Dodaj do ulubionych

________________________strasznie mi żal ...Polski

12.04.10, 10:04

nigdy nie sądziłem, że będę płakał cały dzień jak bóbr.
A przecież na pogrzebie własnej Matki ...nie płakałem.
Przed pogrzebem przyśniła mi się snem nadnaturalnie realnym
w kolorach...nigdy przedtem i potem jeśli dobrze pamiętam nie miałem
snów w kolorze. Szła obok drogi jakby w rowie obok konduktu
żałobników na Jej własnym pogrzebie...zawałała mnie dyskretnie
i prosiła abym nie płakał bo Ona ma tu teraz dobrze i jest
szczęśliwa.

Przekonałem nawet żonę by nie płakała. Wczoraj płakaliśmy oboje.

Obserwuj wątek
    • hasz0 ___strasznie mi żal ...Polski! Czy jak fenix? 12.04.10, 10:09
      Kryzys w kontekście wyborczym


      2010-04-11 10:19
      Analizując na gorąco polityczne skutki katastrofy pod Smoleńskiem, w
      której zginął prezydent Lech Kaczyński, belgijski dziennik "Le Soir"
      pisze na stronach internetowych, że umocni ona pozycję Platformy
      Obywatelskiej i może nawet oznaczać koniec Prawa i Sprawiedliwości.
      "Ta niewiarygodna tragedia ma miejsce w szczególnym kontekście
      politycznym, na który będzie miała nieuchronnie decydujący wpływ" -
      pisze publicysta dziennika Jurek Kuczkiewicz. Podkreśla, że
      prezydent miał być głównym konkurentem Bronisława Komorowskiego (PO)
      w jesiennych wyborach prezydenckich.
      "Jarosław Kaczyński kontynuował z ław opozycji kierowanie jedyną
      partią (PiS), zdolną konkurować z Platformą Obywatelską: czy będzie
      teraz kandydatem PiS, by spróbować zachować prezydenturę po swoim
      zmarłym bracie? Jest za wcześnie, by to przesądzać, ale wydaje się
      teraz pewne, że prezydenturę wygra kandydat partii Donalda Tuska,
      liberalnej centroprawicy proeuropejskiej" - uważa komentator.

      Zdaniem Kuczkiewicza, PiS został w katastrofie pozbawiony "całej
      swej elity", a w wyborach parlamentarnych zaplanowanych na przyszły
      rok może się okazać, że "narodowa katastrofa oznacza jeszcze większe
      osłabienie, bądź nawet zniknięcie partii braci Kaczyńskich".

      Kuczkiewicz podkreśla symboliczny wymiar katastrofy na lotnisku
      nieopodal Smoleńska, w której zginęli także udający się na
      uroczystości przedstawiciele rodzin i organizacji katyńskich,
      pisząc, że Katyń oznacza teraz dla Polski dwie tragedie: mord
      polskich oficerów w 1940 r. i tragiczną śmierć prezydenta i części
      państwowych elit.

      Serwisy informacyjne belgijskich mediów rozpoczynają się od
      szczegółowych informacji o katastrofie; media przypominają też
      szeroko sylwetkę zmarłego prezydenta. Depeszę kondolencyjną do
      polskiego rządu skierowali premier Yves Leterme i minister spraw
      zagranicznych Steven Vanackere. Piszą w niej, że śmierć Lecha
      Kaczyńskiego, jego małżonki oraz towarzyszących im osób
      jest "nieodwracalną stratą i szokiem także dla Belgii".
      • hasz0 kto chce niech poszuka mego protestu sprzed lat "S 12.04.10, 10:16
        oir"....pisze jak wtedy "życzeniowo"
      • perli fenix 13.04.10, 22:03
        jest symbolem Słońca. Ale tylko raz na pięćset lat odradza się.
        Jeśli się mylę, to zabanujta mnie.




        • wikul Re: fenix 13.04.10, 22:20
          perli napisała:

          > jest symbolem Słońca. Ale tylko raz na pięćset lat odradza się.
          > Jeśli się mylę, to zabanujta mnie.


          Sama się zabananuj.
          • perli Re: fenix 13.04.10, 22:31
            owszem, jestem geniuszem, ale tego nie potrafię, pięknie pisze,
            Hasz, njo nie?









            • hasz0 _______fenix z "Popiołów" 14.04.10, 07:52
              Umarł jako męczennik, a ostatnie lata jego życia były prawdziwą
              drogą krzyżową – dodaje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

              https://i.wp.pl/a/f/jpeg/20850/wp_zel_janusz_kurtyka_ipn_180.jpeg
              https://www.wajda.pl/pics/filmy/film09.jpg

              Dyskusja ideologiczna w Związku Radzieckim, czy scenariusz jest
              dziełem literackim, na szczęście u nas przeszła bez echa. Ale istota
              tych pozornych, jak by się wydawało, roztrząsań i u nas była do
              zastosowania. Jeśli scenariusz jest dziełem literackim, ktoś musi
              bronić autora przed reżyserem, gdyby temu przyszło do głowy zmienić
              cokolwiek w raz zatwierdzonym tekście: oczywiście rolę rozjemcy
              przyjęły na siebie instytucje cenzury. Ta metoda, choć nie w pełni,
              została zastosowana u nas głównie w odniesieniu do klasyków.
              Co myślał Żeromski i jak widział naszą przeszłość w Popiołach,
              wiedziała najlepiej władza i była gotowa bronić go przed każdym, w
              tym również przed reżyserem filmowej wersji Popiołów.

              Dawny szef policji i minister spraw wewnętrznych stał się nagle
              obrońcą tradycji, wciągając w tę aferę niemałą grupę pisarzy i
              aktorów. Za wzór uznany został wówczas zdrowy patriotyzm
              Sienkiewicza. Nie pomogły żadne wyjaśnienia, że krytykowane sceny,
              sytuacje i dialogi wzięte są z powieści Żeromskiego, a nie
              Sienkiewicza. Tego nikt nie miał zamiaru sprawdzać. Moczar i jego
              ludzie chcieli możliwie prędko podzielić nasze społeczeństwo, a w
              najgorszym razie jego elitę twórczą na rewizjonistów i szczerych
              patriotów. Tak zostałem rewizjonistą, a to nie ułatwiło mi robienia
              dalszych filmów.

              Andrzej Wajda



              Recenzje
              Jak mało tu Żeromskiego! Ani subtelności, ani zrozumienia człowieka,
              ani złożoności postaw, ani ciepła w ukazywaniu kraju i ludzi, i tej
              osobistej nuty w oskarżeniach, jaką daje ból własnego serca. Chłód,
              twardy zdecydowany kontur, jednoznaczność, czerń. Wszystko
              zaostrzone, natrętnie "wyjaśnione do końca", zbrutalizowane. Dwa
              przykłady z dwudziestu możliwych. U Żeromskiego Rafał drży, aby nie
              skompromitować się na obiedzie u księcia. W filmie beztrosko,
              zachłannie rzuca się na jedzenie. U Żeromskiego zaś "nie rychło
              podniósł łyżkę do ust", jadł "z sakramentalnym namaszczeniem". U
              Żeromskiego legioniści polscy we Włoszech, choć obdarci i
              bosi, "szli wielkim, twardym, młodym, niestrudzonym krokiem". W
              filmie wloką się sztucznym, sztywnym półkroczkiem, jak dziady
              kościelne czy tabetycy.

              Zbigniew Załuski
              "Ekran", Warszawa, 24 X 1965



              Moim pierwszym odczuciem było przerażenie, lęk na myśl, że należę do
              tego samego narodu, którego czyny pokazano na ekranie. Czy
              ktokolwiek inny miałby tę okrutną odwagę, by tak przedstawić własny
              naród? Nikt na świecie chyba nie jest do tego zdolny, do tej
              straszliwej ekshibicji, do tej prezentacji: patrzcie, jacy jesteśmy -
              okrutni, głupi, lecz wierni. Jacy odważni! Jak pięknie umiemy
              ginąć - a jednak jacy jesteśmy nieśmiertelni, w myśl pieśni, która
              otwiera film: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy...". Naród
              bez mózgów, bez polityków, bezmyślnie idący na zgubę, na śmierć -
              naród zaopatrzony tylko w serca i ciężkie łapy do bicia.

              Andrzej Jarecki
              "Sztandar Młodych", Warszawa, 25 X 1965



              Jeżeli ktoś powiada, że z filmu Wajdy wyciekła historia, powinien w
              imię uczciwości dyskusyjnej powiedzieć inaczej: "nie znajduję w tym
              dziele mojego rozumienia historii". (...)
              Kinematografii, a tym samym sztuce polskiej, przybyło dzieło
              rzeczywiście wybitne.

              Kazimierz Wyka
              "Polityka", Warszawa, 13 X 1965
              • hasz0 znowu płakałem ale uśmiechnąłem sie na koniec prze 14.04.10, 08:17
                Z ŁZY...Wawel...TAK WAWEL...Żona wczoraj wspomniała mi
                cicho jakby nieśmiało...pojechałbyś ze mną do Warszawy?

                Jakby w starym iluzjonie-stereoskopowym stanęły mi przed oczyma
                obrazy z tamtych dni...

                z różnych lat...

                Węgrzy z 56...pamiętam jak dziś gdy Węgier 18...może 19-latek na
                Pl.Grunwaldzkim w 1962 roku pyta mnie studencika NAJCZYSTSZĄ
                POLSZCZYZNĄ o ul. Grunwaldzką i podaje nazwisko koleżanki
                Polki...prosił abym z nim poszedł...wypiliśmy herbatę w eleganckim
                dużym pokoju bogatych, ustawionych ludzi estabishmentu PRL...wtedy
                na wczasy nad Balaton inni nie jeździli...nie zdjał plecaka..
                Mama panieneczki dała do zrozumienia Węgrowi bradzo subtelnie, że
                wizyta ma sie ku końcowi...wyszlismy...opowiedział mi jak POKOCHAŁ
                POLSKĘ PO 1956 ROKU...był w Polsce pierwszy raz w życiu...sam
                nauczył sie tak doskonałej wymowy i akcentu z .....Polskiego Radia!

                Prof. Daniel Bem mój promotor poprawił starą antenę na falach długich
                ____ - "Tu Warszawa"
                ....Niestety, Starzyńskiemu nie dane było zrealizowanie wszystkich
                swoich śmiałych projektów urbanistycznych. 1 września 1939 roku
                wybuchła wojna. W dniu 5 września 1939 roku, mjr Starzyński został
                mianowany przez Dowódcę Obrony Warszawy - Komisarzem Cywilnym
                Stolicy. Na stanowisku tym przeszedł do historii. Wspierał
                broniących sie przed okupantem mieszkanców miasta. Podtrzymywał
                ducha oporu ludności żarliwymi przemówieniami radiowymi


                https://www.szkola.warszawa.pl/male/patron_02.jpg

                W swoim ostatnim przemówieniu do ludności Warszawy,
                mówił: "Chciałem, by Warszawa była wielka. Ja i moi współpracownicy
                kreśliliśmy plany wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest
                wielka. Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczaliśmy. I choć tam,
                gdzie miały być parki, dziś są barykady, choć płoną nasze
                biblioteki, choć palą się szpitale, Warszawa, broniąca honoru
                Polski, jest dziś u szczytu swej wielkości i sławy!"



                TU na Wawel przyjadą

                NAJWIĘKSI TEGO ŚWIATA...LARUM GRAJĄ ...a ty się nie zrywasz!
                szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z Tobą?
                Mały rycerzu?...Bank Polski, IPN, NIK, CBA w niebezpieczeństwie...

                __________Pokolenie harcerzy CZUWA!_____________
                Pali znicze...śpij spokojnie z Królową Polskich Serc

                nieurodziwi ale piękni bo wspaniale przypomnieli harcerzom
                czym dla nich jest Polska!
                • hasz0 boję się czy ustoję... czekać 9 godzin w kolejce 14.04.10, 08:18

                  • torunradio czekali nawet 20 godzin/n 17.04.10, 07:42
                    • toronradio i doczekali sie wawelu i mowy Sniadka..historia wr 19.04.10, 08:15
                      aca
                      ....
                      "Mowa pogrzebowa wygłoszona na nabożeństwie żałobnym
                      za śp. Józefa Borysewicza, w kościele Ojców Reformatów w Krakowie
                      dnia 6 lutego 1849 roku11. Jak głęboko ten krótki pobyt wybitnego
                      kaznodziei zapisał się w pamięci krakowian, świadczyć może epitafium
                      jemu poświęcone w kościele Panny Marii, w kaplicy św. Jana
                      Nepomucena. Jest ono dużych rozmiarów, wykonane z białego piaskowca
                      , a przedstawia popiersie zmarłego w architektonicznym
                      obramieniu. Ponad belkowaniem znajduje się kartusz, na którym
                      umieszczono skrzyżowane: szablę i krzyż - symbole drogi życiowej
                      powstańca i zakonnika12."
                      • toronradio doczekali sie Wawelu mowy Sniadka.historia wraca! 19.04.10, 08:17
                        W kwietniu 1849 r. Hieronim Kajsiewicz zbiegł z Krakowa w obawie
                        aresztowania przez wkraczające wojska rosyjskie13. W drodze do
                        Paryża, w Dreźnie, trafił na walki barykadowe i przejściowo został
                        aresztowany. Doświadczenia Wiosny Ludów zaostrzyły jego poglądy
                        antyrewolucyjne i antypowstańcze. W liście przesłanym do Przeglądu
                        Poznańskiego wypowiedział się przeciw udziałowi księży w życiu
                        politycznym. Dnia 29 listopada 1849 w kaplicy Wniebowzięcia w Paryżu
                        wygłosił kazanie O duchu narodowym i duchu rewolucyjnym, w którym
                        potępił udział Polaków w wypadkach europejskich, a zwłaszcza w
                        obronie Republiki Rzymskiej. Spotkał się z okrzykami protestu
                        niektórych słuchaczy, a chociaż grzmiącym głosem zmusił ich do
                        milczenia, zaniechał na dłuższy czas publicznych wystąpień w
                        środowisku emigracyjnym14. W r. 1850 powrócił do Rzymu, a w 1855
                        przejął z rąk Józefa Hubego kierownictwo zgromadzenia, którą to
                        funkcję miał już zatrzymać do swej śmierci.

                        Zmartwychwstańcy przeżywali wówczas poważny kryzys. Było ich wciąż
                        zaledwie kilku. Osamotnieni, traktowani nieufnie przez Rzym jako
                        Polacy, zwalczani przez dyplomację carską jako emigranci,
                        utrzymywali się ze skąpych datków kilku rodzin wielkopańskich z
                        ojczyzny. Kajsiewicz zaczął przyjmować do zgromadzenia Włochów i
                        Niemców, pertraktował o połączenie zmartwychwstańców z jednym z
                        zakonów francuskich. I znowu przypływ rewolucyjnej fali otworzył
                        przed zgromadzeniem szersze perspektywy. Pius IX zatwierdził w roku
                        1860 regułę zmartwychwstańców. Pierwszym celem ich miała być odtąd
                        walka z “socjalizmem”, czyli, mówiąc ściślej, z tendencją
                        rewolucyjno-demokratyczną na gruncie polskim. Celem drugim - obrona
                        Unii, w związku z czym powierzono zmartwychwstańcom placówkę misyjną
                        wśród unitów w Bułgarii. Kajsiewicz odbył w r. 1862 wyprawę do
                        Adrianopola; odwiedził też Ziemię Świętą.

                        • toronradio _____________Jak wyważyć proporcyumytat: 19.04.10, 08:35

                          "Do powstania narodowego w 1861 odniósł się Kajsiewicz sceptycznie.
                          Zbyt dokładnie znał europejską sytuację polityczną i wiedział, że
                          powstanie, do którego przystępowało także wielu duchownych, nie
                          miało żadnych szans powodzenia. Celebrował w paryskim kościele
                          Wniebowzięcia NMP obchody ku czci warszawskich ofiar, słuchaczom
                          swoim przedstawiał wstrząsający obraz terroru, zabiegał u
                          francuskich biskupów o listy pasterskie z wyrazami sympatii dla
                          Polski, ale w poufnej korespondencji z krajem starał się tłumić
                          zapał duchowieństwa. Oburzał się na polskie sympatie dla
                          zjednoczenia Włoch, powstawał na braterstwo z Żydami, opowiadał się
                          za Aleksandrem Wielopolskim, żądał ukrócenia śpiewów patriotycznych.
                          Gdy grupa księży zaczęła deklarować posłuszeństwo wobec Komitetu
                          Centralnego, Kajsiewicz za radą pewnych osób z kurii wystąpił z
                          gwałtownym atakiem przeciwko tajnym związkom jako bezbożnym i
                          potępianym przez Kościół. Nie wiedział, że termin powstania ze
                          względu na ogłoszoną w Warszawie brankę przesunięto na koniec
                          stycznia. Oryginalny list otwarty Kajsiewicza “do braci księży
                          grzesznie spiskujących i do braci szlachty niemądrze umiarkowanej”
                          ukazał się tylko w mało znanym Tygodniku Katolickim ks. Aleksego
                          Prusinowskiego w Grodzisku Wielkopolskim (nr 4, z 23 stycznia 1863
                          r.), a nabrał rozgłosu dopiero po miesiącu, kiedy rządowa prasa
                          warszawska przedrukowała go z tendencyjnymi skrótami15. W obliczu
                          toczącej się walki wystąpienie Kajsiewicza poczytano za zdradę
                          narodową, a Rząd Narodowy napiętnował autora jako “moskiewskiego
                          sługę”. W ówczesnych prywatnych wynurzeniach Kajsiewicz potępiał
                          akces “białych” do powstania; zgodził się jednak pod naciskiem
                          przyjaciół ogłosić drugi list, w którym opowiadał się, z pewnymi
                          zastrzeżeniami, za prawem Polski do niepodległości, ale poprzednich
                          oskarżeń przeciw konspiracji nie odwołał. W czasie gdy Pius IX
                          przyłączył się do interwencji na rzecz Polski, Kajsiewicz złagodził
                          trochę swój stosunek do sprawy narodowej.

                          Po upadku powstania styczniowego ks. Hieronim poświęcił większość
                          swych wysiłków zorganizowaniu Kolegium Polskiego w Rzymie (1866) dla
                          kształcenia duchownych z kraju. Pierwszym rektorem tej placówki
                          został główny realizator myśli Jańskiego - ks. Piotr Semenenko.
                          Kajsiewicz, jako generał zmartwychwstańców (1845/7 i 1855/73) i
                          pełen apostolskiej gorliwości kapłan, wiele podróżował. W latach
                          1865-66 spędził blisko rok w Ameryce, wizytując placówki
                          zgromadzenia w Kanadzie, docierając też do Brazylii. Drugi raz udał
                          się za Atlantyk w 1871, by odwiedzić parafie polskie w Kentucky,
                          Texasie i Chicago. W latach 1868-69 bawił w Galicji szukając tam, na
                          razie bez skutku, punktu oparcia dla swego zgromadzenia. Zacieśnił
                          wówczas stosunki z domem niepokalanek w Jazłowcu; początkom tego
                          zakonu patronował w Rzymie w latach 1853-57, jako spowiednik i
                          doradca założycielek, Józefy Karskiej i Marceliny Darowskiej. W roku
                          1872 odbył drugą podróż do Bułgarii. Za rządów Kajsiewicza jako
                          generała wstąpili do zmartwychwstańców pierwsi Włosi i Alzatczycy;
                          powstały pierwsze placówki misyjne w Kanadzie (1857), w Bułgarii
                          (1863) i w USA (1866). Zaborcy udaremnili natomiast wszystkie jego
                          próby osiedlenia się na ojczystej ziemi.

                          Ks. Hieronim Kajsiewicz zmarł nagle, rażony apopleksją na ulicy w
                          Rzymie, dnia 26 lutego 1873 roku. Pozostawił zgromadzenie w pełni
                          rozwoju, liczące blisko 80 członków. Został pochowany na cmentarzu
                          św. Wawrzyńca. W 1956 dokonano ekshumacji jego czcigodnych prochów i
                          wraz ze szczątkami sług Bożych Bogdana Jańskiego i ks. Piotra
                          Semenenki złożono w kościele Zmartwychwstańców w Rzymie.

                          Kajsiewicz, niestrudzony zmartwychwstaniec i działacz emigracyjny,
                          cieszący się opinią opatrznościowego męża, był całkowicie oddany
                          sprawie Kościoła i rozdartej przez zaborców ojczyzny. Tak jak dla
                          ogarnięcia wzrokiem obrazu pokaźnych rozmiarów potrzeba odpowiedniej
                          odległości, tak też dla oceny wielkości zjawiska, jakim było życie i
                          działalność tego wybitnego zamartwychwstańca, konieczny jest
                          stosowny dystans. Dopiero wtedy ocenić można, co jest naprawdę
                          trwałe, a co stanowi objaw przejściowy lub przemijający. W
                          przedstawionym biogramie księdza Kajsiewicza łatwo zauważyć dwie
                          tendencje. Jedną z nich można nazwać progresywną, głoszącą, iż naród
                          powinien wywalczyć swoją wolność; dlatego Kajsiewicz bierze czynny
                          udział w powstaniu listopadowym i rozumie nadzieje, jakie budzi
                          Wiosna Ludów. Drugi nurt w jego biografii trzeba okeślić jako
                          konserwatywny i umiarkowany, twierdzący, że naród, jeśli ma dalej
                          istnieć, winien ocalić jak najwięcej ze swej tradycji.

                          Wbrew pozorom tendencje te nie przeciwstawiały się sobie, nie
                          stanowiły wykluczających się możliwości. Egzystowały jako ściśle
                          sprzężone i uzupełniające się elementy biografii Kajsiewicza.
                          Zmartwychwstaniec ten nawoływał, by “każdy w jakimkolwiek obranym
                          stanie, urzędzie, sztuce, rzemiośle był doskonały i tak, nie czczą
                          gawędą i marzeniem, ale uczynkami miłości swojej ku krajowi
                          dowodził”16. Na równi z walką zbrojną widział on potrzebę batalii
                          przeciwko wadom narodowym jako zgubnemu dziedzictwu przeszłości;
                          apelował o bohaterstwo i ducha poświęcenia; domagał się zachowania
                          tego, co dobre w polskiej tradycji narodowej, a więc domu zdrowego,
                          przepełnionego patriotyzmem i religijnością, przeciwdziałania
                          zgubnym prądom i zepsuciu moralnemu. Uważał, że księża “powinni
                          wytępiać pijaństwo w narodzie..., zbytek, miękkość, rozpustę i te
                          nieszczęśliwe przeklęte rozwody w klasach wyższych..., próżniactwo,
                          niestaranność, nieład, niestałość, niekarność we wszystkich...
                          Pracować nad oświatą ludu, pilnować szkół i szkółek, ucząc religii i
                          wiadomości pożytecznych..., być nawet przewodnikiem ludu w
                          rolnictwie i dawać rady higieny”17. Za warunek istnienia narodu
                          Kajsiewicz uważał zarówno szacunek dla przeszłości, jak i pracę dla
                          przyszłości. Kierował wzrok ku przyszłości, która miała przynieść
                          wskrzeszenie niepodległego bytu, ale i ku odległej przeszłości - w
                          niej bowiem usiłował odkryć pierwotne oblicze narodu, określające
                          charakter jego misji i przyszłych losów. Jednoczył Polaków w imię
                          zachowania i rozwoju tych wszystkich wartości religijnych, moralnych
                          i patriotycznych, od których zależy siła i zdrowie narodu. "


                          Kaznodziejskie dzieło ks. Hieronima Kajsiewicza
                          • toronradio Re: _____________Jak wyważyć proporcyumytat: 19.04.10, 08:51
                            W pięć lat po śmierci ks. Hieronima na łamach Przeglądu Lwowskiego
                            podkreślano,
                            że kazania jego z jednej strony

                            podobne są do kazań Skargi,
                            a z drugiej odpowiadają wymaganiom czasu;

                            nie zamykają się bowiem w wykładzie dogmatu, ale dotykają kwestii
                            bieżących; są polemiczne, rozwiązują i wyjaśniają wiele palących
                            kwestii religijnych i społecznych23.

                            Głosem znakomitego historyka literatury i krytyka - Stanisława
                            Tarnowskiego uznał go nie tylko za największego mówcę polskiego XIX
                            wieku, ale widział w nim “kaznodzieję, jakiego w Polsce od czasów
                            Skargi nie było”24.

                            Nazywał go “psychologiem i znawcą narodowej duszy”, podkreślając
                            także jego oryginalność, mistrzostwo słowa i stylu oraz głębokie
                            poczucie patriotyzmu25.

                            Inny krytyk literacki, Jan Bystrzycki:

                            - “Musimy uważać kazania ks. Kajsiewicza - stwierdzał - za piękne
                            następstwo kazań księdza Skargi, a samego kaznodzieję za jedynego i
                            godnego jego następcę. Choćby ksiądz Kajsiewicz nie zrobił nic
                            innego w życiu, tylko powiedział lub napisał te kazania i mowy, to
                            już przez to samo miałby zapewnione zaszczytne bardzo miejsce w
                            naszej literaturze”26.

                            Biskup Józef Sebastian Pelczar (†1924) w swym Zarysie dziejów
                            kaznodziejstwa w Polsce pisał, iż
                            - “jako kaznodzieja mógłby [on] sięgnąć po palmę pierwszeństwa
                            pośród kaznodziejów polskich XIX wieku; połączył bowiem w swojej
                            osobie i świątobliwość życia, i gruntowną naukę, i wyższy pogląd na
                            rzeczy, i twórczość wyobraźni, i zapał serca, i siłę w oddaniu; do
                            tego układ w jego kazaniach dobrze obmyślany, styl dziwnie jasny i
                            męski, a przy tym obrazowy; język bogaty i czysty”27.

                            Współcześni autorzy mówią także z wielkim uznaniem o słynnym
                            zmartwychwstańcu, podkreślając, iż jego “kaznodziejstwo
                            okolicznościowe należy do kanonu najwybitniejszych tekstów tego
                            rodzaju”28.


                            • toronradio __Kto nam DZIŚ kształtuje "polskie dusze"? No kto? 19.04.10, 08:53
                              Ze względu na wyjątkowe zalety oratorskie, patriotyczne, historyczne
                              i religijne, kazania, homilie i mowy okolicznościowe Hieronima
                              Kajsiewicza zalecane były nie tylko kapłanom, ale wszystkim
                              myślącym, którym leżało na sercu rozwiązanie wielu palących
                              problemów religijnych i społecznych. Pomimo to nieliczne były próby
                              opracowania spuścizny słynnego kaznodziei. Prawie trzydzieści lat po
                              jego śmierci Jan Bystrzycki ze smutkiem stwierdzał, że “pamięć jego
                              bólu, jego cierpień, jego niespożytych zasług, niezmordowanej
                              długotrwałej pracy zniknęła dla ogółu. Przyczyną tego, a zarazem
                              skutkiem jest prawie zupełne milczenie otaczające imię wielkiego
                              kaznodziei, zupełny brak wyczerpującej, płodnej przedmiotu
                              monografii, która by przedstawiała wszystkim całokształt jego
                              wielostronnej działalności, wierny i dokładny obraz życia i dzieł,
                              dążeń i ideałów”29. Z okazji setnej rocznicy urodzin Kajsiewicza
                              anonimowy autor na łamach Gazety Kościelnej ubolewał, że “ogół nasz
                              nie interesuje się dziełami wielkiego mówcy. (...) A przecież nie
                              wywietrzała z nich siła, nie uszła piękność, prawda tam głoszona nie
                              obróciła się w fałsz, owszem, dziś, po pół wieku, widoczniejszą się
                              stała i potrzebniejszą, niż była wtedy...”30. W tym samym roku i z
                              tej samej okazji wspomniany już Stanisław Tarnowski tak pisał o
                              Kajsiewiczu w swojej Odezwie: “Smutno powiedzieć, ale ten mówca
                              bezwzględnie pierwszy, pisarz jeden z pierwszych polskich XIX wieku,
                              często nie znany jest nawet ludziom bardzo wykształconym, bardzo w
                              polskich dziełach rozmiłowanym, nie wniknął w wychowanie, nie
                              przeszedł w krew naszego społeczeństwa”31. Podobnie - w czterdziestą
                              rocznicę śmierci - napisał o Kajsiewiczu Witold K.: “Cicho o nim u
                              nas jak w grobie. Mało kto słyszał jego nazwisko, a jeszcze mniej
                              pono takich, co wiedzą o jego kapłańskiej i obywatelskiej pracy.
                              (...) Nie znana bowiem zostaje jego praca owocna, nie wydobyte z
                              topielisk zapomnienia perły wymowy, co tak poruszały ojców naszych.
                              (...) Dziś jego myśli wzniosłe i czyny pokryto płaszczem
                              milczenia”32.

                              Te sądy z początku XX wieku można i dzisiaj powtórzyć.

                              “Owocna praca i perły wymowy” ks. Kajsiewicza
                              pozostają wciąż dla wielu nie znane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka