dar61
30.12.25, 12:14
Niedawno rozmawiałem z osobami wielce decyzyjnymi w moim mieście w sprawie zieleni miejskiej oraz jej konserwacji.
Czyli z osobą jedną - decydującą o nasadzeniach - oraz drugą, ze spółki podległej miastu, na którą scedowano dbanie o tę zieleń.
Raptem po dwu zdaniach rozmowy [o zezwoleniu na posadzenie przeze mnie dwu kasztanów jadalnych na włościach miasta] wyjaśnił mi się powód, dla którego znikły w mieście krzewy we wszystkich u nas miejskich parkach.
Jest to dla mnie, a dokładniej dla ptasząt miejskich niżej się gnieżdżących, ważna dziedzina - o jakiej od lat alarmowałem mego kumpla ps. Szpak, o jakim tu w Forum niedawnom wspominał - a miał on kilka dekad, bez mała, funkcję w magistracie naszym decyzyjną w sprawach zieleni.
Dziwiłem się, dlaczego nawet jemu, propagującemu u nas w gminie awifaunę, nie udaje się zrealizować tego, wydawałoby się, tak prostego zadania - wprowadzania nasadzeń krzewów w nasze parki / paski trawniczków przy chodnikach*.
Co wynikło z rozmowy z obu dziś decydentami [jeden to następca owego Szpaka]?
Jak im wskazałem, że w tej wybranej przeze mnie lokalizacji już posadziłem pod płotem kilka krzewów - jeden z Władców Zieleni żachnął się, że takie - tu cytat ... goowna im przeszkadzają w mechanicznym koszeniu trawników.
Kilka lat przedtem ,kiedy o tym samym rozmawiałem z samymi robotnikami koszącymi przy domu moich rodziców miejskie skwerki, ciż użyli tego samego wulgaryzmu w tej samej konwencji - zawadza im, kosiarzom.
*/ Robotników fochy ominąłem, w kilka lat zamieniając paski trawniczka u płotu mych rodziców w krzewowiska [nie pytałem nawet władz miejskich o oficjalne zezwolenia czy pomoc], jakie dziś dają sporo karmy dla zwierza.
Ale po nadzorcach tychże pracowników nie spodziewałem się takiego ... technicznego podejścia do spraw, jakie nie tylko człowieka dotyczą.
Macie więc wyjaśnienie, Szanowni tutejsi Awiznawcy, po jakie licho miejskogminna zieleń łysieje i wyzbywa się podbudowy wielce ptakom, i nie tylko, przydatnej.
Namawiam Was, starajcie się to zmieniać nie tylko metodą - jak ja - green guerilli, o jakiej mógłbym sporo, ale może potem.
Jak zmieniać?
Żądajcie tego prozwierzęcego myślenia od magistratów etc., też wnioskujcie na piśmie, bywajcie na miejskich [pod]komisjach rad miast, gmin i siół, bo to sprawdzona metoda.
Są też i tzw. projekty obywatelskie do budżetów miast/ gmin, szczególnie takie z półki o mniejszym koszcie.
A!
Jeszcze uzupełnienie - inny powód teorii tego łysienia, jakie napotkałem sporo lat temu w Sieci.
W jakichś miastach - chyba zachodu Europy - podjęto starania o zwiekszaniu bezpieczeństwa spacerowiców i -czek, wycinając właśnie miejskie krzewy.
Dlaczego zapamiętałem to jako doniesienie z Zachodu?
Bo obok był konkret - ponoć parki te lustrowano nawet nocą poprzez ... przejazd patrolu w samochodzie, z jakiego - po wycięciu miejskich krzów - chciano mieć [bezkrzewny] ogląd przez park na wskroś.
Po latach ta metoda patrolowania dotarła nawet do mego - średniej wielkości - rodzinnego miasta.
Spieszonych patroli u nas ni widu [do reszty nawet magistrat dopłaca].
A gniazdujących nisko ptaków u nas takoż ni widu, ni słychu, ni kląsku...