oleg3
09.09.19, 17:58
Podczas sobotniej konwencji PiS padły bardzo daleko idące propozycje dotyczące wzrostu płacy minimalnej w kraju. Ta ma wzrosnąć do 2600 zł już w 2020 r. To aż o 350 zł więcej niż obecnie, i 150 zł więcej niż pierwotnie proponować rząd (a nawet więcej, niż domagały się związki zawodowe). Co więcej, na koniec 2020 r. płaca minimalna ma wynosić 3 tys. zł brutto, a na koniec 2023 r. aż 4 tys. zł.
next.gazeta.pl/next/7,151003,25174040,dlaczego-pis-wzial-na-sztandary-place-minimalna-ta-mapa.html#s=BoxOpImg4
Oznacza to wzrost najniższej pensji w gospodarce niemal o 80 proc. w ciągu zaledwie czterech lat!
Motywacja polityczna jest oczywista.
Jak zauważa na Twitterze dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" Bartek Godusławski, głównym beneficjentem podwyżki płacy minimalnej będą mieszkańcy "ściany wschodniej", tj. województw: podkarpackiego, lubelskiego i podlaskiego, a także warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego. To tam Polacy, przeciętnie rzecz ujmując, zarabiają najmniej.
Kto ciekaw może sobie poczytać wywody premiera M. Morawieckiego.
fakty.interia.pl/raporty/raport-wybory-parlamentarne-2019/aktualnosci/news-mateusz-morawiecki-o-placy-minimalnej-4000-zlotych,nId,3193824
O ile to na poważnie, a wycofać się z tego PiSowi będzie niełatwo oznacza to inflację. I to dużą. Budżet na tym nawet skorzysta (wpływy z VAT i innych podatków wzrosną skokowo), ale nie wiem czy wytrzyma to gospodarka. Inflacyjny wzrost zawsze kończy się krachem. No i oszczędności ludności (taki termin ekonomiczny) stracą realnie na wartości.
Polityczny majstersztick, gospodarczy hazard. Następne wybory w 2023 też PiS może wygrać. Potem nastąpi potop.