Dodaj do ulubionych

Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi :))))

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.05, 03:06
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19358876
Obserwuj wątek
    • Gość: patience Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.01.05, 03:11
      "Początkowo Jahwe był tylko bogiem pogody - wyjaśnia Dirk Kinet. - Gwarantem
      płodności, którego seksualny aspekt był powoli spychany na dalszy plan."


      To juz wiem kogo winic za upadek matrierchatu...

      www.connection-medien.de/magazin/02juli/pics/roeder.jpg
    • Gość: Kafar A nowy testament to plagiat baśni ....:))))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.05, 03:18

      Nie będzie o numerologii. Nie bedzie o urojonych widzeniach. Bedzie o naginaniu
      z przemedytacja treści NT.

      Wpływ Psalmów na Nowy Testament trudno przecenić. Jest on olbrzymi. Gdyby nie
      Psalmy, być może, nie byłoby w ogóle Nowego Testamentu, ponieważ, być może, nie
      byłoby chrześcijaństwa.
      Psalmy wpływały na ducha narodu żydowskiego, rozpalały wyobraźnię. Stanowiły
      obok Pięcioksięgu oraz Pism Prorockich jeden z najważniejszych składników
      Świętych Ksiąg żydowskich. Ewangeliczny Jezus mówi:

      Łk 24,44b «Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie
      Mojżesza, u Proroków i w Psalmach.»

      W czasach Jezusa powszechne było wśród Żydów przekonanie o prorockim znaczeniu
      ich świętych ksiąg. Miały tam znajdować się przepowiednie dotyczące
      oczekiwanego przez nich mesjasza. Nie ulega wątpliwości, że to przekonanie
      musiało udzielić się również samemu Jezusowi, jego uczniom, pierwszym
      chrześcijanom oraz autorom ewangelii. Nie będę tutaj szczegółowo omawiał
      odniesień do Psalmów w tekstach ksiąg NT, gdyż jest to temat - rzeka i byłoby
      to dosyć nużące, a tego chciałbym uniknąć. Skupię się tu jedynie na kilku
      ważnych aspektach tej sprawy.
      Oczywiście nie można tu pominąć najsłynniejszego chyba psalmu 22.
      Ps 22,2-19
      2 Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko od mego Wybawcy słowa mego
      jęku.
      3 Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, [wołam] i nocą, a nie zaznaję
      pokoju.
      4 A przecież Ty mieszkasz w świątyni, Chwało Izraela!
      5 Tobie zaufali nasi przodkowie, zaufali, a Tyś ich uwolnił;
      6 do Ciebie wołali i zostali zbawieni, Tobie ufali i nie doznali wstydu.
      7 Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu.
      8 Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają
      głową:
      9 «Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje».
      10 Ty mnie zaiste wydobyłeś z matczynego łona; Ty mnie czyniłeś bezpiecznym u
      piersi mej matki.
      11 Tobie mnie poruczono przed urodzeniem, Ty jesteś moim Bogiem od łona mojej
      matki,
      12 Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela.
      13 Otacza mnie mnóstwo cielców, osaczają mnie byki Baszanu.
      14 Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze, jak lew drapieżny i ryczący.
      15 Rozlany jestem jak woda i rozłączają się wszystkie moje kości; jak wosk się
      staje moje serce, we wnętrzu moim topnieje.
      16 Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia,
      kładziesz mnie w prochu śmierci.
      17 Bo [sfora] psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce i
      nogi moje,
      18 policzyć mogę wszystkie moje kości. A oni się wpatrują, sycą mym widokiem;
      19 moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię.

      Któż nie zna tego tekstu? Któż nie uległ jego „magicznemu” powiązaniu z opisami
      męki Jezusa? Spośród osób, których lektura tego psalmu nie powala na kolana,
      zdecydowana większość uważa, że opisy ukrzyżowania Jezusa zawarte w ewangeliach
      były naginane „pod” psalm 22.
      Dla porządku przytoczę jeszcze fragment przypisu do Ps 22 z Biblii Tysiąclecia.
      22,17c-19 Wiersze te obrazowo opisują zadawanie śmiertelnych cierpień
      prześladowanemu (por. Iz 53,5 i Za 12,10). Tłumaczenie "przebodli" opiera się
      na najstarszym tłum. greckim; TM2 ma w tym miejscu trudne do zrozumienia "jak
      lew".
      Tekst tego psalmu mógł właśnie skłonić Jezusa do „spełnienia” tego proroctwa. A
      oto inny psalm „podejrzany” o takie działanie na Jezusa:
      Ps 116,12-19
      12 Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?
      13 Podniosę kielich zbawieniai wezwę imienia Pańskiego.
      14 Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem.
      15 Drogocenną jest w oczach Pana śmierć Jego czcicieli.
      16 O Panie, jam Twój sługa, jam Twój sługa, syn Twojej służebnicy: Ty
      rozerwałeś moje kajdany.
      17 Tobie złożę ofiarę pochwalną i wezwę imienia Pańskiego.
      18 Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem.
      19 na dziedzińcach domu Pańskiego, pośrodku ciebie, Jeruzalem.
      Wprawdzie treścią tego psalmu jest skierowane do Boga podziękowanie za ocalenie
      od śmierci (patrz: Ps 116,1-9) i właśnie dlatego psalmista chce złożyć ofiarę w
      Jerozolimie "przed całym ludem". Pierwotne znaczenie w.15 było - Bóg nie chce
      śmierci swoich czcicieli. Ale znów w przypisie do tego wiersza można przeczytać:

      116,15 Tzn. Bóg nie pragnie śmierci swoich czcicieli, lecz ratuje ich od niej
      (w. 8); por. Ps 16[15],10n; Ps 72[71],14. Przekłady starożytne pod wpływem
      nauki o zmartwychwstaniu ciał zmieniły sens wyrażenia, uważając śmierć za drogę
      połączenia się z Bogiem i otrzymania nagrody. Tak rozumie ten wiersz także
      chrześcijańska liturgia i Martyrologium.
      Kolejna ważna sprawa - rzekome zapowiedzi zmartwychwstania Jezusa zawarte w
      Psalmach. Jego uczniowie oraz Paweł znaleźli tu takie oto „zapowiedzi” tego
      wydarzenia:
      Ps 16,8-117
      Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy, nie zachwieję się, bo On jest po mojej
      prawicy.
      Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje, a ciało moje będzie spoczywać
      z ufnością, bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz, by wierny
      Tobie zaznał grobu.
      Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie, rozkosze na wieki po Twojej
      prawicy.
      Ps 2,78
      Ogłoszę postanowienie Pana:
      Powiedział do mnie: «Tyś Synem moim, Ja Ciebie dziś zrodziłem.

      Porażające. W odróżnieniu od Ps 22 te psalmy raczej na kolana już nie rzucają.
      Szczerze mówiąc (pisząc), zastanawiam się, dlaczego akurat te psalmy tak
      zafascynowały apostołów, a nie na przykład te:
      Ps 71,20
      Zesłałeś na mnie wiele srogich utrapień, lecz znowu przywrócisz mi życie i z
      czeluści ziemi znów mnie wydobędziesz.
      Ps 86,12-13
      Będę Cię chwalił, Panie, mój Boże, z całego serca mojego i na wieki będę sławił
      Twe imię, bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie i życie moje wyrwałeś z
      głębin Szeolu.
      Na zakończenie trochę statystyki. Z pobieżnych wyliczeń wynika, że w około 100
      miejscach ksiąg Nowego Testamentu zacytowano ok. 70 fragmentów Psalmów. W
      wyliczeniu tym pomijam Apokalipsę, w której aż roi się od cytatów z ksiąg
      Starego Testamentu.

      • Gość: plagiat Re: A nowy testament to plagiat baśni ....:))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 08:40
        Biblia to baśń dla dorosłych o tym, aby stać się plagiatem pewnego wzorca
        etyczno-moralnego
        ciekawe jaki nieplagiat na taki szatański pomysł wpadł?
        • Gość: Kafar Re: A nowy testament to plagiat baśni ....:))))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:22
          ?
          • gini Re:Kafarze drogi 13.01.05, 00:24
            Dzieci potrzebuja basni , a dorosli to duze dzieci.Ludzie od zarania dziejow w
            cos wierzyli, widac taka potrzeba tkwi w czlowieku.W Tobie wiudac nie , ale
            dlaczego chcesz zabraniac innym?
            • Gość: Kafar Re:Mila gini IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:32
              Nikomu nie zabraniam wierzyć w elfy, wilkolaki, boga... smile
              Drażni mnie tylko, że wierzący uważają, że mają prawo narzucić wszystkim swoją
              sklonność do wiary w baśnie. Co więcej usilują ten stan wprowadzić do państwa i
              prawa.
              • Gość: chrześcijanka A ja mam wręcz odwrotne wrażenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 12:00
                Nie chodzę i nie walę ludzi Biblią po głowie. Ja wiem, że Bóg istnieje i mam w
                tym pokój. Wierzę w niego. Natomiast ogrom ludzi próbuje przekonać mnie, że
                jestem ciemną masą co wierzy w zabobony.

                Dlaczego tak jest? Dlaczego ludzie, którzy nie wierzą tak mocno manifestują
                swoją niewiarę i bywają przy tym bardzo niegrzeczni?
              • Gość: nurek_śmietnikowy HA HA HA.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 18:10
                ,,,a czy ta twoja teoria o państwie i prawie to nie jest jedna wielka bajka dla
                dorosłych...z biblią czy bez...baju baju...niech ludziska słuchają...ty chyba
                zajmowałeś sie cybernetyką społeczną profesjonalnie dla pewnych
                służb...przyznaj sie...to nic nie boli
    • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:41
      giwi wycięla cel linku ....
      Naukowcy to paskudne środowisko!
      Orientaliści odcyfrowują tabliczki z pismem klinowym. Również w starożytnych
      tekstach znad Nilu znaleźć można informacje o tym, jak wyglądała prawdziwa
      historia Hebrajczyków.
      Chwieje się historyczna podstawa Biblii. Ostatnio zadał jej cios Israel
      Finkelstein, szef wykopalisk prowadzonych przez uniwersytet w Tel Awiwie. W
      swojej książce "Nie było trąb jerychońskich" stwierdza, że najważniejsze
      biblijne teksty nie mówią prawdy:
      - Wyjście plemion żydowskich z Egiptu nigdy nie miało miejsca.
      - Ziemia Kanaan - wbrew opisom z Księgi Jozuego - nie została podbita przemocą.
      - Pierwsze "wspaniałe" królestwa Dawida i Salomona nie były takie wspaniałe. Ci
      izraelscy królowie panowali tylko nad "nieistotnymi, peryferyjnymi obszarami"
      (Finkelstein).

      Również rozwój monoteizmu przebiegał zupełnie inaczej niż nam to przedstawia
      Pismo Święte. Tam Bóg występuje jako istota wieczna. Stoi poza czasem - nigdy
      nie został zrodzony i nigdy nie umrze.
      Już patriarcha Abraham składał ofiary (ponoć około 1800 lat p.n.e.) tej
      wszechmocnej istocie. Również Mojżesz, po tym jak Pan ukazał mu się w gorejącym
      krzewie, uznawał, że "jest jeden Bóg". Z tego powodu konserwatywni badacze
      Biblii bardzo często uznawali lud Izraela za nadzwyczajny naród. Obecnie
      archeologia pokazuje jednak, że również Bóg ma swoje skromne początki.
      - Początkowo Jahwe był tylko bogiem pogody - wyjaśnia Dirk Kinet. - Gwarantem
      płodności, którego seksualny aspekt był powoli spychany na dalszy plan.
      Szczególnie w Ugarit, 400 kilometrów na północ od Jerozolimy, mroczna
      przeszłość religii Izraela ujawnia się dobitnie, jak to ujął francuski
      archeolog André Caquot. Odkryto tam rytualne teksty i złote posążki. Jedno ze
      znalezisk przedstawia mężczyznę z brodą. To mądry starzec i niebiański ojciec
      El - pierwotna forma Boga. Przekonanie, że Pan rozwinął się z pogańskiego bożka
      może być bolesne.
      Eksperci niczym przez teleskop patrzą na tę odległą w czasie chmurę, w której
      doszło do narodzin Wszechmocnego. Nauka uzyskuje coraz wyraźniejszy
      obraz "metafizycznego placu budowy", na którym krok po kroku utworzono tę
      potężną istotę.
      Pobożni egzegeci bardzo chętnie przypisywali Hebrajczykom szczególną pozycję w
      historii.
      "Z pełną świadomością doniosłości wyznawanej idei" semicki ród pasterzy "wyzbył
      się wszystkich dóbr tego świata, znosił cierpienia i oddał swoje życie", pisał
      Simon Dubnow w swojej dziesięciotomowej "Historii powszechnej narodu
      żydowskiego".
      Prawdą w tych peanach jest to, że przez Kanaan, jak przez żaden inny obszar w
      starożytności, przetaczały się częste wojny. Wyciągali rękę po tę krainę a to
      faraonowie, a to Babilończycy, którzy przeprowadzali tam masowe deportacje.
      Później przyszli Persowie i Grecy. W końcu zjawili się Rzymianie i zamienili
      ten obszar w swoją kolonię.
      Rzymski cesarz Wespazjan podczas wielkiego powstania żydowskiego w 70 roku n.e.
      ustawił pod murami Jerozolimy tarany i balisty. Pod miasto nadciągnęło 20 tys.
      legionistów. Zbuntowani wieśniacy stawiali zaciekły opór. Swoje domy łączyli
      tunelami umożliwiającymi ucieczkę. Na nic się to zdało. W sierpniu owego roku
      obrońcy twierdzy na górze Syjon byli wyczerpani.
      Legioniści przełamali szeregi wroga i zdobyli szturmem wzgórze, na którego
      szczycie stała wielka świątynia Jahwe. Podłożyli pod nią ogień. Historyk Józef
      Flawiusz, świadek tych zdarzeń, przejmująco zrelacjonował przebieg zbrodni.
      Opisywał ustawione wzdłuż ulic szeregi drewnianych krzyży, do których przybito
      buntowników. W takiej scenerii zwycięzcy zagrabili skarby świątynne, w tym
      siedmioramienny świecznik - menorę, i wywieźli je do Rzymu.
      Liczne upokorzenia, rozpacz i narodzone z gniewu fantazje o potędze znalazły
      swój wyraz w Biblii. Jej autorzy jednym pociągnięciem pióra zamieniali wieżę
      Babel w wieczny plac budowy (w rzeczywistości ta wysoka na ponad 90 metrów
      konstrukcja została ukończona). U Ezechiela Bóg rzuca się na faraona niczym
      wściekłe zwierzę: "Ziemię twego wylewu, napoję twoją krwią aż do gór".
      Ale dopiero teraz, ponad 2 tys. lat po stworzeniu tych mitów i religijnych
      wizji, zaczęło się ich logiczne, naukowe analizowanie. Badacze docierają do
      korzeni Starego Testamentu - i te korzenie podcinają. Coraz jaśniejsze staje
      się, że Słowo Boże, "Księga Ksiąg" pełna jest przeinaczeń. Jedna grupa
      fałszerzy, zwana "deuteronomistami", zajmowała się preparowaniem historii,
      zniekształcaniem rzeczywistości, zatajaniem niewygodnych faktów i zmyślaniem
      dziejów Ziemi Obiecanej.
      Dalecy jeszcze jesteśmy od wyjaśnienia, jak przebiegało to w szczegółach.
      Biblijny urząd cenzury działał sprytnie - jego wersja dziejów bardzo dobrze
      przystawała do prawdziwej historii.
      Pewne jest tylko miejsce przestępstwa: była to świątynia jerozolimska, do
      której prowadzą wszystkie wątki. Na wzgórzu, na którym obecnie wznoszą się
      meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale, znajdowało się niegdyś główne sanktuarium
      miasta. Wewnątrz jego murów przechadzali się brodaci kapłani, w szatach
      obwieszonych sznurkami, dzwonkami i drogimi kamieniami. Machali kadzielnicami i
      zabijali zwierzęta ofiarne. Podczas jednego z rytuałów nacierali sobie uszy
      krwią barana.
      Po przebyciu całej długości świątyni docierało się do "świętego świętych", do
      debir. Tam w półmroku stały dwa pozłacane cherubiny (uskrzydlone lwy z ludzkimi
      twarzami) strzegące tronu Jahwe.
      Trzy obozy
      Ten brak, ta wielka negacja - oddająca przenośnie nieskończoność ducha -
      uchodzi za pionierskie osiągnięcie żydowskiej teologii. Podczas gdy wkoło żyły
      jeszcze dzikusy czczące bożków, Żydzi zakazali tworzenia wizerunków bóstwa i
      wkroczyli w sferę bytu uniwersalnego.
      Czy jest to jednak prawda? Również ten pionierski - w sferze duchowej - wyczyn
      Hebrajczyków jest kwestionowany. Problem daty powstania Pisma Świętego jest
      przedmiotem gorącej debaty. Ścierają się w niej trzy obozy:
      - Tradycjonaliści utrzymują, że główne teksty Biblii powstawały od ok. roku
      1000 p.n.e.
      - Umiarkowani optują za datą ok. 600 lat p.n.e.
      - "Minimaliści" uznają Stary Testament za "dzieło hellenistyczne". W swej
      zasadniczej części miało powstać dopiero po roku 330 p.n.e., czyli po śmierci
      greckich filozofów Sokratesa i Platona.
      Wiara w chronologię
      Pewien człowiek z Heidelbergu idzie jeszcze dalej. 63-letni Bernd Jörg Diebner
      mówi szybko, ma rzadkie włosy i od 30 lat wykłada teologię. Na początku roku
      2002 wydział ewangelicki zdecydował się - po długich wahaniach - nadać mu tytuł
      profesorski. Wykładana drewnem aula wypełniona była do ostatniego miejsca,
      kiedy ten świeżo mianowany profesor wygłaszał wykład inauguracyjny. W swoim
      wystąpieniu mówił o mistycznej wielkości Izraela, a następnie opisał Torę jako
      dokument dyplomatycznego kompromisu, który był poddawany przeróbkom być może
      jeszcze do 50 roku n.e.
      Dla Diebnera Biblia jest wynikiem zmagań o religijne przywództwo, prowadzonych
      przez arcykapłanów jerozolimskich, którzy przekręcali fakty historyczne i w ten
      sposób realizowali swoje marzenia o dawnej potędze.
      Księga ta pełna jest dramatycznych historii, w których nie brak gwałtów i
      bratobójstw. Ludzie zamieniają się w słupy soli, sprzedają swoje prawo do
      dziedziczenia za miskę soczewicy, czy - jak Hiob - pokrywają się cali wrzodami.
      Występuje tam ponad 20 proroków. W "Pieśni nad Pieśniami" znaleźć można lirykę
      miłosną. Księga Koheleta z kolei przypomina rozprawę filozoficzną.
      Również główna postać traktowana jest tam na różne sposoby. Czasem nazywa się
      Jahwe, w innych miejscach El lub Elohim. Niekiedy Bóg objawia się jako chmura,
      w innym miejscu przyjmuje postać ognistego słupa, który wskazuje drogę
      Mojżeszowi.
      • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żydzi 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:43
        Najstarsze jak dotąd znalezione zwoje pism, zawierające teksty biblijnych
        proroków, pochodzą z Qumran nad Morzem Martwym. Niektóre strzępy zwojów poddano
        badaniu metodą węgla radioaktywnego: najwcześniejsze z nich powstały około roku
        240 p.n.e.
        Według opinii badaczy początków Biblii i jej proroków należy szukać dużo
        wcześniej. Zwoje z Qumran były tylko odpisami z odpisów. W Biblii wymienione są
        dziesiątki nazw miejscowości i dziesiątki imion różnych osób. Dane te posłużyły
        do stworzenia chronologii, która przez obóz badaczy konserwatywnych do dziś
        jest uznawana za obowiązującą. Według niej patriarchowie żyli około roku 1800
        p.n.e., a około roku 1250 p.n.e. Izraelici wyszli z Egiptu.
        Te wczesne dzieje Izraela (które miałyby przypadać na epokę brązu) zostały
        przedstawione w pierwszej księdze Pięcioksięgu Mojżeszowego - Księdze Rodzaju.
        Wszystko zaczyna się od Abrahama, pasterza pochodzącego z Ur (na terytorium
        współczesnego Iraku). Na rozkaz Boga wyrusza on stamtąd do Kanaanu.
        "Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi" - mówi
        Wszechmogący Abrahamowi. Ten stawia Bogu ołtarze koło Betel i Sychem. Po
        krótkim pobycie w Egipcie Abraham wraca do Palestyny, gdzie umiera w wieku 175
        lat, "syt życia".
        Jego syn Izaak, płodzi Jakuba, od którego 12 synów wywodzi się 12 plemion
        Izraela. Najbardziej zarozumiały z nich Józef zostaje przez swoich krewnych
        zwabiony w pułapkę i sprzedany karawanie zdążającej do Egiptu.
        W bardzo żywy sposób Księga Rodzaju opowiada, jak Józef, dzięki swojemu darowi
        objaśniania snów, awansuje nad Nilem do rangi ministra. Niedługo potem w
        Kanaanie wybucha klęska głodu. Bracia Józefa proszą w Egipcie o pomoc. Józef,
        którego spichrze są pełne, triumfuje.
        Później jednak los się odmienia. Do władzy dochodzi nowy faraon, który zmusza
        Żydów do "prac na polu". Muszą oni też nosić cegły w Ramses - nazwa ta odnosi
        się do położonej w Delcie metropolii Pi-Ramzes, której budowa zaczęła się około
        1270 roku p.n.e.
        Ucisk nadzorców jest nieludzki. Biblijni autorzy użyli najciemniejszych barw do
        odmalowania cierpień Ludu Bożego. Ale wtedy pojawia się Mojżesz.
        Fałszerze pisma
        Hebrajski podrzutek, wychowany na dworze faraona, staje się narzędziem w ręku
        Pana. Ten twórca nowej religii wyprowadza swój lud z "domu niewoli" nad Nilem.
        Dotychczasowy dramat rodzinny nabiera wymiarów masowego spektaklu.
        "Około sześciuset tysięcy mężów pieszo" wyrusza wraz z Mojżeszem. Jahwe
        rozdziela wody Morza Czerwonego i otwiera w ten sposób przejście na Synaj. Tam
        Bóg osobiście ("palcem Bożym") wypisuje w kamieniu dziesięć przykazań i daje je
        swojemu słudze, który umieszcza je w Arce Przymierza. Jednak Mojżesz wkrótce,
        zobaczył jak jego lud tańczy wokół złotego cielca. Ostra reprymenda położyła
        temu kres.
        Za Jozuego, następcy Mojżesza, prowadzone są też podboje militarne. Mury
        Jerycha rozpadają się na dźwięk trąb bojowych. A Pan raz za razem przychodzi z
        pomocą i ochroną. Czasem spuszcza "deszcz kamieni", a pod Gibeon zatrzymuje
        nawet słońce, żeby Żydzi jeszcze przy dziennym świetle zdążyli pobić ostatniego
        wroga.
        Cóż za wspaniała historia "ojców-założycieli"! Takiej wersji zdarzeń trzymali
        się też dawniej archeolodzy. Kiedy podczas wykopalisk w pobliżu Jerycha
        znaleziono potężne, zburzone mury, natychmiast uznano, że zostały one obalone
        za pomocą trąb jerychońskich.
        Dopiero stosunkowo niedawno ten sposób odczytywania Biblii zaczęto coraz
        mocniej kwestionować. Abraham stale jeździł np. na wielbłądach. Jak to możliwe?
        Jako zwierząt jucznych zaczęto ich przecież używać dopiero po roku 1000 p.n.e.
        Wkrótce zaczęto podejrzewać, że i Mojżesz jest postacią mityczną. Według
        dawnego mniemania autor opisu zdarzeń, jakie miały się rozegrać na Synaju, żył
        około roku 950 p.n.e. i był nadwornym pisarzem króla Dawida. Tylko dlaczego w
        Księdze Wyjścia, w rozdziale 42., Żydzi płacą za zboże metalowymi pieniędzmi?
        Najstarsze monety pochodzą z Azji Mniejszej i zostały wynalezione dopiero w VII
        wieku p.n.e.
        Nie ma wątpliwości: Pięcioksiąg Mojżeszowy, czczony przez Żydów jako Tora, nie
        stanowi wiarygodnego źródła historii epoki brązu. Dobrze obeznani z pismem
        fałszerze (jak mówi Krauss) nadali mu jedynie sztuczną patynę starości.
        • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żydzi 3 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:44
          Fałszerze pisma

          Hebrajski podrzutek, wychowany na dworze faraona, staje się narzędziem w ręku
          Pana. Ten twórca nowej religii wyprowadza swój lud z "domu niewoli" nad Nilem.
          Dotychczasowy dramat rodzinny nabiera wymiarów masowego spektaklu.

          "Około sześciuset tysięcy mężów pieszo" wyrusza wraz z Mojżeszem. Jahwe
          rozdziela wody Morza Czerwonego i otwiera w ten sposób przejście na Synaj. Tam
          Bóg osobiście ("palcem Bożym") wypisuje w kamieniu dziesięć przykazań i daje je
          swojemu słudze, który umieszcza je w Arce Przymierza. Jednak Mojżesz wkrótce,
          zobaczył jak jego lud tańczy wokół złotego cielca. Ostra reprymenda położyła
          temu kres.

          Za Jozuego, następcy Mojżesza, prowadzone są też podboje militarne. Mury
          Jerycha rozpadają się na dźwięk trąb bojowych. A Pan raz za razem przychodzi z
          pomocą i ochroną. Czasem spuszcza "deszcz kamieni", a pod Gibeon zatrzymuje
          nawet słońce, żeby Żydzi jeszcze przy dziennym świetle zdążyli pobić ostatniego
          wroga.

          Cóż za wspaniała historia "ojców-założycieli"! Takiej wersji zdarzeń trzymali
          się też dawniej archeolodzy. Kiedy podczas wykopalisk w pobliżu Jerycha
          znaleziono potężne, zburzone mury, natychmiast uznano, że zostały one obalone
          za pomocą trąb jerychońskich.

          Dopiero stosunkowo niedawno ten sposób odczytywania Biblii zaczęto coraz
          mocniej kwestionować. Abraham stale jeździł np. na wielbłądach. Jak to możliwe?
          Jako zwierząt jucznych zaczęto ich przecież używać dopiero po roku 1000 p.n.e.

          Wkrótce zaczęto podejrzewać, że i Mojżesz jest postacią mityczną. Według
          dawnego mniemania autor opisu zdarzeń, jakie miały się rozegrać na Synaju, żył
          około roku 950 p.n.e. i był nadwornym pisarzem króla Dawida. Tylko dlaczego w
          Księdze Wyjścia, w rozdziale 42., Żydzi płacą za zboże metalowymi pieniędzmi?
          Najstarsze monety pochodzą z Azji Mniejszej i zostały wynalezione dopiero w VII
          wieku p.n.e.

          Nie ma wątpliwości: Pięcioksiąg Mojżeszowy, czczony przez Żydów jako Tora, nie
          stanowi wiarygodnego źródła historii epoki brązu. Dobrze obeznani z pismem
          fałszerze (jak mówi Krauss) nadali mu jedynie sztuczną patynę starości.

          Zwłaszcza Księga Jozuego kompletnie przekręca fakty. Jozue jako wódz prowadzi
          wojnę błyskawiczną, szybko przechodzi Jordan i - kierowany przez swego
          gniewnego Pana - ściera z powierzchni ziemi tubylczą ludność tych terenów i jej
          liczne bóstwa.

          Chaty jak pałace

          Nowe wykopaliska, prowadzone przez Izraelski Urząd Starożytności, pokazują, jak
          wielkie są rozmiary oszustwa. - Zasiedlenie Kanaanu przebiegało w
          rzeczywistości pokojowo i powoli - wyjaśnia Finkelstein.

          Faktem jest, że około roku 1200 p. n. e. semickie plemiona pasterskie
          przenikały z pustyni na górzyste tereny na Zachodnim Brzegu Jordanu i tam się
          osiedlały. Ludzie ci spali na prostych drewnianych łóżkach i nie jedli
          wieprzowiny. Ich domy mogły pomieścić 4-5 osób.

          Północ regionu, tereny po jezioro Genezaret, oferowały nowym osadnikom niezłe
          warunki. Między łagodnymi wzgórzami uprawiali oni winorośl i oliwki. Na
          południu zaś między Jerozolimą a Hebronem warunki były dużo surowsze. W
          skalistych wąwozach rosły tylko cierniste zarośla, mało było zbiorników wodnych.

          W sumie koło roku 1000 p.n.e. w górach Kanaanu mieszkało zaledwie około 50 tys.
          ludzi. Południe, jako szczególnie niegościnne, było wyjątkowo słabo zaludnione.

          Do tego ciągle dochodziło do zatargów z sąsiadami. W pobliżu mieszkali Edomici
          i Moabici. Nad morzem, na żyznej równinie, wielkie miasta pobudowali Filistyni.
          Dalej na północy swoje osady mieli Fenicjanie, podstępni morscy kupcy, którzy
          swoim bogom składali ofiary z dzieci.

          Absolutnym panem tej ziemi był jednak faraon. To on eksploatował tamtejsze
          kopalnie miedzi. Około roku 1250 p. n. e. Ramzes II nakazał wzniesienie
          ciągnącej się przez cały kraj sieci warowni i wodopojów. Była to Droga Horusa -
          trasa, wzdłuż której armie egipskie przeprowadzały wypady na północ.

          Trudno sobie wyobrazić, by ktoś taki, jak sypiający pod namiotem Mojżesz, mógł
          na tym dobrze obwarowanym przez faraonów obszarze przeprowadzać jakieś kampanie
          wojenne. W 1207 roku p.n.e. nazwę plemienia Izrael zapisano wprawdzie na steli
          faraona Merenptaha, ale tekst dotyczy ekspedycji karnej króla Egiptu, który
          stwierdza brutalnie: "Izrael jest zniszczony, jego nasienie nie istnieje".

          Władca kraju piramid wymuszał od swoich poddanych trybut. Kto chciał uniknąć
          przymusowych robót, uciekał w góry. Żyli tam uciekinierzy i ludzie wyjęci spod
          prawa. Wielu ekspertów wywodzi określenie "Hebrajczyk" od słowa hapiru, które
          znaczyło mniej więcej tyle co "włóczęga".

          I to właśnie w tej ubogiej, jałowej krainie Kanaan miały, według Biblii,
          powstać wspaniałe królestwa. Tam, gdzie w rzeczywistości mieszkali tylko
          brodaci pasterze odziani w wełniane płaszcze, miało się jakoby rozciągać
          imperium Dawida.

          Nie ma wątpliwości - Stary Testament zmyśla. Chaty podnosi do rangi pałaców.
          Podbój ziem Kanaanu to nonsens. Kto zmanipulował obraz dziejów? Jaki miał w tym
          cel?

          Widmo Asyrii

          Znalezienie odpowiedzi na te pytania nie jest wcale łatwe. Autorzy Pisma
          Świętego bardzo zręcznie wywiązywali się ze swojego zadania. Im głębiej
          naukowcy zapuszczają się w badaniach Tory, tym więcej napotykają pułapek.

          Nad samym Pięcioksięgiem Mojżeszowym pracowało co najmniej czterech autorów.
          Jednym z nich był "Jahwista", który imię Boga zapisywał zawsze tetragramem JHWH
          ("jestem ten, który jest"). Zapewne jego korzenie wywodzą się z Jerozolimy.
          Inny ("Elohista") pochodził z północy kraju. Ten nazywa Boga Elohim lub El.

          Sytuację komplikuje fakt, że Boża Księga zawiera nie tylko poezje i fantazje.
          Niektóre części Biblii przypominają wręcz leksykon historyczny.

          Konkretnych faktów dostarczają na przykład Księgi Królów. Opowiadają one o
          czasach między rokiem 1000 a 587 p.n.e., kiedy to rozpadło się bajkowe imperium
          Salomona i ukształtowały dwa państwa: Izrael i Juda (zwana później Judeą).

          Niezwykle szczegółowo autorzy opowiadają o kopaniu kanałów, dekretach
          podatkowych i wojnach w obu tych bliźniaczych krajach. W sumie księgi
          wymieniają 42 królów i podają okresy ich panowania.

          Czyżby wykorzystano tu stare kroniki i listy władców? Badacze przebadali pod
          tym kątem mezopotamskie archiwa tekstów klinowych. I rzeczywiście: znaleźli w
          nich imiona pięciu biblijnych królów.

          Najistotniejszy dowód odkryty został w 1993 roku w Tell Dan, stanowisku
          osadniczym w północnym Izraelu. Znaleziono tam stelę, na której pojawia się
          nazwa "Dom Dawida". A więc protoplasta żydowskich królów istniał naprawdę, choć
          był tylko mało ważnym księciem państwa-miasta.

          W świetle nowych znalezisk na Pustyni Negew i w Samarii mroczna "epoka królów"
          ukazuje się nam nieco wyraźniej. Około roku 950 p.n.e. Egipt traci kontrolę nad
          swoimi wasalami. Z powstałej próżni władzy mogli skorzystać hebrajscy wodzowie
          plemienni. Najpierw na północy ukształtowało się prapaństwo Izrael. W roku 884
          p.n.e. na tron wstępuje w nim - jak tego dowodzą inskrypcje - niejaki król
          Omri. Kraj ten miał wówczas 100 tys. mieszkańców.

          W IX i VIII wieku p.n.e. nad Tygrysem wyrosło jednak nowe mocarstwo, które
          coraz jawniej dążyło do władzy nad ówczesnym światem: Asyria.

          Maszerując na wygnanie

          Asyryjczykom bardzo zależało na podporządkowaniu sobie szlaków karawan
          handlowych. Kupcy przewozili nimi kadzidło i przyprawy z Jemenu aż do Gazy. Kto
          miał kontrolę nad tą stacją końcową, mógł z tego czerpać wielkie zyski.

          W roku 732 p.n.e. król Tiglatpilesar III przypuścił atak. Jego armia szybko
          doszła do Morza Śródziemnego, podporządkowując sobie ogromne obszary - w tym
          również państewko Izrael. Jako prowincja o nazwie Samaria zostało ono wcielone
          do imperium asyryjskiego. Biedną Judeę los na razie oszczędził.

          Volkmarowi Fritzowi, archeologowi z Giessen, udało się wykazać, jak brutalnie
          poczynali sobie zdobywcy. Badacz ten prowadzi wykopaliska w Kinneret
          • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żydzi 4 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:45
            Volkmarowi Fritzowi, archeologowi z Giessen, udało się wykazać, jak brutalnie
            poczynali sobie zdobywcy. Badacz ten prowadzi wykopaliska w Kinneret nad
            jeziorem Genezaret. Ta licząca 500 mieszkańców wieś została zasypana gradem
            żelaznych grotów strzał - opowiada. - Później żołnierze zburzyli domy.

            Częścią polityki najeźdźców były też deportacje. 13 500 Izraelitów zmuszono do
            opuszczenia ojczyzny. Znaleziony w Niniwie relief przedstawia przygarbionych
            Żydów, z workami na plecach, maszerujących na wygnanie.

            Judea, mniejsze bliźniacze państewko, również była zagrożona. Rzeka uchodźców
            uciekających przed wojną zalała Jerozolimę. Jej ludność wzrosła z 2 tys. do być
            może 15 tys. Była przy tym bezbronna wobec ewentualnego ataku wojowniczego,
            potężnego sąsiada.

            Narodowy epos

            Jak sądzą umiarkowani krytycy Biblii z obozu Finkelsteina, w tej sytuacji
            zagrożenia dokonał się cud: narodziny wiary w jednego Boga.

            W rozpaczliwej sytuacji, wciśnięta między dwa mocarstwa, Egipt i Asyrię, mała
            Judea zdecydowała się szukać ratunku w ofensywie. A ponieważ nie miała wielkiej
            armii, broniła się za pomocą metafizyki. "Projekt Jahwe" miał zostać
            zapoczątkowany przez króla Jozjasza (639-609 rok p.n.e.). Biblia wysławia go
            jako człowieka, który nastał po to, żeby wyeliminować ślady obcych kultów i
            poprzez ścisłe przestrzeganie praw boskich doprowadzić naród izraelski do
            zbawienia.

            Przypuszcza się, że król zwołał swoich kapłanów, kazał im wynaleźć boskiego
            opiekuna i spisać "narodowy epos" o Ziemi Obiecanej. Przede wszystkim chodziło
            o wzmocnienie poczucia własnej wartości narodu i obronę przed wpływami obcych
            kultur. - Kapłani postawili więc na separację - jak mówi Finkelstein.

            Kiedy wczytać się uważniej w Biblię, uderza w niej mnogość reguł i tabu.
            Wyznawcom Jahwe nie wolno było na przykład spożywać mięsa świni, zająca czy
            wielbłąda. Potrawy mleczne nie mogły mieć styczności z mięsem.

            Podczas Paschy wspólnota wiernych spożywała przaśny chleb. W soboty zabronione
            było rozpalanie ognia. Niemowlętom płci męskiej ósmego dnia po narodzinach
            mohel (rzezak) obcinał napletek. Przestrzegany był też zakaz mieszanych
            małżeństw.

            Obok tych przepisów, którymi wspólnota religijna w Judei stopniowo odgradzała
            się od świata zewnętrznego, Jozjasz miał też położyć większy nacisk na
            wierzenia. Dotychczas Jahwe był ewidentnie tylko bożkiem pioruna, czczonym jako
            bóstwo lokalne w Jerozolimie na górze Syjon. Teraz stał się uniwersalnym
            mocarzem.

            Tylko jeden Bóg

            Prawie wszyscy badacze Biblii żywią podejrzenie, że ostatnia część Pięcioksięgu
            Mojżeszowego, słynna Księga Powtórzonego Prawa (Deuteronomium) odzwierciedla
            wyniki reformy kultu przeprowadzonej przez Jozjasza. Uderzający jest język,
            jakim tę księgę spisano, język, jakiego nie spotykamy w innych źródłach. Dzieło
            to bezkompromisowo potępia oddawanie czci innym bogom i grozi straszliwymi
            karami tym, którzy ten zakaz złamią. Bóg przedstawiany jest jako istota
            odległa, całkowicie transcendentna. Ponadto Księga zawiera pewien kategoryczny
            zakaz: rytuał ofiarny dla Jahwe może się odbywać wyłącznie w świątyni w
            Jerozolimie i nigdzie indziej.

            Tymi dekretami kapłani z Syjonu dążyli do uzyskania monopolu na wiarę. Chcieli
            w ten sposób wyeliminować konkurencję ze strony swoich kolegów po fachu,
            poddanych asyryjskiemu jarzmu w bratnim państwie Izrael. Ci bowiem, na odległej
            od Jerozolimy o 50 kilometrów górze Garizim, zarządzali inną wielką świątynią
            Jahwe.

            Ów spór między Judeą a Izraelem można odczytać między wierszami całego Starego
            Testamentu. Jerozolimczycy oczerniali swoich sąsiadów z północy, gdzie tylko
            się dało. W Księgach Królewskich np. mieszkańcy Izraela występują najczęściej
            jako trwożliwi nieudacznicy, a prawie wszyscy ich władcy to świętokradcy i
            grzesznicy. W Judei zaś żyją ludzie pobożni i bogobojni.

            Kapłani syjońscy nie cofali się nawet przed oszustwem i fałszowaniem
            dokumentów. Aby podbudować swoje roszczenia do monopolu kultowego, obmyślili
            wyrafinowany plan.

            Druga Księga Królewska opowiada, jak w 622 roku p.n.e. podczas prac
            porządkowych w świątyni jerozolimskiej arcykapłan Chilkjasz znalazł starożytną
            Księgę Prawa. W rzeczywistości, zdaniem ekspertów, atrament, którym tę księgę
            spisano, ledwo zdążył obeschnąć. Kryje się za nią bowiem świeżo napisana Księga
            Powtórzonego Prawa.

            Z punktu widzenia umiarkowanych badaczy Biblii sprawy wyglądają więc
            następująco: około roku 630 p.n.e. "deuteronomiści" spisali najważniejsze
            teksty Biblii. Wymyślili postaci Abrahama i Mojżesza, a ich czyny umieścili w
            odległej przeszłości.

            Frakcja minimalistów uważa za przesadę mówienie o reformie kultu za Jozjasza.
            Historia z rzekomo prastarą, ściśle monoteistyczną Księgą Prawa miałaby zostać
            zmyślona jeszcze później.

            Bieżące odkrycia archeologiczne wspierają tę opinię. Likwidacja politeizmu
            ciągnęła się o wiele dłużej niż dotychczas sądzono. Jeszcze około roku 600
            p.n.e. ludność Judei była równie politeistyczna jak jej sąsiedzi. - Nie
            istniały żadne różnice między jej religią a religiami kultur sąsiadujących -
            wyjaśniania Herbert Niehr, badacz Starego Testamentu z Tybingi.

            Naga towarzyszka

            Istotne ustalenia na temat tego, co naprawdę działo się wówczas w odległej,
            górzystej krainie wokół Jerozolimy, nauka zawdzięcza szwajcarskiemu
            specjaliście od badań nad Starym Testamentem, Othmarowi Keelowi. Dzięki
            mozolnej pracy przebadał on 8500 pieczęci z obszaru Syropalestyny. Jego
            wniosek: w Kanaanie roiło się od bożków.

            Na szczycie prawie każdego wzgórza składano ofiary całopalne. Przed domami
            chłopów stały małe ołtarze z wapienia. Tam rolnicy oddawali cześć swoim
            przodkom. Ponadto, według Keela, około roku 650 p.n.e. w kraju nastąpił boom na
            wierzenia astralne. Modne stały się kulty zwycięskiego mocarstwa Asyrii.

            Wszędzie padano do stóp miotającego pioruny Baala. - Jak u wszystkich ludów
            rolniczych, również w Lewancie najwyższą pozycję w panteonie zajmowały bóstwa
            pogody - mówi Niehr. - A boga pogody Baala czczono w wielu lokalnych odmianach.
            Jedną z nich był Jahwe.

            Najwyższego przedstawiano początkowo z błyskawicą i włócznią. Miał też
            towarzyszkę: boginię miłości Aszerę. Duńska badaczka Tilde Binger nazywa tę
            niebiańską damę "małżonką" Pana. Zupełnie naga, tylko w dziwacznej koronie na
            głowie - tak przedstawiano to uosobienie płodności.

            Sam Jahwe około roku 600 p.n.e. też nie był jeszcze taki odległy i
            bezpostaciowy, jak sugeruje to Księga Powtórzonego Prawa. Religioznawca Niehr
            jest pewien: W świątyni w Jerozolimie stał wówczas jeszcze kultowy posąg Boga.

            Całą pokrytą złotem, stojącą milcząco w "świętym świętych" i strzeżoną przez
            cherubinów - tak można sobie wyobrażać tę figurę. Modlono się do niej zapewne
            (jak to podaje Biblia) jako do "Pana Chwały".

            Mit Ziemi Obiecanej

            Dopiero w roku 587 p.n.e. doszło do zdarzenia przełomowego dla monoteizmu.
            Pewnego letniego dnia od północnego wschodu pod mury twierdzy jerozolimskiej
            nadciągnęła olbrzymia armia. Już z daleka słychać było brzęk włóczni i turkot
            wozów bojowych. Babilończyk Nabuchodonozor ciągnął z wyprawą na Egipt.

            Oblężenie miasta trwało 18 miesięcy. Od strzał babilońskich łuczników niebo
            robiło się ciemne, drewniane tarany uderzały w miejskie bramy. Dopiero po
            zażartej walce obrońcy ulegli.

            Jak to było wówczas w zwyczaju, z pokonanymi postąpiono dość brutalnie. Królowi
            jerozolimskiemu Sedecjaszowi wyłupiono oczy. Tak więc również Judea, mniejsze z
            bliźniaczych państw, utraciła swoją niezależność.

            Bezbożny wróg nie oszczędził miejsca najświętszego: świątynia jerozolimska
            spłonęła. Część warstw wyższych społeczeństwa (ponoć 15 tys. ludzi) zwycięzcy
            powlekli do Mezopotamii. W Babilonie powstała wkrótce kolonia żydowska.

            Coraz więcej badaczy uznaje, że dopiero tam, w diasporze, u stóp olbrzymiej
            wieży Etemenanki (wysokiej na 91,5 metra; na jej szczycie
            • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żydzi 5 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 00:46
              Mit Ziemi Obiecanej

              Dopiero w roku 587 p.n.e. doszło do zdarzenia przełomowego dla monoteizmu.
              Pewnego letniego dnia od północnego wschodu pod mury twierdzy jerozolimskiej
              nadciągnęła olbrzymia armia. Już z daleka słychać było brzęk włóczni i turkot
              wozów bojowych. Babilończyk Nabuchodonozor ciągnął z wyprawą na Egipt.

              Oblężenie miasta trwało 18 miesięcy. Od strzał babilońskich łuczników niebo
              robiło się ciemne, drewniane tarany uderzały w miejskie bramy. Dopiero po
              zażartej walce obrońcy ulegli.

              Jak to było wówczas w zwyczaju, z pokonanymi postąpiono dość brutalnie. Królowi
              jerozolimskiemu Sedecjaszowi wyłupiono oczy. Tak więc również Judea, mniejsze z
              bliźniaczych państw, utraciła swoją niezależność.

              Bezbożny wróg nie oszczędził miejsca najświętszego: świątynia jerozolimska
              spłonęła. Część warstw wyższych społeczeństwa (ponoć 15 tys. ludzi) zwycięzcy
              powlekli do Mezopotamii. W Babilonie powstała wkrótce kolonia żydowska.

              Coraz więcej badaczy uznaje, że dopiero tam, w diasporze, u stóp olbrzymiej
              wieży Etemenanki (wysokiej na 91,5 metra; na jej szczycie stało obserwatorium
              astronomiczne), Hebrajczycy stworzyli nostalgiczny mit "Ziemi Obiecanej" -
              właśnie dlatego, że ją utracili. Na ich koncepcję boga oddziaływały na
              obczyźnie nowe, pochodzące z Persji impulsy. Duchowy przewodnik Persów
              Zaratustra głosił doktrynę, w której występują anioły i która bazuje na
              przeciwieństwie dobra i zła.

              Ahuramazda, główny bóg Persów, też był istotą bez wizerunku. Herodot pisał, że
              Persowie nie budowali ołtarzy: "O tych, którzy to robią, mówi się jako o
              głupcach. Najwyraźniej, w odróżnieniu od Greków, swoich bogów nie wyobrażają
              sobie jako istot podobnych do ludzi".

              Rezydujący daleko na wschodzie nowi władcy ze wszystkich sił wspierali
              rozkwitający kult Jahwe. W 538 roku p.n.e. zezwolili Żydom na powrót do
              ojczyzny.

              Około 30 tys. ludzi powędrowało wówczas do Judei - wśród nich wielu kapłanów.
              Na górze Syjon niezwłocznie odbudowano ze zgliszcz świątynię.

              Według minimalistów to dopiero teraz, jako administratorzy perskiej prowincji
              Jehud (która ciągnęła się w promieniu 30 km od Jerozolimy), radykalni żydowscy
              reformatorzy naprawdę przystąpili do działania. Podobnie jak średniowieczne
              klasztorne szajki fałszerzy, którzy przerabiali daty oficjalnych dokumentów,
              tak i oni przewertowali hebrajskie pisma i napisali je na nowo, zmyślając przy
              tym całe nieistniejące królestwa.



              Głusi na nowinki

              Dopiero dzięki archeologii zyskujemy obecnie jakieś pojęcie o tym, co naprawdę
              działo się w tamtej epoce. Szczególnie niezwykłe jest pewne zagadkowe
              sanktuarium. Leży ono przy drodze 443, prowadzącej z Jerozolimy na północ w
              kierunku Ramot. Oficjalnie miejsce to nazywa się "Nebi Samuel" - Prorok Samuel.

              Za zardzewiałymi płotami kryje się obejmujące prawie tysiąc metrów kwadratowych
              miejsce kultu. Wielkim nakładem pracy prawie cały szczyt wzgórza został kiedyś
              idealnie wyrównany. Na skraju stoją resztki pras do wina i stajni dla bydła
              ofiarnego.

              Wstępny raport wykopaliskowy (opublikowany tylko po hebrajsku) stwierdza, że
              plemiona Izraela modliły się tu do niebios o deszcz i odprawiały inne "ważne
              rytuały religijne". Miejsce to było używane jeszcze "w II wieku przed
              Chrystusem".

              Co za odkrycie! Wynika z niego, że na górze leżącej niespełna dziesięć
              kilometrów od Jerozolimy, niemalże w zasięgu wzroku kapłanów wielkiej świątyni
              Jahwe, jeszcze w czasach hellenistycznych odprawiano pogańskie tańce zaklinaczy
              deszczu.

              Wobec takich zadziwiających odkryć Bernd Jörg Diebner, wezwał swoich kolegów
              do "krytycznego przeglądu źródeł". Jego motto: bądźcie nieufni przy czytaniu
              Biblii.

              Na wydziałach teologicznych wykluwają się obecnie niewygodne koncepcje.
              Żydowscy ortodoksi wolą raczej zamykać uszy na takie "nowinki". Nawet
              umiarkowanego badacza, jakim jest Finkelstein, oskarżają o to, że kala własne
              gniazdo.

              Tora jest wprawdzie wybitnym rezultatem ludzkiej wyobraźni (Finkelstein), jest
              też świadectwem triumfu homo sapiens, który wyzwolił się z więzów mitów natury
              i przeszedł do sfery prawa etycznego. Jednak Pismo serwuje nam także pobożne
              kłamstwa.
        • Gość: chrześcijanka Nadinterpretacja i mały qwiz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 12:12
          Problem w tym, że ludzie wyciągają swoje wnioski.

          Przykład:

          Jaki owoc dała Ewa Adamowi do zjedzenia w raju?

          Spytaj o to 10 spotkanych dziś osób, a dowiesz się skąd biorą się tak
          fantastyczne teorie.

          Pytanie II:

          Po co Jezus mówił do ludzi "kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha"? Czy tam
          przychodzili również ludzie bez uszu?
      • Gość: chrześcijanka mocne dowody IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 12:03
        taaa. Nie było Jezusa. Apostołowie to odłam sekty, która zajmowała się
        ściąganiem kasy itd itp.

        Za i przeciw masz wiele. Nie mam nic co mogłoby cię przekonać. Za to na swoją
        obronę mam swoją wiarę. Wierzę. Tego mi nie zabierzesz.
        • Gość: Kafar Re: mocne dowody IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.05, 18:05
          Gość portalu: chrześcijanka napisał(a):

          > Za i przeciw masz wiele. Nie mam nic co mogłoby cię przekonać. Za to na swoją
          > obronę mam swoją wiarę. Wierzę. Tego mi nie zabierzesz.
          -------
          Nikt nie chce Ci zabierać Twoich mrzonek. Dopóki są Twoje i Tobie podobnych
          jest Ok smile Tylko wara Wam od przepisów prawa i zwolenników innych hobby.
    • Gość: Emi wiemy, wiemy, ale niektorzy lubia basnie;-)) IP: *.dc.dc.cox.net 13.01.05, 01:40
    • Gość: chrześcijanka jak bardzo Biblia jest częścią naszego życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 12:16
      Nie wiem, czy większość z nas zdaje sobie sprawę, że na codzień cytujemy Biblię:
      - perły przed wieprze
      - wiara przenosi góry
      - kto pod kim dołki kopie
      - nie chwal dnia przed zachodem ...
      - kto mieczem wojuje
      itp. itd.
    • Gość: jurek Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi IP: *.bb.netvision.net.il 13.01.05, 18:02
      to nie nowosc - o tym wiedza ponad 50% obywateli izraela. czy masz
      teorje dlaczego przetrwaly owe mity tysiace lat ?
      • Gość: Kafar Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 19:30
        Gość portalu: jurek napisał(a):

        > to nie nowosc - o tym wiedza ponad 50% obywateli izraela. czy masz
        > teorje dlaczego przetrwaly owe mity tysiace lat ?
        --------
        W Izraelu biblia to sens istnienia tego malego narodu w oceanie Arabów.
        Podobnie w diasporze - to baśń ku pokrzepieniu serc smile
    • Gość: . A Koran to parodia tejze bajeczki... Mity stanowia IP: *.range81-156.btcentralplus.com 15.01.05, 18:06
      jednak o historii, organizacji i wartosciach ludzkosci...
    • Gość: diabelek Re: Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żzydzi IP: *.sympatico.ca 15.01.05, 18:41
      "Biblia to BAŚŃ drodzy chrześcijanie i Żydzi"

      Karol Marks: Juz dawno to wszystkim mowilem!
      F. Engels: Opium panie Karolu, opium dla ludu.
      Karol Marks: Wiem, probowalem i wydaje mi sie, ze to opium to nawet lepsze od
      wodki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka