Dodaj do ulubionych

Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki

30.12.25, 12:14
Niedawno rozmawiałem z osobami wielce decyzyjnymi w moim mieście w sprawie zieleni miejskiej oraz jej konserwacji.
Czyli z osobą jedną - decydującą o nasadzeniach - oraz drugą, ze spółki podległej miastu, na którą scedowano dbanie o tę zieleń.

Raptem po dwu zdaniach rozmowy [o zezwoleniu na posadzenie przeze mnie dwu kasztanów jadalnych na włościach miasta] wyjaśnił mi się powód, dla którego znikły w mieście krzewy we wszystkich u nas miejskich parkach.
Jest to dla mnie, a dokładniej dla ptasząt miejskich niżej się gnieżdżących, ważna dziedzina - o jakiej od lat alarmowałem mego kumpla ps. Szpak, o jakim tu w Forum niedawnom wspominał - a miał on kilka dekad, bez mała, funkcję w magistracie naszym decyzyjną w sprawach zieleni.
Dziwiłem się, dlaczego nawet jemu, propagującemu u nas w gminie awifaunę, nie udaje się zrealizować tego, wydawałoby się, tak prostego zadania - wprowadzania nasadzeń krzewów w nasze parki / paski trawniczków przy chodnikach*.

Co wynikło z rozmowy z obu dziś decydentami [jeden to następca owego Szpaka]?
Jak im wskazałem, że w tej wybranej przeze mnie lokalizacji już posadziłem pod płotem kilka krzewów - jeden z Władców Zieleni żachnął się, że takie - tu cytat ... goowna im przeszkadzają w mechanicznym koszeniu trawników.
Kilka lat przedtem ,kiedy o tym samym rozmawiałem z samymi robotnikami koszącymi przy domu moich rodziców miejskie skwerki, ciż użyli tego samego wulgaryzmu w tej samej konwencji - zawadza im, kosiarzom.
*/ Robotników fochy ominąłem, w kilka lat zamieniając paski trawniczka u płotu mych rodziców w krzewowiska [nie pytałem nawet władz miejskich o oficjalne zezwolenia czy pomoc], jakie dziś dają sporo karmy dla zwierza.
Ale po nadzorcach tychże pracowników nie spodziewałem się takiego ... technicznego podejścia do spraw, jakie nie tylko człowieka dotyczą.

Macie więc wyjaśnienie, Szanowni tutejsi Awiznawcy, po jakie licho miejskogminna zieleń łysieje i wyzbywa się podbudowy wielce ptakom, i nie tylko, przydatnej.
Namawiam Was, starajcie się to zmieniać nie tylko metodą - jak ja - green guerilli, o jakiej mógłbym sporo, ale może potem.
Jak zmieniać?
Żądajcie tego prozwierzęcego myślenia od magistratów etc., też wnioskujcie na piśmie, bywajcie na miejskich [pod]komisjach rad miast, gmin i siół, bo to sprawdzona metoda.
Są też i tzw. projekty obywatelskie do budżetów miast/ gmin, szczególnie takie z półki o mniejszym koszcie.

A!
Jeszcze uzupełnienie - inny powód teorii tego łysienia, jakie napotkałem sporo lat temu w Sieci.
W jakichś miastach - chyba zachodu Europy - podjęto starania o zwiekszaniu bezpieczeństwa spacerowiców i -czek, wycinając właśnie miejskie krzewy.
Dlaczego zapamiętałem to jako doniesienie z Zachodu?
Bo obok był konkret - ponoć parki te lustrowano nawet nocą poprzez ... przejazd patrolu w samochodzie, z jakiego - po wycięciu miejskich krzów - chciano mieć [bezkrzewny] ogląd przez park na wskroś.
Po latach ta metoda patrolowania dotarła nawet do mego - średniej wielkości - rodzinnego miasta.
Spieszonych patroli u nas ni widu [do reszty nawet magistrat dopłaca].
A gniazdujących nisko ptaków u nas takoż ni widu, ni słychu, ni kląsku...
Obserwuj wątek
    • antrop2 Re: Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki 30.12.25, 13:37
      Z kasą nie wygrasz. Każde działanie wymaga planu i kasy. Nic nie da marudzenie by nie kosić trawników – ktoś ma umowę, wziął kasę i zrealizuje. k kasa idzie za cały sezon. Kosiarze wykombinowali że jak się dobrze skosi (przed upałem) to później trawa nie rosnie i dopiero kosic trzeaba na jesieni. Z 10 potencjalnych koszeń zostaje 3 może 4 (a kasa wzięta za 10!). Skoszone trawniki bardziej przypominają klepiska.
      Zamaiast trawników można postawić na krzewy i drzewa. Tu niestety też jest problem bo oszczędza się prąd. W chaszczach rozwija się pijaństwo i przestępczość – gwałty i rozboje. Imigranci tylko czekają na gąszcz…
      Ptaki nie mją nic do gadania. Mimo formalnej ochrony bo praktycznie wszystkie są chronione.Ludzie nie zauważyli że każdy gatunek ma swoje zwyczaje(niszę) i w niej zachowuje się inaczej. Ludziom ptaki kojarzą się tylko ze zdzicałym gołębiem miejskim. Ani budek ani miejsca np. dla jaskółek. Nawaidem mówiąc jaskółki z powodu zarazy są likwidowane w gospodarstwach rolnych. Prz ytakim myśleniu w Polsce nie będzie NIC!
      • dar61 Zaniki a ptaki (i nietoperze) 06.01.26, 07:47
        '...Ani budek[,] ani miejsca np. dla jaskółek. Naw[ias]em mówiąc[,] jaskółki z powodu zarazy są likwidowane w gospodarstwach rolnych. Przy takim myśleniu w Polsce nie będzie NIC...'

        Jaskółka nie będzie już tam uwięziona, bo znika - w „chłodzie katedry”... chlewu / obory / stajni jej ... chlebodawca - CZERW.
        Produkcja bezściókowa mięsna też to trop do analiz zaniku jaskółek.
        Choć nawrót jajcarski do otwartych wybiegów może coś da jaskółkom.
        Ale zostane problem brzegówek?
        Analizę jaskółkologii i jej synantropizacji chyba tu już w Forum tu był?

        Przerabiałem to już u siebie w osadzie leśnej [com sprawozdawał onego czasu w śp. Forum Ogrodowym].
        W korytarzu [!] do mego mieszkania [wiecznie ponoć przez to otwartym], takim głębokim na coś z dziesięć metrów, wisiało w zaułku masywnej drewniane belki, u sufitu, gniazdo dymówki.
        Sąsiad tam, jeden i drugi, miał pieczę na kury.
        Kury miały defekaty.
        Defekaty miały muchy,
        te zaś miały czerwie.
        Sąsiedzi tam z kur zrezygnowali, potem [...] = jaskółki znikły.
        A gniazdo u powały obalił był trzeci sąsiad, o jakim sza, niewart ni wzmianki.

        Tamże na osadzie były i nietoperze, ale się zmyły w podobnym etapowym mechaniźmie.
        I tumaki
        też.
        Zostały jaszczurki, węże, ropuchy, meszki, czasem bydlęce bąki [ale rzadko], pszczoły [sąsiada], komary [preferowałem tam pojniki dla awifauny], myszy zaroślowe* i nie tylko [....] , rzęsorki, ryjówki, nornice*
        i jeż.

        */ Tym dedykowałem uwieszoną na łańcuchach, wysoko, na 170-letniej tam sośnie [dziś 200-letniej!], lęgową budkę** dla sów, ale nie chciały tam dolecieć. I też drugą, o pół kilometra dalej.
        Z masztu ze spocznikiem, poprzeczką, takiego dla jastrzębi, zrezygnowałem [choć już miałem go w produkcji] po [dyskretnej] konsultacji u sąsiadów kurolubów...

        Bo tym ostatnim tak doskwierał lis na przychodne, że jeden z sąsiadów przeniósł był z tego powodu właśnie swą fermę na tuzin niosek do piwnicy [akurat pod nos sąsiadki nr 3. czułej na fetor]...
        Więzione były w tej piwnicznej katedrze przez ponoć dekady.
        Dużo by o tym wszystkim opowiadać, dużo przemilczać...

        **/ Materiału na wszystkie kilkanaście tam budek dała mi demolka szopek półwiecznych, jaką uskutecznił tam sąsiad zza ściany, pszczelarz zresztą.
        No po prostu te calowe deski same się o budkę prosiły...
        Kilka budek nawet dowiozłem na dom moich rodzicieli.
        Wiszą u nich do dziś.
        W jedną z nich bębnił niedawno wspominany Wam tu dzięcioł.
    • behemot17-13 Re: Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki 05.01.26, 17:09
      Świetnie opisałeś problem który jest na marginesie tzw. wyposażenia parków w te czy inne elementy.
      Dużo podróżuję po Polsce i nie tylko. Stałym elementem moich podróży są parki, które odwiedzam choćby z racji tego, gdzie zieleń tam ptaki.
      W Częstochowie w dwóch parkach pod Jasną Górą ładnych kilka lat temu przeprowadzono rewitalizację, mocno udaną bo - alejki parkowe z asfaltowych( ohydnych) zamieniły się w alejki z kostki granitowej, ławki też poniżej krytyki w całkiem estetyczne. Wymieniono ogrodzenie, infrastrukturę w parku prawie na nowo i na duży plus. Drzewostan zadbany jak najbardziej pozytywnie i tylko te nieszczęsne krzewy, krzaki poszły że tak napiszę w p...
      Cała moja przygoda z ornitologią, ptakami zaczęła się właśnie w parku pod Jasną Górą, Z krzaków wyskoczył czarny ptak z żółtym dziobem i poszło, dziś raczej nie miałbym szans, jest łyso, beznadziejnie pusto poza drzewami.
      Przemierzyłem Polskę we wszystkie strony, parki oczywiście są priorytetem, są piękne - w Olsztynie, Elblągu, Kaliszu, Łodzi, Chorzowie i Warszawie i tylko brak w nich oaz dla tych najmniejszych i jeszcze nie tak dawno najliczniejszych.
      • behemot17-13 Re: Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki 05.01.26, 17:20
        Tak już całkiem na marginesie moich osobistych wrażeń z parków. Gorzów Wielkopolski i spotkanie platanów w takiej ilości i w tak dostojnym wieku żeby nie napisać pomnikowym. Zdjęcia nie oddają rzeczywistości, naprawdę te drzewa robią wrażenie, a w szczególności kiedy są gołe
        • behemot17-13 Re: Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki 05.01.26, 17:24
          postimg.cc/Lq4pqZcD
          • behemot17-13 Re: Zanik krzewów w parkach miejskich a ptaki 05.01.26, 17:26
            postimg.cc/y3yjSk4v
            • dar61 Drzewo z korą w łysiny 05.01.26, 20:07
              U nas na Kresach [Zachodu Polski] takie szpalery, już wiekowe i wielce gabarytowe, są na tyle liczne, że ich już nie traktuje jako ewenement. Jednak sadzili je nasi tu poprzednicy.

              Czasem tylko mnie zdumiewa, jak je się ogławia i zdejmuje się im część konarów, bo - jak mniemam - mieszkańcy sąsiednich domostw sobie to wykoncypowali - i wyprosili to u władz naszego grodu.
              A w tych władzach, co awizowałem u startu, zalągł się właśnie decydent, jakiemu łatwo decyzja o cięciu drzew przychodzi. Były ponoć żołnierz zawodowy - i może jeszcze kilka dekad decydować.
              Oby nie decydował.

              Na razie jest jeszcze co oglądać, wizytujcie Lubuszczyznę, ostoję drzew i lasów, [na jakie mają chrapkę włodarze]...
      • dar61 Geometroza parciana 05.01.26, 19:38
        '...opisałeś problem [...] na marginesie [...] parków...'

        Problem utrzymania zieleni w parkach jest na etapie chyba podobnym, niestety, jak [spóźniony] społeczny dozór administrowania lasami w Polsce.
        Już na etapie projektu prac w obu dziedzinach park/las górę biorą inne czynniki niż społeczne - czyli włodarze tychże.
        Kto przy przebudowie, pielęgnacji (no i projektowania nowej) połaci większej zieleni skorzysta z opinii znawców, też awifauny - nie ma chyba takich sytuacji.
        Obowiązkowe konsultacje dla drzew wycinania, owszem - wtedy mechanizm działa[ć powinien] - szuka się np. ptasich gniazd, opiniuje cięcia przez ekspertów i zmusza do ewentualnej wycinki drzew poza ptasim sezonem lęgowym.
        Gorzej jest na etapie startu...

        W mej rodzinnej mieścinie kilka lat temu przebudowano ścieżki w centralnym, najstarszym parku - kiedyś był on podmiejskim cmentarzem.
        Wydłubano z głębi ostatnie pozostałości nagrobków, wjechał cięższy sprzęt do prac, ale po ich skończeniu [owszem powstały lepsze trakty spacerowe, estetyka poszła tam w owale, geometrię] znów park tam WYŁYSIAŁ!

        Znikła stamtąd połowa właśnie tych wyższych krzewów, przydatnych ptakom. Były mało reprezentacyjne, dla projektanta ścieżek zbyt zbuntowane, bo się, dranie, rozrastały w kępy! [o kępach i buncie też mam opowieść osobno]
        Został też tam nadal problem lęgowych budek, jakich było tam na drzewach sporo, ale do czasu [chyba dam Wam to do przedyskutowania osobno].
        A co do żółtodziobych - może być z tym ciekawiej, wystarczy tylko NIE USUWAĆ liści z dna parku.
        Mam taki właśnie lokalny nasz przykład - choć ten może być odosobniony, mogę się tu mylić, bo nie mam porównania z innymi grodami, szczególnie w czas zimy. To nas park obok dworca kolejowego - nareszcie nie sterylizowany z opadających na zimę liści.

        Dno parku zimą może dać przecież ptakom typu kos, może i kawka, niezłą stołówkę - pod warunkiem pozostawiania tam opadziny liści i czegokolwiek.
        Właśnie daje mi dziś to do zrozumienia mój przydomowy towarzysz - kos, penetrujący nasze wokółdomowe zwały ściółki, jaką podścielam od zawsze wszystkie krzewy w ogródkach, a tych zakładałem już kilka w kilku geo-lokalizacjach.
        Wprawdzie kos zimą u nas on dożywia się głównie na moją ręką przy domu posadowionym bluszczu, sądzac po jego tropach truchtu, ale nie tylko.
        W mym grodzie są też - na szczęście nieusuwane - takie stołówki na co wyższych drzewach w parku cmentarnym, też na szpalerach drzew u drogi tuż przy dworcu kolejowym itd.
        Oby były jak najdłużej - a już gdzieś mignęły mi w Sieci nawet opinie, że drzewa takim bluszczem obwisłe są ponoć przez bluszcz - sięgający, ojej, już ich szczytu - głodzone. Krok do ich ocalania poprzez ... ścięcie.

        Naszemu kosowi pozawczoraj postawiłem pod stołem w ogrodzie miseczkę, bo tam śnieg mu nie wnika i widzę tam jego tropy.
        W tę miseczkę dałem sporo owocow ... aktynidii, jakiem zgarnął juz z ziemi, gdym tam pod koniec listopada rozbierał plandekową altanmmkę podstawianą pod trejaż na latyo.
        Owoc ten nieco już przejrzał, ale nadal słodki i - o dziwo - nawet w mrozy nie zamarza, pektyn w nim sporo.
        Smacznego, Sąsiedzie_Z_Żółtym_Nosem...
        Ale uważaj na kota zza płota, bo jego tropy sąsiadują z Twoimi... Wprawdzie to kot ostatni i ze mną nawet zaprzyjaźniony, ale...
        • dar61 Avi-ostoja? Tarka! 05.01.26, 19:55
          Szukamy niskiego domu dla ptaków?
          Jest taki.
          Dawna moja zielona inwestycja, jaką ongi opisałem w Forum Ogrody, jest chyba warta wam, Ptakolub[k]om, zachwalenia.

          Otóż posadziłem onego czasu przy [nr 2] ogrodzie mej Babci [miała ich kilka na raz], na skraju miasta leżącym, kilka jeno badylków pewnego kolczastego krzewu - wykopanych za miastem, znad rowu.
          Wybrałem ten gatunek, by on za kilka lat tam się na skraju właśnie rozrósł i zagrodził tam dostęp niepożądanym penetratorom ogródka - z poblskiej wywyższonej ścieżki wzdłuż kolejowego torowiska ponoć szybciej widzieli, że truskawki ogródkowe są już dojrzałe - i je pałaszowali in situ, a Babcia moja i sąsiedzi babcini musieli się obejść smakiem - rok w rok, latami, na okrągło*...
          Prócz badylków osadziłem tam kilka słupków i oplotłem drutem kolczastym, bo czas naglił - po latach zdjąłem, bo zieleń go zdominowała.

          Jaki to był krzew?
          Tanina, czyli śliwodajny krzew, też zwany tarką.
          Minęło kilka dekad i w tym miejscu jest kilkuarowa [!] połać krzewu wysokiego na kilka metrów, już nikt go tam nie powstrzyma, nie wytnie - zdominował pobocze rowu, jaki tam właśnie amatorzy drzyzgawek przeskakiwali - i pałaszowali.

          Dlaczego tu Wam to opowiadam?
          Bo w tej kępie kolczastej jest tam dziś MASA ptactwa, nikt mu tam nie wnika [moja babcie już na Polach Elizejskich wraz całą swą kompanią - jej ogród tam zdziczał], zaś dziś tarninowy gąszcz jest nie-do-przej-ścia!

          Pewnie nieco chyba narzekaliby pielęgnujący sąsiedni tam rów kosiarze, ale mogą sobie tylko gadać wink

          Jeśli więc, Szan. Ptakoluby i -bki, macie trochę skłonności do Green Guerilli, sadźcie kolczaste krzewy w miastach i siołach.
          Ale dla tarniny od razu dajcie większą połać, bo lubi rewir zajmować spory.
          I lubi wilgoć w gruncie, nie bez powodu w dziczy działa ona w zagłębieniach terenu.
          A śliwki ma smaczne, byle po przymrozkach je rwać - jeśli nie boicie się tarninowych cierni.

          */ Po latach się okazało, że sprawcy penetracji są inni - nie zza rowu, lecz miejscowi.
          'To sąsiedzi zza płota pobliskiej ogrodzonej posesji, jacy tam na te obce ogródki mieli osobną wręcz furtkę.
          Na ich, za płotem, ogródku nic nie rosło - jeno trawka, a w zielone i owocowe wiktuały zaopatrywali się właśnie u sąsiadów, na ogródkach działkowych, co działkowcy wytropili.
          Wieść tę - już po latach - przekazali mi już najnowsi tam ogródkowicze.
          Ogród tam dziś to dzicz**, ale tarninie to nie przeszkadza.
          I ptakom!

          **/ Dekadę po odejściu mej babci na Pola Elizjum poszedłem w ten ogódkowy babciny gąszcz, ciekawy zmian.
          W środku dziczy ogrodowej zastałem minipolankę, z jakąś nawet tam namiastką ogniska po sąsiedzku.
          Obok, w owalu niskiego nasypu [chyba wyłapującego wodę] rósł krzew o charakterystycznie rozgałęzionych liściach.
          Zwą go ZIOŁO...
          • dar61 TarRRRRka! 06.01.26, 06:57
            Auć 2:
            '...Tanina, czyli...'
            >>> ...Tarnina...

            Czyli, dla odmiany, prst za lekki.
            Tytułu sąsiedniego aciowania, tego o grozie klaWWWWiszowanIIIIa, już Wam oszczędzę, niech kłuje w oko [kota, jeśli w tarninę się zechce pchać].
        • dar61 Groza klaiszowana 06.01.26, 06:48
          Auć:
          '...altanmmkę podstawianą pod trejaż na latyo...'
          >>> ...altankę ... na lato...

          Chyba prst się omsknął dwakroć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka