pro100
14.05.15, 09:51
1. analizujemy osobowość kandydata - wypuscić samego na ulicę wlezie na latarnię albo cokolwiek, paszczę otworzy, katastrofa, nie daj boże by coś napisał, do restauracji, obgoli wszystkim kieliszki przy stoliku, czytanie z kartki duka jak zapóźniony trzecioklasista
2. nawet z TEGO można wybrnąć!
3. lista niezbędnego sprzętu: 200 bronkobusów, 200 minideł dwustronnych bronkoida z tyłu i z przodu, 2 wiadra, ford transit blaszak na białostockich numerach, 1 krzesło, ogromne ilości taśmy klejącej, najdurniejsza komórka co robi zdjęcia, opalenizna w szpraju, błękitna galabija, szkła kontaktowe tyż błękit.
4. tajna umowa z muzeum figur woskowych w londynie na wynajęcie w podziemiach schowka na szczotki na czas kampani.
5. z rozpoczęciem kampanii ogłaszamy, że prezydent pilnie musi się udać w podróże zagraniczne w ważnych sprawach dotyczących obronności, rozpuszczamy ploty że idzie o coś wielkiego; pokój na świecie albo ratowanie wielorybów (w żadnym razie muchi lub ropuchi - za małe). tymczasem do forda transita na białostockich numerach ładujemy kandydata, krzesło, 2 wiadra całą taśmę klejącą i udajemy się do londka do uprzednio wynajętego lokalu. kandydata mocujemy taśmą do krzesła, raz na dobę wiadro paszy i odbiór pełnego wiadra. umyślnego z aparatami wysyłamy do losowo wybranych miejsc z obowiązkiem 1 słitfoci na tłiterze na dzień ( w miarę możności najgłupszych coś w stylu bolka, widok na kibel w hotelu hilton, pierdząca tylna część wielbłąda itp)
6. tymczasem w kraju 200 bronkobusów z 200 dwustronnymi monidłami rozpoczyna kampanię pod hasłem "peregrynacj obrazu św bronisława". stopniowo zalegendowujemy cudowne właściwości obrazu, jedna kobieta co przyjęła obraz u siebie w tydzień dostała się na operację stawu biodrowego co jej nfz wyznaczyła za 15 lat, facet co chusteczką zmoczoną własnymi łzami otarł obraz z błota (bo sie był przewrócił) dostał ze skarbówki umorzenie kar w wys 14.805 zł za zaległość podatkową sprzed 5 lat w wys groszy 3, obraz wystawiony przed domem sołtysa w piździejewie dolnym przesunął burzę z gradem nad piździejewo górne i wytłukło tym kmiotom wszystko bo nie chcieli u siebie cudownego obrazu. nie zwracamy uwagi na nienawistne komenty kontrkandydatów ani że połowa ludności kulga się ze śmiechu po ziemi (ten się kulga naprawdę kto kulga się ostatni).
7. na piątek przedwyborczy ogłaszamy wielki miting z kandydatem co akuratnie wrócił po wypełnieniu misji. dzień wcześniej przywozimy go z londka nie zapominając zabrać sprzętu i resztek taśmy. spryskujemy dokładnie opalenizną w szpraju, chowamy okulary, zakładamy szkła kontaktowe.
8. w dzień mitingu odziewamy kandydata w błękitną galabiję z wyprzedaży w maroku opaleniznę i oczki już mamy gotowe, pozostaje zadrutować szczeki (albo zakleić kropelką), wykorzystując kij od szczotki i resztę taśmy kleimy pozę na chrystusa z głowy cukru, na podeście przesuwnym przykręcamy buty wysoko sznurowane i mocujemy w nich kandydata.
na placu zmobilizowana agentura, urzędnicy centralni i stołeczni wraz z rodzinami, na podwyższeniu kwas z kaliszem, wtacza się nasz kandydat upozowany, fala entuziazmu, kwas z kaiszem wołają módlmy się, walą na kolana i z podstawionych skrzyneczek całują ziemie kaliską, ba żra całymi mordami, odlot jak na koncercie w woodstok, jeszcze tylko parę niezbędnych nawróceń, np andrzej trabi duszkiem 1/2 l siwuchy z gwinta, po czym udaję się miasto na dzikie baby, tadeusz ubiera włosienicę, sypie głowę popiołem i lamentuje "bronku, twych stóp śmierdzących niegodnym całować" itd przynajmniej kilkanaście.
9. w niedzielę wieczór 80% gwarantowne