często słyszę - nie lubię świąt, po co to komu
sprzątanie, zakupy, żarcie, nudna rodzina itp
hmmm
ja miałem normalne dzieciństwo i mam normalną rodzinę
kiedyś święta pachniały pomarańczami
obowiązkowy dodatek do prezentów, bo na co dzień pomarańczy w sklepach się nie widywało
prezenty ?
pewnie, że były fajne
rodzice zabiegani, zapracowani, a mimo tego zawsze zdobyli coś ekstra
u nas tradycyjnie w kuchni królował ojciec
zwykle dwie noce przed świętami, bo pracował od rana do wieczora
zresztą nauczyłem się od niego wszystkiego, więc dziś ja piekę, gotuję bigosy
wysyłaliśmy matkę spać i spędzaliśmy przy piwku nockę, na krojeniu, przyprawianiu, gotowaniu, kręceniu pasztetu..........
zmęczeni ? pewnie, baaardzo
ale ile radości
rzadko siadaliśmy w roku razem do obiadu np, każdy zabiegany, każdy zajęty własnymi sprawami
ale w święta mogliśmy posiedzieć wszyscy razem
żarcie ?
pewnie
a komu by się chciało piec mięsa, kiedy trudno się zebrać choćby w jeden wieczór
prezenty ?
kiedy już "podrośliśmy"

robiliśmy i robimy nadal jakieś fikuśne
dziś ten jeden talerz tradycyjnie ustawiony - to nie tylko dla wędrowca
to nasze puste miejsce

i nadal czujemy tą niepowtarzalną atmosferę - zmęczeni, urobieni, ale szczęśliwi