IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 31.05.02, 19:31
zadam Ci pytanie!

wiem że trakujesz "podatki" jako religijny fanatyczno-feudalny dogmat - a nie
mam teraz na myśli takiej opcji by po chrześcijańsku były one dobrowolne - mam
na myśli tylko ich wielkość!

Ciekawi mnie motywacja jaką dajesz aby te "podatki" były w takiej a nie innej
wielkości ( z tendencją do wchodzenia do koszów ludzi by obliczyć skąd i za co
sie jadło i maksymalizowaniu "zysków" w łupieniu naiwnych )


Pytam sie! Czy Twoją motywacją istnienia podatków jest pomoc biednym? jezeli
tak? czy zauważasz róznice w biedzie tej co jest w Polsce a np. w Afryce?
jeżeli tak co myślisz o stworzeniu możliwości abym JA mógł "oddawać" swoje
podatki na biednych w Zambii a nie na tych w Polsce?

ciekawi mnie Twoja opinia! jeżeli bedzie pozytywna czy przekażesz ją władzom
Unii Pracy jako pomysł na walke z bieda w Afryce?
Obserwuj wątek
    • Gość: V.C. Wild ! IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 19:33
      Gość portalu: wild napisał(a):

      > zadam Ci pytanie!
      >
      > wiem że trakujesz "podatki" jako religijny fanatyczno-feudalny dogmat - a nie
      > mam teraz na myśli takiej opcji by po chrześcijańsku były one dobrowolne - mam
      > na myśli tylko ich wielkość!
      >
      > Ciekawi mnie motywacja jaką dajesz aby te "podatki" były w takiej a nie innej
      > wielkości ( z tendencją do wchodzenia do koszów ludzi by obliczyć skąd i za co
      >
      > sie jadło i maksymalizowaniu "zysków" w łupieniu naiwnych )
      >
      >
      > Pytam sie! Czy Twoją motywacją istnienia podatków jest pomoc biednym? jezeli
      > tak? czy zauważasz róznice w biedzie tej co jest w Polsce a np. w Afryce?
      > jeżeli tak co myślisz o stworzeniu możliwości abym JA mógł "oddawać" swoje
      > podatki na biednych w Zambii a nie na tych w Polsce?
      >
      > ciekawi mnie Twoja opinia! jeżeli bedzie pozytywna czy przekażesz ją władzom
      > Unii Pracy jako pomysł na walke z bieda w Afryce?

      Czyżbyś popierał podatek Tobina !?

      Władze UP z pewnoscia o nim słyszały wink

      • Gość: wild V.C. IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 31.05.02, 19:45
        Gość portalu: V.C. napisał(a):

        > Gość portalu: wild napisał(a):
        >
        > > zadam Ci pytanie!
        > >
        > > wiem że trakujesz "podatki" jako religijny fanatyczno-feudalny dogmat - a
        > nie
        > > mam teraz na myśli takiej opcji by po chrześcijańsku były one dobrowolne -
        > mam
        > > na myśli tylko ich wielkość!
        > >
        > > Ciekawi mnie motywacja jaką dajesz aby te "podatki" były w takiej a nie in
        > nej
        > > wielkości ( z tendencją do wchodzenia do koszów ludzi by obliczyć skąd i z
        > a co
        > >
        > > sie jadło i maksymalizowaniu "zysków" w łupieniu naiwnych )
        > >
        > >
        > > Pytam sie! Czy Twoją motywacją istnienia podatków jest pomoc biednym? jeze
        > li
        > > tak? czy zauważasz róznice w biedzie tej co jest w Polsce a np. w Afryce?
        > > jeżeli tak co myślisz o stworzeniu możliwości abym JA mógł "oddawać" swoje
        >
        > > podatki na biednych w Zambii a nie na tych w Polsce?
        > >
        > > ciekawi mnie Twoja opinia! jeżeli bedzie pozytywna czy przekażesz ją władz
        > om
        > > Unii Pracy jako pomysł na walke z bieda w Afryce?
        >
        > Czyżbyś popierał podatek Tobina !?
        >
        > Władze UP z pewnoscia o nim słyszały wink

        ile on wynosił? i zamiast łożenia na "biedaków" z Polski? czy ta wielkość jest
        adekwatna do biedy w Polsce czy w Zambii? jeżeli Zambii proponujesz wieksze
        redukcje podatków niż UPR w Polsce? smile))

        Jeszcze raz sie pytam co myślisz abym mógł "płacić" zamiast biednym w Polsce
        biednym w Zambii? nie jestem w stanie płacić na dwóch naraz przerośniety
        feudale smile)
          • Gość: wild Re: Wild ! IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 31.05.02, 19:51
            Gość portalu: V.C. napisał(a):

            > Jako zwolennik prawdziwej globalizacji jestem za .

            czy mógłbyś zdać mi raport :] z posiedzenia okręgowego UP w którym jako zwolennik
            prawdziwej globalizacji zaproponujesz to władzom UP? smile


            > Ale w Zambii nie jest jeszcze najgorzej .

            to gdzie jest gorzej? :}
            • Gość: V.C. Re: Wild ! IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 20:00
              Gość portalu: wild napisał(a):

              > Gość portalu: V.C. napisał(a):
              >
              > > Jako zwolennik prawdziwej globalizacji jestem za .
              >
              > czy mógłbyś zdać mi raport :] z posiedzenia okręgowego UP w którym jako zwolenn
              > ik
              > prawdziwej globalizacji zaproponujesz to władzom UP? smile

              Zajrzyj na www.fmup.org.pl wink

              > > Ale w Zambii nie jest jeszcze najgorzej .
              >
              > to gdzie jest gorzej? :}

              W wielu krajach : Sierra Leone , Czadzie , Etiopii , Kongo , Burkina Faso ,
              Afganistanie , Mali , Malawi itd.


                • Gość: V.C. Re: Wild ! IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 31.05.02, 20:15
                  Gość portalu: wild napisał(a):

                  > Burkina Faso!
                  >
                  >
                  > wybieram opcje 50% podatku dochodowego idzie na broń do obrony przed Feudałami-
                  > Urzędniakmi z Burkina Faso 50%

                  A więc aż 50 % na zbrojenia !? wink
                  Światowy rekord wink


                  na tworzenie handlu i hodowle bydła na kotlety..
                  > .

                  O.K. Przekażę najwyższym władzom wink

                  Zawiadomić też Grupę Bilderberg ? wink
                  • wild Re: Wild ! 31.05.02, 20:35
                    Gość portalu: V.C. napisał(a):

                    > Gość portalu: wild napisał(a):
                    >
                    > > Burkina Faso!
                    > >
                    > >
                    > > wybieram opcje 50% podatku dochodowego idzie na broń do obrony przed Feuda
                    > łami-
                    > > Urzędniakmi z Burkina Faso 50%
                    >
                    > A więc aż 50 % na zbrojenia !? wink
                    > Światowy rekord wink



                    no dobra o te 50% mniej! co ty na to?smile)



                    > na tworzenie handlu i hodowle bydła na kotlety..
                    > > .
                    >
                    > O.K. Przekażę najwyższym władzom wink
                    >
                    > Zawiadomić też Grupę Bilderberg ? wink



                    po co kolety bedą domowej produkcji smile
    • sceptyk Artykul o podatkach. Dosc dlugi. 31.05.02, 21:08
      Wolność, własność, egoizm
      WOJCIECH SADURSKI

      Jednym z nieszczęść, jakie na nas sprowadziły lata ideologicznej ortodoksji
      komunistycznej, był uwiąd normalnego życia umysłowego, spowodowany
      odizolowaniem od myśli politycznej rozwijającej się na Zachodzie.

      Izolacja ta owocuje dziś względną popularnością wezwań do powrotu do
      wyimaginowanego okresu, w którym państwo nie mieszało się do gospodarki,
      podatki były małe, służące znały swoje miejsce, a biedni mogli liczyć co
      najwyżej na jałmużnę i byli za nią wdzięczni. Niedługo pewno usłyszymy, że
      zniesienie pańszczyzny było kradzieżą.

      W okresie powojennym w Europie Zachodniej (także w Kanadzie, w Australii i ze
      zmiennym szczęściem w USA) ukształtował się pewien konsensus liberalno-
      socjaldemokratyczny. Trzeba dodać: konsensus w różnych krajach i w różnych
      okresach różnie wyważający proporcje między liberalizmem a socjaldemokracją i
      na dodatek nie absolutny, bo pozostający pod ciśnieniem doktryn mu
      nieprzyjaznych, takich jak marksizm z jednej strony, a konserwatyzm
      neoliberalny z drugiej. We wpływie na politykę państwa pozostawały one jednak -
      szczęśliwie - na marginesach.

      Konsensus ten opierał się na dwóch filarach. Pierwszy - to odrzucenie
      przymusowej roli państwa w zakresie życia prywatnego jednostki. Stąd odrzucenie
      cenzury obyczajowej, rygoryzmu prawnego w odniesieniu do etyki seksualnej,
      dekryminalizacja homoseksualizmu, kontroli urodzin, aborcji, itp. Drugim
      filarem było przekonanie, że państwo ma do odegrania rolę w dziedzinie polityki
      społecznej, zwłaszcza dla wyrównywania szans oświatowych i zawodowych, a także
      ochrony socjalnej ludzi najsłabszych i najmniej zaradnych. Podczas gdy głównym
      motorem gospodarki ma być wolny rynek i konkurencja między prywatnymi firmami,
      o tyle państwo powinno kompensować najbardziej niefortunne skutki uboczne
      wolnego rynku dla tych, którym się nie udało: dla najsłabszych,
      najbiedniejszych członków społeczeństwa.

      Patologią polskiego życia umysłowego jest względna popularność poglądów
      zaprzeczających obu tym filarom zachodnioeuropejskiego konsensusu. Z jednej
      więc strony uważa się, że państwo ma narzucać obywatelom - także pod groźbą
      kar - jedynie właściwy model jednostkowej moralności; a drugiej zaś strony -
      powinno usunąć się z polityki socjalnej, pozostawiając wszystko wolnemu
      rynkowi. Państwo wchodzące ludziom do łóżek, ale cofające się przed
      interwencją, gdy są naprawdę w potrzebie - oto "specialit� de la maison"
      polskiego konserwatyzmu. Klinicznym wyrażeniem tej drugiej tezy jest tekst
      Michała Wojciechowskiego. Jak każda karykatura, wydobywa on najbardziej
      osobliwe przejawy naszego oddalenia od dominujących nurtów nowoczesnej myśli
      politycznej na Zachodzie.

      Własność naturalna i święta

      Manifest pana Wojciechowskiego sprowadza się właściwie do dwóch tez. Po
      pierwsze - własność prywatna jest dobrem absolutnym i nienaruszalnym; po
      drugie - jedyną dopuszczalną formą łagodzenia nierówności i nędzy jest
      dobrowolna pomoc charytatywna. Przyjrzyjmy się obu tym tezom po kolei.

      Własność jest ważna dla ludzi, ale nazywanie jej "prawem naturalnym" (a tym
      bardziej - "świętym") jest jedynie retoryczną ozdobą, mającą podkreślić wysokie
      wzburzenie autora wywołane propozycjami jakichkolwiek ograniczeń tego prawa. W
      sensie dosłownym w "naturze" nie ma przecież własności, jak więc może
      być "prawem naturalnym"? Bez prawa określającego na przykład zasady
      dziedziczenia nie wiemy, jaki stopień uprawnionej kontroli nad dobrami
      spadkodawcy będzie miał spadkobierca. Przed i poza prawem nie ma mowy o
      żadnej "własności". Można co najwyżej mówić - z pewną emfatyczną przesadą - o
      własności jako "prawie naturalnym" w tym sensie, że wyraża ona bardzo ważne
      interesy jednostkowe i społeczne. To prawda - ale w takim ujęciu nie ma mowy o
      własności absolutnej i nienaruszalnej, bo wszelkie interesy jednostkowe
      podlegają ograniczeniom ze względu na interesy innych ludzi.

      W tradycji chrześcijańskiej, do której pozornie odwołuje się pan Wojciechowski,
      własność istotnie określana jest czasem jako prawo naturalne, z tym wszakże, że
      dotyczy to instytucji własności jako takiej, a nie konkretnego rozdziału
      własności między ludźmi, który może być sprawiedliwy albo niesprawiedliwy. W
      tradycji liberalnej własność też pojmowana jest jako dobro wielkiej wagi, ale
      na sposób utylitarny, gdyż nasze życie jest bardziej udane, gdy możemy wiedzieć
      z pewnością, jakimi dobrami materialnymi możemy dysponować.

      W obu tych tradycjach jest więc miejsce na modyfikację rozdziału własności
      zgodnie z zasadami czy to sprawiedliwości, czy użyteczności. Pod tym względem
      własność nie różni się od wolności. Tak jak wolność nie jest nieograniczona -
      nie przyznajemy pijanym swobody prowadzenia samochodów, gdyż taka wolność
      koliduje z interesami innych - tak i dysponowanie własnością podlega
      ograniczeniom przez wzgląd na dobro innych ludzi. Sam pan Wojciechowski
      pisze: "Dopiero możność używania dóbr materialnych pozwala ludziom przeżyć i
      korzystać z wolności". Święte słowa. Warto jednak wyciągnąć z nich wnioski
      odnoszące się do wszystkich członków społeczeństwa, a nie tylko tych lepiej
      urodzonych. Jakie szanse "przeżycia i korzystania z wolności" mają ci, którym
      już na starcie nie udało się - nie urodzili się we właściwej rodzinie, nie
      mogli dostać się do właściwej szkoły, stracili pracę bez własnej winy? Własność
      podlega w pewnym stopniu redystrybucji - poprzez podatki progresywne od dochodu
      czy na przykład spadkowe - po to właśnie, by pomóc "przeżyć i korzystać z
      wolności" tym, którym na wolnym rynku się nie udało.

      Dlatego nie szafowałbym tak tym stałym oskarżaniem państwa o "kradzież", gdy
      odciąga podatki na cele między innymi opieki społecznej, bo "kradzież" to
      odebranie tego, co prawnie do kogoś należy, a prawnie do nas należy to, co
      zostaje nam po spełnieniu naszych obowiązków wobec innych. W państwie
      demokratycznym określamy je wspólnie, głosując na partie, które najlepiej
      wyrażają nasze przekonania o obowiązkach wynikających ze sprawiedliwości. Tak
      jak nie jest naruszeniem czyjejś wolności uniemożliwienie mu prowadzenia
      samochodu po pijanemu, tak i nie jest naruszeniem własności ("kradzieżą")
      wyegzekwowanie obowiązków, wynikających z demokratycznie przyjętych zasad
      solidarności. Można oczywiście spierać się co do najbardziej efektywnych metod
      realizacji owych zasad, ale jest to inna dyskusja niż ta, którą proponuje pan
      Wojciechowski, gdy skarży się na "kradzież", bo musi płacić podatki.

      Jałmużna zamiast sprawiedliwości

      Druga z tez brzmi, że jedyną dopuszczalną formą materialnej pomocy naszym
      najbardziej nieszczęśliwym rodakom jest dobrowolna pomoc charytatywna. Gdyby
      tak rzeczywiście miało być, to oznaczałoby to faktyczne spisanie na straty
      tych, którym się nie powiodło: najbiedniejszych, najbardziej niedołężnych,
      najmniej zaradnych - często nie z własnej winy pokrzywdzonych przez los. Pomoc
      charytatywna nigdy i nigdzie nie była skuteczną formą ochrony socjalnej przed
      nędzą, co najwyżej może być cennym uzupełnieniem pomocy świadczonej przez
      państwo.

      Przyczyny są oczywiste. W większości nie jesteśmy absolutnymi egoistami, ale
      nie jesteśmy też altruistami. Potrafimy dzielić się naszymi dobrami z innymi,
      ale w skali społecznej chcemy, by inni, których na to stać, również
      przyczyniali się do ponoszenia kosztów społecznej solidarności z
      najbiedniejszymi. Tylko wtedy pomoc ta będzie bowiem skuteczna. Zamiast
      indywidualnie przekazywać dary na najbiedniejszych - lub poświęcać się dla
      ubogich, uczestnicząc w balach charytatywnych w hotelu "Sheraton" -
      przyczyniamy się do wspólnej kasy, z której pokrywane są koszty pomocy dla
      najbiedniejszych oraz na wyrównywanie szans.

      Niewielu spośród nas traktuje to jako przymus lub kradzież. Wielu pojmuje to w
      kategoriach koordynacji. W naukach społecznych zjawisko to został
      • sceptyk Re: Artykul o podatkach. Dokonczenie 31.05.02, 21:10
        Niewielu spośród nas traktuje to jako przymus lub kradzież. Wielu pojmuje to w
        kategoriach koordynacji. W naukach społecznych zjawisko to zostało
        określone "dylematem działań kolektywnych". Gdy działamy z osobna i w sposób
        nieskoordynowany, a na dodatek nie wiemy, jak postąpią inni, kierujemy się
        zazwyczaj względami egoistycznymi, bo nie chcemy być jedynymi, którzy zachowują
        się prospołecznie. Jeśli więc nawet autentycznie chcemy społeczeństwa, w którym
        nie ma skrajnej nędzy, to działając z osobna nie mamy wystarczających
        motywacji, by skutecznie temu zapobiec. To właśnie tłumaczy nieskuteczność
        dobrowolnej akcji charytatywnej jako rzekomego remedium na nędzę i nierówność
        szans. Opieka socjalna, na którą tak zżyma się pan Wojciechowski i na którą tak
        żałuje swych podatków, jest skoordynowanym działaniem realizującym w skali
        społecznej odruch charytatywny - tyle że skutecznie.

        Dwie drogi

        Moment historycznej transformacji oznacza relatywne oswobodzenie z ciężaru
        przeszłości. Jedna z kolektywnych decyzji, jaką trzeba podjąć, dotyczy wyboru
        drogi owego liberalno-socjaldemokratycznego konsensusu, o którym napisałem na
        początku, lub drogi zarysowanej w manifeście pana Wojciechowskiego.

        Ta druga niektórym może wydawać się bardziej atrakcyjna: nikt specjalnie nie
        lubi płacić podatków. Ale wybór państwa minimalnego, niskich podatków i
        demontażu opieki socjalnej też łączy się z pewnymi kosztami, nawet dla
        najzamożniejszych. Trzeba będzie nauczyć się pewnego chłodu moralnego,
        znieczulenia na cierpienie, odwracania się na widok żebraków i bezdomnych. Do
        tego wszystkiego oczywiście można przywyknąć, ale niektórym nie przyjdzie to
        łatwo i nie wszyscy mają ochotę przechodzić taki trening.

        Trzeba też będzie się nauczyć umiejętności odpowiadania naszym dzieciom na
        pewne pytania, dlaczego na przykład niektóre z nich mogą chodzić do doskonałych
        szkół prowadzących ich wprost na najlepsze uczelnie, inne zaś muszą zakończyć
        swą edukację na poziomie nędznej zawodówki - choć wcale nie są mniej zdolne.
        Trzeba też będzie nauczyć się znajdować uzasadnienia dla stanu, w którym ci,
        których nie stać będzie na drogie kliniki prywatne ani na kosztowne prywatne
        polisy ubezpieczeniowe, nie będą mogli liczyć na przyzwoitą opiekę zdrowotną.
        Pan Wojciechowski zapewne będzie nauczał swych studentów, że ci spisani na
        straty to nie są "ludzie pracujący i aktywni, społecznie przydatni", by użyć
        słów z jego artykułu. Ale czy wielu z nas zadowoli taka odpowiedź, chociaż
        rzeczywiście podatki będziemy płacić mniejsze?

        Społeczeństwa Europy Zachodniej już odpowiedziały sobie generalnie na to
        pytanie; my - jeszcze nie. -

        Profesor prawa, wykłada na European University Institute we Florencji,
        specjalizuje się w filozofii i teorii prawa; publikuje w "Rzeczpospolitej"

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_020525/plus_minus_a_4.html#2
      • Gość: Michał V.C. - ideowiec, czy cyniczny manipulator ? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:25
        Jeżeli jest ideowcem, to może w przyszłości zmądrzeje i przestanie bawić się
        czerwonymi zabawkami.
        Ale mam powazne obawy, że mamy do czynienia z młodym komuchem ,który
        słowo "lewica" uważa za wizytówkę do kariery.
        Inaczej nasz kochany lewicowiec pierwszy zaatakowałby SLD, partię która z
        lewicą ma tyle wspólnego, co Fiat 126p z luksusową limuzyną.
        • Gość: V.C. Michał - ideowiec, czy cyniczny manipulator ? IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 01.06.02, 07:52
          Gość portalu: Michał napisał(a):

          > Jeżeli jest ideowcem, to może w przyszłości zmądrzeje i przestanie bawić się
          > czerwonymi zabawkami.
          > Ale mam powazne obawy, że mamy do czynienia z młodym komuchem ,który
          > słowo "lewica" uważa za wizytówkę do kariery.
          > Inaczej nasz kochany lewicowiec pierwszy zaatakowałby SLD, partię która z
          > lewicą ma tyle wspólnego, co Fiat 126p z luksusową limuzyną.

          Kariera polityczna w necie !?

          To interesujące , co Pan mówi , a co mówią ... wink

          Polityka to moje hobby . Mam dobrą pracę , nie muszę dorabiać w polityce .

          Zdarzało mi się krytykować SLD , ale kolega oczywiscie przeoczył .

          Skoro zawsze patrzy w prawo ... wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka