Biskupi chcą więcej mszy"
Stanisław Obirek, Artur Nowak
11 marca 2020 | 16:02
>>
Swego czasu Kościół wywalczył transmisję mszy w mediach właśnie po to, by umożliwić kontakt z praktykami religijnymi ludziom zmuszonym do pozostawania w domu. Może w obliczu epidemii znowu warto skorzystać z technologii?
Biskupi żądają więcej mszy, a fundamentaliści straszą bożym gniewem. Epidemie od wieków były pożywką dla populistów. To właśnie na nieszczęściach budowali swoje kariery demagodzy wieszczący apokalipsę.
Kiedy 700 lat temu do portu w Messynie na Sycylii dobiły genueńskie galery, na których znajdowały się osoby zarażone nieznaną wówczas chorobą, nikt nie przypuszczał, że dżuma zabije prawie co trzeciego Europejczyka. Ludzie wpadali w popłoch, naprędce spisywali testamenty, wierzyli, że przed zarazą uchronią ich symbole religijne lub wizerunki świętych. Handel dewocjonaliami i pielgrzymki okazały się świetnym biznesem. W 1350 roku, ogłoszonym przez papieża Klemensa VI Rokiem Świętym, masowo pielgrzymowano do Rzymu.
W reakcji na powtarzające się fale epidemii dziesiątkujących ludność kontynentu gorliwi chrześcijanie zaczęli brutalnie prześladować Żydów, którzy dzięki skrupulatnie przestrzeganym przepisom religijnym (mycie rąk przed jedzeniem i po posiłku, oczyszczanie ciała po kontakcie z szeroko rozumianą nieczystością) rzadziej padali ofiarą roznoszonych przez zarazki chorób. Ich niska śmiertelność była dla głęboko wierzących chrześcijan – i równie głęboko nienawidzących Żydów – najlepszym przykładem, że to właśnie oni są odpowiedzialni za eskalację zarazy, zatruwanie studni i wszelkie możliwe zbrodnie. Jakie to znamienne, że zamiast szukać sposobu, jak zaradzić pożodze, szukano winnych.
Również dziś na prawicowych portalach można przeczytać, że w obliczu olbrzymiej tragedii, z którą mierzy się niemal cały świat, warto „odejść od epidemiologii” i zastanowić się, jakie przesłanie może nieść dla nas idąca z chińskiego Wuhan epidemia.
W ostatnią niedzielę, w trakcie mszy w jednym z wrocławskich kościołów wierni usłyszeli, że koronawirus to kara za homoseksualizm i aborcję. Ile jest takich parafii, w których proboszczowie postawili podobną „diagnozę”? Czyż te rojenia nie przypominają średniowiecznego polowania na przewrotnych Żydów?
A może dzisiaj nadszedł czas, by właśnie od Żydów nauczyć się elementarnych wymogów higieny i zacząć myć ręce nie tylko przed jedzeniem i po posiłku, ale również po wyjściu z toalety i po powrocie do domu z miejsc publicznych. To bardziej produktywne niż zaklinanie modłami zła.
Niestety, nie tylko krewcy publicyści katolickich mediów są przekonani, że episkopat włoski, ograniczając praktyki religijne, utracił wiarę w Boga. Biskupi apelują, by odprawiano więcej mszy, a wielu księży zarzeka się, że nie będzie słuchać bezbożnych nakazów i nadal będzie udzielać komunii na język, „jak Bóg przykazał”.
Kiedy wiara nie uwzględnia praw nauki, bardzo łatwo przeobraża się w zabobon albo w bajkę. Jak trafnie zauważa ksiądz profesor Michał Heller, „dzisiaj obraz świata przekształca się niezwykle dynamicznie, a my często tkwimy jeszcze w jego starym kształcie, może nawet w średniowiecznym”. Potencjał Kościoła można by wykorzystać jako narzędzie edukacji i profilaktyki oraz organizacji pomocy dla zarażonych. Kościół mógłby zbudować w trudnym dla siebie okresie kapitał zaufania, wrócić do podstaw, do służby.
Czy potrzeba nam więcej mszy? Warto przywołać wielkopostny fragment Ewangelii, kiedy w czasie kuszenia zbawca odpowiada szatanowi: „Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by wobec zagrożenia wirusem Kościół organizował więcej mszy transmitowanych przez media. Warto przypomnieć, że w okresie gdy Kościół cieszył się ogromnym autorytetem społecznym, wymusił na ówczesnych władzach komunistycznych transmisję mszy przez radio i telewizję właśnie po to, by umożliwić kontakt z praktykami religijnymi ludziom zmuszonym do pozostawania w domu.
Może warto skorzystać w tych tygodniach ze zdobyczy technologii? Kościół straci może trochę na tacy, ale da świadectwo zdrowego rozsądku. >>
wyborcza.pl/7,75968,25779472,przekazmy-sobie-znak-pokoju-i-wirusa-czy-rzeczywiscie-potrzeba.html#S.main_topic-K.C-B.2-L.2.glowka
Mozna widziec problem tak jak Obirek ale mozna tez nieco inaczej - rzecz gustu. Bo ja zastanawiam sie po co ten Obirek wyrywa sobie serce dla tych nikczemnikow skoro znacznie prosciej byloby nie napominac ich i nie probowac korygowania. Po co? Chca aby zaraza miala w kosciele przyjazny grunt dla rozwoju i rozprzestrzeniania sie - nie ma sprawy. Niech sie matolki caluja i sciskaja a juz najmocniej z ksiedzem. Wytlucze ich ten koronawirus troche, ubedzie najwiekszych fanatykow wraz z katabasami a, jestem pewien, los usmiechnie sie do Polski i Polakow, a wesole sloneczko zaswieci im na bezchmurnym niebie.