Gość: Ja
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.12.04, 13:40
Najpierw trzeba, kur**, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po sklepach,
przepychał się przez
spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na jakieś
pierdofy. Co gorsza,
wszystko już kiedyś komuś kupiłem. Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a
przecież nie kupię
mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na
etykiecie półlitrówki. Ciocia
Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym bo go kupiłem z
przeceny bo za tydzień
kończył się termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery
byłby krem
przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek
żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej
kasy na Boże
Narodzenie, i tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program
komputerowy, choć
i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 2 godzinach, bo każda gra
jest dla tego półmózga
za trudna. Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura
dostanie coś
ładniejszego. W rezultacie kupię byle co, jak co roku. Potem śledzik w pracy z
ludźmi, których mordy są
mi nienawistne,
i patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy
wiedzą, że dopiero wtedy
byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do
komputera. Krwiopijca. Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio
obślini biust pani Bożeny z
księgowości,
zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są
naprani. Następnego dnia
kac w dodatku żona będzie robić wymówki. Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak
karpia, bo małżonka
uważacie - wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie
męczy od 15 lat bez
zmrużenia oka. Garbata owca. A jeszcze przynieść i przystroić choinkę. Z
dzieckiem, "żeby miało cieple
wspomnienia z dzieciństwa" a ono w dupie ma choinkę, mnie, Boże Narodzenie i
wszystko. Jak taki
glon emocjonalny może mieć jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna.
Rodzinna, mać ich w
tę i z powrotem. Jedna wielka męka. Co za palant wymyślił ten łzawy termin
"rodzinna wieczerza"? Przyjdą
wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z z daleka z dobrym skutkiem.
Usiądziemy za
stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty. Trzeba będzie się kłamliwie
ucieszyć, choć z góry wiem,
że ten ch..owy krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną
kolekcję podobnych
gówien gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz
następnego dnia wyrzucił
wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie
- będę wiedział
ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną
wyprzedawać to czego nie
udało się upchnąć ludziom do wigilii. Po prezentach się zacznie. Te same
kretyńskie dowcipy wuja
Bronka zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego
psa po to, żeby
narzygał w nocy na mnie i pościel bo przecież wiadomo że śpię z psem Ciotka
załzawi się po dwóch
godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze,
że trzymamy się razem".
Gó.. prawda akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się
już, zacznie
wyzywać swojego ślubnego od złamanych ch..ów.
To oczywiście prawda. edyna nadzieja, że akurat w tym roku 6- letnia latorośl
kuzynostwa z Łodzi nie
nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje o tym radośnie jeszcze
przed deserem. Bo to, że
coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę
przeżyć debilne gadki o
polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie
się poobrażają. Na
koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło swojego
fotela i można będzie
odtrąbić koniec męczarni. A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie
wyprawa na pasterkę, bo
to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą
cholerę tłuc się po nocy.żeby
stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja małżonka
znowu wywinie orła
na ryj na schodkach kościółka - jak to robi od kilku lat z uporem godnym
lepszej sprawy? W kościele,
jeśli tam się pcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego
stoją na własnych nogach,
bo za duży tłok, żeby upaść.
Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie
zwróci uwagi, bo wszyscy
drzemią na stojąco. Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców
z osiedla, bo w Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpie..ć
bliźniemu. Rok temu zglanowali
wujka Edka, ale on
chyba tego nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę.
Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania
drzwi za ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim
świątecznym życiu. Kilka dni
odpoczynku.
Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się kolejny
kretyński wynalazek -
sylwester. Ludzie! Kto to ku.. wymyślił ?! Już od listopada ślubna wydala z
siebie idiotyczne
pomysły żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby
gdzieś wyjechać gdziegorąco. A niech włączy farelkę pod fikusem i będzie
miała tropiki w chałupie. l tak przecież skończy
się na balandze u Witka. Jasne. trzeba ładnie
się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś uroczysty dzień. Czyli żona
najpierw puści w trąbę pół
budżetu domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak w
worku po
nawozach sztucznych. Ale cena taka że za to można by żywić jeden powiat w
Somalii przez kwartał.
Ja się wbijam w garnitur,
bo europejska cywilizacja wymyśliła, że mężczyzna wygląda dobrze gdy wdzieje
na siebie
marynarę co pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek, l
tak mam przewagę, bo
prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i jazda, a małżonka kładzie sobie tapety
tyle, że palec w to
wchodzi do
pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutencnamona zaraz przed konserwacją,
l zajmuje ze trzy
godziny. Łazienka oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy muszą szcz.. do
zlewu. Wiadomo mamusia się szykuje na sylwestra. U Witka ten sam zestaw ludzki
ale czasem trafia
się coś nowego, na czym można by oko zawiesić, Jak zwykle nic z tego nie
wyjdzie bo chociaż Wituś
ma dużą chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed
północą doprowadza się do
stanu, w którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być radosnym jak młody
pies, szczerzyć zęby w
uśmiechu i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą
nikt nie ma, za to
wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie
myli się z tydzień. Baby
w szczególności. Z facetami jest prostsza sprawa bo już koło jedenastej są
pijani w sztok i bełkoczą
albo chcą ru.. wszystko, na co trafią. O północy trzeba obcałować wszystkie
te oślinione i
śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o
czym wtedy
myślę to żeby ich szlag trafił czym prędzej. Potem sylwestrowa noc banalna do
bólu - rozmazane
makijaże kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w
sałatkę), śpiący
pokotem facecijacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywiście, nawalę
się już przed
północą, żeby uniknąć
konieczności potańcówek i dialogów z własną żoną. bo co jej można nowego
powiedzieć po 15 latach
małżeństwa?
Trzeba tylko doczekać do rana kiedy ruszą pierwsze autobusy, bo zamówienie
taksówki graniczy z
cudem. Pijany i śmierdzący autobus dowiezie nas jakoś do domu. Można spać.
Przeżyłem.
Do siego roku.