Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.*
14.07.02, 23:39
www.nczas.com/
Metafizyka jedności
Stanisław Michalkiewicz
Tego samego dnia protestowali w Warszawie zwolennicy pana Andrzeja Leppera,
zwolennicy pana Macieja Manickiego, czyli pana premiera Millera, zwolennicy
holdingu "Polski Cukier" i pracownicy białostockiej fabryki zagrożonej
upadłością. W Szczecinie z kolei demonstrowali tamtejsi stoczniowcy, też
zagrożeni - upadłością stoczni. "Już do protestu głos ludu wzywa, demonstrują
ze wszech stron"... Jednak w tej różnorodności można dostrzec też cechę
wspólną. Trudno zresztą jej nie dostrzec, bo demonstranci, bez względu na cel
i polityczną wymowę manifestacji, wydają ten sam okrzyk bojowy: "zło-dzie-je,
zło-dzie-je!". Widać, jak na naszych oczach rodzi się ponad dotychczasowymi
podziałami nowa jedność moralno-polityczna narodu. Z jednej strony są "zło-
dzie-je!", a z drugiej - ci, którzy "czują się okradani". Jak dotąd policja
sprawia wrażenie, że trzyma ze "zło-dzie-ja-mi".
W 1968 roku pisano na ulotkach, że "reżim komunistyczny w walce o lepszy
dostęp do żłobu rozpada się". Coś jest na rzeczy i teraz, bo oto z najwyższym
zdumieniem przeczytałem w ostatniej "Polityce" precyzyjny donos na niektórych
uczestników "komunistycznego reżimu". Chodzi o "raport" opisujący, jak to
politycy z rolniczego lobby rolują poczciwych kmieci, zagarniając przy okazji
publiczne pieniądze do prywatnych kieszeni. To oczywiście wszystko prawda,
podobnie jak i to, że tak robią nie tylko "ludowcy", ale i "lewica", która w
identyczny sposób roluje "ludzi pracy". Dotychczas jednak panowało na ten
temat zgodne milczenie ("my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych")
i można było pomyśleć sobie, że spostrzegawczy redaktorzy "Polityki" traktują
ten cały system "redystrybucji" serio. Okazuje się jednak, że wiedzieli
wszystko od samego początku, tylko nic nie mówili. Wiedział, a nie
powiedział. No, ale teraz powiedział. Bo cóż się stało? Tego na pewno nie
wiem, ale prawdopodobnie "przy żłobie" zrobiło się za ciasno, jak przy
kawiorze podczas balu w operze: "a najgorzej przy kawiorze. Tam - na zabój.
Tam - na noże". Skoro nawet uczestnicy "komunistycznego reżimu" zaczynają
nawzajem na siebie donosić, to już się nie dziwimy, że domniemany zabójca
pana ministra Jacka Dębskiego taktownie powiesił się w celi na państwowym
prześcieradle. Dzięki temu już pewnie nigdy nie dowiemy się, kto jeszcze za
pośrednictwem "Pruszkowa" przepierał pieniądze na zagranicznych giełdach. A
zresztą, nawet gdybyśmy to wiedzieli, to i tak nic nam z tego nie przyjdzie,
poza nerwami i zgryzotą. Czy nie lepiej w takim razie nic nie wiedzieć ani
nawet nie podejrzewać, tylko wierzyć, że III Rzeczpospolita, z trudem, bo z
trudem, ale uczciwie i uparcie zmierza ku dobru powszechnemu?
"Kto nie wie, ten śpi w poduchach, a kto wie, tego wiodą w łańcuchach" -
powiada rosyjskie przysłowie. Nie tylko śpi w poduchach, ale w dodatku śnią
mu się same przyjemności. "Sen mam prześliczny, mamo, że przystępuję
do ...arzy i z nimi robię to samo". Skoro zmowa milczenia wydaje się
naruszona, a domniemani zabójcy muszą taktownie wieszać się po celach, to
jest rzeczą naturalną, że w środowisku polityków pojawiły się nie tylko
metafizyczne lęki, ale i metafizyczne tęsknoty. Objawiły się one w postaci
ponownej inicjatywy przeforsowania invocatio Dei w europejskiej konstytucji.
Kiedy tylko pan premier Miller demonstracyjnie zlekceważył tę sprawę, pan
minister Szymczycha z Kancelarii Prezydenta RP okazał żywe zainteresowanie, a
forsowania inwokacji podjęła się pani posłanka Marta Fogler z Platformy
Obywatelskiej, co tylko dodaje całej inicjatywie autentyczności. Podobno może
liczyć na poparcie całej europejskiej chadecji, co wskazywałoby na to, że
nastroje w Unii są podobne do naszych. Ale nie tylko o to podobieństwo
chodzi. Ważne są też względy zasadnicze. Polska znana jest w świecie z
korupcji, a Unia Europejska też pod tym względem nie daje się nikomu
zdystansować. Skoro zatem inicjatywa inwokacji wychodzi właśnie od nas, to
nieomylny to znak, że odtąd nie jest dla nikogo obojętne, czy przekręty i
przewały dokonują się byle jak, czy jednak po Bożemu. Unia Europejska to
socjalizm. Kto jest przeciw Unii, jest też i przeciw socjalizmowi. Kto jest
przeciw socjalizmowi, ten jest też i przeciw przekrętom. Ale to jest właśnie
demagogia, bo bez przekrętów się nie da. Dlatego też JE abp Józef Życiński w
kazaniu do "Solidarności" przestrzegł przed ludźmi, którzy
zapowiadają "cudowne rozwiązania", bo "nie ma takich rozwiązań". Krótko
mówiąc, zaklepana przy "okrągłym stole" tyrania status quo, to po prostu wola
Boska! Więc w "cudowne rozwiązania" już odtąd nie wierzymy, ale przecież w
coś trzeba w końcu wierzyć. A w cóż innego, jak nie w Unię Europejską i
deszcz złota, który spuści na wyschniętą polską ziemię? To oczywiście nie
jest żadne "cudowne rozwiązanie", co to, to nie; o tym akurat "zło-dzie-je,
zło-dzie-je!" zdążyli już każdego przekonać. W Unię Europejską zatem wierzy
dziś zgodnie i "lewica" i "prawica", oczywiście ta "poważna". Zatem różnica
między prawicą i lewicą sprowadza się dziś do tego, że prawica robi przekręty
po Bożemu, podczas gdy lewica - byle jak. Dlatego właśnie trzeba lewicę
odsunąć od władzy, a zresztą "ile by się kto inny nakradł, gdyby rządził"?
Jestem pewien, że właśnie pani Marta Fogler najlepiej to wszystko
europejskiej chadecji potrafi wytłumaczyć.
Zresztą nie musi być w tym osamotniona. Akurat z inicjatywy Fundacji Batorego
odbyła się debata poświęcona autorytetowi księży, że powinni go odzyskiwać
poprzez zdecydowane odcięcie się od klerykalizmu. Tak w każdym razie uważa
ks. Andrzej Luter. Fundacja Batorego powstała, jak wiadomo, dzięki
szczodrobliwości pana Jerzego Sorosa, znanego finansisty. Wygląda na to, że
metafizyczne lęki pojawiły się nie tylko w środowisku polityków, ale i że
wśród lichwiarzy też zrodziła się tęsknota, by korzyści majątkowej nadać
charakter cnoty moralnej. Takie rzeczy potrafi tylko ksiądz z autorytetem, to
jasne. Z ostatecznymi rozwiązaniami trzeba będzie jednak chyba poczekać do
następnego pontyfikatu. Domyślam się, że tym razem konklawe nie będzie już
puszczone na żywioł, że i Fundacja Batorego, i inne instytucje finansowe
dołożą starań, żeby przyszły pontyfikat od początku został prawidłowo
ustawiony pod kątem autorytetu. W takim razie może by jednak rozważyć
kandydaturę pana prof. Bronisława Geremka, o ile oczywiście nie poszczęści mu
się w ONZ? Klerykalizmu nikt mu zarzucić przecież nie może, a w ten sposób -
kto wie? - może przybliżyłoby się nadejście Chrześcijańskiej Unii Jedności?
Niektórych takie pomysły mogą, być może, szokować, ale w dzisiejszych czasach
nie tylko wszystko jest możliwe, ale i pożądane. Oto pani Róża Thun i pan
Piotr Nowina-Konopka poparli apel o utworzenie we Wrocławiu "centrum
przeciwko przymusowej emigracji". Wyjaśniają, że działają z
inspiracji "kandydata na ołtarze" Roberta Schumana, "wielkiego ojca wspólnej
Europy", który jest przykładem angażowania się w działania praktyczne, "nawet
jeśli mogłoby to się wydawać niemożliwe". Skoro pan Piotr Nowina-Konopka ma
nadzieję odprawiać we Wrocławiu europejskie nieszpory ku czci Roberta
Schumana, to najwyższy czas, żebyśmy zaczęli się przyzwyczajać i do innych
rzeczy niemożliwych.