).
            • aniouek1 d) Praktyki magiczne 23.01.06, 23:22
              Magia, czary, noszenie amuletów, spirytyzm to kolejne grzechy zakazane przez
              pierwsze przykazanie i sprzeciwiające się służbie jedynemu Bogu. Przez te
              praktyki człowiek odwraca się od Boga jedynego, od dobrego Ojca, a zwraca ku
              siłom tajemnym i nieczystym.

              „Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania
              tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad
              bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności
              z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy
              towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do
              interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często
              pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina
              wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych
              praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani
              wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.” (KKK 2117)
            • aniouek1 e) Kuszenie Boga 23.01.06, 23:22
              Grzechem przeciwko służbie Bożej – i tym samym przeciw pierwszemu przykazaniu –
              jest kuszenie Boga. Polega ono na „wystawianiu na próbę – w słowach lub
              w uczynkach – Jego dobroci i wszechmocy. Właśnie w ten sposób Szatan chciał, by
              Jezus rzucił się ze Świątyni i aby przez to zmusił Boga do działania (por. Łk
              4,9). Jezus przeciwstawia mu słowa Boga: "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana,
              Boga swego" (Pwt 6,16). Takie wystawianie Boga na próbę rani szacunek i
              zaufanie jakie należą się naszemu Stwórcy i Panu. Zawsze zawiera zwątpienie
              dotyczące Jego miłości, opatrzności i mocy (Por. 1 Kor 10, 9; Wj 17, 2-7; Ps
              95, 9.” (KKK 2119)
            • aniouek1 f) Świętokradztwo 23.01.06, 23:23
              Następny grzech przeciwko służbie Bożej, nakazanej przez pierwsze przykazanie,
              to świętokradztwo. „Świętokradztwo polega na profanowaniu lub niegodnym
              traktowaniu sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób,
              rzeczy i miejsc poświęconych Bogu. Świętokradztwo jest grzechem ciężkim,
              zwłaszcza jeżeli jest popełnione przeciw Eucharystii, ponieważ w tym
              sakramencie jest obecne w sposób substancjalny Ciało samego Chrystusa (por.
              KPK, kan. 1367; 1376). (KKK 2120)
            • aniouek1 g) Symonia 23.01.06, 23:24
              Do grzechów przeciwko służbie Bożej i pierwszemu przykazaniu Katechizm zalicza
              też symonię. „Symonia (por. Dz 8, 9-24) jest określana jako nabywanie lub
              sprzedawanie rzeczywistości duchowych. Czarnoksiężnikowi Szymonowi, chcącemu
              nabyć władzę duchową, której działanie widział w Apostołach, Piotr
              odpowiada: "Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą ... gdyż sądziłeś, że
              dar Boży można nabyć za pieniądze" (Dz 8,20). Postąpił więc zgodnie ze słowami
              Jezusa: "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!" (Mt 10,8; por. Iz 55,1). Nie
              można przywłaszczać sobie dóbr duchowych i traktować ich jak właściciel lub
              pan, ponieważ mają one swoje źródło w Bogu. Można otrzymać je darmowo jedynie
              od Boga.” (KKK 2121)
        • aniouek1 Podsumowanie 23.01.06, 23:26
          Pierwsze przykazanie przypomina nam o tym, że Bóg ma być dla nas Kimś jedynym,
          w kogo wierzymy, w kim pokładamy nadzieję i kogo kochamy ponad wszystko,
          spełniając Jego wolę. Jego słów mamy ustawicznie słuchać i rozważać je, aby
          uformować według nich nasze życie. Bóg, który zbliżył się do nas w Jezusie
          Chrystusie, ma być naszym najbliższym Przyjacielem. Z Nim mamy się spotykać
          w sakramentach świętych oraz z Nim budować Jego Królestwo, w którym panować
          będzie sprawiedliwość, miłość i pokój. Z Bogiem mamy się też spotykać na
          modlitwie i poprzez rozważanie Jego słowa. Całe nasze życie ma też stać się
          służbą Bogu, naszemu Stwórcy i Zbawicielowi.

          Pierwsze przykazanie przypomina nam o konieczności pełnego ukierunkowania
          naszego życia na jedynego i prawdziwego Boga. Ma to miejsce wtedy, kiedy w tego
          Boga wierzymy, ufamy Mu, na Nim opieramy swoje życie i kochamy Go, czyli
          wypełniamy Jego wolę tak, jak czyniła to Maryja, kiedy szukamy z Nim
          modlitewnego i sakramentalnego kontaktu.

          Boga mamy kochać ponad wszystko i służyć Mu. Wyrazem służby Bogu jest adoracja,
          modlitwa, ofiara, składanie Mu przyrzeczeń i ślubów.

          Pierwsze przykazanie zakazuje również wszystkich grzechów przeciwko wierze,
          nadziei, miłości i służbie Bożej.

          Grzechami przeciwko wierze jest zaniedbywanie jej pogłębiania, niewiara,
          świadome zwątpienie, ateizm i agnostycyzm.

          Do grzechów przeciwko nadziei zalicza się nadzieja zuchwała, rozpacz, życie bez
          ukierunkowania na cel ostateczny.

          Grzechy przeciw miłości Bożej to obojętność, niewdzięczność, oziębłość,
          lenistwo duchowe i nienawiść do Boga.

          Grzechami przeciwnymi służbie jedynemu Bogu jest zabobon, bałwochwalstwo,
          wróżbiarstwo, praktyki magiczne, kuszenie Boga, świętokradztwo, symonia.
      • aniouek1 II. "Nie będziesz wymawiał imienia Pana Boga... 23.01.06, 23:33
        twego nadaremno"

        „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy” (Wj 20, 7;
        Pwt 5, 11).„Powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał... A Ja wam
        powiadam: Wcale nie przysięgajcie” (Mt 5, 33-34).

        Wprowadzenie

        Drugie przykazanie przypomina o świętości Bożego imienia i o konieczności
        wypowiadania go z czcią i miłością. Taki sposób wymawiania go dokonuje się
        w czasie modlitwy i głoszenia Ewangelii.

        Drugie przykazanie zakazuje grzesznego posługiwania się imionami świętymi,
        czyli wymawiania ich nadaremno, czyli bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś
        prawdziwego dobra, zwłaszcza swojego nawrócenia i uświęcenia. Zabrania ono
        także bluźnierstwa, przekleństwa, krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa.
        • aniouek1 A) Świętość Bożego imienia 23.01.06, 23:34
          „Wśród wszystkich słów Objawienia jest jedno szczególne, które jest objawieniem
          Jego imienia. Bóg powierza swoje imię tym, którzy w Niego wierzą; objawia się
          im w swoim osobowym misterium. Dar imienia jest znakiem zaufania i
          zażyłości. "Imię Pańskie jest święte". Dlatego więc człowiek nie może go
          nadużywać. Powinien pamiętać o imieniu Bożym w ciszy miłującej adoracji (Por.
          Za 2,17). Powinien używać go tylko po to, by je błogosławić, wychwalać i
          uwielbiać (Por. Ps 29, 2; 96, 2; 113, 1-2).” (KKK 2143)

          Katechizm, podkreślając wyjątkowość i wielkość Bożego imienia, rozprasza obawę
          tych, którzy rodzącą się wobec potęgi, majestatu i świętości Bożej bojaźń
          uważają za uczucie niewłaściwe. „Czy odczucia bojaźni i tego, co święte, są
          uczuciami chrześcijańskimi czy też nie? Nikt w sposób rozsądny nie może o tym
          wątpić. Są to odczucia, które moglibyśmy mieć i to w wielkim stopniu, jeśli
          posiadalibyśmy widzenie Boga najwyższego. Możemy je mieć, jeśli "uświadomimy"
          sobie Jego obecność. O ile wierzymy, że On jest obecny, powinniśmy je posiadać.
          Jeśli ich nie posiadamy, to dlatego że nie uświadamiamy sobie, nie wierzymy, że
          On jest obecny (J. H. Newman, Parochial and plain sermons, 5,2). (KKK 2144).

          Bojaźń Boża nie zabrania wypowiadania imienia Pana, jednak ma się to dokonywać
          zawsze z szacunkiem i miłością, dla osiągnięcia jakiegoś prawdziwego
          dobra. „Tam jest wielkie imię Jego, gdzie nazywają Go zgodnie z wielkością Jego
          majestatu... Tam jest święte imię Boże... gdzie wzywają Go ze czcią i bojaźnią,
          by Go nie obrazić” (Św. Augustyn, De sermone Domini in monte, 2, 45, 19: PL 34,
          1278. por. KKK 2149)

          Bóg pragnie, aby Jego imię było wzywane, kiedy jesteśmy zagrożeni, zwłaszcza
          przez grzech. "To właśnie przez grzeszników Imię [Boże] powinno być wzywane.
          [Mają Go] wzywać ci, którzy czują się duszeni przez szatana i chcą się wyzwolić
          z grzechu i od Zwodziciela. Którzy chcą. (...) Powiedziano w Księdze Rodzaju,
          że wąż skusił Ewę w godzinie, gdy Pan nie przechadzał się po Edenie. Gdyby Bóg
          był w Edenie, szatan nie mógłby tam przebywać. Gdyby Ewa zawołała Boga, szatan
          uciekłby. Miejcie zawsze w sercu tę myśl i szczerze wzywajcie Pana. To Imię
          jest zbawieniem. Wielu z was chce wejść do rzeki, aby się oczyścić. Ale
          oczyszczajcie bez przerwy serca wypisując w nich miłością słowo "Bóg". Niech
          nie będzie kłamliwych modlitw. Nigdy praktyk z rutyny. Ale sercem, myślą,
          czynami, całym sobą wypowiadajcie to Imię - Bóg. Wymawiajcie je, abyście nie
          byli sami. Mówcie je, aby doznać wsparcia. Wypowiadajcie je dla uzyskania
          przebaczenia." (M. Valtorta. Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 88, Katowice
          1997, wyd. Vox Domini).
          • aniouek1 1) Znaczenie modlitwy 23.01.06, 23:36
            Prawdziwi przyjaciele rozmawiają ze sobą. Chrystus stwierdza, że nie nazywa nas
            sługami, lecz swymi przyjaciółmi (por. J 15,15). Oparta na miłości przyjaźń z
            Bogiem powinna również wyrażać się w modlitewnym dialogu. Bóg mówi do nas przez
            słowa Pisma św., przez nauczanie kapłanów, katechetów i innych ludzi. Mówi też
            przez różne wydarzenia. Jego słów należy słuchać i rozważać je w głębi serca
            tak, jak czyniła to Maryja. Rozważanie słowa Bożego stanowi jedną z form
            modlenia się.

            Dialog wymaga zaangażowania się dwóch stron. Dotyczy to również dialogu
            modlitewnego. Człowiek więc ma nie tylko mówić do Boga, ale również Go słuchać,
            podobnie jak czyni to Bóg. On bowiem nie tylko mówi do nas, ale bardzo uważnie
            wsłuchuje się w każde nasze słowo skierowane do Niego, w każdej,
            najdrobniejszej nawet prośbie. „W tej samej chwili, gdy otwieracie usta, aby
            Mnie wezwać, przybiegam do was i przykładam Moje Ucho do waszych ust... a każde
            słowo, które wypowiadacie, pociesza Moje Serce i raduje Mnie”. (Vassula Ryden,
            Prawdziwe Życie w Bogu, Katowice 1997, s. 733. Orędzie z dnia 12.05.90)

            Słowne zwracanie się do Boga, podobnie jak słuchanie Go, jest modlitwą.
            Kontakt z Bogiem i myślenie o Nim nie może się ograniczać tylko do bezmyślnego
            i bezdusznego wyrecytowania jakiejś modlitewnej formuły. Przyjaźń to ciągłe
            myślenie o przyjacielu, to ustawiczna rozmowa z nim. Głęboka przyjaźń z Panem
            powinna wyrażać się w jak najczęstszej rozmowie z Nim.

            Modlitwa powinna splatać się z całym naszym działaniem. Ma ona być czymś, co
            stale towarzyszy naszej pracy, spotkaniom z ludźmi itp. W trudnych sytuacjach
            życiowych, wychowawczych, rodzinnych, osobistych i zawodowych, w naszej
            słabości należy kierować wzrok ku Chrystusowi, który pragnie wesprzeć nas swoją
            wszechmocą. Nawet nasze grzechy i słabości powinny stać się okazją do pełnej
            skruchy modlitwy o przebaczenie. Radość z codziennych darów Boga, którymi On
            obsypuje nas bez przerwy, ma zrodzić dziękczynienie i uwielbienie Stwórcy.

            Całe psalmy lub ich fragmenty mogą nam pomóc w modlitewnym dialogu z Bogiem.
            Warto więc zastanowić się, które z nich pasowałyby najbardziej do różnych
            sytuacji z mojego życia. Można nauczyć się na pamięć niektórych, bardzo
            bliskich naszemu sercu fragmentów psalmów, aby posłużyć się nimi w chwili
            modlitewnego zwracania się do Boga.

            Rozważanie wcielenia, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia Chrystusa
            może powiększyć naszą wdzięczność i pomóc w uwielbianiu nieskończonej miłości
            Bożej. Przez te bowiem zbawcze wydarzenia Chrystus otworzył nam drogę do
            wiecznego szczęścia.

            Modlitwą jest już sama świadomość obecności Boga, Jego bliskości i miłości,
            oraz trwanie przy Nim w głębokiej ciszy i uspokojeniu wewnętrznym.

            Katechizm przypomina nam też wartość znaku krzyża, który często wykonujemy przy
            okazji naszych modlitw. „Chrześcijanin rozpoczyna swój dzień, swoje modlitwy i
            działania znakiem krzyża: ‘W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen’.
            Ochrzczony poświęca cały swój dzień chwale Bożej i prosi Zbawiciela o łaskę,
            która pozwala mu działać w Duchu Świętym jako dziecku Ojca. Znak krzyża umacnia
            nas w chwilach pokus i trudności.” (KKK 2157)

            Dzięki modlitwie ulega przemianie całe nasze życie. Przebywanie z Bogiem pomaga
            nam upodobnić się do Niego, a więc uświęca nas. Przez modlitwę wyrażamy i
            rozwijamy naszą miłość do Boga. Kiedy wstawiamy się za bliźnich i wypraszamy
            dla nich różne łaski, wzrasta nasza miłość do nich.

            Niestety, człowiek nie zawsze spotyka się z Bogiem, nie zawsze się modli.
            Rozważmy różne przyczyny unikania modlitwy.
          • aniouek1 2) Powody zaniedbywanie modlitwy 23.01.06, 23:37
            Niektóre wady w szczególny sposób skłaniają do unikania kontaktu z Bogiem.
            Do wad tych należy w szczególności lenistwo. Leniwy człowiek często rezygnuje
            z modlitwy, bo ta wymaga od niego wysiłku. Bywają ludzie, którzy oddają się
            modlitwie tak długo, jak długo sprawia im ona przyjemność. Z chwilą jednak
            kiedy rozmowa z Bogiem staje się uciążliwa, pełna oschłości i roztargnień,
            kiedy nie przynosi żadnej wewnętrznej pociechy, porzucają ją i oddają się
            innym, przyjemniejszym zajęciom. Ludzie tacy nie potrafią się modlić
            regularnie, gdyż kierują się egoistycznymi nastrojami. Modlą się zwłaszcza
            wtedy, gdy czegoś potrzebują, np. gdy zachorują lub gdy spotka ich jakieś
            nieszczęście, gdy zdają maturę lub inny egzamin.

            Chciwość, podobnie jak lenistwo, może sprawić, że człowiek "nie ma czasu" na
            modlitwę. Ponieważ życie takiego człowieka obraca się wokół zdobywania
            bogactwa, dlatego też szkoda mu poświęcić dla Boga nawet kilku krótkich chwil
            w ciągu dnia.

            Brak umiaru w jedzeniu i piciu może spowodować opuszczanie modlitw w wypadku,
            kiedy człowiek dotknięty przez tę wadę staje wobec wyboru: rozmowa z Bogiem lub
            uczestnictwo w przyjęciu z dobrym jedzeniem i piciem.

            Wypływający z pychy lęk przed ośmieszeniem się, przed narażeniem się na kpiny
            i posądzenia o "zacofanie" lub o "dewocję" sprawia, że niektórzy nie modlą się,
            gdy inni ich obserwują. Pyszny człowiek zaprzestaje modlitwy, ponieważ dumnie
            stwierdza, że jej "nie potrzebuje", bo jest wystarczająco wielki i mocny.

            Nieporządek moralny w dziedzinie seksualnej może nieraz skłaniać do unikania
            modlitwy, gdyż kontakt z Bogiem i refleksja nad własnym życiem doprowadziłyby
            człowieka do wyrzutów sumienia i ukazałyby konieczność podjęcia decyzji o
            zmianie dotychczasowego postępowania. Człowiek nie zawsze jednak tego chce ze
            względu na związane z tym wyrzeczenia.

            Wybuchy gniewu i wściekłości też nie sprzyjają modlitwie. Człowiek obrażony na
            wszystkich nie potrafi się modlić, gdyż czuje, że nie umie uczciwie
            wypowiedzieć słów: "Ojcze... odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy
            naszym winowajcom".

            Wady i nałogi nie tylko skłaniają do zaniedbywania rozmowy z Bogiem. Mogą one
            mieć też wpływ na jej treść i mogą ją zniekształcać. Rozważmy to zagadnienie.
          • aniouek1 3) Zniekształcanie modlitwy przez wady 23.01.06, 23:38
            Różne wady w różny sposób deformują modlitwę. Szczególnie pycha wpływa
            niekorzystnie na nasze odniesienie do Boga, również - modlitewne.

            Ze względu na zbyt wysokie mniemanie o sobie pyszna osoba ma trudności
            z uwielbianiem Boga. Trudno jej zachwycić się szczerze Stwórcą, skoro siebie
            tylko otacza autentycznym uwielbieniem.

            Prawdziwe dziękczynienie również nie przychodzi łatwo pysznemu człowiekowi.
            Aby dziękować, trzeba mieć świadomość otrzymanych darów. Trzymana w szponach
            pychy osoba zdaje sobie wprawdzie sprawę z tego, co posiada, jednak niechętnie
            godzi się z myślą, że Bóg jest ostatecznym źródłem posiadanych przez nią
            talentów i zdolności. Człowiek pyszny woli raczej sobie niż łasce przypisywać
            to, czego dokonuje. Odrzucanie myśli, że wszystko, co się posiada, pochodzi od
            Boga, powoduje zanik poczucia wdzięczności u osoby zniewolonej pychą.

            Przekonany o swej wyjątkowej wielkości człowiek zamiast dziękować za otrzymane
            dary i łaski, umie się zdobyć jedynie na faryzejską karykaturę modlitwy
            dziękczynnej; "Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy,
            oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję
            dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam" (Łk 18,11-12).

            Czasami bywa też tak, że pycha powstrzymuje człowieka przed wypraszaniem
            jakichś darów dla siebie. Pyszny człowiek sądzi bowiem, że pomoc Boża konieczna
            jest tylko dla ludzi słabych, do których on się nie zalicza. Wsparcia i łaski
            Bożej wymagają jedynie zwykli "śmiertelnicy" i grzesznicy, do których – jak
            sądzi – on nie należy. Z tego też powodu osoby zarozumiałe proszą Boga najwyżej
            o pomoc dla innych, rzadko zaś szukają wsparcia Bożego dla swojej słabości.

            Pycha może skłaniać człowieka do pouczania Boga, co powinien zrobić. Może też
            zrodzić przekonanie, że Bóg "musi" wysłuchiwać i spełniać wszystkie
            przedstawiane Mu żądania. Zarozumiali ludzie mają nieraz żal do Stwórcy o to,
            że ich nie wysłuchał, albo są nawet oburzeni na Niego.

            Pycha rodzi przecenianie swojej wiedzy i poznania. Z tego też powodu osoby
            przeceniające swoje umiejętności poznawcze nie potrafią poddać się na modlitwie
            woli Bożej. Człowiek taki nie potrafi uznać Bożej mądrości, która zawsze
            przewyższa ludzką. Kto uważa, że wszystko wie najlepiej, ten nigdy nie powie
            Bogu jak Chrystus w Ogrójcu: "Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się
            stanie" (Łk 22,44).

            Osoby pyszne o skłonnościach władczych, pragnące sobie wszystkich
            podporządkować, mogą ulegać pokusie narzucania Bogu swoich wymagań. Ludzie ci
            chcą podporządkować sobie nawet samego Stwórcę, który - według nich - ma być na
            ich usługi, ma spełniać ich polecenia.

            Pycha zdolna jest doprowadzić do takiego zaślepienia, że człowiek nie dostrzega
            w sobie żadnego zła. W takim stanie nie można się zdobyć na przepraszanie Boga.
            Aby bowiem żałować, trzeba mieć świadomość popełnionych przez siebie grzechów.

            Jeśli osoba chciwa modli się, to może prosić jedynie o to, by Bóg udzielił jej
            jak najwięcej dóbr, aby jej się szczęściło, aby ona była zdrowa, bogata itp.
            Silne pragnienie gromadzenia i posiadania pobudza do takiej właśnie modlitwy.
            Chciwiec usiłuje pozyskać sobie Boga, aby jeszcze więcej posiadać.

            Zazdrość zabija życzliwe usposobienie względem innych. Człowiek zazdrosny nie
            życzy nikomu żadnego dobra, bo uważa, że tylko jemu wszystko się należy. Pełna
            zawiści postawa może wpłynąć na sposób modlenia się. Zazdrość może skłaniać
            człowieka do wypraszania różnych dóbr wyłącznie dla siebie. Osoba zazdrosna
            niechętnie będzie się modliła o dobro, szczęście i pomoc dla innych, gdyż
            powstrzymywać ją będzie przed tym brak życzliwości wobec bliźnich. Może się
            nawet zdarzyć, że opanowany przez zazdrość człowiek będzie prosił Boga o jakieś
            nieszczęście dla innych ludzi, np. aby sąsiad stracił majątek, aby rozbił się
            jego nowy samochód, aby koleżanka nie cieszyła się wielką sympatią u innych itd.
          • aniouek1 Modlitwa 23.01.06, 23:39
            Jezu Chryste, Ty uczyłeś Apostołów prawdziwej modlitwy. Naucz i mnie modlić
            się. Wyzwól mnie, Jezu, z pychy, abym przestał uwielbiać siebie i zaczął
            prawdziwie zachwycać się Tobą. Oświeć mnie, abym zrozumiał, że cokolwiek jest
            we mnie dobrego, od Ciebie, a nie tylko ode mnie pochodzi. Naucz mnie z
            radością i pokorą uwielbiać Ciebie i Tobie dziękować jak Maryja
            wołająca: "Wielbi dusza moja Pana!" Nie pozwól mi przechwalać się przed Tobą,
            Panie, który najlepiej mnie znasz. Daj mi zrozumieć, Zbawicielu, że tak jak
            wszyscy ludzie ja także potrzebuję Twojej pomocy, Twojego zbawienia, Twojej
            łaski, Twojego przebaczenia. Nie jestem wyjątkiem. Chroń mnie przed
            rozkazywaniem Tobie. Naucz mnie pokornego zdania się na Twoją wolę. Pozwól mi
            zrozumieć, że wszystko wiesz lepiej niż ja. Nie dozwól, Panie, abym
            kiedykolwiek chciał z Ciebie zrobić swojego potężnego Pomocnika, który będzie
            realizował moje plany i moje pomysły. Zniszcz moją pychę, abym umiał szczerze
            przyznać się do popełnianego zła i głęboko za nie żałować.

            Wyrwij mnie, jedyny mój Zbawicielu, z sideł chciwości i zazdrości, aby moja
            modlitwa nie ograniczała się do wypraszania wyłącznie dla mnie samego Twojej
            pomocy, darów i łask. Zniszcz we mnie zazdrość, abym nauczył się z wielką
            życzliwością myśleć o braciach żyjących blisko lub daleko ode mnie i abym
            wypraszał dla nich liczne dary. Naucz mnie myśleć o całym Twoim Kościele oraz
            o całej rodzinie ludzkiej potrzebującej mojej modlitwy. Nie pozwól, abym
            w zazdrości lub w gniewie życzył komuś zła lub, co gorsza, prosił o nie Ciebie,
            najlepszego naszego Przyjaciela.

            Uwolnij mnie, Panie, od lenistwa, które sprawia, że nie znajduję dla Ciebie
            czasu. Naucz mnie wytrwałej modlitwy nawet wtedy, kiedy nie przynosi mi ona
            żadnej pociechy ani radości. Umocnij we mnie przekonanie, że dzięki pomocy
            Ducha Świętego każda modlitwa ma sens. "Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak,
            jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można
            wyrazić słowami" (Rz 8,26).

            Spraw, abym modlił się zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę, kiedy
            rozmowa z Tobą przynosi mi zadowolenie. Wybaw mnie od egoizmu na modlitwie.
            Wzmocnij mnie, Chryste, swoją łaską, abym nie rezygnował z modlitewnego
            kontaktu z Tobą na rzecz rozrywek i przyjemności. Niech wytrwała modlitwa
            będzie wyrazem mojej stałej miłości do Ciebie. Amen.
        • aniouek1 C) Przekazywanie Ewangelii wyrazem szacunku 23.01.06, 23:40
          dla Bożego imienia

          Kto kocha Boga, ten nie tylko z szacunkiem i miłością wzywa Jego imię w formie
          modlitwy, lecz stara się o to, aby było ono znane i wymawiane z wielką miłością
          przez ludzi na całym świecie. Aby tak było, człowiek taki mówi o Bogu, czyli
          ewangelizuje.
          • aniouek1 1) Potrzeba głoszenia Dobrej Nowiny 23.01.06, 23:41
            „Wierzący powinien świadczyć o imieniu Pańskim, odważnie wyznając swoją wiarę
            (Por. Mt 10, 32; 1 Tm 6, 12). Przepowiadanie i katecheza powinny być
            przeniknięte adoracją i szacunkiem dla imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa.”
            (KKK 2145)

            Dla kogo Bóg jest wszystkim, ten zrobi bardzo wiele, aby również inni poznali
            Jego imię, aby odkryli Boga zbawiającego człowieka. Osoba rozmiłowana w Panu
            będzie głosić innym Jego imię i Jego naukę. Przekazywanie Ewangelii jest -
            podobnie jak modlitwa - właściwym sposobem używania imienia Bożego.

            Głoszenie Ewangelii oraz modlitwa to dwa bardzo skuteczne środki prowadzące do
            odnowienia świata w miłości. Dzięki przekazywaniu słowa Bożego inni ludzie mogą
            poznać Ojca Niebieskiego i Jego Jedynego Syna - Jezusa Chrystusa. Zetknięcie
            się z głoszoną Ewangelią stanowi dla człowieka niezwykłą szansę: pozwala mu
            poznać i pokochać Chrystusa oraz osiągnąć zbawienie. Głoszenie słowa Bożego
            rozbudza również nadzieję na przyszłe spotkanie z Panem. Ewangelia nie tylko
            umożliwia człowiekowi poznanie Boga, lecz również wskazuje mu drogę
            postępowania oraz wyzwolenia się z niewoli zła. Dzięki przekazywaniu Ewangelii
            świat przekształca się w Królestwo Boże, w którym miłość zespoli wszystkich
            z Bogiem i między sobą.
          • aniouek1 2) Głoszenie Ewangelii życiem i słowem 23.01.06, 23:42
            Niektóre osoby z zazdrością patrzą na misjonarzy, na gorliwych kapłanów, same
            zaś nie robią nic, aby w ich środowisku lepiej znano Chrystusa. Wielu
            chrześcijan nie poczuwa się do obowiązku głoszenia Ewangelii i zostawiają tę
            sprawę wyłącznie kapłanom. Tymczasem obowiązek ten spoczywa na każdym
            przynależącym do Kościoła. Każdy powinien głosić Ewangelię nie tylko słowem,
            lecz również - swoim życiem. Ma ją głosić w rodzinie i w każdym innym
            środowisku, w którym się znajduje. Niestety, ulegając różnym wadom,
            chrześcijanin może uchylać się od tego obowiązku lub staje się głosicielem,
            który nie ukazuje swoim życiem tego, co głosi słowem. Rozważmy bliżej ten
            problem.
            • aniouek1 a) Zaniedbywanie przekazywania Ewangelii swoim... 23.01.06, 23:43
              życiem

              Przekazywanie Ewangelii dokonuje się nie tylko słowem, lecz również -
              przykładem. Postawą szacunku i miłości objawia się innym prawdziwe oblicze Boga-
              Miłości. Poświęcenie się, bezinteresowność, oddanie się drugiemu człowiekowi na
              służbę, prawość, dobroć - wszystko to już w jakiś sposób ukazuje światu Boga
              dobrego i życzliwego. Chrześcijanin kształtujący swoje życie według nauki i
              przykładu Chrystusa nawet bez słów ukazuje, jak należy postępować, aby osiągnąć
              zbawienie wieczne. Od człowieka życzliwego łatwiej też przyjmuje się wymagania
              nauki Chrystusa niż od osoby lekceważącej albo nie wykazującej większego
              zainteresowania ewangelizowanym człowiekiem.

              Wszystkie wady i grzechy mogą stanowić przeszkodę w głoszeniu Ewangelii życiem.
              Otoczenie często gorszy się z powodu obłudy chrześcijan, ich chciwości,
              obojętności na los bliźnich itp. Szczególnie rażą wady tych, którzy słownie
              przekazują innym naukę Bożą, lecz nią nie żyją: głoszą bowiem to, czego sami
              nie czynią. Ludzie tacy podobni są do faryzeuszy, o których Chrystus
              powiedział: "Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków
              ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią" (Mt 23,3).
            • aniouek1 b) Zaniedbywanie głoszenia Ewangelii w swojej... 23.01.06, 23:45
              rodzinie

              Głoszenie Ewangelii powinno dokonywać się przede wszystkim w rodzinie
              chrześcijańskiej. Rodzice odpowiedzialni są za kształtowanie wiary swoich
              dzieci. Zaniedbanie tego obowiązku następuje zazwyczaj wskutek braku głębokiej
              wiary samych rodziców. Jeśli sami nie są przekonani do religii, jeśli Bóg jest
              dla nich pustym słowem, nie będą wprowadzać swoich dzieci w przyjaźń z
              Chrystusem, bo nie potrafią tego uczynić. Tacy rodzice nigdy. Tak postępują
              rodzice, którzy nigdy nie odkryli wartości przyjaźni z Chrystusem.

              Pod pozorem tolerancji i szanowania ludzkiej wolności niektórzy rodzice nie
              wychowują swoich dzieci w duchu religijnym. Jednak ta pozorna tolerancja i
              szacunek to w gruncie rzeczy brak wiary w Boga, w życie wieczne, w potrzebę
              łaski do zbawienia itp.

              Czasami do areligijnego wychowywania swoich dzieci przyczynia się pycha
              rodziców wzbudzająca przekonanie, że posługują się "współczesnymi" metodami
              wychowawczymi, które nie dopuszczają możliwości rozwijania wiary i miłości do
              Boga. Niektórzy zarozumiali rodzice, przekonani o swojej "postępowości",
              okradają dzieci z największej wartości, jaką jest przyjaźń z Chrystusem, Dawcą
              zbawienia wiecznego.

              Niszczą wiarę swoich dzieci także ci rodzice, których opanowała chciwość. Nie
              mają bowiem czasu na kontakt z Bogiem ani na rozmowy religijne ze swoimi
              dziećmi, bo są ustawicznie zajęci powiększaniem swojego majątku. Pracują nieraz
              od rana do nocy we wszystkie dni tygodnia, włącznie z niedzielą. Przez to nie
              znajdują czasu na pouczanie dzieci o Bogu, na ukazywanie Go im przez swój
              przykład wiary i prawdziwej miłości. Często swoje sumienie - wyrzucające im
              zaniedbywanie wychowywania religijnego dzieci – uspokajają tym, że nie
              przeszkadzają dzieciom uczestniczyć w katechizacji, np. w szkole. Swoje
              potomstwo uczą jednak tylko jednego dobrze: jak gromadzić pieniądze. Rodzice
              tacy – swoją obojętnością na sprawy Boże, swoim przykładem – deprawują dzieci
              i niszczą w nich to słowo Boże, które dotarło do nich poprzez katechetów
              i kapłanów lub innych ewangelizatorów.

              Konsumpcyjny styl życia rodziców - będący najczęściej rezultatem kierowania się
              chciwością oraz dążenia do zaznawania samych tylko przyjemności różnego typu,
              np. rozrywek, licznych podróży, zabaw, erotyzmu i wygód - kształtuje w ich
              dzieciach postawę egoizmu i nastawienie na branie. Takie zaś nastawienie na
              używanie i korzystanie może zrodzić niechęć do Ewangelii, która wymaga służby
              i poświęcania się. Wychowane w klimacie używania dzieci z łatwością mogą
              zaprzestać wszelkich praktyk religijnych, gdy te wymagać będą jakiegoś wysiłku.

              Zaniedbanie przez rodziców głoszenia Ewangelii słowem i przykładem może
              doprowadzić ich dzieci do obojętności religijnej lub nawet do ateizmu.
            • aniouek1 c) Zaniedbywanie głoszenia Ewangelii poza 23.01.06, 23:46
              środowiskiem rodzinnym

              Każdy chrześcijanin ma obowiązek głoszenia słowa Bożego nie tylko w swojej
              rodzinie, ale i w każdym innym środowisku, w którym się znajduje, np. przez
              rozmowy religijne. Zobowiązanie to wypływa z faktu, że słowo Boże jest cennym
              darem dla każdego człowieka, dlatego powinno do niego dotrzeć. Ono pomaga
              przekształcać własne życie, świat, przede wszystkim zaś ukazuje drogę do nieba.
              Jednak zagrożony przez egoistyczne zniewolenia chrześcijanin może uchylać się
              od obowiązku przekazywania słowa Bożego.

              Wielu wierzących wstydzi się mówienia o Bogu, poruszania spraw dotyczących
              wiary, rozmów religijnych. Nieraz chrześcijanie milczą zamiast ewangelizować.
              Różne są powody zaniedbywania przekazywania Dobrej Nowiny i bronienia religii.

              Część wierzących nie ujawnia swoich przekonań religijnych z powodu lęku przed
              ośmieszeniem. Obawiają się, żeby nie nazwano ich "pobożnymi" lub "zacofanymi".
              Ambicja nie zezwala człowiekowi na narażenie się na podobne zarzuty, dlatego
              milczy tam, gdzie powinien wyznać swoją wiarę.

              Są ludzie, którzy nigdy nie przyznają się do swojej wiary pod pretekstom
              wielkiej tolerancji dla cudzych poglądów. Według tych ludzi już samo przyznanie
              się do Chrystusa byłoby narzucaniem innym swoich poglądów. Jeszcze inni z
              powodu próżności zaniedbują głoszenia Ewangelii, gdyż chcą uchodzić za
              osoby "inteligentne i postępowe", które odcinają się od wszelkiej "ciemnoty".

              Niektórzy ludzie nie przyznają się do nauki Chrystusa, gdyż obawiają się utraty
              dobrego stanowiska, które zajmują. U źródeł takiego zachowania może być
              chciwość. Np. ktoś nie ujawnia swoich przekonań religijnych, nie ewangelizuje,
              gdyż obawia się, że może być przesunięty na mniej płatne stanowisko.

              Inną przyczyną uchylania się od głoszenia Dobrej Nowiny może być brak odwagi,
              który sprawia, że ktoś nie broni atakowanej wiary, Chrystusa, Kościoła, chociaż
              powinien to uczynić.

              Czasami zwykłe lenistwo, zamiłowanie do wygody, do życia bez wysiłku staje się
              przyczyną zaniedbywania głoszenia Ewangelii. I tak np. ktoś nie broni wiary ani
              jej nie rozszerza, bo nie ma ochoty na pogłębianie znajomości swojej religii, a
              czuje, że byłoby to konieczne, gdyby zajął się poważnie ewangelizacją. Człowiek
              taki zdaje sobie sprawę, że gdyby zaczął głosić Słowo Boże innym, musiałby
              poświęcić część swego czasu na szukanie argumentów dla obrony religii przed
              atakami, na zastanowienie się, na dokształcanie się, na czytanie książek,
              słuchanie religijnych wykładów lub audycji radiowych, telewizyjnych itp.

              Nieraz człowiek wierzący woli nie przyznawać się do swoich przekonań
              religijnych, bo obawia się, że będzie obserwowany przez otoczenie i może ktoś
              zarzucić mu brak konsekwencji w wierze, rozdźwięk między przekonaniami a życiem
              itp.

              Pewną formą ucieczki od prawdziwego głoszenia Ewangelii jest też prowadzenie
              rozmów pozornie religijnych. Często bowiem mówi się o zewnętrznych przejawach
              życia kościelnego, o uroczystościach kościelnych, o znajomych księżach, o tym,
              kto odprawiał Mszę św. w niedzielę, jak śpiewał, gdzie papież udał się w podróż
              itp. W tych rozmowach nie ma mowy o Bogu, nie ma nic, co mogłoby otoczenie
              zapalić do Chrystusa, wzbudzić miłość do Niego, pogłębić wiarę.
          • aniouek1 3) Niewłaściwe postawy głosicieli słowa Bożego 23.01.06, 23:47
            Oprócz samego zaniedbywania głoszenia Ewangelii istnieje wiele form
            niewłaściwego jej przekazywania. Egoistyczne skłonności mogą zakłócać
            prawidłowe głoszenie słowa Bożego u tych, którzy zdecydowali się na
            przekazywanie jej innym. Przecenianie swojej osoby łączy się z wysuwaniem
            siebie na pierwszy plan w czasie głoszenia słowa Bożego, z niedocenianiem roli
            łaski, modlitwy i ofiary, a także z brakiem uznania wartości innych ludzi, co
            również wywiera niekorzystny wpływ na głoszenie słowa Bożego. Niewłaściwe
            widzenie siebie i innych ludzi rodzi nieraz fanatyzm, brak tolerancji
            i szacunku do innych, lekceważenie elementów dobra i prawdy, rozsianych
            w sercach ludzkich, niedocenianie pracy innych głosicieli Ewangelii, postawę
            zamknięcia się na słowo Boże lub też głoszenie go z niewłaściwą intencją.
            Rozważmy dokładniej niewłaściwe postawy głosicieli słowa Bożego, które mogą
            przyczyniać się do zmniejszenia skuteczności ewangelizowania.
            • aniouek1 a) Eksponowanie siebie 23.01.06, 23:48
              Człowiek głoszący Bożą prawdę powinien pamiętać przede wszystkim o tym, że jest
              sługą Chrystusa, że ma mówić w Jego imię i głosić to, co sam Zbawiciel pragnie
              przekazać ludziom dla ich zbawienia. Głosiciel słowa Bożego powinien więc
              zapomnieć o sobie, a pamiętać o Chrystusie, o Bogu. Tymczasem w praktyce może
              być odwrotnie: głosiciel słowa Bożego może zapomnieć o Bogu, a pamiętać
              wyłącznie o sobie: może zamiast Boga siebie słuchać i siebie głosić. Na to
              niebezpieczeństwo narażeni są wszyscy, którzy oddają się apostolstwu, a nie
              kierują się wyłącznie miłością do Boga i do ludzi. "Człowiek jest uczyniony ze
              wspomnień, a najdobitniej odzywają się wspomnienia o własnym ja." (M. Valtorta.
              Poemat Boga-Człowieka, Księga trzecia, 29, Katowice 1997, wyd. Vox Domini).
              Oddany Bogu apostoł ma więc zapomnieć o sobie, kiedy głosi Chrystusa, a wtedy
              jego ewangelizacja przyniesie wiele owoców.

              Różne wady skłaniają do zapominania, że głoszenie Ewangelii ma być formą
              okazywania miłości bliźnim, że ma być traktowane jako obdarowywanie innych
              cennymi skarbami, mogącymi przyczynić się do odnowy człowieka i do jego
              wiecznego zbawienia.

              Kiedy człowiek pozwala się ogarnąć pysze, może nawet w czasie samego głoszenia
              słowa Bożego przykuwać całą uwagę do samego siebie, zamiast do Boga. Może
              zapomnieć, że jest tylko sługą Chrystusa, który ma pokornie przekazywać nie
              swoją, lecz Jego prawdę. Pyszny człowiek nie chce być niczyim sługą, dlatego
              czasami zapomina o tym, że powinien przekazywać nie swoją, lecz Chrystusową
              naukę. Zarozumiała osoba wyżej od Bożej nauki ceni swoją wiedzę i ją głosi
              zamiast Ewangelii.

              Pyszna osoba nie chce być też sługą swoich słuchaczy, dlatego głoszenie słowa
              Bożego traktuje nieraz nie jako posługę pomagającą w dojściu do głębokiej
              przyjaźni z Chrystusem, do zbawienia, do właściwego ułożenia swego życia, lecz
              jako okazję do zdobycia popularności, do zapanowania nad słuchaczami lub do
              narzucenia im swojego zdania. Pycha prowadzi nieraz do zapomnienia, że
              głoszenie Ewangelii ma być pełnym miłości odnawianiem człowieka w jego
              nastawieniu do Boga i do bliźniego.

              Pełen próżności głosiciel Ewangelii może wykorzystywać przekazywanie słowa
              Bożego do zdobycia rozgłosu, swojej popularności. Pragnienie zwrócenia na
              siebie uwagi może skłonić do przeceniania formy i stylu mówienia. Głoszący
              Ewangelię posługuje się wtedy błyskotliwym stylem, aby zaszokować słuchaczy i
              wzbudzić podziw dla swych oratorskich zdolności.

              Poniesiony ambicją i pychą człowiek nie zdobędzie się na postawę, którą miał
              św. Paweł, kiedy przemawiał w Koryncie: "Tak i ja przyszedłszy do was, bracia,
              nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością dawać wam świadectwo Boże.
              Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa
              Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i
              z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z
              uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy,
              aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej lecz na mocy Bożej" (1
              Kor 2,1-5).

              Człowiek nastawiony wobec siebie bezkrytycznie może też łatwo dojść do
              przekonania, że spełnia swoim życiem to, co głosi, chociaż w rzeczywistości tak
              nie jest. Pycha, pogarda wobec słuchaczy może też skłonić głosiciela słowa
              Bożego do poniżania ich. Wykazywanie innym ludziom, jakim są "bagnem moralnym",
              może wynikać nieraz nie z troski o zbawienie człowieka, lecz z potrzeby
              karmienia swojej pychy, która chętnie zestawia rzekomą własną wielkość
              człowieka z różnymi "podłościami" innych ludzi. Wykazując ludziom ich błędy,
              pyszny człowiek nie mówi tego z troski o nich, z miłości do nich, lecz dlatego
              że daje mu to odczuć własną wielkość, która jakby powiększa się przez
              zestawienie z "małością i nędzą" innych. Zarozumiały człowiek zapomina, że
              głoszone przez niego słowo w równej mierze odnosi się do niego, jak i do
              słuchaczy.

              Ogarnięty pychą człowiek głosi nieraz Ewangelię i nawraca innych nie po to, by
              doprowadzić ich do Chrystusa i ułatwić im zbawienie, lecz czyni to w tym celu,
              aby liczba wyznawców jego religii była jak największa i aby w ten sposób można
              było się szczycić przed światem jej potęgą. Może to być pewną formą pragnienia
              tryumfowania nad innymi i zapomnieniem o prawdziwym celu autentycznej
              ewangelizacji, którym jest zdobywanie serc dla Chrystusa, pozyskiwanie nowych
              przyjaciół dla Niego.
            • aniouek1 b)Zaniedbywanie przygotowania się do Ewangelizacji 23.01.06, 23:50
              Zrodzona przez pychę pewność siebie sprawia nieraz, że człowiek nie widzi
              potrzeby dobrego przygotowywania się do przekazywania słowa Bożego. Wydaje mu
              się, że umie dobrze i ciekawie mówić, jest przekonany o swoim gruntownym
              wykształceniu teologicznym. Z tego też powodu nie pogłębia już swojej wiedzy
              religijnej przez lekturę, rozważanie, modlitwę.
            • aniouek1 c) Lekceważenie łaski, modlitwy, ofiary 23.01.06, 23:50
              Pycha prowadzi nie tylko do lekceważenia gruntownego studiowania słowa Bożego,
              które ma być przekazane innym. Jej następstwem może też być zaniedbywanie
              modlitwy i ofiary - dwóch potężnych środków, które przyczyniają się do
              owocności ewangelizacji. Pyszny człowiek nie widzi potrzeby modlitwy, tak jak
              nie dostrzega konieczności ofiary ani łaski do tego, by usłyszane słowo Boże
              przynosiło obfite owoce. Nie zauważa tego, gdyż jest przekonany o swoich
              zdolnościach, o swojej wiedzy, o umiejętnościach oratorskich, o swoim talencie
              przekonywania innych itp. Pewny siebie człowiek zapomina, że bez łaski, bez
              modlitwy, bez ofiary - bazując tylko na swoich naturalnych uzdolnieniach -
              w nikim nie wzbudzi wiary. Pewność siebie sprawia, że głoszący słowo Boże
              człowiek nie prosi Boga o pomoc ani dla siebie, ani dla tych, którym głosi
              Ewangelię.
            • aniouek1 d) Niedostrzeganie dobra i prawdy u innych 23.01.06, 23:52
              Pycha rodzi pogardę i lekceważenie drugiego człowieka. Poczucie wyższości może
              doprowadzić do tego, że nie uznaje się żadnego dobra u innych. Przekonany
              o posiadaniu "całej" prawdy pyszny człowiek nie potrafi jej dostrzec w innych
              osobach. Pycha zamyka oczy na różne wartości tkwiące w odmiennych kulturach,
              narodowościach i wspólnotach religijnych. Poczucie wyższości i pogarda dla
              innych utrudnia niektórym przyjęcie nauki Soboru Watykańskiego II
              o "elementach" uświęcenia i prawdy znajdujących się poza obrębem Kościoła
              katolickiego (por. KK 8).

              Św. Paweł, pełen szacunku dla autentycznych wartości znajdujących się w różnych
              kulturach i religiach, wygłaszając swoje przemówienie na Areopagu, uznał, że
              ci, do których się zwraca, czcili już w jakiś sposób "Nieznanego Boga", który
              niedaleko jest od każdego człowieka, bo "w Nim żyjemy, poruszamy się i
              jesteśmy" (por. Dz 17,23-28).

              Łączące się z pychą i poczuciem wyższości przekonanie o wyłącznym posiadaniu
              całej prawdy rodzi zaślepienie na powszechnie występujące elementy dobra i
              prawdy pochodzące od Tego, który oświeca każdego człowieka przychodzącego na
              ten świat (por. J 1,9; KK 16).

              Kiedy pyszna osoba głosi słowo Boże, ma wrażenie, że zwraca się do ludzi, w
              których nie ma żadnej wiedzy, a może nawet - żadnego dobra ani działania łaski.
              Poczucie wyższości doprowadza zarozumiałe osoby do przekonania, że są jedynymi
              narzędziami w rękach Bożych, że Pan Stworzenia nie ma innego sposobu dotarcia
              do człowieka, jak tylko za ich pośrednictwem.

              Pyszny głosiciel Ewangelii nie potrafi dostrzec w drugim człowieku może słabego
              jeszcze, lecz autentycznego płomyka wiary, miłości ani wysiłków zmierzających
              do przemiany życia.
            • aniouek1 e) Niedocenianie apostolskiego trudu innych 23.01.06, 23:53
              Osoba pyszna zapomina, że jej rola polega na kontynuowaniu tego, co Pan
              zapoczątkował przez swoją łaskę, lub tego, co inni ludzie już dokonali przez
              głoszenie Dobrej Nowiny. Pełen pychy głosiciel Ewangelii nie uświadamia sobie
              nieraz, że najczęściej nie jest pierwszą osobą, która niesie Chrystusa drugiemu
              człowiekowi. Nie dostrzega, że inni już przed nim coś zapoczątkowali, np.
              rodzice, katecheci i kapłani, którzy przekazywali słowo Boże. Pycha utrudnia
              dostrzeżenie tego, co zrobili inni (por. 1 Kor 3,1-17).
            • aniouek1 f) Głoszenie słowa Bożego bez słuchania go 23.01.06, 23:53
              Pycha powoduje, że człowiek nieraz głosi słowo Boże innym, lecz sam go nie
              słucha. Przekonanie, że inni niewiele mogą nam przekazać, sprawia, że pyszna
              osoba dużo mówi, np. na kręgach biblijnych, w czasie dyskusji religijnych,
              innych zaś nie słucha lub nawet nie dopuszcza do głosu. Człowiek taki nie
              potrafi znaleźć równowagi między słuchaniem i mówieniem.

              Św. Paweł może być wzorem postępowania dla ludzi przekonanych o swej wielkiej
              wiedzy religijnej. Apostoł - mający wyjątkową znajomość Chrystusa i wyjątkową
              wiarę - widzi potrzebę ubogacenia i pokrzepienia siebie wiarą innych
              chrześcijan. Dlatego też pisze on do Rzymian: "Gorąco bowiem pragnę was
              zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest
              abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją" (Rz 1,11).
            • aniouek1 g) Fanatyzm i brak szacunku dla ludzkiej wolności 23.01.06, 23:54
              Jeśli głoszenie Ewangelii połączy się z pełnym pychy pragnieniem rządzenia
              i podporządkowywania sobie innych, może doprowadzić do fanatyzmu nie mającego
              szacunku dla ludzkiej wolności.

              Chrystus wiele czasu poświęcił na głoszenie Ewangelii, wyjaśniał ją, tłumaczył,
              zbliżał słuchaczom. Wykazywał się przy tym niezwykłą gorliwością i miłością,
              gdyż wiedział, że przekazuje innym słowa Prawdy dla ich dobra. Nie lekceważył
              przekazywania słów Życia, lecz nigdy też nikogo nie zmuszał do przyjęcia
              ofiarowanego przez siebie daru. Nie używał więc przemocy ani gwałtu.
              Przeciwnie, szanował ludzką decyzję. Widząc np. jak wielu odchodziło od Niego,
              ponieważ podał bardzo trudną do przyjęcia naukę o Eucharystii, zapytał swoich
              uczniów: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67).

              Człowiek pyszny i władczy nie szanuje ludzkiej wolności. Domaga się
              bezwzględnego przyjęcia przez słuchaczy tego, co mówi, wymaga od nich
              absolutnego podporządkowania się jemu. Człowiek taki nie potrafi poprzestać na
              wiernym przekazie Ewangelii, lecz usiłuje innych zmusić do jej przyjęcia.
              Pycha, przyjmująca formy bezwzględnego podporządkowywania sobie innych, nie zna
              szacunku dla ludzkiej wolności. Ten brak szacunku może w skrajnych przypadkach
              doprowadzić do nawracania ludzi siłą, do stosowania tortur itp.
            • aniouek1 h) Fragmentaryczne głoszenie Ewangelii 23.01.06, 23:55
              Różne wady głosiciela Ewangelii mogą doprowadzić do tego, że nie będzie on
              przekazywał całej jej treści. Różne mogą być powody takiego postępowania.

              Istnieją ludzie pragnący uchodzić za "postępowych" i "nowoczesnych". Za tym
              pragnieniem kryje się płynąca z pychy chęć imponowania i wzbudzenia uznania dla
              własnej osoby. Gdy ludzie o takiej mentalności głoszą Ewangelię, przeplatają ją
              swoimi lub cudzymi opiniami, które uchodzą za najmodniejsze w danym czasie.
              Głosząc słowo Boże pomijają to, co mogłoby narazić ich na zarzut
              szerzenia "teologii tradycyjnej" itp. Unikają zatem głoszenia tego, co - choć
              prawdziwe - rodzi sprzeciw, opór, co spotyka się z krytyką, np. potępianie
              rozwodów, zabijania nienarodzonych dzieci, eutanazji itp.

              Na pomijanie pewnych partii Ewangelii narażone są również te osoby, które
              zawsze chcą być przez wszystkich lubiane. Lęk przed urażeniem kogoś lub przed
              możliwością utracenia czyjejś sympatii może skłaniać do głoszenia tylko
              tego, "co łechce ucho", i do pomijania surowych wymagań nauki Chrystusa. Osoby
              o takiej mentalności pragną bardziej przypodobać się ludziom niż Bogu.

              Innym powodem omijania niektórych tematów z Ewangelii może być brak ładu
              moralnego w życiu człowieka głoszącego słowo Boże. I tak np. chciwa osoba może
              opuszczać fragmenty nauczania Chrystusa mówiące o potrzebie ubóstwa, a człowiek
              nieczysty - to, co odnosi się do szóstego przykazania.

              Może jednak być zupełnie przeciwnie. Chęć usprawiedliwiania siebie we własnych
              oczach może skłonić kogoś do częstego poruszania tych problemów moralnych,
              które najmniej przestrzega we własnym życiu. Tak np. chciwy człowiek może
              często poruszać problem ubóstwa, aby w ten sposób uspokoić swoje sumienie
              wyrzucające mu rozrzutny tryb życia i przywiązanie do bogactwa.

              Wzorem dla wszystkich głosicieli Ewangelii jest sam Chrystus. W swym nauczaniu
              przekazywał On zarówno prawdy radosne, mówiące o wielkiej miłości Boga do
              człowieka, jak też twardą naukę o konieczności ciągłego nawracania się i
              niesienia codziennego krzyża. Zbawiciel przekazywał Ewangelię z gorliwością,
              lecz także z wielkim szacunkiem dla słuchaczy. Jezus nigdy nie nauczał dla
              zyskania popularności lub dla jakiejś doczesnej korzyści. Przekazując swoją
              naukę, miał On na uwadze jedynie dobro słuchaczy, których chciał doprowadzić do
              życia wiecznego.
            • aniouek1 i) Głoszenie Ewangelii z niewłaściwą intencją 23.01.06, 23:56
              Wady człowieka mogą wpłynąć na porzucenie właściwego motywu głoszenia słowa
              Bożego, którym powinno być pragnienie przyczynienia się do wzrostu chwały Bożej
              i udzielenie ludziom pomocy w osiągnięciu zbawienia. I tak chciwy człowiek może
              ewangelizować dla zysku materialnego, a skłonna do gniewu osoba może
              wykorzystać głoszenie słowa Bożego do mszczenia się na ludziach, do których ma
              jakiś żal. Może np. ich piętnować publicznie, straszyć, próbować pogrążyć
              w rozpaczy i beznadziejnym poczuciu winy itp.
            • aniouek1 Modlitwa 23.01.06, 23:57
              Jezu Chryste, Ty głosiłeś Ewangelię, aby doprowadzić nas do zbawienia
              wiecznego. Spraw, byśmy poznanej nauki nie zatrzymywali nigdy dla siebie, lecz
              przekazywali ją innym, aby budziła wiarę w Ciebie, aby rozbudzała tęsknotę za
              Tobą i aby wskazywała bliźnim, jak mają kochać prawdziwą i bezinteresowną
              miłością. Amen.
          • aniouek1 1) Wymawianie imienia Bożego nadaremno 24.01.06, 00:02
            Imię Boże lub świętych wymawiane jest nadaremno, kiedy nie pragnie się przez to
            wypowiadanie osiągnąć żadnego dobra. "Zrozumcie sens słowa Bożego na
            Synaju: ‘na próżno’. To oznacza, że wymawia się Imię ‘Bóg’ nie zamieniając go
            w dobro. Wtedy jest grzechem. Nie jest [wymawiane] ‘na próżno’, gdy uderzenia
            waszego serca w każdej minucie dnia, wszystkie szlachetne czyny, potrzeba,
            pokusa i cierpienie sprowadzają wam na wargi dziecięce słowo miłości i
            mówicie: ‘Przyjdź, mój Boże!’ Wtedy, zaprawdę, nie grzeszycie wymawiając święte
            Imię Boże." (M. Valtorta. Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 88, Katowice
            1997, wyd. Vox Domini).

            „Drugie przykazanie zabrania nadużywania imienia Bożego, to znaczy wszelkiego
            nieodpowiedniego używania imienia Boga, Jezusa Chrystusa, Najświętszej Maryi
            Panny i wszystkich świętych.” (KKK 2146) Tym nieodpowiednim posługiwaniem się
            imionami świętymi byłoby wymawianie ich bez szacunku i miłości, przyzywanie
            Boga do błahych spraw, bez pragnienia zmiany życia, bez pragnienia osiągnięcia
            jakiegoś dobra. Człowiek wypowiada też imię Boga nadaremno, gdy nie ma w sobie
            szczerego pragnienia zmienienia swojego życia. „Drugie przykazanie zabrania
            także magicznego używania imienia Bożego.” (KKK 2149)
            • aniouek1 Modlitwa 24.01.06, 00:04
              Naucz mnie, Chryste, mówić o Tobie, o Twoim Ojcu Niebieskim i o wszystkich
              świętych z wielkim szacunkiem i miłością, tak jak z wielką czcią mówi się
              o bliskich i ukochanych osobach. Niech się święci imię Twoje. Amen.
          • aniouek1 2) Niepotrzebne przysięganie 24.01.06, 00:05
            Nadużywa się imion świętych przez niepotrzebne przysięganie. „Jezus przypomniał
            drugie przykazanie w Kazaniu na Górze: "Słyszeliście... że powiedziano
            przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej
            przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie... Niech wasza mowa
            będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5,33-34.37;
            Por. Jk 5,12). Jezus uczy, że każda przysięga zawiera odniesienie do Boga i że
            obecność Boga oraz Jego prawdy powinna być czczona w każdym słowie.
            Powściągliwość w powoływaniu się na Boga w mowie jest znakiem wielkiego
            szacunku dla Jego obecności, zaświadczanej lub podważanej w każdym naszym
            stwierdzeniu.” (KKK 2153)

            „Powołując się na św. Pawła (Por. 2 Kor 1,23; Ga 1,20), tradycja Kościoła
            przejęła rozumienie słów Jezusa jako nie sprzeciwiających się przysiędze, jeśli
            składa się ją z ważnego i słusznego powodu (np. w sądzie). "Przysięga, to jest
            wezwanie imienia Bożego na świadka prawdy, może być składana tylko zgodnie z
            prawdą, rozwagą i sprawiedliwością" (KPK, kan. 1199, § 1). (KKK 2154)

            „Świętość imienia Bożego wymaga, by nie używać go do błahych spraw i nie
            składać przysięgi w sytuacjach, w których mogłoby to być interpretowane jako
            aprobowanie władzy, która by się tego niesłusznie domagała. Można odmówić
            złożenia przysięgi, jeżeli domaga się jej nielegalna władza świecka. Należy
            odmówić, gdy żąda się jej w celach przeciwnych godności osób lub komunii
            Kościoła.” (KKK 2155)
          • aniouek1 3) Bluźnierstwo 24.01.06, 00:06
            „Drugie przykazanie zabrania wszelkiego nieodpowiedniego używania imienia Boga.
            Bluźnierstwo polega na używaniu w sposób obraźliwy imienia Boga, Jezusa
            Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i świętych.” (KKK 2162)

            „Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na
            wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści,
            wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego
            w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego. Św. Jakub piętnuje tych,
            którzy "bluźnią zaszczytnemu Imieniu (Jezusa), które wypowiedziano nad (nimi)"
            (Jk 2,7). Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi
            Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym. Bluźniercze jest również nadużywanie
            imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów,
            torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu
            popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii. Bluźnierstwo sprzeciwia się
            szacunkowi należnemu Bogu i Jego świętemu imieniu. Ze swej natury jest grzechem
            ciężkim (por. KPK, kan. 1369). (KKK 2148)

            Często gniew przyczynia się do niewłaściwego posługiwania się imionami
            świętymi, np. gdy uniesiona złością osoba złorzeczy, miota bluźnierstwa.
            Nierzadko pycha staje się przyczyną kierowania bluźnierstw pod adresem Boga,
            Matki Najświętszej i świętych. Czasami pysznemu człowiekowi wydaje się, że może
            Stwórcy w czymś zaszkodzić lub zagrozić Mu, dlatego wyzywa Go, grozi Mu,
            znieważa Go słownie itp.
          • aniouek1 4) Przekleństwo 24.01.06, 00:07
            Przekleństwo, będące grzechem przeciwko drugiemu przykazaniu, polega na
            wypowiadaniu w gniewie i złości imion świętych. Przez przekleństwo rozumie się
            też złorzeczenie drugiemu człowiekowi, przeklinanie go, życzenie mu zła. Nieraz
            w gniewie ktoś prosi Boga o ukaranie osoby, na którą skierowane jest jego
            oburzenie. Każda forma używania imion świętych dla przeklinania jest grzesznym
            brakiem szacunku wobec Pana (por. KKK 2149)
          • aniouek1 5) Krzywoprzysięstwo 24.01.06, 00:09
            Kolejnym grzechem niewłaściwego używania imion świętych jest
            krzywoprzysięstwo. „Krzywoprzysięstwo wzywa Boga, by był świadkiem kłamstwa”
            (KKK 2151). „Drugie przykazanie zakazuje krzywoprzysięstwa. Przysięgać lub
            uroczyście przyrzekać oznacza wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi.
            Oznacza odwoływanie się do prawdomówności Bożej jako do rękojmi swojej własnej
            prawdomówności. Przysięga angażuje imię Pańskie. "Będziesz się bał Pana, Boga
            swego, będziesz Mu służył i na Jego imię będziesz przysięgał" (Pwt 6, 13).”
            (KKK 2150)
          • aniouek1 6) Wiarołomstwo 24.01.06, 00:10
            Wierność wymaga spełnienia danego słowa i obietnicy. To zobowiązanie jest tym
            większe, gdy ktoś obiecuje coś pod przysięgą albo bierze Boga na świadka, że
            dotrzyma przyrzeczenia. „Przyrzeczenia dawane innym w imię Boże angażują cześć,
            wierność, prawdomówność i autorytet Boga. Powinny one być dotrzymywane w duchu
            sprawiedliwości. Niewierność przyrzeczeniom jest nadużyciem imienia Bożego
            i w pewnym sensie czynieniem Boga kłamcą (Por. 1 J 1,10).” (KKK 2147)

            „Wiarołomcą jest ten, kto pod przysięgą składa obietnicę, której nie ma zamiaru
            dotrzymać, lub ten, kto złożywszy pod przysięgą obietnicę, nie dotrzymuje
            słowa. Wiarołomstwo jest poważnym brakiem szacunku względem Pana wszelkiego
            słowa. Zobowiązanie się pod przysięgą do dokonania złego czynu sprzeciwia się
            świętości imienia Bożego” (KKK 2152).
        • aniouek1 Podsumowanie 24.01.06, 00:13
          Drugie przykazanie przypomina nam o konieczności tak wielkiej miłości do Boga,
          żeby nawet Jego imię było otaczane wielką czcią. Właściwym sposobem
          posługiwania się imieniem Bożym jest modlitwa, czyli dialog z Panem. Wyrazem
          naszej miłości i przyjaźni z Bogiem ma też być szerzenie Jego imienia po całej
          ziemi. Mamy w każdym środowisku głosić Ewangelię. Modląc się i przekazując
          innym słowo Boże budujemy Królestwo Boże, przyczyniamy się do przekształcenia
          i odnowienia świata przez miłość do Boga i do bliźniego. Przez modlitwę i
          przekazywanie Ewangelii przyczyniamy się do wyzwolenia człowieka z niewoli zła
          i grzechu.

          Drugie przykazanie zabrania wypowiadania imion świętych nadaremno, przez
          wymawianie ich bez miłości i szacunku, bez pragnienia osiągnięcia jakiegoś
          dobra, bez chęci nawrócenia się. Zakazuje również bluźnierstwa, przekleństwa,
          krzywoprzysięstwa i wiarołomstwa.
      • aniouek1 III. "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił" 24.01.06, 00:15
        Trzecie przykazanie przypomina o obowiązku święcenia dni świętych, głównie
        niedzieli. Dzień ten ma być dniem szczególnego spotkania się z Chrystusem
        zmartwychwstałym, który jest realnie i prawdziwie obecny wśród nas w
        Najświętszym Sakramencie Eucharystii. Wierni są zatem zobowiązani do
        uczestniczenia we Mszy św. Mają też w tym dniu szczególnie pogłębiać swoją
        wiarę, nadzieję i miłość do Boga i do bliźnich. Niedziela ma być także dniem
        radości i wypoczynku w Panu, dla odzyskania sił, aby służyć przez cały tydzień
        Bogu i człowiekowi. Niedziela i dni świąteczne stwarzają okazję do pogłębiania
        więzów rodzinnych. Spotykanie się z Chrystusem zmartwychwstałem w Eucharystii
        powinno też pobudzać wiernych do okazywania miłosierdzia wszystkim biednym,
        opuszczonym i cierpiącym.
          • aniouek1 1. Potrzeba istnienia dni szczególnie ... 24.01.06, 00:18
            poświęconych Bogu

            Trzecie przykazanie Dekalogu przypomina nam, że jeden dzień tygodnia ma być
            w szczególny sposób poświęcony Bogu, naszemu Stwórcy i Zbawicielowi. „Istnieje
            porządek duchowy: praca jest święta; miłość – jeszcze świętsza; najświętszy
            jest Bóg. Pamiętaj zatem, aby przynajmniej jeden z siedmiu dni poświęcić
            naszemu dobremu i świętemu Ojcu, który nam dał życie i je utrzymuje. Dlaczego
            traktować Go gorzej niż ojca, niż dzieci, niż braci, niż małżonkę, niż własne
            ciało? Niech dzień Pana należy do Niego. O! co to za słodycz odnaleźć się po
            dniu pracy, wieczorem, w rodzinie pełnej ciepła! Jaka to słodycz odnaleźć się
            tam po długiej podróży! A dlaczego nie odnajdywać się po sześciu dniach pracy
            w domu Ojca? Dlaczego nie być jak syn, który powraca z sześciodniowej podróży
            i mówi: ”Oto przychodzę spędzić mój dzień odpoczynku z Tobą”?” (M. Valtorta,
            Poemat Boga-Człowieka, Księga druga 92, Katowice 1997, wyd. Vox Domini)

            Niedziela ma być dniem naszego szczególnego spotkania się z Panem, takiego,
            jakie przeżyli uczniowie idący do Emaus (por. Łk 24,32nn). Mamy spotkać w tym
            dniu Tego, który przeszedł ze śmierci do życia. (por. J 20,19-23).
          • aniouek1 2. Niedziela dniem Pańskim 24.01.06, 00:20
            Dla chrześcijan dniem poświęconym w sposób wyjątkowy Bogu jest niedziela.
            Przypomina ona ważne wydarzenia zbawcze z przeszłości i zapowiada przyszłą
            pełnię zbawienia. Jest to więc dzień upamiętniający i zapowiadający.
            • aniouek1 a) Wspomnienie dzieła stworzenia 24.01.06, 00:22
              W niedzielę przypominamy sobie w szczególny sposób naszego Ojca-Stwórcę, dzięki
              któremu istnieje otaczający nas świat, my i wszystko. To dzień upamiętniający
              dzieło stworzenia. Mamy więc świętować niedzielę, aby "w sposób zewnętrzny
              oddawać cześć Bogu dla upamiętnienia tego wielkiego, najpowszechniejszego
              dobrodziejstwa, jakim jest dzieło stworzenia świata" (Św. Tomasz z Akwinu,
              S. Th., II-II, 122, 4; por. KKK 2176).
            • aniouek1 b) Pamiątka zmartwychwstania Chrystusa 24.01.06, 00:22
              Niedziela jest też pamiątką zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastąpiła ona
              pogański dzień słońca. Dla wierzących bowiem Chrystus jest prawdziwym Słońcem,
              które wzeszło, aby nie zachodzić i „zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci
              mieszkają» (por. Łk 1,78-79). Zajaśniało zaś szczególnym blaskiem w poranek
              Wielkanocny. Niedziela, świętowana przez chrześcijan w pogańskim dniu słońca,
              stała się upamiętnieniem tego wyjątkowego Wschodu niezwykłego Słońca. Św.
              Justyn pisze: „Nasze zgromadzenia dlatego odbywają się w dniu słońca, ponieważ
              jest to pierwszy dzień, w którym Bóg z ciemności wyprowadził materię i stworzył
              świat, a Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, w tym dniu zmartwychwstał (Św. Justyn,
              Apologiae, 1, 67; por. KKK 2174).

              Niedziela zastępuje starotestamentalny dzień szabatu. „Ci, którzy trwali
              w dawnym porządku, przeszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale
              święcą dzień Pański, dzień, w którym nasze życie zostało pobłogosławione przez
              Chrystusa i przez Jego śmierć” (Św. Ignacy Antiocheński, Epistula ad Magnesios,
              9, 1; KKK 2175)
            • aniouek1 c)Dzień zapowiadający przyjście Chrystusa w chwale 24.01.06, 00:23
              Niedziela nie jest jednak powiązana tylko z przeszłą historią zbawienia, lecz
              ma ścisły związek także z przyszłym zbawieniem. Dzień Pański, którym jest
              niedziela, zapowiada ostateczny „dzień Pański”, na który czekamy. Zapowiada ona
              Paruzję, ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa i odnowienie wszystkiego.
              Niedziela jest „dniem, w którym z uwielbieniem i wdzięcznością wspominamy
              pierwszy dzień istnienia świata, a zarazem zapowiedzią «dnia ostatniego»,
              oczekiwanego z żywą nadzieją, w którym Chrystus przyjdzie w chwale (por. Dz
              1,11; 1 Tes 4,13-17) i Bóg «uczyni wszystko nowe» (por. Ap 21,5). (Jan Paweł
              II, Dies Domini 1.)
          • aniouek1 3. Dzień daru Ducha Świętego 24.01.06, 00:25
            Papież Jan Paweł II nazywa niedzielę nie tylko „dniem Pańskim”, ale i „dniem
            daru Ducha Świętego” (por. Jan Paweł II, Dies Domini 28). “Ukazując się
            Apostołom wieczorem w dniu Paschy, Jezus tchnął na nich i
            powiedział: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im
            odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20,22-23). To tchnienie
            Ducha Świętego było wielkim darem, jaki Zmartwychwstały ofiarował swoim uczniom
            w wieczór niedzieli paschalnej” (Jan Paweł II, Dies Domini 28).

            „Również w niedzielę, pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu, Duch zstąpił z
            mocą — niczym «uderzenie gwałtownego wichru» i w postaci «języków ognia» (por.
            Dz 2,2-3) — na Apostołów zgromadzonych razem z Maryją”. (Jan Paweł II, Dies
            Domini 28)

            «Pascha tygodnia» staje się więc w pewien sposób «Pięćdziesiątnicą tygodnia»,
            w której chrześcijanie wciąż na nowo przeżywają radosne spotkanie Apostołów ze
            Zmartwychwstałym, a On ożywia ich tchnieniem swego Ducha.” (Jan Paweł II, Dies
            Domini 28)
          • aniouek1 4. Święta nakazane 24.01.06, 00:28
            Niedziela nie jest jedynym dniem, który powinien być świętowany zgodnie
            z trzecim przykazaniem Bożym. Kodeks Prawa Kanonicznego i Katechizm poucza
            o innych jeszcze świętach. "Ponadto należy obchodzić dni Narodzenia Pana
            naszego Jezusa Chrystusa, Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia oraz
            Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Jej
            Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, Świętego Józefa, Świętych Apostołów
            Piotra i Pawła oraz Wszystkich Świętych" (KPK, kan. 1246, § 1; KKK 2177)
        • aniouek1 B. Obowiązek świętowania niedzieli i dni... 24.01.06, 00:31
          świątecznych przez udział w Eucharystii

          Ze względu na wyjątkowe znaczenie Eucharystii dla chrześcijanina, całego
          Kościoła i świata, wierni są zobowiązani do brania udziału we Mszy św. w dni
          nakazane. Rozważmy szczegółowo niektóre formy dobra, jakie powstaje
          z eucharystycznego spotkania z Chrystusem i z Kościołem.
          • aniouek1 1. Dobro rodzące się z udziału w Eucharystii 24.01.06, 00:35
            Eucharystia to spotkanie i zjednoczenie się – głównie dzięki Komunii św. –
            z Chrystusem zmartwychwstałym, to udział w Jego zbawczej ofierze, to zetknięcie
            się z Jego ożywiającym słowem. Eucharystia jest także spotkaniem się ze
            wspólnotą Kościoła, która modli się, wyraża Bogu swe dziękczynienie,
            uwielbienie i skruchę.

            To spotkanie ze Zbawicielem i Jego Kościołem przynosi wielkie dobro każdemu
            wiernemu, całemu Kościołowi, światu, ludziom oddalonym od Boga i duszom
            w czyśćcu. Przez żywy udział we Mszy św. uczniowie Chrystusa przygotowują się
            też do zadań, jakie czekają ich w ciągu całego tygodnia. Rozważmy dokładniej te
            zagadnienia.
            • aniouek1 a) Spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym 24.01.06, 00:36
              Dzięki Eucharystii możemy jak apostołowie spotkać się z żywym zmartwychwstałym
              Zbawicielem. „Właśnie bowiem podczas niedzielnej Mszy św. chrześcijanie
              szczególnie mocno przeżywają to, czego doświadczyli Apostołowie wieczorem
              w dniu Paschy, gdy Zmartwychwstały objawił się im wszystkim, zgromadzonym
              w jednym miejscu (por. J 20,19).” (Jan Paweł II, Dies Domini 33).

              W Eucharystii spotykamy się z Panem, który dzięki swemu zmartwychwstaniu jest
              prawdziwie obecny z nami aż do skończenia świata. „«Ja jestem z wami przez
              wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28,20). Te słowa Chrystusowej
              obietnicy nadal rozbrzmiewają w Kościele, to ona stanowi sekret jego żywotności
              i źródło jego nadziei. Jeżeli niedziela jest dniem zmartwychwstania, to nie
              tylko jako pamiątka wydarzenia z przeszłości, ale jako świętowanie żywej
              obecności Zmartwychwstałego pośród wierzących.” (Jan Paweł II, Dies Domini 31)

              Chociaż spotkanie ze Zbawicielem, w czasie Mszy św., jest prawdziwe, to jednak
              Go nie widzimy i często nie przeżywamy mocno emocjonalnie tego spotkania.
              Zmartwychwstałego Chrystusa można jednak dostrzec oczyma wiary. Każda Msza św.
              jest wezwaniem do ożywienia naszej wiary w obecność Pana pośród nas. „Stając
              przed Nim w niedzielnym zgromadzeniu, wierni słyszą wezwanie skierowane niegdyś
              do apostoła Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę
              i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» (J
              20,27)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 29)

              W zgromadzeniu Eucharystycznym każdy wierny jak Tomasz może stanąć przed
              zmartwychwstałym Chrystusem. Co więcej, może Go przyjąć w Komunii św. do
              swojego serca i zjednoczyć się z Nim. Może Go „dotknąć” jak Tomasz Apostoł
              i wraz z nim wyznać swoją wiarę. Uczestniczący we Mszy św. wierny,
              przyjmując „słowo i spożywając Ciało Pańskie, patrzy jakby w oczy samemu
              zmartwychwstałemu Jezusowi, obecnemu w «świętych znakach», i razem z apostołem
              Tomaszem wyznaje: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20,28)” (Jan Paweł II, Dies Domini 29)

              Spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem dokonuje się we wspólnocie
              Kościoła zgromadzonego na sprawowanie Eucharystii. Wspólnota ta dzieli radość
              Maryi, dla której zmartwychwstanie Jej Syna było końcem udręki Wielkiego Piątku
              i Wielkiej Soboty. Wierni razem z Maryją „przeżywają radość zmartwychwstania,
              wyrażając własne uczucia słowami hymnu Magnificat, opiewającego niewyczerpany
              dar Bożego miłosierdzia, które trwa mimo niepowstrzymanego upływu czasu: «a
              swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go
              boją» (Łk 1,50). (Jan Paweł II, Dies Domini 86)
            • aniouek1 b) Udział w zbawczej ofierze Chrystusa 24.01.06, 00:37
              Każda Msza św. jest wyjątkowym wydarzeniem w naszym życiu i w życiu świata.
              Dzięki niej Chrystus zmartwychwstały jest prawdziwie, realnie i w sposób trwały
              obecny pośród nas i w nas. Równocześnie stają się obecne zbawcze wydarzenia z
              przeszłości, szczególnie ofiara Jezusa Chrystusa.

              W Eucharystii najdoskonalej wyraża się i jest celebrowana tajemnica „kenosis,
              czyli ogołocenia, przez które Chrystus «uniżył samego siebie, stawszy się
              posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej» (Flp 2,8).” (Jan Paweł II,
              Dies Domini 43)

              Dzięki Eucharystii mamy udział w zbawczej ofierze Jezusa Chrystusa, która
              w prawdziwy sposób uobecnia się w każdym czasie istnienia Kościoła. „Msza św.
              bowiem jest żywym przedstawieniem ofiary Krzyża. Pod postaciami chleba i wina,
              nad którymi została wypowiedziana prośba o wylanie Ducha Świętego, działającego
              w sposób szczególnie skuteczny w słowach konsekracji, Chrystus składa samego
              siebie jako ofiarę Ojcu w tym samym akcie, w jakim ofiarował się na krzyżu.”
              (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

              Obecne ofiarowanie się Chrystusa dokonuje się w sposób bezkrwawy. Tę tradycyjną
              naukę Kościoła przypomina Jan Paweł II. «W tej Boskiej ofierze, dokonującej się
              we Mszy świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus,
              który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy» (Sobór Tryd.,
              Sesja XXII, Nauka o Najśw. Ofierze Mszy Świętej, II: DS 1743; por. Katechizm
              Kościoła Katolickiego, 1366). (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

              Dzięki uczestnictwu we Mszy św. całe nasze życie, wszystko co czynimy, może
              nabrać nowej wartości, tzn. może stać się działaniem broniącym przed piekłem
              i przynoszącym zbawienie nie tylko nam, ale i innym ludziom. Dzieje się tak
              wtedy, kiedy przez łaskę uświęcającą trwamy w nadprzyrodzonej łączności ze
              Zbawicielem i przez dobrowolny akt wolnej woli pozwalamy Chrystusowi złączyć
              nasze życie z Jego zbawczą ofiarą. «W Eucharystii ofiara Chrystusa staje się
              także ofiarą członków Jego Ciała. Życie wiernych, składane przez nich
              uwielbienie, ich cierpienia, modlitwy i praca łączą się z życiem, uwielbieniem,
              cierpieniami, modlitwami i pracą Chrystusa i z Jego ostatecznym ofiarowaniem
              się oraz nabierają w ten sposób nowej wartości» (Katechizm Kościoła
              Katolickiego, 1368). Ten udział całej wspólnoty staje się szczególnie widoczny
              w zgromadzeniu niedzielnym, które pozwala złożyć na ołtarzu miniony tydzień
              wraz z całym jego ładunkiem ludzkich spraw.” (Jan Paweł II, Dies Domini 43)

              Udział w ofierze Chrystusa nie kończy się z momentem opuszczenia murów
              świątyni. Przeciwnie, składanie ofiary ma nadal trwać przez ciągłe spełnianie
              woli Bożej. „Kiedy po rozejściu się zgromadzenia uczeń Chrystusa powraca do
              swojego zwykłego środowiska, ma zadanie uczynić z całego swego życia dar,
              duchową ofiarę miłą Bogu” (por. Rz 12,1; Jan Paweł II, Dies Domini 45)
            • aniouek1 c) Umacnianie się Kościoła 24.01.06, 00:38
              W zgromadzeniu Eucharystycznym spotykamy się nie tylko z Chrystusem
              zmartwychwstałym, lecz również z Jego Kościołem, który ujawnia się i umacnia.

              W czasie każdej Mszy św. ujawnia się wspólnota Kościoła podobna do tej, jaka
              istniała na początku chrześcijaństwa. Jezus Chrystus oddał życie, «by
              rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno» (J 11,52). „Stały się one «jednym»
              w Chrystusie (por. Ga 3,28) dzięki darowi Ducha Świętego. Ta jedność staje się
              widoczna, gdy chrześcijanie gromadzą się we wspólnocie: uświadamiają sobie
              wówczas i świadczą wobec świata, że są ludem odkupionych, złożonym z «[ludzi]
              z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu» (Ap 5,9). W zgromadzeniu uczniów
              Chrystusa trwa obraz pierwszej chrześcijańskiej wspólnoty, który Łukasz
              przedstawił w Dziejach Apostolskich jako przykład dla nas, pisząc, że pierwsi
              ochrzczeni «trwali w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba
              i w modlitwach» (2,42). (Jan Paweł II, Dies Domini 31)

              W Eucharystii ukazuje się i doznaje pogłębienia jedność w podwójnym wymiarze:
              zjednoczenie z Bogiem i zjednoczenie w braterskiej miłości z bliźnimi. (por.
              Jan Paweł II, Dies Domini 36)

              Eucharystia jest pokarmem umacniającym Kościół i więzy, które go zespalają.
              Sakrament ten tworzy najpełniejszą jedność Kościoła. „Eucharystia karmi i
              kształtuje Kościół: «Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy
              jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba» (1 Kor 10,17).
              Dzięki tej żywotnej więzi z Sakramentem Ciała i Krwi Pańskiej właśnie w
              Eucharystii można tę tajemnicę Kościoła najdoskonalej głosić, doświadczać i
              przeżywać (Por. Jan Paweł II, List apost. Vicesimus quintus annus (4 grudnia
              1988), 9: AAS 81 (1989), 905-906)” (Jan Paweł II, Dies Domini 32).

              Eucharystia scala też „kościoły domowe”, czyli rodziny. Dzieje się tak
              szczególnie wtedy, gdy rodzice wraz ze swoimi dziećmi przystępują wspólnie do
              Komunii św. Chrystus wówczas staje się fundamentem zespalającym
              rodziny, „kościoły domowe”, i dodaje im sił do dobrego wypełnienia swoich
              zadań. (Por. Jan Paweł II, Adhort. apost. Familiaris consortio 57. 61; Jan
              Paweł II, Dies Domini 36)
            • aniouek1 d) Wspólnotowa modlitwa Kościoła 24.01.06, 00:39
              Dzięki niedzielnej i świątecznej Eucharystii wierni, oddani różnym zajęciom
              w ciągu tygodnia, mogą się spotkać razem, aby wspólnie uwielbiać Boga, zanosić
              do Niego swoje prośby i prosić o przebaczenie grzechów.

              Szczególnie zaś spotykają się w tym celu, by wspólnie wyrazić Bogu swoją
              wdzięczność. „W świątecznej atmosferze, towarzyszącej zgromadzeniu całej
              wspólnoty w «dniu Pańskim», Eucharystia ukazuje się, w sposób bardziej
              wyrazisty niż w inne dni, jako wielkie «dziękczynienie», poprzez które Kościół
              pełen Ducha Świętego zwraca się do Ojca, jednocząc się z Chrystusem i stając
              się głosem całej ludzkości. To cotygodniowe zgromadzenie jest sposobnością, aby
              ogarnąć wdzięczną pamięcią wydarzenia ostatnich dni, odczytać je w Bożym
              świetle, dziękować Stwórcy za niezliczone dary, wielbiąc Go «przez Chrystusa,
              z Chrystusem i w Chrystusie, w jedności Ducha Świętego». Dzięki temu
              chrześcijańska wspólnota uświadamia sobie na nowo, że wszystko zostało
              stworzone przez Chrystusa (por. Kol 1,16; J 1,3), oraz że w Nim — który
              przyszedł jako sługa, aby przyjąć i odkupić nasze człowieczeństwo — wszystko
              zostało na nowo zjednoczone (por. Ef 1,10), aby stać się ofiarą złożoną Bogu
              Ojcu, z którego wszystko bierze początek i życie.” (Jan Paweł II, Dies Domini
              42).
            • aniouek1 e) Umocnienie duchowe wiernych 24.01.06, 00:40
              Zjednoczenie z Chrystusem – poprzez słowo i Komunię św. – i kontakt ze
              wspólnotą Kościoła umacnia duchowo każdego wiernego, cały Kościół.

              Spotkanie się wiernych na Mszy św. przyczynia się do umocnienia wiary, nadziei
              i miłości. Każdy bowiem potrzebuje umocnienia duchowego. Przekonanie, że nie
              jest się osamotnionym w swojej wierze, nadziei i miłości, stanowi duchowe
              wsparcie i umocnienie.

              „Uczestnictwo w niedzielę we wspólnej celebracji Eucharystii jest świadectwem
              przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła oraz wierności Chrystusowi
              i Kościołowi.” (KKK 2182). Głęboka wiara, nadzieja i miłość zgromadzonego
              Kościoła to świadectwo umacniające. Wierni umacniają się nawzajem „pod
              przewodnictwem Ducha Świętego”. (KKK 2182). Dzięki dawanemu świadectwu pogłębia
              się życie religijne wszystkich wiernych: ich wiara, nadzieja i miłość.
            • aniouek1 f) Pogłębienie wiary 24.01.06, 00:41
              Msza św. daje nam okazję do zetknięcia się ze słowem Bożym, docierającym do nas
              poprzez czytanie Pisma św. i homilię. Kto słucha uważnie słowa Bożego, kto
              pragnie według niego ciągle kształtować swoje życie, ten pogłębia swoją wiarę.

              Liturgia nie jest samym tylko spotkaniem się z nauką Chrystusa, lecz z Nim
              samym – zmartwychwstałym i nauczającym. „to On sam przemawia, gdyż jest obecny
              w swoim słowie, «gdy w Kościele czyta się Pismo Święte» (Sobór Wat. II, Konst.
              o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, 7; por. 33; Jan Paweł II, Dies
              Domini 39)
            • aniouek1 g) Umacnianie nadziei 24.01.06, 00:42
              Każda niedziela, a szczególnie żywy udział w zgromadzeniu Eucharystycznym, nie
              tylko pogłębia wiarę, lecz również umacnia naszą nadzieję. Niedziela bowiem,
              czyli dzień Pański, przypomina nam eschatologiczny „dzień Pański”, czyli dzień
              ostatecznego spotkania się z Chrystusem. Jan Paweł II zwraca uwagę na fakt, że
              w kolejne niedziele Kościół podąża „drogą wiodącą do ostatecznego «dnia
              Pańskiego», do niedzieli, która nigdy się nie skończy.” (Jan Paweł II, Dies
              Domini 37). Każda niedziela przypomina nam więc, że jako wspólnota Ludu Bożego
              jesteśmy w drodze, pielgrzymujemy do wiecznej ojczyzny (por. Jan Paweł II, Dies
              Domini 37).

              Przewodniczką w tym pielgrzymowaniu jest – jak to przypomina Jan Paweł II –
              Matka Najświętsza. „Maryja jest obecna w każdej niedzieli Kościoła, choć to
              w niczym nie umniejsza centralnej roli Chrystusa i Jego Ducha. Tej obecności
              domaga się sama tajemnica Chrystusa: czyż bowiem Ta, która jest Mater Domini
              i Mater Ecclesiae mogłaby nie być w szczególny sposób obecna w dniu, który jest
              zarazem dies Domini i dies Ecclesiae? (Jan Paweł II, Dies Domini 86) „Z
              niedzieli na niedzielę lud pielgrzymujący idzie śladami Maryi”. (Jan Paweł II,
              Dies Domini 86).

              Niedziela jest dniem zapowiadającym wieczność. „Św. Bazyli wyjaśnia, że
              niedziela jest znakiem tego naprawdę jedynego dnia, który nastąpi po obecnym
              czasie — dnia trwającego bez końca, nie znającego zmierzchu ani świtu,
              nieprzemijającej epoki, która nigdy się nie zestarzeje; niedziela jest
              nieustannym zwiastowaniem życia wiecznego, które podtrzymuje nadzieję
              chrześcijan i dodaje im sił w drodze” (Por. Św. Bazyli, De Spiritu Sancto, 27,
              66: SC 17, 484-485. Por. także Epistula Barnabae 15, 8-9: SC 172, 186-189; Św.
              Justyn, Dialogus cum Tryphone Iudaeo, 24. 138: PG 6,528.793; Orygenes, Hom.in
              psalmos, Psalm 118 (119), 1: PG 12,1588) (Jan Paweł II, Dies Domini 26)

              Chociaż żyjemy w doczesności, jednak nasze spojrzenie winno kierować się ku
              przyszłości. Eucharystia nam o tym przypomina, jak uczy Jan Paweł II: „Lud Boży
              kieruje spojrzenie wiary i nadziei ku przyszłości eschatologicznej, kiedy to
              Chrystus «przekaże królowanie Bogu i Ojcu (...), aby Bóg był wszystkim we
              wszystkich» (1 Kor 15,24.28)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 42

              Eucharystia, będąca spotkaniem ze Zbawicielem, ożywia radość i nadzieję na
              ostateczne, wieczne przebywanie z Chrystusem Oblubieńcem. „Oczekiwanie
              przyjścia Chrystusa – pisze Jan Paweł II – jest co prawda wpisane w samą
              tajemnicę Kościoła (Por. Sobór Wat. II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,
              48-51) i ujawnia się w każdej liturgii eucharystycznej, jednakże dzień Pański
              jako szczególna pamiątka chwały zmartwychwstałego Pana głębiej wyraża także
              przyszłą chwałę Jego «powrotu», co czyni z niedzieli dzień, w którym Kościół,
              objawiając wyraźniej swój charakter «oblubieńczy», staje się w pewien sposób
              zapowiedzią eschatologicznej rzeczywistości niebieskiego Jeruzalem. Gromadząc
              swoich synów we wspólnocie eucharystycznej i kształtując w nich postawę
              oczekiwania na «Boskiego Oblubieńca», Kościół niejako «ćwiczy się w pragnieniu»
              («Haec est vita nostra, ut desiderando exerceamur»: Św. Augustyn, In prima
              Ioan. tract. 4, 6: SC 75, 232), zaznając przedsmaku tej radości, którą
              przyniesie mu nowe niebo i nowa ziemia, gdy miasto święte, nowe Jeruzalem
              zstąpi od Boga z nieba, «przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla
              swego męża» (Ap 21, 2)” (Jan Paweł II, Dies Domini 37)

              Uczta eucharystyczna zapowiada inną, ostateczną ucztę, o której mówi
              Apokalipsa. „Udział w «wieczerzy Pańskiej» jest bowiem zapowiedzią
              eschatologicznej uczty «Godów Baranka» (Ap 19,9). Sprawując pamiątkę Chrystusa,
              który zmartwychwstał i wstąpił do nieba, chrześcijańska wspólnota «pełna
              nadziei oczekuje przyjścia naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa» (Mszał Rzymski,
              Embolizm po «Ojcze Nasz»wink. (Jan Paweł II, Dies Domini 38)

              Nadzieja ujawnia się między innymi w tęsknocie. Nadzieja chrześcijańska pobudza
              do tęsknoty za wiecznym spotkaniem z Chrystusem-Oblubieńcem. Duch Święty ożywia
              tę tęsknotę. „Duch Święty jest nieustannie obecny w każdym dniu Kościoła,
              przenika go swą mocą i obdarza hojnie darami, jednakże Kościół ze szczególną
              uwagą wsłuchuje się w Jego głos podczas zgromadzenia niedzielnego, gdy sprawuje
              cotygodniową Paschę, i wraz z Nim zwraca się do Chrystusa, oczekując z
              utęsknieniem Jego chwalebnego powrotu: «Duch i Oblubienica mówią: „Przyjdź!”»
              (Ap 22,17). (Jan Paweł II, Dies Domini 85)

              Tak więc niedziela jest „nie tylko dniem wiary, ale w takiej samej mierze dniem
              nadziei chrześcijańskiej.” (Jan Paweł II, Dies Domini 38)
            • aniouek1 h) Rozpalenie miłości 24.01.06, 00:42
              Pełny, świadomy i aktywny udział we Mszy św. pogłębia miłość do Boga i do
              bliźninich. Dzieje się tak dlatego, że w Eucharystii spotykamy się z Bogiem,
              który jest miłością. Ponadto przez modlitwę, wdzięczność, uwielbienie i
              składanie Mu siebie w ofierze wyrażamy naszą miłość do Niego. Każdy zaś wyraz
              miłości powoduje umocnienie jej.

              Eucharystia pogłębia też miłość braterską, gdyż skłania do okazywania bliźnim
              pomocy przez modlitwę, składanie za nich Bogu ofiary, a także przez zbiórkę
              pieniężną dla materialnego ich wsparcia.
            • aniouek1 i)Pomaganie oddalonym od Boga i duszom czyśćcowym 24.01.06, 00:43
              i) Pomaganie oddalonym od Boga i duszom czyśćcowym

              Udział we Mszy św. stanowi wielką pomoc dla tych wszystkich ludzi, których
              zbawienie jest zagrożone. Pomagamy im przez modlitwę powszechną, przez
              składanie najcenniejszej Ofiary Ojcu, którą jest Jezus Chrystus pod postaciami
              eucharystycznymi, przez rezygnację z własnej woli i układanie swego życia
              zgodnie w wolą Boga.

              Pomoc udzielana przez wspólnotę kościoła zebranego na Mszy św. obejmuje
              wszystkich potrzebujących całego świata, a równocześnie wykracza poza jego
              granice, udzielając pomocy kościołowi cierpiącemu, oczyszczającemu się
              w czyśćcu. Dzięki modlitwie i ofierze eucharystycznej wyzwalane są dusze
              z czyśćca.
            • aniouek1 j) Odnawianie całego stworzenia 24.01.06, 00:44
              Odnawianie wszystkiego ma źródło w Eucharystii. W niej obecny jest bowiem Ten,
              który ma moc wszystko uzdrowić, uleczyć i odnowić na zawsze. Dzięki Eucharystii
              może się odnowić życie ludzkie, rodzinne, społeczne. Chrystus odnawia nie na
              chwilę, lecz na wieczność. Zgromadzenie eucharystyczne to tylko nikła zapowiedź
              i obraz przyszłej wspólnoty zbawionych, zespolonej na wieki miłością. Dzięki
              eucharystii zapoczątkowuje się chwalebna przyszłość człowieka i Kościoła (por.
              Jan Paweł II, Dies Domini 39)

              Odradzanie się dobra, wszelka odnowa jest kontynuacją
              zmartwychwstania: „Istotnie, wszystko co nastąpi aż do końca świata, będzie
              jedynie rozszerzeniem i rozwinięciem tego, co dokonało się w dniu, gdy umęczone
              ciało Ukrzyżowanego zostało wskrzeszone mocą Ducha Świętego i samo stało się
              źródłem tego Ducha dla ludzkości. Chrześcijanin wie zatem, że nie musi
              oczekiwać innego czasu zbawienia, ponieważ świat — niezależnie od tego, jak
              długo będzie trwał — już teraz żyje w czasie ostatecznym. Uwielbiony Chrystus
              nieustannie podtrzymuje w istnieniu i prowadzi nie tylko Kościół, ale cały
              wszechświat. Pod działaniem tej żywotnej siły stworzenie, które «aż dotąd jęczy
              i wzdycha w bólach rodzenia» (Rz 8,22), zmierza do celu, jakim jest jego pełne
              odkupienie. Człowiek może mieć tylko mglistą świadomość tego procesu,
              chrześcijanie mają natomiast jego gwarancję i pewność, zaś świętowanie
              niedzieli jest istotnym świadectwem, jakie powinni dawać, aby ludzkie miary
              czasu miały zawsze oparcie w nadziei.” (Jan Paweł II, Dies Domini 75)

              Niedziela przypomina nam nie tylko o dziele stworzenia, ale też o nowym
              stworzeniu, czyli o odnowie wszystkiego, która została zapoczątkowana przez
              zmartwychwstanie Zbawiciela. „Chrystus, powstając z martwych jako «pierwszy
              spośród tych, co pomarli» (1 Kor 15,20), dał początek nowemu stworzeniu oraz
              zainicjował proces, który On sam doprowadzi do końca, gdy powróci w chwale
              i «przekaże królowanie Bogu i Ojcu (...), aby Bóg był wszystkim we wszystkich»
              (1 Kor 15,24.28)”. (Jan Paweł II, Dies Domini 8)
            • aniouek1 k) Udzielanie pomocy całemu światu 24.01.06, 00:45
              Dla niektórych ludzi uczestnictwo we Mszy św. to strata czasu. Ludziom tym
              wydaje się, że tylko ich zewnętrzne działanie i aktywność posiada jakąś wartość
              dla świata. Tak jednak nie jest. Chociaż faktycznie działalność ludzka ma swoją
              wartość, to jednak nie jest jedyną formą udzielania pomocy ludzkości.

              Zgromadzeni na modlitwę i składanie ofiary eucharystycznej wierni nie mogą
              myśleć tylko o sobie. Chrystus złożył swoją ofiarę za zbawienie wszystkich
              ludzi, dlatego Jego uczniowie też mają myśleć o wszystkich. Przez swoją
              modlitwę i uczestniczenie w ofierze eucharystycznej mają się przyczynić do
              zjednoczenia w Chrystusie całego świata, aby w końcu stał się on jedną
              wspólnotą, prawdziwą rodziną dzieci tego samego Ojca. Kiedy wierni są
              zgromadzeni na sprawowaniu Eucharystii, by modlić się za wszystkich braci-
              ludzi, by za wszystkich składać Bogu ofiarę, wówczas Kościół ukazuje się
              wyraźnie jako sakrament, czyli jako znak i narzędzie „wewnętrznego zjednoczenia
              z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego» (Sobór Wat. II, Konst. dogm.
              o Kościele Lumen gentium, 1; por. Jan Paweł II, Enc. Dominum et Vivificantem,
              61-64; Jan Paweł II, Dies Domini 38)

              Dopóki żyjemy na tym świecie, dla uczniów Chrystusa nie może być obojętny los
              ich braci, ich radości i smutki. Wiara ukazuje nam potężny środek udzielania
              pomocy. Jest nim – oprócz ofiary – modlitwa. W czasie sprawowania Eucharystii
              wierni ogarniają swoją modlitwą cały świat. Modlitwa powszechna „ogarnia
              potrzeby nie tylko wspólnoty chrześcijańskiej, ale całej ludzkości, a Kościół,
              gromadząc się na liturgii eucharystycznej, daje w ten sposób świadectwo światu,
              że dzieli «radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych, zwłaszcza
              ubogich i wszystkich cierpiących» (Por. Sobór Wat. II, Konst. duszpast. o
              Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, 1). Jan Paweł II, Dies Domini
              38) Modlitwa i składanie ofiary za wszystkich ludzi to wyraz miłości
              i solidaryzowania się z wszystkimi radościami i smutkami świata.
            • aniouek1 l) Przygotowanie się do zadań chrześcijańskich 24.01.06, 00:46
              Eucharystia stanowi uwieńczenie wszystkich innych działań chrześcijan, które
              zmierzają do zbudowania pełnej wspólnoty w Chrystusie, takich jak prace
              i codzienne zajęcia, połączone z dawaniem świadectwa, głoszeniem Ewangelii
              i praktykowaniem miłosierdzia (por. Jan Paweł II, Dies Domini 38). Przez
              udział w Eucharystycznej celebracji przygotowujemy się również do różnych
              swoich zadań.

              Uczestniczenie w Eucharystii nie wynika z pragnienia odizolowania się od ludzi
              i świata. Ma ono być pojmowane jako konieczne umocnienie się i przygotowywanie
              do całotygodniowych zadań stojących przed wiernymi. “Przyjmując Chleb życia,
              uczniowie Chrystusa czerpią moc ze Zmartwychwstałego i Jego Ducha, aby
              przygotować się do podjęcia zadań, które czekają ich w codziennym życiu. Dla
              chrześcijanina bowiem, który pojął sens sprawowanego obrzędu, celebracja
              eucharystyczna nie kończy się w świątyni. Podobnie jak pierwsi świadkowie
              zmartwychwstania, również chrześcijanie gromadzący się w każdą niedzielę, aby
              przeżywać i wyznawać obecność Zmartwychwstałego, są powołani, by w codziennym
              życiu być ewangelizatorami i świadkami. W tej perspektywie należy na nowo
              odkryć i mocniej podkreślić wymowę modlitwy po komunii oraz obrzędów końcowych —
              błogosławieństwa i rozesłania — aby uczestnicy Eucharystii głębiej uświadomili
              sobie odpowiedzialność, jaka została im powierzona.” (Jan Paweł II, Dies Domini
              45).

              Spotkanie ze zmartwychwstałym Panem nakłada obowiązek dzielenia się z innymi
              darami otrzymanymi w czasie tego spotkania. Uczeń Chrystusa czuje
              się „dłużnikiem swoich braci ze względu na to, co otrzymał podczas liturgii,
              podobnie jak uczniowie z Emaus, którzy rozpoznawszy zmartwychwstałego Chrystusa
              przy «łamaniu chleba» (por. Łk 24,30-32), zapragnęli natychmiast podzielić się
              z braćmi radością spotkania z Panem (por. Łk 24,33-35)”. (Jan Paweł II, Dies
              Domini 45).

              Uczeń Chrystusa powinien dzielić się z innymi swoją radością, umocnioną wiarą
              i nadzieją. Przez swoją dobroć i miłość ma się stać znakiem żywego Chrystusa,
              któremu pozwolił zamieszkać w sercu przez Komunię św.
            • aniouek1 a) Zobowiązanie przypominane przez Kościół 24.01.06, 00:48
              Dla człowieka kochającego Boga uczestniczenie w Eucharystii jest czymś
              oczywistym. Wie on, że przez to może okazać miłość zarówno Chrystusowi jak
              i Jego Kościołowi. Jeśli bowiem kogoś kochamy, pragniemy się z nim spotykać.
              Również miłość do Boga powinna objawiać się w gorącym pragnieniu spotykania się
              z Nim. Takim zaś szczególnym spotkaniem z Bogiem i Kościołem jest udział we
              Mszy św.

              Pełne uczestnictwo we Mszy św. – polegające na przystępowaniu do Komunii św.,
              na uważnym słuchaniu i rozważaniu słowa Bożego, na wspólnotowej modlitwie oraz
              na ofiarowaniu siebie wraz z Chrystusem Ojcu Niebieskiemu dla zbawienia świata –
              stanowi nie tylko pełne wiary, miłości i zaufania przyjacielskie spotkanie ze
              Zbawicielem, lecz również przyczynia się do wyzwolenia świata z niewoli zła
              oraz do powszechnego odnowienia wszystkiego.

              Ze względu na to wielkie dobro wypływające z uczestniczenia we Mszy św. każdy
              wierny powinien czuć się zobowiązany w sumieniu do tego uczestnictwa. Kościół
              wielokrotnie przypominał i nadal przypomina o tym obowiązku zwłaszcza tym, w
              których zanikła wypływająca z miłości gorliwość i pojawiła się obojętność.

              Już List do Hebrajczyków przypomina: "Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań,
              jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem" (Hbr
              10,25). „Tradycja zachowuje wspomnienie wciąż aktualnego pouczenia: "Przyjść
              wcześnie do Kościoła, aby zbliżyć się do Pana i wyznać swoje grzechy, wzbudzić
              żal w modlitwie... Uczestniczyć w świętej i Boskiej liturgii, zakończyć
              modlitwę, nigdy nie wychodzić przed rozesłaniem... Często mówiliśmy: ten dzień
              jest wam dany na modlitwę i odpoczynek. Jest dniem, który Pan uczynił. Radujmy
              się w nim i weselmy" (Autor anonimowy, Sermo de die dominica: PG 86/I, 416 C;
              421 C.; KKK 2178)

              Jak przypomina papież Jan Paweł II, nakazy Kościoła mówią o poważnym obowiązku
              uczestniczenia we Mszy św. w niedziele i dni nakazane. „Wedle przyjmowanej
              zwykle interpretacji tego typu przepis nakłada poważny obowiązek: takie
              nauczanie zawarte jest również w Katechizmie Kościoła Katolickiego i nietrudno
              dostrzec jego zasadność, jeśli weźmie się pod uwagę znaczenie niedzieli w życiu
              chrześcijanina. (Jan Paweł II, Dies Domini 47).

              Katechizm wyraźnie przypomina, że uczestniczenie we Mszy św. w dni nakazane
              jest poważnym obowiązkiem wiernych, ci zaś, którzy się od niego uchylają bez
              powodu, popełniają ciężki grzech. „Eucharystia niedzielna uzasadnia i
              potwierdza całe działanie chrześcijańskie. Dlatego wierni są zobowiązani do
              uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla
              ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę
              od ich własnego pasterza (Por. KPK, kan. 1245). Ci, którzy dobrowolnie
              zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki.” (KKK 2181).
            • aniouek1 b) Sposób spełnienia obowiązku uczestniczenia 24.01.06, 00:50
              w Eucharystii

              Wierni powinni być obecni fizycznie i uczestniczyć w zgromadzeniu
              eucharystycznym. Tylko jeśli to nie jest możliwe, zaleca się udział w liturgii
              słowa, modlitwę indywidualną lub grupową albo włączanie się liturgię
              eucharystyczną dzięki radiu lub telewizji.

              "Nakazowi uczestniczenia we Mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej
              udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień
              świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego" (KPK, kan. 1248, § 1; KKK
              2180)

              Udziału w Eucharystii, zwłaszcza przystąpienia do Komunii św., nie może
              zastąpić żadne inne nabożeństwo, żadna modlitwa np. na łonie przyrody lub w
              domu, przy nastrojowej muzyce. Tam jednak gdzie uczestniczenie we Mszy św. jest
              niemożliwe, poleca się branie udziału w liturgii słowa lub modlitwę
              indywidualną albo w grupach. "Jeśli z braku świętego szafarza albo z innej
              poważnej przyczyny nie można uczestniczyć w Eucharystii, bardzo zaleca się,
              ażeby wierni brali udział w liturgii słowa, gdy jest ona odprawiana w kościele
              parafialnym lub innym świętym miejscu, według przepisów wydanych przez biskupa
              diecezjalnego, albo poświęcali odpowiedni czas na modlitwę indywidualną w
              rodzinie lub w grupach rodzin" (KPK, kan. 1248, § 2.; KKK 2183). Ci
              wierni „którzy z powodu choroby, niesprawności lub innej ważnej przyczyny nie
              mogą wziąć udziału w Eucharystii, winni dołożyć starań, aby jak najpełniej
              uczestniczyć z oddalenia w liturgii niedzielnej Mszy św., najlepiej przez
              lekturę czytań i modlitw mszalnych przewidzianych na ten dzień, a także przez
              wzbudzenie w sobie pragnienia Eucharystii.” (Jan Paweł II, Dies Domini 54)

              „W wielu krajach telewizja i radio dają możliwość zjednoczenia się z celebracją
              eucharystyczną w tym samym momencie, gdy jest ona sprawowana w miejscach
              świętych. Tego rodzaju transmisje same w sobie nie pozwalają oczywiście
              wypełnić obowiązku niedzielnego, to bowiem wymaga udziału w zgromadzeniu braci,
              którzy spotykają się w określonym miejscu, z czym wiąże się też możliwość
              komunii eucharystycznej. Dla tych jednak, którzy z różnych przyczyn nie mogą
              uczestniczyć w Eucharystii i są tym samym zwolnieni z obowiązku niedzielnego,
              transmisja telewizyjna lub radiowa stanowi cenną pomoc, zwłaszcza jeśli
              towarzyszy jej ofiarna posługa nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, którzy
              przynoszą ją chorym, a wraz z nią pozdrowienie i solidarność całej wspólnoty.
              W ten sposób również ci wierni mogą korzystać z obfitych owoców niedzielnej
              Mszy św. oraz przeżywać niedzielę jako prawdziwy «dzień Pański» i «dzień
              Kościoła» (Jan Paweł II, Dies Domini 54.
          • aniouek1 3. Pełne uczestnictwo w Eucharystii 24.01.06, 00:51
            Wiara i miłość do Boga wymaga czegoś więcej niż samej tylko fizycznej obecności
            w kościele, w którym sprawowana jest Eucharystia, bez wewnętrznego
            zaangażowania się w liturgię eucharystyczną. Konieczny jest pełny w niej udział
            przez aktywną modlitwę we wspólnocie, słuchanie i rozważanie słowa Bożego,
            przez składanie siebie Bogu w ofierze dla zbawienia świata i przez
            przystępowanie do Komunii św.
            • aniouek1 a) Aktywna modlitwa we wspólnocie 24.01.06, 00:52
              Uczestnictwo we Mszy św. wymaga aktywnego i płynącego z serca włączenia się we
              wspólne modlitwy, aby razem ze wspólnotą Kościoła uwielbiać Boga, dziękować Mu,
              prosić Go, przepraszać Go i wynagradzać Mu za doznane zniewagi.

              Modlitwa w kościele, we wspólnocie, to coś więcej niż modlitwa w domu lub
              gdzieś na łonie przyrody. „Nie możesz modlić się w domu tak jak w kościele,
              gdzie jest wielka rzesza i gdzie wołanie do Boga unosi się z jednego serca.
              Jest w tym jeszcze coś więcej: zjednoczenie umysłów, zgodność dusz, więź
              miłości, modlitwy kapłanów (Św. Jan Chryzostom, De incomprehensibili Dei natura
              seu contra Anomaeos, 3, 6: PG 48, 725 D.; KKK 2179)

              Każdej indywidualnej i wspólnotowej modlitwie towarzyszy modlitwa Maryi. Dzięki
              Jej macierzyńskiemu wstawiennictwu – jak uczy Jan Paweł II – „modlitwa Kościoła
              do Przenajświętszej Trójcy staje się szczególnie gorąca i skuteczna.” (Jan
              Paweł II, Dies Domini 86)
            • aniouek1 b) Słuchanie słowa Bożego z wiarą i z chęcią 24.01.06, 00:54
              nawrócenia się

              Aktywne uczestniczenie w celebracji eucharystycznej polega nie tylko na
              modlitwie, ale i na uważnym słuchaniu słowa Bożego, z gotowością ukształtowania
              całego swojego życia według jego wskazań.

              Liturgia słowa, będąca częścią celebracji eucharystycznej, umożliwia nam nie
              tylko pogłębienie wiary, ale i usłyszenie Bożego wezwania skierowanego do nas.
              Aby tak się stało, konieczne jest wewnętrzne wyciszenie, skupienie i rozważanie
              z wiarą słowa Bożego docierającego do nas przez czytania biblijne i homilię.

              Przykład takiego owocnego słuchania i medytacji daje nam Matka Najświętsza,
              która wszystko zachowywała i rozważała w swoim sercu (por. Łk 1,29;
              2,19). I nie tylko rozważała, lecz dokładnie wypełniała w całym swoim
              życiu. Dlatego też Jan Paweł II przypomina Jej postawę, aby od Niej nauczyć się
              właściwego podchodzenia do każdego słowa, które pochodzi z ust Bożych. „W
              Maryję wpatrują się wierni, gdy słuchają słowa głoszonego podczas niedzielnego
              zgromadzenia, ucząc się od Niej, jak je zachowywać i rozważać w sercu (por. Łk
              2,19).” (Jan Paweł II, Dies Domini 86).
            • aniouek1 c) Składanie siebie w ofierze z Chrystusem dla ... 24.01.06, 00:55
              zbawienia świata

              Czynny udział we Mszy św. polega też na składaniu Bogu zbawczej ofiary.
              Najcenniejszą ofiarą, jaką posiada Lud Boży, jest Chrystus w Eucharystii. Sobór
              Watykański II przypomina, że wszyscy wierni, na mocy swego kapłaństwa
              powszechnego, współdziałają w ofiarowaniu Eucharystii (por. KK 10; Jan Paweł
              II, Dies Domini 51). Lud Boży składa Ojcu Niebieskiemu tę ofiarę, aby Go
              uwielbić oraz aby przyczynić się do zbawienia świata, do powszechnej odnowy
              wszystkiego w Chrystusie.

              Składając Ojcu Niebieskiemu w ofierze Jego umiłowanego Syna, wierni mają
              również oddać siebie na „ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu” (por. Rz 12,1).
              Wszystko, co czynią chrześcijanie – uczy Sobór Watykański II – może być złożone
              Ojcu Niebieskiemu jako zbawcza ofiara duchowa. „Wszystkie bowiem ich uczynki,
              modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna
              praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia
              życia, jeśli cierpliwie są znoszone, stają się duchowymi ofiarami, miłymi Bogu,
              przez Jezusa Chrystusa” (KK 34)».

              Oddając Ojcu wraz z Chrystusem swoje życie, uczestniczący we Mszy św. powinni
              upodobnić się wewnętrznie do ofiarującego się Zbawiciela, tzn. powinni przyjąć
              postawę ufnej miłości i posłuszeństwa Ojcu Niebieskiemu w każdej sytuacji
              życiowej, w każdej godzinie dnia.

              Ta ofiarnicza postawa powinna trwać nie tylko w czasie samej Mszy św., lecz
              również po opuszczeniu murów świątyni. Wykonywanie codziennych zadań powinno
              łączyć się z postawą ustawicznego składania wszystkiego Bogu w ofierze, aby Go
              uwielbić, a światu pomóc w dojściu do oczekiwanej odnowy.

              Każde działanie w świecie, w rodzinie, powinno łączyć się z głębokim oddaniem
              się i zawierzeniem Bogu. Powierzanie siebie oraz swojej aktywności Ojcu
              Niebieskiemu powinno być ciągle ponawiane, aby przesycić naszą świadomość
              duchem miłości. Można też konkretne trudy życia, radości i kłopoty ofiarowywać
              w różnych intencjach, np. za ludzi nieszczęśliwych, za niewierzących itp.
              Dzięki tej ofierze świat będzie ustawicznie przekształcał się w Boże Królestwo
              dobra.

              Maryja ukazuje wszystkim wiernym, jak powinno wyglądać pełne ofiarowanie swego
              życia Bogu. „Od Maryi uczą się stać pod krzyżem, aby składać Ojcu ofiarę
              Chrystusa i łączyć z nią ofiarę własnego życia.” (Jan Paweł II, Dies Domini 86)
              Jej postępowanie uświadamia nam, w jaki sposób mamy w pełni zespolić swe życie
              z Chrystusem, aby włączyć się w Jego zbawczą ofiarę, uobecniającą się
              ustawicznie podczas sprawowania Eucharystii.

              Matka Najświętsza uczy skłania siebie w obierze przez kierowanie się miłością
              do Boga, przez stałe wypełnianie tylko Jego woli, i przez rezygnowanie ze
              swoich pragnień i ze swoich planów. Dlatego warto patrzeć na Tę, która w każdej
              chwili życia była miłą, świętą i czystą ofiarą składaną Bogu.
            • aniouek1 d) Przystąpienie do Stołu Pańskiego 24.01.06, 00:56
              Do pełnego uczestnictwa w Mszy św. konieczne jest zjednoczenie się z Chrystusem
              i wspólnotą Kościoła poprzez Komunię św. W sakramencie tym umacnia się
              zapoczątkowana przez chrzest jedność z Jezusem Chrystusem i Jego Kościołem.

              Dzięki posilaniu się chlebem eucharystycznym następuje najgłębsze zjednoczenie
              się z Chrystusem ofiarującym się swemu Ojcu. „Uczestnictwo w Wieczerzy Pańskiej
              jest zawsze komunią z Chrystusem, który składa siebie Ojcu w ofierze za nas.”
              (Jan Paweł II, Dies Domini 44)

              Po wyjściu z kościoła Zbawiciel nadal jest obecny – i to w szczególny sposób –
              w tych, którzy zjednoczyli się z Nim przez Komunię św. Chrześcijanin może
              powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie
              Chrystus” (Ga 2,20). Eucharystia umożliwia nam najpełniejsze na ziemi spotkanie
              i zjednoczenie z Jezusem Chrystusem.

              Przez Komunię św. jednoczymy się też z całym Kościołem pielgrzymującym do domu
              Ojca na ziemi, z Kościołem oczyszczającym się w czyśćcu oraz z Kościołem
              w chwale, czyli ze zbawionymi w niebie.

              To wyjątkowe zjednoczenie z Chrystusem zmartwychwstałym, jakie dokonuje się
              przez Komunię św., stanowi zadatek przyszłego zmartwychwstania chwały (por.
              J 6,54), uwalnia nas od grzechów lekkich, chroni przed popadnięciem w grzechy
              ciężkie, pomaga nam owocować w dobre czyny, umacnia nas w drodze do nieba,
              rodzi pokój i wewnętrzną harmonię.

              Ponieważ każda Komunia św. jest wielkim dobrodziejstwem dla nas i dla całego
              Kościoła oraz świata, ponieważ sam Jezus Chrystus pragnie gorąco spotykać się
              z nami (por. Łk 22,15), dlatego nie należy rezygnować z niej bez powodu.
              Prawdziwą przeszkodą w przystępowaniu do niej jest trwanie w grzechu
              ciężkim. „...Kościół zaleca wiernym, aby przystępowali do komunii, gdy
              uczestniczą w Eucharystii, pod warunkiem, że są do tego należycie przygotowani,
              a jeśli są świadomi popełnionych grzechów ciężkich, uzyskali Boże przebaczenie
              w sakramencie pojednania, zgodnie z duchem napomnień, jakich św. Paweł udzielał
              wspólnocie korynckiej (por. 1 Kor 11,27-32).” (Jan Paweł II, Dies Domini 44)
          • aniouek1 4. Powody opuszczania Mszy św. 24.01.06, 00:58
            Chociaż pełny udział w Eucharystii ma wielkie znaczenie dla zbawienia
            człowieka, to jednak wielu wierzących nie korzysta z tej wyjątkowej łaski
            i z łatwością rezygnuje z brania udziału we Mszy świętej. „Wydaje się, że wielu
            chrześcijan zatraca świadomość nie tylko centralnej roli Eucharystii, ale nawet
            tego, że powinni dziękować Bogu, modląc się wraz z innymi w łonie wspólnoty
            kościelnej”. (Jan Paweł II, Dies Domini 5)

            Z wielu przyczyn rezygnuje się z udziału w Mszy św. Jednym z głównych powodów –
            oprócz braku głębokiej wiary – może być lenistwo, niechęć do wysiłku, zwłaszcza
            gdy kościół jest daleko, a pogoda – brzydka. Kierowanie się w życiu
            przyjemnością powoduje, że człowiek wybierze raczej program telewizyjny, kino,
            spacer, udział w jakimś przyjęciu niż Mszę św., uznawaną często za coś
            bardzo „nudnego”.

            Lenistwo przyczynia się też do tego, że zamiast czynnie uczestniczyć w
            liturgii, chrześcijanin bierze w niej udział tylko zewnętrznie. Taki człowiek
            nie zadaje sobie trudu, by zastanowić się nad tym, że uczestniczy w wyjątkowym
            zbawczym wydarzeniu, nie koncentruje się na słowie Bożym, nie słucha go ani nie
            rozważa. Lenistwo i zamiłowanie do wygodnego życia przeszkadza mu też we
            włączaniu się w ofiarę Jezusa Chrystusa przez stałe rezygnowanie ze swojej
            woli, aby – tak jak Maryja – wypełniać tylko pragnienia Ojca.

            Nieraz też chciwość przeszkadza ludziom w uczestniczeniu w niedzielnej liturgii
            eucharystycznej. Pracują nawet w dniu Pańskim, aby mieć więcej pieniędzy. Z
            tego też powodu „brak im czasu” – jak mówią – na spotykanie się z Chrystusem na
            Mszy św. i w Komunii świętej.

            Przyczyną rezygnacji z udziału w ofierze eucharystycznej może być również pycha
            i próżność, np. ktoś uchodzący we własnych oczach za człowieka o silnej woli
            uważa, że nie jest mu potrzebna „żadna łaska, żadna Komunia św., żadna Msza
            św.”; kobieta próżna, pragnąca zwracać na siebie uwagę z łatwością opuszcza
            Mszę św., bo – jak twierdzi – „nie ma się w co ubrać.”

            Niektórzy nie uczestniczą we Mszy św., ponieważ brak im odwagi, by przyznać się
            do Chrystusa, albo obawiają się różnych przykrości, poniesienia strat itp.
            Jeszcze inni rezygnują z Mszy św., ponieważ każdy kontakt ze słowem Bożym
            przypomina im o konieczności zmiany swojego życia.

            Ulegając swojemu egoizmowi człowiek może dojść do przekonania, że czas
            poświęcony Bogu, Chrystusowi to czas stracony. Tak jednak nie jest. „Czas
            ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem,
            który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi
            i naszemu życiu.” (Jan Paweł II, Dies Domini 7)
          • aniouek1 Modlitwa 24.01.06, 00:59
            Jezu Chryste, który oddałeś swe życie na krzyżu dla naszego zbawienia. Naucz
            nas wraz z Tobą składać w ofierze nasze życie Ojcu Niebieskiemu w czasie każdej
            Mszy św. oraz podczas spełniania różnych codziennych obowiązków. Pozwól nam
            przez naszą ofiarę uczestniczyć w dziele zbawiania świata. Daj nam tyle
            samozaparcia, byśmy jak najlepiej uczestniczyli w każdej Mszy św., i byśmy jej
            nigdy nie opuszczali bez poważnego powodu. Amen.
          • aniouek1 1. Medytacja w duchu wdzięczności nad tajemnicami 24.01.06, 01:02
            wiary

            Świętowanie dnia Pańskiego nie ogranicza się do uczestnictwa we Mszy św. „Choć
            udział w Eucharystii jest sercem niedzieli, nie należy rozumieć, że na tym
            wyczerpuje się obowiązek «świętowania» tego dnia. Dzień Pański jest bowiem
            dobrze przeżyty, jeżeli cały jest przeniknięty wdzięczną i czynną pamięcią
            o zbawczych dziełach Boga.” (Jan Paweł II, Dies Domini 52.).

            Niedziela i inne dni świąteczne przypominają nam o różnych wydarzeniach
            zbawczych, np. o Narodzeniu Pańskim, o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa,
            o Jego Wniebowstąpieniu itd. Stają się przez to okazją do pogłębienia wiary
            i pobudzają do ożywienia naszego życia z Bogiem.

            W niedzielę i w inne święta powinniśmy więc w szczególny sposób przypominać
            dzieło stworzenia, zbawczą śmierć Jezusa Chrystusa i Jego zmartwychwstanie.
            Pamięć o tych zbawczych wydarzeniach ma pobudzać nas do dziękowania Bogu.

            Rozważanie tajemnic wiary, o których przypomina nam niedziela i poszczególne
            święta roku liturgicznego, przyczynia się do pogłębienia życia duchowego.
            Zwraca na to uwagę Katechizm, pouczając: „Niedziela jest czasem refleksji,
            ciszy, lektury i medytacji, które sprzyjają wzrostowi życia wewnętrznego
            i chrześcijańskiego.” (KKK 2186)

            Jan Paweł II proponuje przeznaczenie jakiegoś czasu w przeddzień niedzieli lub
            w godzinach popołudniowych na katechezę, „która przygotuje serca chrześcijan na
            przyjęcie samego daru Eucharystii i stanie się jej dopełnieniem”. (Por. Jan
            Paweł II, Dies Domini 52)
          • aniouek1 2. Okazja do umocnienia życia religijnego dzieci 24.01.06, 01:03
            Niedziela daje rodzicom możliwość nie tylko przebywania z dziećmi, ale
            i przeprowadzenia głębszych rozmów mogących forować je. „Na przykład nawet
            zwykłe spotkanie rodziców i dzieci może stać się sposobnością nie tylko do
            wzajemnego otwarcia się na siebie i do dialogu, ale także do wspólnej, głębszej
            refleksji, która pozwala wprowadzić pewne elementy formacyjne.” (Jan Paweł II,
            Dies Domini 52)

            Rodzice mogą pomóc swoim dzieciom, zwłaszcza młodszym, pogłębiać w dni
            świąteczne wiarę i miłość do Boga, np. przez czytanie z nimi Pisma św.
            i dostosowanych do wieku książek religijnych. Pożyteczne dla małych dzieci może
            być oglądanie i omawianie z nimi obrazów i filmów religijnych, słuchanie
            z kaset magnetofonowych czytanych tekstów Pisma św. lub nagrań mogących
            pogłębiać wiarę. Niezwykle pożyteczną lekturą – mogącą pomóc w poznaniu Jezusa
            Chrystusa, Maryję, apostołów i Pisma św. – może być „Poemat Boga-Człowieka”
            Marii Valtorty (wyd. Vox Domini).

            Warto też zwrócić uwagę na fakt, że wiele dzieci lubi słuchać Pisma św.
            nagranego na kasety, np. Dziejów Apostolskich i Ewangelii, a nawet Apokalipsy,.
            lub oglądać wydania Biblii z licznymi ilustracjami dla dzieci a także słuchać
            czytanych wyjaśnień wydarzeń ukazanych na obrazkach. Młodszym dzieciom można
            też z wielką korzyścią duchową opowiadać swoimi słowami wydarzenia z życia
            Jezusa. Takie opowiadania zapadną w ich serca na całe życie i będą umacniać ich
            wiarę w Chrystusa.

            Rodzice powinni też nauczyć dzieci właściwego uczestnictwa w
            Eucharystii „Mówiąc o tym należy przypomnieć, że przede wszystkim sami rodzice
            mają wychowywać swoje dzieci do udziału we Mszy św. niedzielnej, korzystając
            z pomocy katechetów, którzy winni zadbać o to, aby program formacji dzieci
            powierzonych ich opiece obejmował przygotowanie do uczestnictwa we Mszy św.,
            oraz wyjaśnić im, jakie jest istotne uzasadnienie obowiązku niedzielnego. Może
            się do tego przyczynić — w sprzyjających okolicznościach — także celebracja
            Mszy św. dla dzieci w różnych formach przewidzianych przez przepisy
            liturgiczne. (Jan Paweł II, Dies Domini 36)
          • aniouek1 3. Dzień szczególnej modlitwy 24.01.06, 01:03
            Niedziela powinna być też dniem szczególnej modlitwy indywidualnej, rodzinnej
            i wspólnej z Kościołem zgromadzonym na sprawowanie Eucharystii. Taki dzień
            modlitewny jest koniecznością dla rozwoju duchowego.

            W dniu Pańskim człowiek, uwieńczenie dzieła stworzenia, powinien w imieniu
            wszystkich stworzeń zwrócić się do Ich Stwórcy. „W rzeczywistości całe życie
            człowieka i cały ludzki czas powinien być przeżywany jako akt uwielbienia i
            dziękczynienia składanego Stwórcy. Jednakże więź człowieka z Bogiem musi się
            wyrażać także w chwilach szczególnej modlitwy, aby stawać się głębokim
            dialogiem, ogarniającym wszystkie wymiary osoby. «Dzień Pański» jest właśnie
            najbardziej odpowiednim dniem wyrażającym tę więź; w tym dniu człowiek wznosi
            swój głos do Boga, stając się rzecznikiem całego stworzenia” (Jan Paweł II,
            Dies Domini 15)

            Jan Paweł II proponuje także ludziom świeckim włączenie w modlitwy niedzielne
            uroczystych Nieszporów (por. Jan Paweł II, Dies Domini 52).
          • aniouek1 4. Rozwijanie tęsknoty za spotkaniem z Panem 24.01.06, 01:04
            „Niedziela jest zaproszeniem do spojrzenia przed siebie, jest dniem, w którym
            chrześcijańska wspólnota woła do Jezusa: «Maranatha, przyjdź, o Panie!» (por.
            1 Kor 16,22). Wznosząc ten okrzyk nadziei i oczekiwania, wspólnota ta staje się
            uczestniczką nadziei ludzkości i oparciem dla niej. Oświecona blaskiem
            Chrystusa, przeżywa kolejne niedziele zmierzając ku wiekuistej niedzieli, jaka
            będzie świętowana w niebieskim Jeruzalem, kiedy to powstanie w pełnym kształcie
            mistyczne Miasto Boże, któremu «nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły,
            bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą — Baranek» (Ap 21,23)”. (Jan Paweł
            II, Dies Domini 54)
          • aniouek1 5. Pielgrzymki do sanktuariów 24.01.06, 01:05
            Jedną z właściwych i pożytecznych dla rozwoju duchowego formą spędzania
            niedzieli mogą być pielgrzymki do różnych sanktuariów. Jan Paweł II ukazuje
            wartość takiego organizowania czasu w dniu Pańskim, stwierdzając: „Na nowo
            odkrywa się wartość także dawnych przejawów religijności, takich jak
            pielgrzymka, i często wierni korzystając z niedzielnego odpoczynku udają się do
            sanktuariów, aby spędzić tam kilka godzin i przeżyć — czasem w gronie całej
            rodziny — głębsze doświadczenie wiary. Są to chwile przesycone szczególną
            łaską, którym winna towarzyszyć odpowiednia ewangelizacja i mądre kierownictwo
            duszpasterskie.” (Jan Paweł II, Dies Domini 52)