Gość: Lach
IP: *.inetia.pl
12.06.01, 12:49
Jestem dumny z Jedwabnego, jak z miejsca, w którym została wyplewiona
zdradziecka społeczność. Jest to jeden z niewielu zdrowych odruchów, na jaki
było stać obywateli polskich, widzących zagrożenie dla dla siebie - lojalnych i
oddanych mieszkańców naszej ojczyzny. Ci, którzy nie chcieli walczyć z
okupantem, którzy nie pomagali w tej walce, a wręcz byli zagrożeniem dla
pozostałych polskich obywateli, zostali wyeliminowani. Stało się tak, że
obywatele polscy wyznania chrześcijańskiego, wyeliminowali obywateli polskich
innwgo wyznania. Tak rozkładała się lojalność i nielojalność na wschodnim
Mazowszu, zawsze wiernym i lojalnym Polsce. Tam trwała walka zbrojna, z wrogami
Polski od czasów potopu szwedzkiego, przez powstania 18 i 19 wieku, aż po
koniec lat 40-tych. Identyfikuje się z Jedwabnem, bo sam jestem z tamtąd. Nigdy
nie było u nas pojęcia szare. W chwili wojny jesteś z nami, lub przeciwko nam.
Ci, spośród obywateli polskich, którzy dopuszczali się zdrady, musieli zostać
wyeliminowani, żeby w przyszłości nie stanowić zagrożenia dla lojalnych
obywateli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Społeczność wyznania mojżeszowego,
była postrzegana jako społeczność nielojalna, a nawet, w takich ośrodkach jak
Jedwabne, będzie to społeczność wroga. Instynkt tych ludzi przewidział powrót
sowietów w roku 1945. I nie było już tu elementu wrogiego, który zapędzał by
polskich żołnierzy do dołów z wapnem. To jest nasze dziedzictwo, które dla
podżegaczy z USA (Gross) i innych kundli, jest ludobójstwem, a dla mnie jest
powodem do dumy, że nie byliśmy jak te barany czekające na śmierć, ale
potrafiliśmy obronić się przed zdrajcami.