piq
25.01.11, 23:12
O co chodzi?
A o to, że katastrofa smoleńska wykazała, jak bardzo niedorobione jest państwo polskie. Oczywiście, niepodległe państwo ma zaledwie 20 lat, to prawda, podobnie przed II wojną nie było tak bardzo fajnie, jak to dzisiaj chcieliby widzieć niektórzy niedouczeni, bo wszak istniały wówczas (nawet podobne jak dzisiaj) wady. Albowiem katastrofa w Smoleńsku była wynikiem prostej zasady: do tej pory każdy wygrywający wybory traktuje państwo polskie jak prywatny folwark i jak już zajmuje jakieś stanowisko, to uważa, że jest paniskiem i może każdego wdeptać w ziemię. Tymczasem w najlepszej wersji tego fatalnego ustroju, jakim jest demokracja, istnieją dwie zasady: 1) przestrzeganie procedur i 2) elementarna przyzwoitość. U nas każdy polityczek uważa, że prawa i procedury są dla szaraczków, a on może sobie do woli wstrzymywać Ziemię i ruszać Słońce, bo takie ma kaprycho.
A zatem chodzi o to, że taka lub podobna katastrofa mogła się przydarzyć zarówno pięć lat temu, jak i za pięć lat (gdyby nie wydarzyła się ta). I o to, że trzeba tę tragedię wykorzystać do ukazania, co jest złe i zepsute w funkcjonowaniu państwa polskiego przynajmniej w kawałku. Choćby po to, żeby śmierć tych 96 ludzi nie poszła na marne.
W normalnie funkcjonującym kraju demokratycznym procedury są święte. Prezydent USA nie ma nic do gadania w kwestiach objętych procedurami, bo obowiązują go nawet bardziej. Prezydent USA nie pomyślałby nawet o tym, żeby postąpić wbrew temu, co obowiązuje. Tymczasem, jak wynika z wypowiedzi pilotów 36. pułku, a zwłaszcza byłych premierów Leszeczka Millera i Jarcia Kaczyńskiego (za Donka było z pewnością tak samo), na pokładach samolotów vipowskich działy się rzeczy naruszające wszelkie procedury: wycieczki krajoznawcze do kabiny pilotów, mówienie im, co mają robić, imprezki. W Air Force One prezydent USA podlega ścisłym ograniczeniom i jest posłuszny pilotowi, ponieważ prezydent USA (nawet jeśli jest pilotem myśliwskim Gwardii Narodowej jak Bush) musi przestrzegać procedur bezpieczeństwa, a ponadto przyjmuje bez protestów, że na pilotażu Boeinga 747 zna się znacznie gorzej niż załoga.
Jeśli ktoś pamięta nieprzylecenie iluś głów państw na przesławny pochówek wawelski i podaną przyczynę: chmurę pyłu - to musi wiedzieć, że tak właśnie było: o głowę państwa i rząd dba się do przesady i nie dopuszcza się nawet 0,1% ryzyka, że się go straci. Nawet loty w takie miejsca jak Afganistan czy Irak są objęte procedurami i prezydenci nie mają nic do gadania. Nawet ślad zagrożenia traktuje się poważnie i nie wystawia się głowy państwa czy szefa rządu na jakikolwiek hazard.
W normalnym państwie pilot lecący z prezydentem nawet nie podszedłby do lądowania w warunkach panujących w Smoleńsku.
Podobnie procedury obejmują wiele innych czynności w normalnym państwie. Na pewno to, kto wisi u czyjej klamki i jak długo, komu obciąga faję albo robi herbatkę, czy też czyjej mamusi zanosi się szarlotkę ma mniejszy wpływ na karierę niż w Polsce, na pewno bardziej liczy się dorobek czy zdolności.
W normalnych warunkach awanse na kolejne stopnie wojskowe przebiegają według konkretnych proceduralnych wymagań: trzeba spełnić to, to i to, to się dostaje awans. Tymczasem w Polsce nawet prawnie uwarunkowane wymagania zgody jakiegoś towarzysza kierownika, jak np. w wypadku pozwoleń na broń palną, których pan policjant może ci odmówić "bo nie", bez podania przyczyn, choć się spełnia wszystkie wymagania. Zwłaszcza awanse generalskie zależą od elit politycznych, które zrobiły sobie z tego pole do uciech polegających na wysadzaniu w powietrze - po uważaniu - tych kandydatów, których się nie lubi, bez dania żadnej racji. Wystarczy, że się ich nie lubi.
Dlatego ta cała haniebna szopka, która toczy się wokół MAKu, niemaku, tego, tamtego, siamtego, ten cały bełkot, który wylewa się z przekaziorów, jest hucpą i durnotą. Albowiem jeśli państwo polskie samo wystawia na hazard życie i zdrowie najwyższych osób w państwie, to czepianie się MAKu albo ruskich jest głupotą, zasłoną dymną i protezą, żeby przysłonić to, co KAŻDA ekipa rządząca do tej pory uprawiała - i żeby nic się nie zmieniło i dalej jakiś pan minister, premier lub prezydent mógł sobie podcierać zadek zasadami postępowania - jak to dzisiaj bez żenady apoteozował Jarosław w interesie WSZYSTKICH klik u żłobu rzeczy pospolitej, którą jest dla nich Rzeczpospolita. Jeśli organa i przedstawiciele Polski nie dbali o bezpieczeństwo głowy państwa, to dlaczego mieliby to robić Rosjanie? Powtarzam, w warunkach panujących w Smoleńsku samolot nawet nie powinien podejmować próby lądowania.
Ruscy zrobili raport po swojemu i z korzyścią dla siebie. To oczywiste, bo dlaczego nie? To jest polityka i te pocieszne powrzaskiwania, że ruscy be, mogą co najwyżej nieśmiesznie śmieszyć.
Tu nie chodzi o tzw. "honor polskich oficerów", bo oni są ofiarami systemu panującego w polskim państwie. Dlatego uprzejmie wnioskuję: zamknijcie, panowie, mordy i zacznijcie robić to, co trzeba.
Zacznijcie od jednomandatowych okręgów wyborczych i likwidacji haraczy z naszych pieniędzy dla siebie pod pozorem "dotacji dla partii politycznych" oraz zlikwidujcie immunitet. To na początek.
Ten wątek dedykuję tym wszystkim, którzy ekscytują się nie tym, co trzeba. Bez żadnego sensu i bez żadnego pożytku.