tyu
05.04.02, 17:39
W poniedziałek minie miesiąc od czasu, gdy odeszła od nas Perli.
Jakże często jest tak, że nim zdążymy poznać człowieka - już go nie ma.
Tak było i z Nią. Była sobie gdzieś w kąciku Forum taka myszka, mówiła o sobie
skromnie „głąbiasty umysł” - i tego typu rzeczy...
Ale kto poznał Jej teksty, zwłaszcza te samoistne, nie będące li tylko prostymi
odpowiedziami na proste pytania, ten nigdy już nie nazwałby Jej „głąbem”. Nomen
omen - perlił się w nich humor tak wielki, a zarazem subtelny, absurdalny - a
tak głęboko osadzony w życiowych realiach... A przy tym - ciepły, nie raniący
nikogo.
Będzie nam Jej brakowało.
To tak, jak podczas migania kanałami TV - jakże to się nazywa, ta nowa mania?
Migasz, kanałami muzycznymi na przykład, leci chłam za chłamem, pop-papka na
zmianę z rapowym bełkotem, tu jakieś australijskie minogi dowodzące, że tynk
lepszy od bielizny damskiej, więc po co bielizna, tam - lolitka rżnąca dziewicę
z Mid-Westu czy innej dziury, która karierę zaczynała od nudzenia się w szkole,
ówdzie gardłowo chrypi ktoś coś... albo znów puszczą tę jak jej tam, której
samo już imię, to profanacja - nie mówiąc o szczegółach wyłażących ze spodni na
tle amerykańskiej flagi...
I nagle - olśnienie.
Nie wiem skąd ani jakim sposobem, ale parę - parę! - razy w tym chłamie pojawił
się teledysk „Baila si”. Nie znacie? Ja też nie znałem. Tak samo, jak nie
znałem nazwiska Nathalie Cadorne. A z nią - chór za obłokami wydzielanymi przez
suchy lód, który nie jest żadnym lodem, tylko zestalonym dwutlenkiem węgla i
tak ma właśnie być... i chór tańczy, śpiewa i klaszcze, a śpiewa nie po
angielsku - tej współczesnej łacinie, która dochrapała się obecnego stanu
posiadania bynajmniej nie dzięki logice składni, czy wymowy, lecz dzięki temu,
że szła za pieniądzem - śpiewa po hiszpańsku! i to nie w języku Rysiaczka
Martina, tym spanglish jakimś, lecz po hiszpańsku naprawdę, nawet bez drobnych
anglonaleciałości, których teraz wszędzie pełno. Twardy, dźwięczny, szlachetny
język. I śpiewa Cadorne. I klaszcze chór, prawie flamenco. Tego nie można
opisać, to trzeba zobaczyć, usłyszeć i przeżyć - jak poezje prozą autorstwa
Perli.
A Perli nie ma.
Kiedyś przed laty, wówczas gdy była to jeszcze nowinka, mój dyrektor techniczny
wydębił zainstalowanie łączy światłowodowych dla internetu. Może na nim z kolei
wydębił to spec od komputeryzacji - nie wiem. Łącza są i gdyby ich nie było
teraz, byłoby zupelnie bez sensu, bo w firmie jest dobre kilkadziesiąt kompów,
a większość podłączona do sieci. Przy tej intensywności korzystania bez łącza i
ryczałtu - firma poszłaby pewnie z torbami. A tak - kilkadziesiąt osób może
siedzieć po 24 godziny na dobę. Ja akurat jestem wyjątkiem, bo kompy mam trzy,
ale w sieci tylko jeden; pozostałe to robole od sterowania aparaturą. Przesuw
silników krokowych, rejestrowanie danych pomiarowych itd. Jakiś Word itp
drobiazgi są też, ale prawdziwe obliczenia robię zazwyczaj na tym właśnie, z
którego stukam. Czasem wystarczy Excel, częściej lecą programy specjalne.
Paradoks w tym, że dane dłużej się zbiera, niż potem obrabia. On line odpada.
Nie narzekam - mogę, jak wzorowa prządka, pilnować tego, co się rejestruje, a
zarazem robić coś innego. Czasem są to jakieś głupoty w rodaju kolejnej
szklanki dolewanej do morza papieru, z którego kiedyś wypłynie certyfikat ISO-
ileś tam. Czasem coś bardziej ambitnego. Czasem Forum. Czasem jakaś gra, albo
idę do biblioteki, gdy wszystko idzie rutynowo i stabilnie. A potem - krótka
zazwyczaj piłka i wiem, co otrzymałem. Robota, do której pasuję, bo jestem
androidem.
Ale to, że nim jestem, wiem dzięki Perli.
Również teraz - równomiernie, co kilka sekund, stuka silnik krokowy zmieniając
pozycję licznika. Skończy się to pewnie koło szóstej, to sobie pójdę. Ale
teraz - mogę pisać.
Nie ma Perli.
Nie ma Perli.
Nie ma Perli.
Nie ma Perli...
Perli spoczywa w spokoju, zapewne w swym Stargardzie Szczecińskim. Spoczywa na
laurach. Ostatni Jej wpis w „Informacjach Dnia” był datowany 8.03.02, ostatni w
ogóle - 10.03.02. Prośby, apele - nic. Moja w tym wina, wiem: sam o te laury
dla Niej, na których teraz spoczywa, walczyłem. Tylko - dlaczego jeszcze muszę
za Nią pisać?! Narobię się, a i tak wyjdzie, jak wyjdzie - Ona zrobiłaby to o
ileż lepiej!
Tylu już ludzi było tu - i odeszło. Część może wróci. Części nie poznamy już
nigdy.
Kto ich chociaż wspomni?
Kto SPRÓBUJE?