Dodaj do ulubionych

Czy potrafimy wychować własne dzieci?

01.09.01, 23:33
Rozpoczyna się rok szkolny. Myślę, że warto poświęcić parę chwil na sprawy
wychowania dzieci i młodzieży. Do zajęcia się tą sprawą przyczyniły się również
pewne zdarzenia, czy sygnały, które coraz częściej pojawiają się wokół nas.
Bardzo często, będąc w sklepach słyszę komunikaty o zaginionych dzieciach.
Równie często obserwuję na ulicach i w parkach sceny, w których dzieci
całkowicie ignorują swoich rodziców, nie reagują na prośby, groźby a nawet
bicie. Z drugiej strony widziałem sytuacje, w których za niewinne przewrócenie
się dziecka, było ono bite i tylko interwencja postronnych osób uratowała je od
skatowania. Niezależnie od opinii o filmach, ulicy i innych rzeczach uważam, że
główną odpowiedzialność za wychowanie dzieci ponoszą rodzice i szkoła. Dwa
zabójstwa wśród młodzieży w sierpniu nie nastrajają optymistycznie. I chociaż
nie uważam, wymienione powyżej wypadki za regułę, to jest to jednak wyraźny
sygnał, że za kilka czy kilkanaście lat, problem kary śmierci będzie dalej
problemem. Nadzieja, że religia w szkole przyczyni się do podniesienia morale
młodzieży w szkole okazała się złudna. Autorytet nauczyciela jest na niskim
poziomie.

Jak to jest? Czy dobrze wychowujemy swoje dzieci? Czy szkoły spełniają swoją
rolę? Czy można coś w tej sprawie zrobić?
Obserwuj wątek
    • Gość: Hiacynt Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 01.09.01, 23:50
      jacek#jw napisał(a):

      > Rozpoczyna się rok szkolny. Myślę, że warto poświęcić parę chwil na sprawy
      > wychowania dzieci i młodzieży. Do zajęcia się tą sprawą przyczyniły się również
      >
      > pewne zdarzenia, czy sygnały, które coraz częściej pojawiają się wokół nas.
      > Bardzo często, będąc w sklepach słyszę komunikaty o zaginionych dzieciach.
      > Równie często obserwuję na ulicach i w parkach sceny, w których dzieci
      > całkowicie ignorują swoich rodziców, nie reagują na prośby, groźby a nawet
      > bicie. Z drugiej strony widziałem sytuacje, w których za niewinne przewrócenie
      > się dziecka, było ono bite i tylko interwencja postronnych osób uratowała je od
      >
      > skatowania. Niezależnie od opinii o filmach, ulicy i innych rzeczach uważam, że
      >
      > główną odpowiedzialność za wychowanie dzieci ponoszą rodzice i szkoła. Dwa
      > zabójstwa wśród młodzieży w sierpniu nie nastrajają optymistycznie. I chociaż
      > nie uważam, wymienione powyżej wypadki za regułę, to jest to jednak wyraźny
      > sygnał, że za kilka czy kilkanaście lat, problem kary śmierci będzie dalej
      > problemem. Nadzieja, że religia w szkole przyczyni się do podniesienia morale
      > młodzieży w szkole okazała się złudna. Autorytet nauczyciela jest na niskim
      > poziomie.
      >
      > Jak to jest? Czy dobrze wychowujemy swoje dzieci? Czy szkoły spełniają swoją
      > rolę? Czy można coś w tej sprawie zrobić?

      Jacku, ja dostrzegam przede wszystkim katastrofalny wpływ telewizji
      oraz gier komputerowych. Dzieci coraz częściej żyją w świecie fikcji.
      pzdr.
      • Gość: Vist ___ Kościół__ nam__ dzieci__wychowa ?__ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.09.01, 00:20
        Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
        > Jacku, ja dostrzegam przede wszystkim katastrofalny wpływ telewizji
        > oraz gier komputerowych. Dzieci coraz częściej żyją w świecie fikcji.
        > pzdr.

        I nasi świetni katecheci !

        V._____________
        • sin2001 Re: ___ Kościół__ nam__ dzieci__wychowa ?__ 02.09.01, 01:21
          Gość portalu: Vist napisał(a):

          > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
          > > Jacku, ja dostrzegam przede wszystkim katastrofalny wpływ telewizji
          > > oraz gier komputerowych. Dzieci coraz częściej żyją w świecie fikcji.
          > > pzdr.
          >
          > I nasi świetni katecheci !
          >
          > V._____________
          Vist dziś nam dane się było spotykać już kilka razy. Mam ostatnie pytania: Czy
          słyszałeś o jakimś katechecie przez ostatni rok, który nauczane przez siebie
          dzieci namawiałby do czynienia bliźniemu swemu czegoś niemiłego? Problem
          katechetów bardziej jest problemem Kościoła, bo wielu młodych ludzi poprzez ich
          nieporadność pedagogiczną odchodzi na zawsze od wiary. Ale , żeby porównać
          katechetę ( często przecież "cywilnego") do TV lub strzelanek komputerowych? Czy
          to nie zwierzęcy antyklerykalizm się nazywa? Bo jeśli to poczucie humoru to ja
          współczuje.
          Ilu poznałeś katechetów, poza opisywanymi w "NIE"?
          • Gość: Vist Re: ___ Kościół__ nam__ dzieci__wychowa ?__ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.09.01, 01:32
            sin2001 napisał(a):

            > Ale , żeby porównać katechetę ( często przecież "cywilnego") do TV lub
            > strzelanek komputerowych? Czy
            > to nie zwierzęcy antyklerykalizm się nazywa? Bo jeśli to poczucie humoru to ja
            > współczuje. Ilu poznałeś katechetów, poza opisywanymi w "NIE"?

            Ostatnio jednego. Opowiadał dzieciom:

            Skutkiem zapobiegania ciąży jest to, że dzieci rodzą się z miedzianymi
            spiralami w mózgach.

            XIX gimnazjum we Wrocławiu.

            Mh... ?

            pzdr

            Vist________________
            • jacek#jw Re: ___ Kościół__ nam__ dzieci__wychowa ?__ 02.09.01, 08:39
              Problem kościoła w tym przypadku, to problem generalizowania i radykalizacji
              swojego poglądu w dyskusjach na ten temat. Katecheci nie są przeważnie
              funkcjonariuszami kościoła i przeważnie nie mają przygotowania. Dobre chęci nie
              wystarczą.
              • Gość: Terek Re: Katecheci IP: *.chello.pl 02.09.01, 22:45
                Jeśli katecheci nie potrafią wychowywać, niech nie biorą się za to zajęcie. Są
                przecież przedłużonym ramieniem KK i wszystkie negatywne wnioski obracają się
                przeciwko KK.

                Rzecz nie polega na tym, aby katecheta był na siłę w szkole, lecz żeby spełniał
                wychowawczą rolę. To wymaga dużych umiejętności. Negatywne zderzenie z
                katechetą czy księdzem prowadzi prosto do zerwania z kościołem. I jest to
                zerwanie na lata, jeśli nie do końca życia. Kto więc ma wychowywać, jeśli
                rodzice w pracy, a w TV negatywne wzorce? Pozostaje ulica.

                To smutne. Dzieci wychowują się same!
                • jacek#jw Re: Katecheci 03.09.01, 10:10
                  Gość portalu: Terek napisał(a):

                  > Jeśli katecheci nie potrafią wychowywać, niech nie biorą się za to zajęcie. Są
                  > przecież przedłużonym ramieniem KK i wszystkie negatywne wnioski obracają się
                  > przeciwko KK.
                  >
                  > Rzecz nie polega na tym, aby katecheta był na siłę w szkole, lecz żeby spełniał
                  >
                  > wychowawczą rolę. To wymaga dużych umiejętności. Negatywne zderzenie z
                  > katechetą czy księdzem prowadzi prosto do zerwania z kościołem. I jest to
                  > zerwanie na lata, jeśli nie do końca życia. Kto więc ma wychowywać, jeśli
                  > rodzice w pracy, a w TV negatywne wzorce? Pozostaje ulica.
                  >
                  > To smutne. Dzieci wychowują się same!

                  W tym jest wiele prawdy, jednak religia w szkole, a raczej jej obraz, to skutek a
                  nie przyczyna. Jedyny zarzut jaki można jej postawić, to taki, że nie spełnia tej
                  roli, jakiej po wprowadzeniu religi do szkoły po niej oczekiwano. Podstawową
                  przyczyną jednak jest wg mnie niechęć do zajmowania się wychowaniem. To ona
                  powoduje, że pozwalamy dzieciom oglądać TV i grać na komputerach bez umiaru.
                  Jednocześnie wszędzie szukamy usprawiedliwienia. Winne są filmy, komputery,
                  katecheci czy nauczyciele.
                  • Gość: Hiacynt do Jacka_______ o WŁASNYCH dzieciach IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 10:33
                    jacek#jw napisał(a):

                    > Gość portalu: Terek napisał(a):
                    >
                    > > Jeśli katecheci nie potrafią wychowywać, niech nie biorą się za to zajęcie
                    > . Są
                    > > przecież przedłużonym ramieniem KK i wszystkie negatywne wnioski obracają
                    > się
                    > > przeciwko KK.
                    > >
                    > > Rzecz nie polega na tym, aby katecheta był na siłę w szkole, lecz żeby spe
                    > łniał
                    > >
                    > > wychowawczą rolę. To wymaga dużych umiejętności. Negatywne zderzenie z
                    > > katechetą czy księdzem prowadzi prosto do zerwania z kościołem. I jest to
                    > > zerwanie na lata, jeśli nie do końca życia. Kto więc ma wychowywać, jeśli
                    > > rodzice w pracy, a w TV negatywne wzorce? Pozostaje ulica.
                    > >
                    > > To smutne. Dzieci wychowują się same!
                    >
                    > W tym jest wiele prawdy, jednak religia w szkole, a raczej jej obraz, to skutek
                    > a
                    > nie przyczyna. Jedyny zarzut jaki można jej postawić, to taki, że nie spełnia t
                    > ej
                    > roli, jakiej po wprowadzeniu religi do szkoły po niej oczekiwano. Podstawową
                    > przyczyną jednak jest wg mnie niechęć do zajmowania się wychowaniem. To ona
                    > powoduje, że pozwalamy dzieciom oglądać TV i grać na komputerach bez umiaru.
                    > Jednocześnie wszędzie szukamy usprawiedliwienia. Winne są filmy, komputery,
                    > katecheci czy nauczyciele.

                    Zadałeś pytałeś: Czy potrafimy wychować własne dzieci?

                    Przecież w pytaniu napisałeś - własne dzieci.
                    Czyli ja mam wychowywać własne dzieci zlecając to szkole,
                    katechetom (to jest zdaje się główny problem), telewizji i komputerowi.
                    Ty Jacku decydujesz o tym jak wychowasz własne dziecko.
                    Chyba, że podąrzysz drogą szwedzką, tam dzieci decydują
                    jakiej metody wychowawczej sobie życzą.

                    Kto ma wychować moje dziecko? Ja.

                    Wychowywano dzieci zakładając im chustę czewoną na szyję,

                    Wychowywano dzieci zmuszając do przebywania w szkole od 8 rano do 18 wieczorem.
                    Nie rozwijam.

                    Rodzina miała być przeżytkiem.Czego nie robiono by osłabić więzi rodzinne?
                    Czegóż nie robiono, by zniszczyć wpływ rodziców na dzieci? Niszczono autorytet
                    rodzicielski.

                    Rodzice wychowuję dzieci oraz cała rodzina.
                    Co Ty możesz zrobić? Chyba wiesz jaki jest mój punkt widzenia.
                    Czy chcesz, by ktoś wychował Twoje dziecko według własnego uznania?

                    pozdrawiam
                    • Gość: jacek#jw Re: do Jacka_______ o WŁASNYCH dzieciach IP: 213.25.190.* 03.09.01, 10:57
                      Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                      >
                      > Zadałeś pytałeś: Czy potrafimy wychować własne dzieci?
                      >
                      > Przecież w pytaniu napisałeś - własne dzieci.
                      > Czyli ja mam wychowywać własne dzieci zlecając to szkole,
                      > katechetom (to jest zdaje się główny problem), telewizji i komputerowi.
                      > Ty Jacku decydujesz o tym jak wychowasz własne dziecko.
                      > Chyba, że podąrzysz drogą szwedzką, tam dzieci decydują
                      > jakiej metody wychowawczej sobie życzą.
                      >
                      > Kto ma wychować moje dziecko? Ja.
                      >
                      > Wychowywano dzieci zakładając im chustę czewoną na szyję,
                      >
                      > Wychowywano dzieci zmuszając do przebywania w szkole od 8 rano do 18 wieczorem.
                      > Nie rozwijam.
                      >
                      > Rodzina miała być przeżytkiem.Czego nie robiono by osłabić więzi rodzinne?
                      > Czegóż nie robiono, by zniszczyć wpływ rodziców na dzieci? Niszczono autorytet
                      > rodzicielski.
                      >
                      > Rodzice wychowuję dzieci oraz cała rodzina.
                      > Co Ty możesz zrobić? Chyba wiesz jaki jest mój punkt widzenia.
                      > Czy chcesz, by ktoś wychował Twoje dziecko według własnego uznania?
                      >
                      > pozdrawiam

                      Chyba mówimy bardzo podobnie, tylko innymi słowami. Nie do końca wiem, jaki jest
                      Twój punkt widzenia, ale wydaje się, że błednie interpretujesz moje wypowiedzi.
                      Główna moja myśl to pogląd, że rodzina i to co się w niej dzieje jest
                      najważniejsze.
                    • Gość: jacek#jw Re: do Jacka_______ o WŁASNYCH dzieciach IP: 213.25.190.* 03.09.01, 10:57
                      Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                      >
                      > Zadałeś pytałeś: Czy potrafimy wychować własne dzieci?
                      >
                      > Przecież w pytaniu napisałeś - własne dzieci.
                      > Czyli ja mam wychowywać własne dzieci zlecając to szkole,
                      > katechetom (to jest zdaje się główny problem), telewizji i komputerowi.
                      > Ty Jacku decydujesz o tym jak wychowasz własne dziecko.
                      > Chyba, że podąrzysz drogą szwedzką, tam dzieci decydują
                      > jakiej metody wychowawczej sobie życzą.
                      >
                      > Kto ma wychować moje dziecko? Ja.
                      >
                      > Wychowywano dzieci zakładając im chustę czewoną na szyję,
                      >
                      > Wychowywano dzieci zmuszając do przebywania w szkole od 8 rano do 18 wieczorem.
                      > Nie rozwijam.
                      >
                      > Rodzina miała być przeżytkiem.Czego nie robiono by osłabić więzi rodzinne?
                      > Czegóż nie robiono, by zniszczyć wpływ rodziców na dzieci? Niszczono autorytet
                      > rodzicielski.
                      >
                      > Rodzice wychowuję dzieci oraz cała rodzina.
                      > Co Ty możesz zrobić? Chyba wiesz jaki jest mój punkt widzenia.
                      > Czy chcesz, by ktoś wychował Twoje dziecko według własnego uznania?
                      >
                      > pozdrawiam

                      Chyba mówimy bardzo podobnie, tylko innymi słowami. Nie do końca wiem, jaki jest
                      Twój punkt widzenia, ale wydaje się, że błednie interpretujesz moje wypowiedzi.
                      Główna moja myśl to pogląd, że rodzina i to co się w niej dzieje jest
                      najważniejsze.
      • jacek#jw Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? 02.09.01, 08:35
        Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

        > Jacku, ja dostrzegam przede wszystkim katastrofalny wpływ telewizji
        > oraz gier komputerowych. Dzieci coraz częściej żyją w świecie fikcji.
        > pzdr.

        Myślę, że to jednak uproszczenie problemu. Świat się zmienia, idzie na przód.
        Dawniej były bajki, później radio, kino, TV i komputery. Już najmłodsze dzieci
        potrafią odróżnić fikcję od rzeczywistości, zwłaszcza gdy się im w tym pomoże.
        Raczej problem polega na tym, że pozostawione samym sobie budują swój wewnętrzny
        świat na fałszywych przesłankach. Powszechność komputerów do zjawisko nowe,
        problem młodzież raczej nie.
        • Gość: Hiacynt do Jacka o Rodzinie i funkcjonariuszach IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 02.09.01, 09:16
          jacek#jw napisał(a):

          > Gość portalu: Hiacynt napisał(a):
          >
          > > Jacku, ja dostrzegam przede wszystkim katastrofalny wpływ telewizji
          > > oraz gier komputerowych. Dzieci coraz częściej żyją w świecie fikcji.
          > > pzdr.
          >
          > Myślę, że to jednak uproszczenie problemu. Świat się zmienia, idzie na przód.
          > Dawniej były bajki, później radio, kino, TV i komputery. Już najmłodsze dzieci
          > potrafią odróżnić fikcję od rzeczywistości, zwłaszcza gdy się im w tym pomoże.
          > Raczej problem polega na tym, że pozostawione samym sobie budują swój wewnętrzn
          > y
          > świat na fałszywych przesłankach. Powszechność komputerów do zjawisko nowe,
          > problem młodzież raczej nie.

          Mój drogi! Bajki, to babcie i dziadkowie, mamy i ojcowie.
          Niektóre bajki i baśnie były okrutne, ale były to historie czytane lub
          opowiadane. Z odpowiednim komentarzem. Wszystko działo się w Rodzinie, w
          atmosferze Miłości. Po cóż te bajki i baśnie były opowiadane??
          Czemu służyły??? I czemu służyły morały???
          To były pierwsze westerny, gdzie Dobro od Zła wyrażnie było oddzielone.
          Nie dochodziło do tak strasznych wydarzeń jak w ciągu ostatnich lat,
          czy w ciągu ostatnich dni nawet.

          Wychowanie to RODZINA, pojęcie prawie święte.

          Dziecko ma jedną mamę i jednego ojca.
          A nie kilka mam i kilku ojców, i pełno wujków i cioć.

          Na koniec, jeżeli o katechetach piszesz funkcjonariusze -
          to wybacz, ale w takiej rozmowie udziału nie biorę.
          Pozdrawiam
          • jacek#jw Re: do Jacka o Rodzinie i funkcjonariuszach 02.09.01, 22:14
            Przepraszam za słowo, jeśli tak dotknęło. Nie najszczęśliwiej dobrałem. Właśnie
            dałeś mi dowód na generalizowanie tych spraw. Jedno słowo, nawet nie krytyka
            wzbudza natychmiast olbrzymią niechęć. To utrudnia rozwiązywanie problemów. Do
            szkoły przychodzą uczyć różni ludzie i zarówno wśród normalnych nauczycieli jak
            i wśród osób przygotowujących dzieci chociażby do komunii, znajdą się osoby,
            które zwyczajnie nie dają sobie z tym rady. Jedno nieumiejętne wyrażenie i
            koniec dyskusji. Tak niestety zdarza się bardzo często.

            Jeśli chodzi o komputery, to wyrażasz mniej więcej to samo, co ja. Problem nie
            w tym, że dziecko gra, a w tym, że komputer zastępuje rodzinę. I to właśnie
            nasza wina, że nie potrafimy, znaleźć dla niego czasu, porozmawiać,
            wytłumaczyć. Demonizowanie komputera to usypianie sumienia. Wtedy to nie my,
            komputer jest winny. Gdy dziecko zostawione jest samo sobie, zawsze znajdzie
            sobie jakąś zabawkę, niekoniecznie komputer.

            Pozdr / Jacek
            • Gość: Carmina Re: do Jacka i Hiacynta o Rodzinie i funkcjonariuszach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.01, 10:19
              Szkoła, mądrzy nauczyciele są nie do przecenienia, lecz rodzina jest podstawą.
              To sprawa absolutnie elementarna, niezbędna każdemu dziecku. Rodzina, która
              kocha, dba i zapewnia bezpieczeństwo. Naładowane akumulatory emocjonalne, to
              najlepsza wyprawka na dorosłe życie. Takie proste, a zarazem jakie trudne.
              Dzieci zaniedbywane w sposób widoczny i ukryty, od razu mają gorszy start,
              bywa, że i gorsze życie. Pokutują za grzech zaniedbania, którego na nich samych
              dopuścili się ich rodzice. Straszliwie błedne koło. A co do komputerów, filmów
              i gier - myślę, że dzieci nie powinny nigdy być zostawiane samopas, i Hiacynth
              i jacek o tym mówicie zgodnie, prawda? Dzieci uczone empatii poprzez ciepło i
              miłość, nawet gdy przypadkiem zetkną się z brutalnością życiową, czy wirtualną,
              będą na nią odporniejsze. Używam strasznie niemodnych słów, ale też jestem
              staroświecka. smile
              • Gość: Hiacynt Re: do Jacka i Hiacynta o Rodzinie i funkcjonariuszach IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 10:38
                Gość portalu: Carmina napisał(a):

                > Szkoła, mądrzy nauczyciele są nie do przecenienia, lecz rodzina jest podstawą.
                > To sprawa absolutnie elementarna, niezbędna każdemu dziecku. Rodzina, która
                > kocha, dba i zapewnia bezpieczeństwo. Naładowane akumulatory emocjonalne, to
                > najlepsza wyprawka na dorosłe życie. Takie proste, a zarazem jakie trudne.
                > Dzieci zaniedbywane w sposób widoczny i ukryty, od razu mają gorszy start,
                > bywa, że i gorsze życie. Pokutują za grzech zaniedbania, którego na nich samych
                >
                > dopuścili się ich rodzice. Straszliwie błedne koło. A co do komputerów, filmów
                > i gier - myślę, że dzieci nie powinny nigdy być zostawiane samopas, i Hiacynth
                > i jacek o tym mówicie zgodnie, prawda? Dzieci uczone empatii poprzez ciepło i
                > miłość, nawet gdy przypadkiem zetkną się z brutalnością życiową, czy wirtualną,
                >
                > będą na nią odporniejsze. Używam strasznie niemodnych słów, ale też jestem
                > staroświecka. smile

                Carmino.
                Też jestem staroświecki, ale Jackowi nie napisałem o miłości w rodzinie - chociaż
                miałem ochotę - wewnętrzna cenzura.
                Teraz zobaczyłem Twoją wypowiedż, ja podążyłem drogą z odcheleniem politycznym.
                pozdrawiam
                • Gość: jerry Trochę nie na temat IP: *.karen.com.pl 03.09.01, 10:48
                  Gość portalu: Hiacynt napisał(a):

                  > Gość portalu: Carmina napisał(a):
                  >
                  > > Szkoła, mądrzy nauczyciele są nie do przecenienia, lecz rodzina jest podst
                  > awą.
                  > > To sprawa absolutnie elementarna, niezbędna każdemu dziecku. Rodzina, któr
                  > a
                  > > kocha, dba i zapewnia bezpieczeństwo. Naładowane akumulatory emocjonalne,
                  > to
                  > > najlepsza wyprawka na dorosłe życie. Takie proste, a zarazem jakie trudne.
                  >
                  > > Dzieci zaniedbywane w sposób widoczny i ukryty, od razu mają gorszy start,
                  >
                  > > bywa, że i gorsze życie. Pokutują za grzech zaniedbania, którego na nich s
                  > amych
                  > >
                  > > dopuścili się ich rodzice. Straszliwie błedne koło. A co do komputerów, fi
                  > lmów
                  > > i gier - myślę, że dzieci nie powinny nigdy być zostawiane samopas, i Hiac
                  > ynth
                  > > i jacek o tym mówicie zgodnie, prawda? Dzieci uczone empatii poprzez ciepł
                  > o i
                  > > miłość, nawet gdy przypadkiem zetkną się z brutalnością życiową, czy wirtu
                  > alną,
                  > >
                  > > będą na nią odporniejsze. Używam strasznie niemodnych słów, ale też jestem
                  >
                  > > staroświecka. smile
                  >
                  > Carmino.
                  > Też jestem staroświecki, ale Jackowi nie napisałem o miłości w rodzinie - choci
                  > aż
                  > miałem ochotę - wewnętrzna cenzura.
                  > Teraz zobaczyłem Twoją wypowiedż, ja podążyłem drogą z odcheleniem politycznym.
                  > pozdrawiam

                  Najlepszą dotychczas teorię o wychowaniu dzieci przeczytałem na tablicy ogłoszeń
                  w pewnej przychodni, między rysunkami kwiatków i motylków.
                  Brzmi ona mniej więcej tak : "Tyle wymagań ile miłości "

                  jerry
              • Gość: Kasia Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? IP: *.is.pan.pl 03.09.01, 11:01
                Niestety, czy nam - rodzicom - to się podoba, czy też nie, za wychowanie
                naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni tylko my. Przede wszystkim my. Wszystko
                zaczyna się od domu rodzinnego - także TV, komputery, religia. To my
                kształtujemy ich spojrzenie, podejście do życia, a szkoła jest tu już tylko
                dodatkiem. Jeżeli dziecko nie ma oparcia w rodzicach to będzie szukało go gdzie
                indziej. Oczywiście nie jestem za wprowadzaniem reżimu w domu, z drugiej jednak
                strony nie rozumiem tzw. bezstresowego wychowania. I jedno i drugie prowadzi do
                nikąd.
                Tak naprawdę to dzieci są niejako świadectwem rodziców i jeżeli coś jest nie
                tak to możemy mieć pretensje tylko do siebie.
                Pozdrawiam.
              • Gość: Kasia Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? IP: *.is.pan.pl 03.09.01, 11:04
                Niestety, czy nam - rodzicom - to się podoba, czy też nie, za wychowanie
                naszych dzieci jesteśmy odpowiedzialni tylko my. Przede wszystkim my. Wszystko
                zaczyna się od domu rodzinnego - także TV, komputery, religia. To my
                kształtujemy ich spojrzenie, podejście do życia, a szkoła jest tu już tylko
                dodatkiem. Jeżeli dziecko nie ma oparcia w rodzicach to będzie szukało go gdzie
                indziej. Oczywiście nie jestem za wprowadzaniem reżimu w domu, z drugiej jednak
                strony nie rozumiem tzw. bezstresowego wychowania. I jedno i drugie prowadzi do
                nikąd.
                Tak naprawdę to dzieci są niejako świadectwem rodziców i jeżeli coś jest nie
                tak to możemy mieć pretensje tylko do siebie.
                Pozdrawiam.
                • Gość: Carmina Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? do Kasi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.01, 12:51
                  I znów zapytam o definicję: co masz na myśli mówiąc o wychowaniu bezstresowym?
                  • Gość: Kasia Re: Czy potrafimy wychować własne dzieci? do Carminy IP: *.is.pan.pl 03.09.01, 14:18
                    Dobre pytanie, Carmino. Sama bym je zadała, tylko komu? Dużo się jakiś czas
                    temu mówiło o bezstresowym wychowaniu dzieci i znam osobiście kilkoro takich
                    rodziców, którzy propagują takie własnie metody wychowawcze. Dla mnie już sama
                    nazwa jest bzdurna, bo czy można, bez względu ile ma się lat żyć bez problemów,
                    bez stresu? Ale mniejsza o nazwę. Obserwując w/w rodziców i ich dzieci nie mogę
                    opędzić się od wrażenia, że jest to bardzo chory układ. To rodzice tłumaczą się
                    dzieciom, ustępują im nie wymagając niemalże nic w zamian. Owszem, dzieci uczą
                    się przebojowości, poczucia własnej wartości itd. ale ile przy tym skutków
                    ubocznych.
                    Nie uważam się za matkę, która zjadła wszystkie rozumy i ma złoty środek na
                    wychowanie swojego 6-cio letniego syna. W dalszym ciągu uczę się rodzicielstwa
                    , a uczę się także od niego. Jedno wiem na pewno - nigdy nie chciałabym
                    usłyszeć od osób trzecich pytania w rodzaju : "gdzie byli rodzice?"
              • Gość: Vist __ Święte_słowa_______________________________________ ! ___ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 12:54
                Gość portalu: Carmina napisał(a):

                > Szkoła, mądrzy nauczyciele są nie do przecenienia, lecz rodzina jest podstawą.
                > To sprawa absolutnie elementarna, niezbędna każdemu dziecku.
                ....
                > Dzieci uczone empatii poprzez ciepło i miłość, nawet gdy przypadkiem zetkną się
                z brutalnością życiową, czy wirtualną, będą na nią odporniejsze.

                Brr... Carmino !

                Co robilinyśmy bez pań mądrych jak TY ?

                Mniej szanowalibyśmy Was.

                Rozumiesz ważne rzeczy.

                Dużo możesz.

                smile


                Vist________________________
                • Gość: Abe Re: i znów o WŁASNYCH DZIECIACH słów kilka IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 13:19
                  Tak się składa, że w czasie, kiedy byłam zajęta wychowywaniem swoich dzieci
                  one także niepostrzeżenie wychowywały mnie. Nigdy wcześniej nie byłam rodzicem,
                  zanim się nie pojawiły. Nie sądzę, że w kontakcie z nimi mamy wyłączność
                  na "wiedzenie wszystkiego lepiej". Większość dorosłych (ogólnie rzecz biorąc
                  - WYCHOWAWCY) na tym właśnie przekonaniu opiera swój kontakt z dzieckiem.
                  Dziecko to taki młodszy człowiek. Warto czasem otworzyć oczy i nadstawić ucha.
                  Z życzeniami sukcesów pedagogicznych.
                  • Gość: Olga Re: i znów o WŁASNYCH i nie tylko DZIECIACH IP: 217.153.35.* 03.09.01, 14:28
                    Całkowicie zgadzam się z Abe. Oprócz doświadczeń z moimi dziećmi, obserwuję
                    zachowania rodziców kolegów-równieśników moich dzieci, jak również mam na co
                    dzień kontakt z osobami już dojrzałymi, których obecne problemy i trudności
                    ułożenia sobie poprawnych relacji z otoczeniem wywodzą się z dzieciństwa
                    (jestem psychologiem). NIe chcę być złym prorokiem, ale obserwując zachowania
                    ww. rodziców, jak i moich obecnych pacjentów, widzę, że niestety pracy będę
                    miała na lata. Wychowanie to nie tylko nakarmienie, posłanie do szkoły,
                    zapewnienie zajęć pozalekcyjnych, wypoczynku i mównie "ty mój kochany
                    syneczku". Wielu rodziców ma potomstwo, bo "wszyscy mają i taki jest model
                    rodziny" nie zastanawiając się nawet co to jest świadome rodzicielstwo i nie
                    zdając sobie sprawy jak bardzo są oni odpowiedzialni za ukształtowanie psychiki
                    i osobowości człowieka - zwykłego człowieka, bo to nie musi być lekarz, adwokat
                    czy miss Polonia, tak jak oni sobie to wymarzyli. Do szału doprowadzają mnie
                    krzyki rodziców na dzieci na ulicy "jak ty się zachowujesz, nie umiesz być
                    grzeczny" - no widocznie nie umie, takie pytanie można równie dobrze zadać
                    sobie samemu, ale wtedy odpowiedź na nie okazałaby się niezwykle trudna, a tak
                    można "bezkarnie" skarcić dziecko i uspokoić swoje własne sumienie.
                    • jacek#jw Re: i znów o WŁASNYCH i nie tylko DZIECIACH 03.09.01, 15:14
                      Nie jestem psychologiem, lecz raczej obserwatorem. Każde z moich dzieci umie w
                      sposób prosty odpowiedzieć na pytanie, czy tata (mama) je kocha i doskonale
                      zdaje sobie sprawę co to oznacza. Jednak to nie zawsze wystarcza. Bywa, na
                      szczęście bardzo rzadko, że przynosi do domu różne wszechobecne wzorce, ot
                      chociażby kult posiadania. Nie powodzi mi się źle, ale czasami przerażają mnie
                      licytacje kto ma więcej, i klasyfikacje wg tego, kto jest dobry a kto zły. A to
                      tylko jeden z przykładów, co dziecko może przynieść do domu.
                      • Gość: Carmina Re: i znów o WŁASNYCH i nie tylko DZIECIACH IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.09.01, 16:55
                        Wydaje mi się, że bezstresowe wychowanie często służy wygodnictwu rodziców. Ale
                        myslę, że przeciwieństwem tego wychowania nie powinno być "wychowanie
                        stresujace", prawda? Kochać mądrze to umieć słuchać, szanować i uczyć dziecko,
                        ale nie tylko wymagając - przede wszystkim pokazując "jak to sie robi".
                        Bardzo to wszystko łatwo pisać, aż można byc posądzonym o wymądrzanie się. Ja
                        wiem, że to czasem, zwłaszcza na poczatku - trudne. Ale znów wracam do miłości -
                        to prawdziwa potęga - jeśli kochasz dziecko, jesteś w stanie zaoferować mu co
                        w tobie najlepsze. Mówię jako praktyk.
    • Gość: Terek Sami nie potrafimy; ale takich pomocników nie chcemy! IP: *.chello.pl 03.09.01, 19:36
      GW donosi dzisiaj:

      Ksiądz katecheta posądzany o molestowanie nieletnich wrócił do szkoły

      Choć od prawie trzech miesięcy prokuratura bada sprawę księdza posądzanego o
      molestowanie nieletnich, nikt nie chce katechety zawiesić w jego obowiązkach.
      Wczoraj, razem z innymi nauczycielami, rozpoczął nowy rok szkolny.

      - To jest skandal - ocenia Ewa Karbarz-Farbisz, szefowa Fundacji "Zanim
      nadejdzie jutro" z Sanoka. Fundacja złożyła w czerwcu wniosek do prokuratora o
      ściganie karne księdza katechety, proboszcza jednej z parafii w gminie Dukla.
      Oprócz niej wnosili o to grekokatoliczka Lucyna K. i brat zakonny Michał L.

      "Gazeta" opisuje to od czerwca. Dzieci i dorośli opowiadali nam o praktykach
      księdza, który jest u nich proboszczem od 35 lat. Według ich relacji ksiądz
      dotykał dziewczynki w intymne miejsca, całował w usta, zatrzymywał na noc na
      swojej plebanii, gdzie je kąpał.

      .....................................
      • Gość: Hiacynt do Tereka anty........ IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 20:03
        Gość portalu: Terek napisał(a):

        > GW donosi dzisiaj:
        >
        > Ksiądz katecheta posądzany o molestowanie nieletnich wrócił do szkoły
        >
        > Choć od prawie trzech miesięcy prokuratura bada sprawę księdza posądzanego o
        > molestowanie nieletnich, nikt nie chce katechety zawiesić w jego obowiązkach.
        > Wczoraj, razem z innymi nauczycielami, rozpoczął nowy rok szkolny.
        >
        > - To jest skandal - ocenia Ewa Karbarz-Farbisz, szefowa Fundacji "Zanim
        > nadejdzie jutro" z Sanoka. Fundacja złożyła w czerwcu wniosek do prokuratora o
        > ściganie karne księdza katechety, proboszcza jednej z parafii w gminie Dukla.
        > Oprócz niej wnosili o to grekokatoliczka Lucyna K. i brat zakonny Michał L.
        >
        > "Gazeta" opisuje to od czerwca. Dzieci i dorośli opowiadali nam o praktykach
        > księdza, który jest u nich proboszczem od 35 lat. Według ich relacji ksiądz
        > dotykał dziewczynki w intymne miejsca, całował w usta, zatrzymywał na noc na
        > swojej plebanii, gdzie je kąpał.
        >
        > .....................................

        Tereku, jaki jest Twój wkład do dyskusji. Argumentacja Twoja to jest bajdurzenie
        nie mające nic wspólnego z meritum. A słyszałeś o bracie dyrektorki przedszkola
        bodajże z Gdyni?. Słyszałeś co on robił? To by się czytało. Opisz.
        Likwidujemy przedszkola. Kontynuować??? Czy wniosek wyciągniesz?

        Jeżeli chodzi o szefową fundacji z miasta Sanoka pani dwóch nazwisk.
        Jaki ona ma w tym interes??? Może fundacja Batorego ją dofinansuje za jej
        odkrycia??
        Czym ta fundacja się zajmuje??? Może napiszesz.
        Może jest to fundacja dwuosobowa, pani Ewa wraz z małżonkiem???
        Pani Ewa - symbioza wyborcza.
        Dyskusja, a Ty wskakujesz ze swym antyklerykalizmem. Antyklerykalizm jest dobry
        na zachodzie, niech tam kwitnie. Nasza historia była trochę inna.
        Żałosne jest to co piszesz.
        • Gość: Terek niektórym to nie czas jeszcze wychowywać własne dzieci!!! IP: *.chello.pl 03.09.01, 20:27

          Hiacyncie, dlaczego stosujesz retorykę radiomaryjnego systemu? Tylko ty masz
          rację i tylko Ty potrafisz właściwie zestawiać i oceniać fakty?

          Jeśli się nie zgadzasz z kimś, podaj argumenty, a nie wylewaj pomyje. Na
          kanonie jedynej i niepodważalnej Twojej racji chcesz budować autorytet KK?

          Czy ja skomentowałem artykuł GW? Przytoczyłem jedynie internetową informację.
          Reprezentujesz pogląd: Terku, nie śmiej odzywać się, bo okrzyknę Cię, że jesteś
          anty...

          Coś mi się tak układa, że niektórym to nie czas jeszcze wychowywać własne
          dzieci. Najpierw trzeba pomyśleć o wychowaniu własnym.

          • Gość: Hiacynt do Tereka antyklerykała IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 03.09.01, 20:35
            Gość portalu: Terek napisał(a):

            >
            > Hiacyncie, dlaczego stosujesz retorykę radiomaryjnego systemu? Tylko ty masz
            > rację i tylko Ty potrafisz właściwie zestawiać i oceniać fakty?
            >
            > Jeśli się nie zgadzasz z kimś, podaj argumenty, a nie wylewaj pomyje. Na
            > kanonie jedynej i niepodważalnej Twojej racji chcesz budować autorytet KK?
            >
            > Czy ja skomentowałem artykuł GW? Przytoczyłem jedynie internetową informację.
            > Reprezentujesz pogląd: Terku, nie śmiej odzywać się, bo okrzyknę Cię, że jesteś
            >
            > anty...
            >
            > Coś mi się tak układa, że niektórym to nie czas jeszcze wychowywać własne
            > dzieci. Najpierw trzeba pomyśleć o wychowaniu własnym.
            >

            Raczyłbyś Tereku mnie zacytować, wiedziałbym do czego się odnieść.
            Cóż Ciebie tak dotknęło?. Napisz. Przecież napisałem, JAKI JEST TWÓJ WKŁAD DO
            DYSKUSJI. Moja odpowiedż brzmi - ŻADEN.
            Sam teraz piszesz, że przytoczyłeś tylko artykuł z wyborczej. Czyli co wniosłeś
            do dyskusji? Nic.
            Artykułów mógłbym cytować dziesiątki. I cóż z tego?
            Napisz kilka słów co to za fundacja, skoro jej autorytetem się podpierasz.
            I tyle. Pozostałe twoje pisanie to jest klasyczna projekcja.


            Hiacynt napisał do Tereka.
            Tereku, jaki jest Twój wkład do dyskusji. Argumentacja Twoja to jest bajdurzenie
            nie mające nic wspólnego z meritum. A słyszałeś o bracie dyrektorki przedszkola
            bodajże z Gdyni?. Słyszałeś co on robił? To by się czytało. Opisz.
            Likwidujemy przedszkola. Kontynuować??? Czy wniosek wyciągniesz?

            Jeżeli chodzi o szefową fundacji z miasta Sanoka pani dwóch nazwisk.
            Jaki ona ma w tym interes??? Może fundacja Batorego ją dofinansuje za jej
            odkrycia??
            Czym ta fundacja się zajmuje??? Może napiszesz.
            Może jest to fundacja dwuosobowa, pani Ewa wraz z małżonkiem???
            Pani Ewa - symbioza wyborcza.
            Dyskusja, a Ty wskakujesz ze swym antyklerykalizmem. Antyklerykalizm jest dobry
            na zachodzie, niech tam kwitnie. Nasza historia była trochę inna.
            Żałosne jest to co piszesz.

            • Gość: Terek Chyba nie wszystko czytasz, co w tym wątku jest! Niezły manipulator IP: *.chello.pl 03.09.01, 20:42
              • jacek#jw Re: Do Hiacynta - ANTY 04.09.01, 08:34
                Hiacyncie,
                okazujesz coś co można nazwać odwrotnością antyklerykalizmu. Histerycznie
                reagujesz na każdą rzecz, która w Twoim mniemaniu jest atakiem na KK. Tak
                potraktowałeś Tereka, tak potraktowałeś mnie, okazując pogardę, za coś za co
                Cię przeprosiłem. I tylko wewnętrzna cenzura nie pozwoliła mi zareagować
                inaczej. Argumentacja na zarzut Tereka: a normalni nauczyciele też wykazują
                odchylenia, stawia Cię w szeregu wszystkich tych, którzy zamiast argumentacji
                przyprawiają garba, zamiast dyskusji wolą licytację , kto jest gorszy. Nie
                sądze, abyś tego chciał. Terek poruszył coś, co można nazwać patologią, ale
                prozaiczna codzienność wcale nie wygląda różowo. Ludzie oczekują od
                katechizacji czegoś więcej, niż może dać im dzieciom nauka polskiego, czy
                matematyki. Gdy nie otrzymują tego, gdy dostają coś wręcz przeciwnego nie tylko
                buntują się, ale podlegają olbrzymim frustracjom, co przenosi się bezpośrednio
                na dzieci.
                • Gość: Hiacynt Re: Do Jacka i Tereka IP: *.klodzko.sdi.tpnet.pl 04.09.01, 08:50
                  jacek#jw napisał(a):

                  > Hiacyncie,
                  > okazujesz coś co można nazwać odwrotnością antyklerykalizmu. Histerycznie
                  > reagujesz na każdą rzecz, która w Twoim mniemaniu jest atakiem na KK. Tak
                  > potraktowałeś Tereka, tak potraktowałeś mnie, okazując pogardę, za coś za co
                  > Cię przeprosiłem. I tylko wewnętrzna cenzura nie pozwoliła mi zareagować
                  > inaczej. Argumentacja na zarzut Tereka: a normalni nauczyciele też wykazują
                  > odchylenia, stawia Cię w szeregu wszystkich tych, którzy zamiast argumentacji
                  > przyprawiają garba, zamiast dyskusji wolą licytację , kto jest gorszy. Nie
                  > sądze, abyś tego chciał. Terek poruszył coś, co można nazwać patologią, ale
                  > prozaiczna codzienność wcale nie wygląda różowo. Ludzie oczekują od
                  > katechizacji czegoś więcej, niż może dać im dzieciom nauka polskiego, czy
                  > matematyki. Gdy nie otrzymują tego, gdy dostają coś wręcz przeciwnego nie tylko
                  >
                  > buntują się, ale podlegają olbrzymim frustracjom, co przenosi się bezpośrednio
                  > na dzieci.

                  Jacku, słowo funkcjonariusz bardzo żle mi się kojarzy.
                  Mówiło się funkcjonariuszach systemu. Nie można słów odnoszących się do aparatu
                  jakiekolwiek, używać z taką łatwością i przypisywać im nowe znaczenia. To jest w
                  stylu Urbana. W wielu wątkach nie zabieram głosu, właśnie z tego powodu - i to z
                  dwóch przeciwstawnych stron - może to zauważyłeś. Jeżeli zacząłeś wątek i
                  pojawiają się bardzo ważne głosy, to po cóż marginaliami w złym stylu je niszczyć.
                  Oczywiście macie prawo dyskutować jak chcecie, ale aby nie razić
                  współdyskutantów. Dlatego mój głos był dosyć ostry - ale w granicach - oraz
                  jednak rzeczowy. Gdy pojawiają się pewne nicki, nie biorę w takich dyskusjach
                  udziału. Wybacz, ale to nie była pogarda i żle zrozumiałeś mój zarzut. Czy mamy
                  rozmawiać o dewiacjach czy o wychowaniu??
                  Ty mi się kojarzysz z wątkiem o zwierzętach i swym głosem,
                  dlatego odpowiedziałem pełen dobrej woli.
                  Pozdrawiam

                  ps. Właśnie dwa wątki o zboczeniach się otworzyły, tam amatorzy mogą do woli
                  dyskutować. Zresztą na forum takich wątków nie brakuje.
                  • Gość: Terek Czy mamy rozmawiać o dewiacjach czy o wychowaniu? IP: *.chello.pl 05.09.01, 00:10
                    Hiacynt pyta: Czy mamy rozmawiać o dewiacjach czy o wychowaniu?

                    Zgoda, mamy rozmawiać o wychowaniu, ale jednym z jego elementów jest walka z
                    dewiacjami. Jeśli popierasz dewiacje, a widzę że tak, nie nie możesz wychowywać.

                    Obojętnie, kto jest źródłem dewiacji: ksiądz, katecheta, nauczyciel,
                    przechodzień czy rodzic. Źródło to trzeba wypalać, podobnie jak czarownice
                    spalano na stosie. O tym ostatnim coś chyba wiesz!?
      • mama57 Re: Sami nie potrafimy; ale takich pomocników nie chcemy! 03.09.01, 20:04
        Nie mówmy o patologiach,takie rzeczy się zdarzają i prawo to reguluje.Jak
        dobrze wychować dzieci?Wszyscy macie rację:kochać,dawać dobry przykład itd.Ale
        jak to osiągnąć?To wcale nie takie proste,a mówię to jako matka studiujących
        już dzieci.Można uznać,że już je wychowałam,ale tak naprawdę to ten proces
        ciągle jeszcze trwa.Teraz z perspektywy czasu wydaje mi się,że wiele rzeczy
        mogłam zrobić lepiej,mądrzej.Ale kiedyś wydawało mi się,że instynkt,dobre
        chęci,mądre książki dały mi wystarczającą wiedzę na temat wychowania
        dzieci.Dzisiaj wiem,że najważniejsze jest traktowanie dziecka z miłością i
        szacunkiem,jak partnera,który nie ma być naszym lustrzanym odbiciem,tylko
        integralną,wolną jednostką.Czego życzę wszystkim rodzicom i dzieciom.
      • Gość: Vist ___ Nauczyciel___siedzi______________ KSIĄDZ____"NAUCZA" !?____ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.09.01, 09:18
        Gość portalu: Terek napisał(a):
        >
        > Ksiądz katecheta posądzany o molestowanie nieletnich wrócił do szkoły

        > "Gazeta" opisuje to od czerwca. Dzieci i dorośli opowiadali nam o praktykach
        > księdza, który jest u nich proboszczem od 35 lat. Według ich relacji ksiądz
        > dotykał dziewczynki w intymne miejsca, całował w usta, zatrzymywał na noc na
        > swojej plebanii, gdzie je kąpał.
        > .....................................

        Obaj pedofile !

        A jak różny ich los.

        Czy sutanna, to azyl dla zboczeńców ?

        Czy jasno postawiony problem to ANTY ?

        Czy w wychowaniu dzieci trzeba kompromisów z "nietykalnymi" ?

        W Dukli rodzice od lat "podsuwali" księdzu córki ... (ze strachu milczeli ?)

        Molestowanie dziewczynki przez pedofila jest złe !
        Chyba, że to ksiądz (?)

        TO ! Jest wkład w dyskusję !

        Czy będziemy przymykać oko na krzywdę naszych dzieci, gdy jest to ryzykowne ?

        Czy dzieci mogą nam ufać ?

        Czy zdradzimy je dla kogoś w chwili "słabości".


        pozdro

        Vist__________________________________

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka