absztyfikant
12.06.12, 18:14
„Nikt nie popsuje nam tej imprezy" – pisze na portalu „Rzeczpospolitej" pan Darek Rosiak, któremu stale coś w tej zabawie przeszkadza. A to ci, którzy zostali oszukani przy budowie autostrad, a to ci, którzy domagają się międzynarodowego śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. A przecież mamy Euro 2012.
Przytrzaśnięta do muru lawiną oskarżeń w mediach, że usiłuję komuś zepsuć zabawę, zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Może naprawdę nie umiem się bawić i zazdroszczę tym, którzy potrafią? Tylko że ja lubię się bawić. To o co chodzi? Dlaczego trudno mi się włączyć w ten nurt powszechnej radości? Przytaczając przejaskrawione porównanie, powiem tak: pewnie z tych samych powodów, dla których trudno byłoby mi się bawić na karuzeli przy getcie w Warszawie w czasie wojny (jeśli ta karuzela w ogóle istniała). Pewnie dlatego, że nie bawiłabym się dobrze na juwenaliach tuż po śmierci Pyjasa.
niezalezna.pl/29767-czasem-ciezko-jest-dobrze-sie-bawic%E2%80%A6