Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.*
09.06.02, 18:51
Rozdział IX
Fabryka marzeń
Jonatan okrążył budynek i znalazł się na sąsiedniej ulicy. Idąc zastanawiał
się, jak by tu wrócić do domu. Może znajdzie jakąś zatokę i będzie mógł
zaciągnąć się do załogi przepływającego statku? Był zdrowym, uczciwym
młodzieńcem i nie straszne mu było żadne zajęcie.
Gdy tak rozmyślał o perspektywie pracy na statku, zauważył szczupłego mężczyznę
w wytwornym, czerwonym garniturze i modnym kapeluszu z piórkiem, usiłującego
wtaszczyć na furmankę sporych rozmiarów maszynę. Na widok Jonatana mężczyzna ów
krzyknął:
- Słuchaj, jak mi pomożesz, dam ci pięć kainów.
- Kainów?
- To pieniążki, mały. Forsa z papieru. To jak, ubijamy interesik?
- Pewnie - odparł Jonatan, nie widząc innej możliwości. Nie była to co prawda
praca na statku, ale przynajmniej zacznie zarabiać na podróż. Zresztą mężczyzna
wyglądał na inteligentnego i może coś mu doradzi. Po długich staraniach udało
im się władować nieporęczną machinę na wóz. Jonatan, dysząc ciężko, ocierał pot
z czoła i przyjrzał się dokładniej przedmiotowi swojej pracy. Była to pokaźna,
mniej więcej sześcienna skrzynia, a jej ściany ozdabiały barwne, jaskrawe
wzory. Na górze umieszczono dużą tubę, podobną do tej, jaką Jonatan widział u
siebie przy gramofonie.
- Co za piękne kolory - westchnął, nie mogąc oderwać oczu od zawiłych wzorów,
które zaczęły z czasem nieco pulsować. - a do czego służy ta wielka tuba?
- Zajdź od przodu i zobacz sam, koleżko.
Jonatan wspiął się na furmankę i zobaczył wymalowany złotymi literami
napis: "FABRYKA MARZEŃ DOBREGO WUJASZKA".
- Fabryka marzeń? - powtórzył. - To znaczy, że spełnia marzenia?
- Pewnie - mężczyzna odkręcił ostatnią śrubę z tyłu skrzyni i zdjął klapę. Do
złudzenia przypominała najzwyklejszy gramofon, tyle że zamiast korby miała
sprężynę, którą można było naciągnąć i uruchomić maszynę, tak by usłyszeć głos
albo muzykę.
- Jak to? - zawołał młodzieniec. - Przecież to zwykły gramofon.
- a czegoś się spodziewał, koleżko, dobrej wróżki?
- Sam nie wiem. Myślałem, że to będzie coś bardziej tajemniczego. Koniec
końców, spełnianie ludzkich marzeń to nie byle co.
Człowiek w kapeluszu odłożył narzędzia i uważnie przyjrzał się Jonatanowi.
Przebiegły uśmiech wykrzywił jego chudą twarz.
- Wystarczą słowa, mój ciekawski chłopczyku. Do spełnienia niektórych marzeń
wystarczą słowa. Sęk w tym, że nie zawsze wiadomo, komu co się spełni.
Widząc zdezorientowaną minę młodzieńca wyjaśniał dalej:
- Ludzie znają swoje marzenia, tylko nie wiedzą, jak je zrealizować, prawda?
Jonatan machinalnie przytaknął.
- No właśnie, starczy więc zapłacić, przekręcić kluczyk i ta stara skrzyneczka
odegra któryś tam raz z rzędu jakąś mądrą wskazóweczkę. Przesłanie pouczeń
nigdy się nie zmienia i zawsze znajdą się marzyciele, którzy z przyjemnością
ich posłuchają.
- a jakie to przesłanie? - zapytał Jonatan.
- Bardzo prościutkie. Fabryka Marzeń mówi, żeby najpierw pomyśleć, na co
miałoby się ochotę, a potem - tu mężczyzna przezornie rozejrzał się dookoła -
potem tłumaczy marzycielom, co mają zrobić. Zapewniam cię, że nasza Fabryczka
jest bardzo przekonująca.
- To znaczy, że ich hipnotyzuje? - zapytał Jonatan, otwierając szeroko oczy.
- Ależ skąd, nie, nigdy w życiu, nic z tego! - zaprotestował tamten. - Powtarza
im po prostu, że są poczciwymi ludźmi i że ich życzenia są dobre i słuszne.
Zatem powinni zacząć domagać się ich spełnienia!
- i to wszystko? - zapytał zdjęty grozą Jonatan.
- Wszyściutko! - odparł człowiek w kapeluszu i pochylił się, by naoliwić koła
wewnątrz machiny.
- a czego żądają owi marzyciele? - odezwał się Jonatan po chwili milczenia.
- No, to zależy od tego, gdzie się zatrzymam. Często przystaję przed takimi jak
ten zakładami pracy - wskazał palcem przysadzistą, dwupiętrową budowlę po
drugiej stronie ulicy. - Kiedy indziej znów rozkładam się przed ratuszem. W
tych okolicach ludzie zawsze potrzebują więcej pieniążków. Przydałoby się ich
więcej, bo ceny nieustannie idą w górę.
- Już gdzieś to słyszałem - powiedział ostrożnie Jonatan - i co, dostają te
pieniądze?
- Niektórzy, ot tak, na zawołanie! - tu mężczyzna wytarł rękę szmatą i
pstryknął palcami. - Marzyciele natarli na Radę Lordów i zażądali uchwalenia
praw, które zmuszałyby właścicieli fabryk do dania im trzykrotnej podwyżki.
Domagali się też różnych dodatkowych świadczeń.
- Jakich świadczeń?
- Ubezpieczeń. Wiesz, zawsze lepiej dmuchać na zimne. Więc marzyciele zażądali
praw, które by zmuszały pracodawców do wykupywania dla nich ubezpieczeń.
Zdrowotnych, albo na wypadek bezrobocia. Nawet na wypadek śmierci.
- Wyśmienicie! - zawołał Jonatan. - Ci marzyciele z pewnością są
najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. - Odwrócił się w stronę zakładu i
zauważył, że jakoś dziwnie niewiele się tam działo. Pomalowany wyblakłą farbą
budynek wyglądał na opustoszały a w brudnych, zabitych deskami oknach nie
paliły się żadne światła.
Obrotny przedsiębiorca skończył czyścić maszynę. Podokręcał z powrotem śruby,
po czym poszedł sprawdzić uprząż. Jonatan nie odstępował go ani na krok,
powtarzając pytanie:
- Mówiłem, że na pewno byli bardzo szczęśliwi i bardzo wdzięczni za te podwyżki
i świadczenia. Czy jakoś się panu odwzajemnili?
- Nic z tych rzeczy - burknął mężczyzna. - O mało co mnie nie zlinczowali.
Wczoraj w nocy niewiele brakowało a zniszczyliby Fabrykę Marzeń. Obrzucili ją
cegłami, kamieniami i wszystkim co tam mieli pod ręką. Widzisz, wczoraj
zamknięto im zakład pracy, więc doszli do wniosku, że moja Fabryczka ma z tym
jakiś związek.
- a dlaczego zamknięto ten zakład?
- Zdaje się, że nie starczało pieniążków na podwyżki i wszystkie ostatnio
wywalczone świadczonka.
- Ale to znaczy - powiedział Jonatan - że marzenia nie do końca się jednak
spełniły. Skoro zamknięto im fabrykę, to nie otrzymują teraz wypłat. Ani
ubezpieczeń. Więc właściwie nikt na tym nie skorzystał. Pan jest zwyczajnym
oszustem, nie żadnym Wujaszkiem! Mówił pan, że Fabryka Marzeń...
- Chwileczkę, braciszku! Przecież ich marzenia się spełniły, a ja zastrzegłem,
że nigdy nie wiadomo, kto na tym skorzysta. Tak się jakoś składa, że na
likwidacji każdej fabryki na Korrumpo najlepiej wychodzą ludzie zza morza.
Otwierają jakiś zakład pracy, dajmy na to, na wysepce Emo, położonej o dzień
drogi stąd. Teraz z kolei tam jest mnóstwo miejsc pracy i świadczeń. A do mnie
płynie rzeczka pieniążków z maszynki - i to niezależnie od przebiegu wypadków.
- a gdzie leży ta wyspa Emo? - spytał Jonatan, któremu przyszło do głowy, że
dobrze byłoby przeprawić się na jakiś inny ląd, gdzie ludziom wiedzie się
lepiej.
- Na wschodzie, za horyzontem. Mają tam zakład odzieżowy. Kiedy tutaj wzrastają
koszty produkcji, oni otrzymują o wiele więcej zamówień. Pojmują, że ruch w
interesie to klucz do sukcesu, włącznie z podwyżkami i ubezpieczeniami. Nie
sposób przecież "wymagać" zamówień.
Mężczyzna obwiązał urządzenie pasami i zachichotał:
- Tutejsi marzyciele chcieli się obłowić i złapali się na przynętę, a tamci z
Emo dostali to, czego pragnęli ci tutaj.
Zapłacił Jonatanowi za pomoc, wskoczył na kozioł i potrząsnął lejcami.
Młodzieniec spojrzał na pieniądze i nagle przestraszył się, że mogą być
bezwartościowe. Taki sam papierek pokazywała mu para przed Urzędowym Biurem
Kreacji Pieniądza.
- Proszę pana! Panie Wujaszku!
- Tak?
- Czy mógłby mi pan zapłacić jakimiś innymi pieniędzmi? Takimi, które nie tracą
na wartości?
- To jest legalna waluta, koleżko. Chyba nie sądzisz, że posługiwałbym się tymi
pieniędzmi, gdybym miał jakiś inny wybór. Musisz tylko je jak najszybciej
wydać! - Mężczyzna krzyknął na konia i ruszył swoją drogą.
- a dokąd pan teraz jedzie? - zawołał za nim Jonatan.
- Tam, gdzie można się obłowić!
Ken Schoolland
Przygody
Jonatana
Poczciwego