Dodaj do ulubionych

"Anatomia kryzysu" by Milton i Rose Friedman

IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 21:51
Milton i Rose Friedman "Anatomia kryzysu" (rozdział 3 z książki "Wolny
wybór")

Depresja, która zaczęła się w połowie roku 1929, była dla Stanów
Zjednoczonych katastrofą na skalę bezprecedensową. Zanim gospodarka osiągnęła
w roku 1933 dno kryzysu, dochód narodowy spadł o połowę, produkcja globalna o
jedną trzecią, a bezrobocie osiągnęło nienotowany nigdy dotąd poziom 25
procent całej siły roboczej. Depresja stanowiła nie mniejszą katastrofę
również dla reszty świata. Rozszerzając się na inne kraje, wywoływała
wszędzie mniejszą produkcję, większe bezrobocie, głód oraz niedolę. W
Niemczech pomogła dojść do władzy Adolfowi Hitlerowi, torując tym samym drogę
drugiej wojnie światowej. W Japonii wzmocniła klikę wojskową pragnącą
stworzyć kwitnącą Wielką Azję Wschodnią. W Chinach doprowadziła do zmian
pieniężnych, które nieodwracalnie przyśpieszyły hiperinflację, a przez to
przypieczętowały los reżimu Czang Kaj-szeka i wyniosły do władzy komunistów.
W świecie idei depresja przekonała opinię publiczną, że kapitalizm jest
systemem niestabilnym, skazanym na coraz poważniejsze kryzysy. Opinia
publiczna zaczęła teraz wyznawać poglądy, które już przedtem zyskiwały
rosnącą aprobatę wśród intelektualistów. Głosiły one, że rząd musi odgrywać
aktywną rolę, że musi interweniować dla przeciwdziałania niestabilności
wywoływanej przez niepoddaną regulacji prywatną przedsiębiorczość i że musi
pełnić funkcję balansjera, utrzymującego stabilność i zapewniającego
bezpieczeństwo. Zmiana poglądów opinii publicznej na temat tego, jaka jest
właściwa rola prywatnej przedsiębiorczości i rządu, stała się ważnym
katalizatorem szybkiego, od tamtej pory, wzrostu aparatu państwowego,
zwłaszcza na szczeblu centralnym. Depresja wywołała również daleko idące
zmiany w myśli ekonomicznej. Katastrofa gospodarcza rozbiła długo głoszony i
umocniony jeszcze w latach dwudziestych pogląd, że polityka monetarna jest
instrumentem zdolnym do utrzymania stabilności gospodarczej. Poglądy
odwróciły - się teraz o 180 stopni. Uznano, że "pieniądze nie mają
znaczenia". Alternatywną, w stosunku do poprzednich, teorię zaproponował
jeden z wielkich ekonomistów XX wieku, John Maynard Keynes. Rewolucja
keynesowska nie tylko zawładnęła myślą ekonomiczną, ale była także
pociągającym usprawiedliwieniem oraz receptą na rozległą interwencję rządową.
Zmiana poglądów zarówno opinii publicznej jak i zawodowych ekonomistów
wynikała z niezrozumienia tego, co się faktycznie wydarzyło. Wiemy obecnie,
podobnie jak niektórzy wiedzieli to i wówczas, że depresja nie została
wywołana wadami prywatnej przedsiębiorczości, lecz niepowodzeniami rządu w
dziedzinie, za którą był od początku odpowiedzialny w dziedzinie "bicia
monety, określania jej wartości oraz wartości walut zagranicznych", by
posłużyć się sformułowaniem zawartym w § 8 art. I Konstytucji Stanów
Zjednoczonych. Niestety, jak zobaczymy w rozdziale 9, nieumiejętność rządu w
zarządzaniu sferą pieniądza nie jest tylko sprawą przeszłości. Ciągnie się
ona aż do dnia dzisiejszego.
GENEZA SYSTEMU REZERWY FEDERALNEJ
W poniedziałek 21 października 1907 roku, jakieś pięć miesięcy od chwili
rozpoczęcia się recesji, trzecie co do wielkości w Nowym Jorku towarzystwo
powiernicze Knickerbocker Trust Company zaczęło przeżywać trudności
finansowe. Następnego dnia "run" na bank spowodował jego zamknięcie (jak się
okazało przejściowe: wznowił on działalność w marcu 1908 roku). Zamknięcie
Kinckerbocker Trust wywołało run na inne towarzystwa powiernicze, wpierw w
Nowym Jorku, a później w innych częściach kraju. Rozpoczęła się "panika"
bankowa, podobna do tych, które od czasu do czasu zdarzały się w wieku XIX.
W ciągu tygodnia banki w całym kraju zareagowały na "panikę"
"ograniczeniem wypłat". Ogłosiły, że nie będą wypłacać gotówki na żądanie
depozytariuszy pragnących wycofać swoje depozyty. W niektórych stanach
gubernatorzy lub prokuratorzy generalni podjęli kroki, aby usankcjonować
prawnie ograniczenia wypłat. W pozostałych praktyka taka była po prostu
tolerowana i bankom pozwolono funkcjonować, nawet jeśli stosowały pewne
techniczne zabiegi naruszające stanowe ustawodawstwo bankowe.
Ograniczenie wypłat zmniejszyło liczbę bankructw banków i zastopowało run.
Wywołało jednak poważne kłopoty dla sfery biznesu. Doprowadziło do niedoborów
bilonu i pieniądza w ogóle, a także do wprowadzenia do obiegu monet
drewnianych i innych substytutów prawnych środków płatniczych. W momencie
największego niedoboru pieniądza za 100 dolarów gotówki płacono 104 dolary
depozytu bankowego. Panika i restrykcje razem wzięte przekształciły recesję w
jedną z najpoważniejszych, jakie do tej pory dotknęły Stany Zjednoczone.
Uczyniły to bezpośrednio zmniejszając zaufanie i możliwość efektywnego
prowadzenia interesów, a także pośrednio wymuszając zmniejszenie ilości
pieniądza.
Ostra faza recesji nie trwała jednak długo. Banki wznowiły wypłaty na
początku 1908 roku. Kilka miesięcy później zaczęło się ożywienie gospodarcze.
Recesja trwała wszystkiego zaledwie 13 miesięcy, z czego na jej ostrą fazę
przypadała mniej więcej połowa tego okresu.
Ten dramatyczny epizod był w dużej mierze przyczyną uchwalenia w roku 1913
ustawy o Rezerwie Federalnej. Za jego też sprawą stały się politycznie
niezbędne pewne działania w sferze pieniądza i bankowości. Za republikańskiej
administracji Theodore'a Roosevelta powołano Krajową Komisję Monetarną,
kierowaną przez znanego senatora republikańskiego Nelsona W. Aldricha. Za
prezydentury demokraty Woodrowa Wilsona znany kongresman demokratyczny, a
później senator, Carter Glass przerobił i na nowo sformułował zalecenia tej
komisji. W rezultacie System Rezerwy Federalnej stał się odtąd naczelną
krajową władzą monetarną.
Cóż w istocie znaczą określenia "run", "panika" i "ograniczenia wypłat"?
Dlaczego wywołały one tak dalekosiężne skutki, jakie im przypisujemy? I co
autorzy ustawy o Rezerwie Federalnej proponowali dla zapobieżenia podobnym
wypadkom?
Run na banki jest próbą jednoczesnego "wycofania" depozytów w formie gotówki
przez wielu depozytariuszy. Run powstaje w wyniku plotek lub faktów, które
skłaniają depozytariuszy do obaw, że bank jest niewypłacalny i nie będzie w
stanie wypełnić swoich zobowiązań. Run jest próbą wydostania przez
każdego "swoich" pieniędzy, zanim wszystko przepadnie.
Łatwo można zrozumieć, dlaczego może on spowodować szybsze aniżeli w
przypadku, gdyby nie nastąpił, bankructwo niewypłacalnego banku. Ale dlaczego
może się on również stać przyczyną kłopotów dla banku, który jest wypłacalny?
Odpowiedź związana jest z jednym z najbardziej mylących w naszym języku
określeń - ze słowem "depozyt", kiedy użyte jest ono w odniesieniu do żądania
zgłaszanego pod adresem banku. Jeżeli "deponujemy" w banku gotówkę, skłonni
jesteśmy przypuszczać, że bierze on nasze "zielone" i dopóty "deponuje" je
bezpiecznie w skarbcu bankowym, dopóki nie zażądamy ich znowu. W istocie
jednak nie robi on nic takiego. Gdyby tak bowiem czynił, skąd czerpałby
dochód, z którego opłaca własne wydatki, żeby już nie wspomnieć o procentach
płaconych od złożonych depozytów? Bank tylko niewielką część "zielonych" może
chować do skarbca jako "rezerwę". Resztę pożycza komuś innemu, pobierając za
to określony procent lub wydaje na zakup oprocentowanych papierów
wartościowych.
Jeżeli, jak w typowym przypadku, deponujemy nie gotówkę, ale czeki innych
banków, nasz bank nie dostaje do ręki nawet gotówki, którą mógłby zdeponować
w skarbcu. Otrzymuje on jedynie zobowiązanie gotówkowe innego banku, którego
zwykle nie egzekwuje, albowiem inne banki mają z kolei jego zobowiązania. Na
każde 100 dolarów depozytów, wszystkie banki razem wzięte, mają tylko kilka
dolarów w gotówce złożone w skarbcach. Mamy zatem "system bankowy z częściową
rezerwą". Działa on bardzo dobrze pod warunkiem, że ka
Obserwuj wątek
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 2 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 21:53
      Działa on bardzo dobrze pod warunkiem, że każdy jest przeświadczony, iż może
      zawsze otrzymać gotówkę ze swojego depozytu, w związku z czym stara się ją
      uzyskać wyłącznie wtedy, kiedy jej naprawdę potrzebuje. Ponieważ nowe depozyty
      gotówkowe przeważnie z grubsza równają się wycofywanym, wystarcza niewielka
      kwota rezerwy, aby wyrównać przejściowe rozbieżności. Jeżeli wszakże wszyscy
      naraz próbują dostać gotówkę, sytuacja zmienia się radykalnie. Jest wtedy
      wielce prawdopodobne, że nastąpi panika, podobnie jak wówczas, gdy ktoś w
      zatłoczonym teatrze krzyknie "ogień" i wszyscy biegną do wyjścia.
      Jeden bank może poradzić sobie z runem, pożyczając od innych banków lub
      żądając od swych dłużników zwrotu pożyczek. Mogą oni to zrobić wycofując
      gotówkę z innych banków. Ale jeśli run na banki rozszerza się, nie mogą one
      wszystkie zaradzić mu w ten sam sposób. Nie ma po prostu tyle gotówki w ich
      skarbcach, by mogła ona zadośćuczynić żądaniom wszystkich depozytariuszy. Co
      więcej, jakakolwiek próba sprostania rozszerzającemu się runowi na banki
      poprzez opróżnianie skarbców, o ile nie osiągnie błyskawicznie sukcesu
      przywracając zaufanie i kończąc run tak, że gotówka zostanie na nowo
      zdeponowana, skazana jest na niepowodzenie: wymusza znacznie większą redukcję
      samych depozytów. W roku 1907 banki miały przeciętnie tylko 12 dolarów gotówki
      na każde 100 dolarów depozytów. Każdy dolar depozytu przemieniony w gotówkę i
      przeniesiony ze skarbca bankowego do materacy depozytariuszy czynił koniecznym
      redukcję depozytów o dodatkowe 7 dolarów, jeśli banki miały utrzymać poprzednią
      stopę rezerw gotówkowych jako określonego procentu depozytów. Z tej to właśnie
      przyczyny run, powodując chomikowanie gotówki, rodzi spadek ogólnej podaży
      pieniądza. Z tej również przyczyny powoduje on taki brak środków. Poszczególne
      banki usiłują dostać gotówkę dla zaspokojenia żądań depozytariuszy, naciskając
      swych dłużników, by spłacili pożyczki i odmawiając ich odnowienia lub
      udzielenia dodatkowych pożyczek. Dłużnicy jako całość nie mają się do kogo
      zwrócić, tak więc banki upadają i biznes także.
      Jak można zahamować już istniejącą panikę albo jeszcze lepiej, jak zapobiec w
      ogóle jej powstaniu? Jedną z metod powstrzymywania paniki jest ta, przyjęta w
      roku 1907: zgodne ograniczenie wypłat przez banki. Były one otwarte, ale
      porozumiały się między sobą, aby nie wypłacać gotówki na żądania swych
      depozytariuszy. Zamiast tego działały przy pomocy zapisów księgowych.
      Honorowały sobie nawzajem czeki wypisywane przez własnych depozytariuszy,
      zmniejszając jednym depozyty zarejestrowane po stronie "ma" i zwiększając
      depozyty drugich po stronie "winien". W przypadku czeków wypisanych przez
      własnych depozytariuszy depozytariuszom innych banków lub odwrotnie, działały
      prawie tak samo jak zwykle, "poprzez system clearingu", tzn. kompensowania
      własnych czeków zdeponowanych w innych bankach czekami wystawionymi na inne
      banki a otrzymanymi jako depozyty. Jedyna różnica polegała na tym, że wszelkie
      różnice między sumami zobowiązań i należności wobec innych banków regulowane
      były przyrzeczeniem zapłaty zamiast, jak zwykle, transferem gotówki. Banki
      wypłacały też trochę gotówki, lecz nie na każde żądania, a tylko swym
      regularnym klientom potrzebującym jej na wypłaty i podobnie pilne cele.
      Otrzymywały również od nich trochę gotówki. W warunkach działania takiego
      systemu mogły i faktycznie też wciąż bankrutowały, ponieważ oparte były
      na "chwiejnych" podstawach. Jeśli zaś nie bankrutowały to tylko dlatego, że nie
      mogły wymienić bardzo solidnych aktywów na gotówkę. Wraz z upływem czasu panika
      ustawała, powracało zaufanie do banków i mogły one wznawiać wypłaty gotówki na
      żądanie bez groźby zapoczątkowania nowej serii runów. Jest to oczywiście
      drastyczna metoda zahamowania paniki, ale działała.
      Innym sposobem jest umożliwienie solidnym bankom szybkiej wymiany ich aktywów
      na gotówkę, nie kosztem innych banków, lecz przez udostępnienie dodatkowej
      gotówki. Czyli w pewnym sensie poprzez ratowanie się prasą drukarską. Tę
      właśnie metodę przewidywała ustawa o Rezerwie Federalnej. Spodziewano się, że
      zapobiegnie ona nawet przejściowym kłopotom wywoływanym ograniczeniem wypłat.
      Dwunastu bankom regionalnym przewidzianym ustawą i działającym pod
      kierownictwem Zarządu Rezerwy Federalnej w Waszyngtonie przyznano władzę "bycia
      kredytorami ostatniej instancji" dla banków handlowych. Mogły one udzielać
      takich pożyczek w formie gotówki banknotów Rezerwy Federalnej (które miały
      prawo drukować) lub w postaci kredytów depozytowych w swoich księgach - owej
      magicznej sztuczki robionej piórem księgowego. Miały one pełnić funkcję banków
      bankierów, jako amerykański odpowiednik Banku Anglii i innych banków
      centralnych.
      Pierwotnie spodziewano się, że banki Rezerwy Federalnej działać będą, głównie
      udzielając bankom bezpośrednich pożyczek pod zastaw ich własnych aktywów
      głównie skryptów dłużnych, odpowiadających pożyczkom udzielanym przez banki
      sferze biznesu. W przypadku wielu takich pożyczek banki "dyskontowały" owe
      skrypty, czyli wypłacały mniej, niż kwota, na jaką one opiewały. Dyskonto
      stanowiło pobierany przez nie procent. Rezerwa Federalna z
      kolei "redyskontowała" owe skrypty dłużne, pobierając tym samym od banków
      procent od owych pożyczek.
      Wraz z upływem czasu jednak nie redyskonto, lecz "operacje na otwartym rynku",
      czyli kupno i sprzedaż obligacji rządowych stały się główną metodą, przy pomocy
      której System Rezerwy Federalnej powiększał lub zmniejszał sumę pieniędzy.
      Kiedy bank Rezerwy Federalnej kupuje obligację rządową, płaci za nią banknotami
      Rezerwy Federalnej, które posiada w swoich skarbcach lub które wydrukuje albo,
      co jest bardziej typowe, powiększa na swoim koncie depozyt banku handlowego.
      Ten z kolei albo sam może być sprzedawcą obligacji, albo może być bankiem, w
      którym jej sprzedawca trzyma swój rachunek depozytowy. Dodatkowa gotówka i
      depozyty (kreowane przez Rezerwę Federalną) pełnią funkcję rezerwy banków
      handlowych, umożliwiając im jako całości powiększenie ogólnej sumy depozytów o
      wielokrotność dodatkowych rezerw. Dlatego też gotówka i depozyty w bankach
      Rezerwy Federalnej nazywane są "pieniędzmi o dużej mocy" lub "podstawą
      monetarną". Kiedy bank Rezerwy Federalnej sprzedaje obligacje, ma miejsce
      proces odwrotny. Rezerwy banków handlowych zmniejszają się i prowadzi to do
      skurczenia się sumy ich depozytów. Do całkiem niedawna możność kreowania przez
      banki Rezerwy Federalnej gotówki i depozytów ograniczona była sumą posiadanego
      przez Rezerwę złota. Ograniczenie to obecnie nie istnieje i poza rozwagą ludzi
      kierujących Systemem Rezerwy Federalnej nie ma żadnego innego efektywnie
      działającego hamulca.
      Po niepowodzeniach Systemu Rezerwy Federalnej we wczesnych latach
      trzydziestych skuteczną metodę zapobiegania panice przyjęto ostatecznie w roku
      1934. Powołano Federalną Korporację Ubezpieczenia Depozytów, która miała je
      zabezpieczać przed stratami, aż do pewnego maksimum. Ubezpieczenie to daje
      właścicielom wkładów pewność, że ich depozyty są bezpieczne. Tym samym
      zapobiega powstawaniu runu na inne banki w przypadku, gdy jakiś niesolidny
      plajtuje lub przeżywa kłopoty finansowe. Ludzie w zatłoczonym teatrze są
      przeświadczeni, że jest on naprawdę ognioodporny. Od roku 1934 zdarzały się
      bankructwa banków i runy na pojedyncze z nich. Nie było jednak panik bankowych
      w dawnym stylu.
      Gwarantowanie depozytów w celu uniknięcia paniki stosowane było często przez
      same banki już wcześniej, z tym, że przyjęte metody były częściowe i mniej
      skuteczne. Wiele razy, kiedy jakiś bank przeżywał kłopoty finansowe lub groził
      mu run z powodu plotek o takich kłopotach, inne banki zrzeszały się dobrowolnie
      dla zgromadzenia funduszu gwarantującego złożone w nim depozyty Ta metoda
      zapobiegła wielu potencjalnym panikom i przerwała inne, które się
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 3 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 21:55
      które się już rozpoczęły. W niektórych przypadkach zawodziła, gdy nie można
      było osiągnąć zadowalającego porozumienia lub gdy zaufanie nie zostało szybko
      przywrócone. Szczególnie dramatyczny i ważny przypadek takiego niepowodzenia
      przeanalizujemy w dalszej części rozdziału.
      POCZĄTKOWE LATA SYSTEMU REZERWY FEDERALNEJ
      System Rezerwy Federalnej zaczął działać pod koniec roku 1914, w kilka
      miesięcy po wybuchu wojny w Europie, która radykalnie zmieniła jego rolę i
      znaczenie.
      Kiedy powołano do życia System Rezerwy, Anglia stanowiła centrum świata
      finansowego, który jak twierdzono oparty był na złocie (gold standard). Równie
      dobrze można było jednak powiedzieć, że był oparty na funcie szterlingu. System
      Rezerwy Federalnej przewidziano głównie jako środek unikania panik bankowych i
      stwarzający udogodnienia dla handlu. W mniejszym stopniu myślano o nim jako o
      bankierze rządu. Przyjęto za oczywiste, że działać będzie w systemie opartym na
      złocie, reagując tylko na wydarzenia zewnętrzne, ale ich nie kształtując.
      Pod koniec wojny Stany Zjednoczone zastąpiły jednak Wielką Brytanię w roli
      centrum świata finansów. Świat oparł się na dolarze i tak już zostało, nawet po
      odtworzeniu, osłabionego w porównaniu z przedwojennym, systemu opartego na
      złocie. System Rezerwy Federalnej nie był już tylko mało istotnym organem
      biernie reagującym na wydarzenia zewnętrzne. Stał się ważną i niezależną siłą
      kształtującą strukturę monetarną świata.

      Lata wojny, zwłaszcza zaś okres po przystąpieniu do niej Stanów Zjednoczonych,
      dowiodły jego siły zarówno w dobrym jak i złym tego słowa znaczeniu. Jak we
      wszystkich poprzednich (i późniejszych) wojnach, w celu finansowania wydatków
      wojennych odwołano się do prasy drukarskiej do druku banknotów. Ale System
      umożliwił czynienie tego na sposób bardziej wymyślny i wyrafinowany aniżeli to
      było możliwe przedtem. Prasa drukarska w dosłownym tego słowa znaczeniu używana
      była czasem, gdy banki Rezerwy Federalnej kupowały obligacje ze Skarbu Stanów
      Zjednoczonych, płacąc za nie banknotami Rezerwy Federalnej, którymi z kolei
      Skarb pokrywał swoje wydatki. Ale w większości wypadków Fed (potoczny skrót
      Systemu Rezerwy Federalnej) płacił za kupowane obligacje, udzielając Skarbowi
      kredytu na rachunkach depozytowych w bankach Rezerwy Federalnej. Skarb płacił
      przy zakupach czekami mającymi pokrycie w owych depozytach. Kiedy otrzymujący
      czeki deponowali je w swoich bankach, a te z kolei w bankach Rezerwy
      Federalnej, depozyty Skarbu na rachunku Fed przenoszone były do banków
      handlowych, powiększając ich rezerwy. Wzrost ten umożliwiał systemowi
      bankowości handlowej ekspansję, w dużym wówczas stopniu poprzez samodzielne
      zakupy obligacji rządowych lub udzielanie na ich kupno pożyczek swym klientom.
      W tym okrężnym procesie Skarb uzyskiwał nowo wykreowane pieniądze, którymi
      pokrywał wydatki wojenne, lecz ów wzrost ilości pieniądza przybierał głównie
      postać powiększonych depozytów w bankach handlowych, a nie gotówki. Subtelność
      owego procesu, za pomocą którego powiększano ilość pieniądza, nie zapobiegła
      inflacji, ale czyniła całą operację gładką i, przez ukrycie tego co się
      faktycznie wydarza, zmniejszała lub odraczała ludzkie obawy co do inflacji.
      Po wojnie System wciąż szybko powiększał ilość pieniądza, karmiąc tym samym
      dalej proces inflacyjny. Na tym etapie jednak owe dodatkowe pieniądze używane
      były nie do płacenia wydatków rządu, lecz do finansowania prywatnej
      działalności gospodarczej. Jedna trzecia naszej globalnej inflacji wojennej
      miała miejsce nie tylko po zakończeniu wojny, ale także po zniknięciu rządowego
      deficytu wywołanego jej finansowaniem. Poniewczasie System wykrył swój błąd.
      Zareagował wówczas gwałtownie, pogrążając kraj w ostrej, choć krótkiej depresji
      lat 1920-2l.
      Przez pozostałe lata owej dekady System Rezerwy szedł niewątpliwie na fali. W
      ciągu kilku lat był skutecznie działającym balansjerem, zwiększając stopę
      wzrostu pieniądza, gdy gospodarka wykazywała oznaki hamowania i redukując tę
      stopę, gdy gospodarka zaczynała się rozwijać szybciej. Nie zapobiegło to
      fluktuacjom gospodarki, ale przyczyniło się do ich złagodzenia. Były to, co
      więcej, działania na tyle zrównoważone, że nie spowodowały inflacji. Wynikiem
      stabilnej atmosfery monetarnej i ekonomicznej był szybki wzrost gospodarczy.
      Ogłoszono wszem i wobec nadejście nowej ery i śmierć cyklu koniunkturalnego
      wyprawionego rzekomo na tamten świat przez czujny System Rezerwy Federalnej.
      Sukces lat dwudziestych należy w dużym stopniu przypisać nowojorskiemu
      bankierowi, Benjaminowi Strongowi, który był pierwszym szefem Nowojorskiego
      Banku Rezerwy Federalnej i pozostał nim aż do chwili swej przedwczesnej śmierci
      w roku 1928. Do tego momentu Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej był głównym
      motorem zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej polityki Systemu, a Benjamin
      Strong jego bezsprzecznie dominującą postacią. Był człowiekiem wybitnym.
      opisanym przez jednego z członków Zarządu Rezerwy Federalnej jako "geniusz -
      Hamilton między bankierami". Bardziej niż ktokolwiek w Systemie cieszył się on
      zaufaniem i poparciem innych przywódców świata finansów wewnątrz i spoza
      Systemu. Posiadał siłę wewnętrzną, czyniącą jego poglądy dominującymi. Miał też
      odwagę działania na ich podstawie.
      Śmierć Stronga rozpętała wewnątrz Systemu walkę o władzę. Miało to w
      przyszłości mieć daleko idące konsekwencje. Jak pisze jego biograf: "Śmierć
      Stronga pozbawiła System ośrodka inicjatywy i akceptowanego przywództwa. W
      waszyngtońskim Zarządzie Rezerwy Federalnej zdecydowano, że Nowojorski Bank nie
      powinien dłużej pełnić takiej roli. Jednak wziąwszy ją na siebie, Zarząd nie
      potrafił wykazać inicjatywy. Wciąż był słaby i podzielony. (...) Co więcej,
      większość pozostałych banków Rezerwy Federalnej wykazywała niechęć do poddania
      się kierownictwu Zarządu. (...) Tak więc Systemowi nietrudno było pogrążyć się
      w niezdecydowaniu i ogólnym impasie."
      Ta walka o władzę okazała się - czego nikt w owym czasie nie mógł przewidzieć -
      pierwszym krokiem w coraz szybciej przebiegającym transferze uprawnień w
      kierunku od prywatnego rynku do rządu i od władz lokalnych oraz stanowych do
      Waszyngtonu.
      POCZĄTEK KRYZYSU
      Wedle powszechnego mniemania kryzys rozpoczął się w Czarny Czwartek, 24
      października 1929 roku z chwilą załamania się giełdy nowojorskiej. Po szeregu
      przejściowych wahnięć w górę i w dół rynek papierów wartościowych zamknął rok
      1933 na poziomie mniej więcej jednej szóstej oszałamiającego poziomu z roku
      1929.

      Krach giełdy miał istotne znaczenie, ale nie był to bynajmniej początek
      kryzysu. Aktywność gospodarcza osiągnęła szczyt już w sierpniu 1929 roku, dwa
      miesiące przed krachem giełdowym i zdążyła znacznie się już do tego czasu
      obniżyć. Krach odzwierciedlał rosnące trudności gospodarcze i rozbił nie dający
      się dłużej utrzymać boom spekulacyjny. Oczywiście skoro nastąpił, posiał
      niepewność między biznesmenami oraz innymi, otumanionymi oślepiającą wizją
      nowej ery. Ostudził skłonność do wydatków zarówno konsumentów jak i
      przedsiębiorców oraz wzmógł ich pragnienie powiększenia płynnych rezerw na
      nieprzewidziane wypadki.
      Owe kryzysogenne skutki krachu na giełdzie zostały następnie silnie wzmocnione
      zachowaniem Systemu Rezerwy Federalnej. W momencie krachu Nowojorski Bank
      Rezerwy, w nieomal odruchu warunkowym wyuczonym za ery Stronga, natychmiast
      zadziałał na własną rękę, aby zamortyzować szok. Kupował rządowe papiery
      wartościowe, powiększając przez to rezerwy bankowe. Umożliwiało to bankom
      handlowym osłabienie szoku, dostarczając firmom giełdowym dodatkowych pożyczek
      w drodze zakupu papierów wartościowych zarówno od nich, jak i od innych
      dotkniętych krachem. Ale Strong już nie żył, a Zarząd chciał ustanowić swoje
      przywództwo. Szybko zadziałał, aby zdyscyplinować Nowy Jork i ten ustąpił. Od
      tej pory System za
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 4 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 21:56
      Szybko zadziałał, aby zdyscyplinować Nowy Jork i ten ustąpił. Od tej pory
      System zaczął postępować zupełnie inaczej aniżeli podczas wcześniejszych
      recesji ekonomicznych z lat dwudziestych. Zamiast aktywnie zwiększać podaż
      pieniądza o większą niż zazwyczaj kwotę, aby wyrównać kurczenie się gospodarki,
      pozwolił w ciągu całego roku 1930 na powolny spadek jego ilości. W porównaniu
      ze spadkiem ilości pieniądza od końca 1930 roku do początku roku 1933 (o mniej
      więcej jedną trzecią), spadek ilości pieniądza do października 1930 roku wydaje
      się łagodny zaledwie o 2,6 procent. Porównując go jednak z wydarzeniami z
      przeszłości, był znaczny. Był faktycznie większy aniżeli w trakcie lub przed
      rozpoczęciem wszystkich, oprócz kilku, poprzednich kryzysów.
      Połączony efekt następstw giełdowego krachu i powolnego spadku ilości
      pieniądza w roku 1930 dał w sumie całkiem poważny kryzys. Nawet gdyby zakończył
      się on pod koniec roku 1930 lub na początku 1931, co mogłoby się wydarzyć,
      gdyby nie nastąpiło załamanie monetarne, i tak zaliczony by został do jednego z
      najpoważniejszych w historii.
      KRYZYSY BANKOWE
      Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Aż do jesieni roku 1930 kurczeniu się
      aktywności, aczkolwiek było ono poważne, nie towarzyszyły kłopoty systemu
      bankowego ani run na banki. Charakter kryzysu zmienił się radykalnie po serii
      bankructw na Środkowym Zachodzie i Południu, które podkopały zaufanie do
      bankowości i doprowadziły do masowych prób przekształcenia depozytów w gotówkę.
      Zaraza doszła w końcu do centrum krajowych finansów Nowego Jorku. Krytyczną
      datą był 11 listopada 1930 roku, kiedy to zamknął swoje podwoje Bank Stanów
      Zjednoczonych (Bank of United States). Był to największy bank handlowy, jaki
      zbankrutował do tego momentu w całej historii USA. I choć był zwykłym bankiem
      handlowym, jego nazwa sugerowała, tak w kraju, jak i za granicą, że jest to
      bank oficjalny. Jego upadek był zatem szczególnie ciężkim ciosem zadanym
      wiarygodności systemu bankowego.
      Fakt, że tak kluczową rolę odgrywał właśnie Bank Stanów Zjednoczonych był
      raczej przypadkiem. Wziąwszy pod uwagę zdecentralizowaną strukturę
      amerykańskiego systemu bankowego plus politykę Systemu Rezerwy Federalnej,
      pozwalającą obniżać się zapasom pieniądza i nie reagującą energicznie na
      bankructwa banków, seria mniejszych plajt musiała prędzej czy później wywołać
      run na duże banki. Gdyby nie upadł w tym czasie Bank Stanów Zjednoczonych,
      bankructwo jakiegoś innego dużego banku stałoby się kamyczkiem pociągającym za
      sobą lawinę. Było także przypadkiem, że splajtował właśnie Bank Stanów
      Zjednoczonych. Był to bank solidny. Choć zlikwidowany podczas najgorszych lat
      kryzysu, wypłacał aż do końca swoim depozytariuszom 92,5 centów z każdego
      dolara ich wkładów. Niewątpliwie gdyby potrafił przetrwać pierwszą falę
      kryzysu, żaden z jego depozytariuszy nie straciłby ani centa.
      Kiedy rozeszły się plotki o Banku Stanów Zjednoczonych, Inspektor Banków Stanu
      Nowy Jork, Nowojorski Bank Rezerwy Federalnej i Izba Rozliczeniowa
      Stowarzyszenia Banków Nowojorskich usiłowały wypracować plan uratowania go
      poprzez zgromadzenie funduszu zabezpieczającego lub poprzez dokonanie jego
      fuzji z innymi. Były to wypracowane już przy wcześniejszych panikach wzory
      działania. Jeszcze na dwa dni przed jego zamknięciem wysiłki te, zdawało się,
      przyniosą sukces.
      Plan jednak się załamał, głównie z powodu szczególnego charakteru banku Stanów
      Zjednoczonych oraz uprzedzeń środowiska bankierskiego. Sama już jego nazwa,
      silnie oddziałująca na imigrantów, budziła oburzenie innych bankierów. O wiele
      ważniejsze było jednak to, że stanowił on własność i był zarządzany przez Żydów
      i że obsługiwał głównie społeczność żydowską. Był on jednym z garstki banków
      żydowskich, który stanowił, w większym stopniu aniżeli prawie wszystkie inne,
      rezerwat dla ludzi dobrze urodzonych i dobrze sytuowanych. Nie przez przypadek
      zaplanowany ratunek przewidywał jego fuzję z jedynym ważnym bankiem
      nowojorskim, który był w większości własnością Żydów i był przez nich
      prowadzony oraz z dwoma mniejszymi bankami żydowskimi.
      Plan upadł, gdyż w ostatnim momencie wycofała się z proponowanego układu
      Nowojorska Izba Rozliczeniowa, podobno ze względu na antysemityzm części
      czołowych postaci środowiska bankierskiego. Na ostatnim spotkaniu bankierów
      Joseph A. Broderick, późniejszy Inspektor Banków Stanu Nowy Jork, usiłował, bez
      powodzenia, skłonić ich do wspólnej akcji. "Powiedziałem" - oświadczył on
      później w trakcie przewodu sądowego:
      "że [Bank Stanów Zjednoczonych] ma tysiące dłużników. Że finansuje drobnych
      kupców, zwłaszcza żydowskich i że zamknięcie go mogłoby i prawdopodobnie
      spowoduje masowe bankructwa wśród tych, których obsługuje. Ostrzegałem, że
      zamkniecie go wywoła przynajmniej 10 innych plajt bankowych w tym mieście i że
      może dotknąć nawet banki oszczędnościowe. Powiedziałem im, że skutki tego
      zamknięcia mogą nawet dać o sobie znać i poza Nowym Jorkiem.
      Przypomniałem im, że nie dalej jak dwa czy trzy tygodnie wcześniej uratowali
      dwóch spośród największych bankierów nowojorskich, ochoczo wykradając potrzebne
      pieniądze. Przywołałem też zdarzenie sprzed raptem siedmiu czy ośmiu lat, kiedy
      to przyszli z pomocą jednemu z największych nowojorskich towarzystw
      powierniczych, wykładając wiele razy większą kwotę aniżeli ta, która jest
      potrzebna do uratowania Banku Stanów Zjednoczonych, ale argumenty te trafiły
      tylko do niewielu z nich.
      Spytałem, czy ich decyzja o porzuceniu tego planu jest nadal ostateczna.
      Powiedzieli, że tak. Ostrzegłem ich wtedy, że popełniają największy błąd w
      historii bankowości Nowego Jorku."
      Zamknięcie Banku Stanów Zjednoczonych było tragiczne dla jego właścicieli i
      depozytariuszy. Dwóch właścicieli stanęło przed sądem, zostało skazanych i
      odsiedziało wyroki więzienia za to, co wszyscy zgodnie uznali za "techniczne"
      naruszenie prawa. Depozytariusze z kolei nawet tę część swych funduszy, które
      ostatecznie odzyskali, mieli unieruchomioną na lata. Dla kraju jako całości
      skutki tego wszystkiego były jeszcze poważniejsze. Depozytariusze w całym kraju
      z obawy o bezpieczeństwo swoich wkładów doprowadzili do zwiększenia liczby
      panik, które sporadycznie wybuchały już wcześniej. Banki plajtowały więc
      gromadnie. W samym tylko grudniu 1930 roku zbankrutowało ich 352.
      Gdyby nigdy nie powołano Systemu Rezerwy Federalnej, a rozpoczęły się podobne
      serie runów, zostałyby podjęte bez wątpienia te same środki co w roku 1907
      ograniczenia wypłat. Byłby to oczywiście krok znacznie bardziej drastyczny od
      tego, który podjęto w ostatnich miesiącach roku 1930. Zapobiegając jednakże
      drenażowi rezerw z dobrych banków, ograniczenia prawie z pewnością zapobiegłyby
      następnym seriom bankructw bankowych w latach 1931, 1932 i 1933, podobnie jak
      szybko zakończyły takie plajty w roku 1907. Tak więc Bank Stanów Zjednoczonych
      mógłby wtedy okazać się zdolny do ponownego otwarcia, tak samo jak
      Knickerbocker Trust Company w roku 1908. Panika by się skończyła, powróciłoby
      zaufanie i jest bardzo prawdopodobne, że ożywienie gospodarcze mogłoby się
      zacząć na początku 1931 roku, tak samo jak na początku 1908.
      Istnienie Rezerwy Federalnej uniemożliwiło jednak zastosowanie tej drastycznej
      terapii i to z dwóch powodów: bezpośrednio w wyniku zmniejszenia obaw
      silniejszych banków, które jak się okazało, mylnie sądziły, że pożyczanie od
      Rezerwy daje im pewny mechanizm ocalenia na wypadek trudności: oraz pośrednio w
      wyniku uśpienia całego społeczeństwa, a systemu bankowego w szczególności,
      przekonanego, iż tak drastyczne kroki nie będą już dłużej potrzebne, bowiem
      teraz sprawy te załatwia sama Rezerwa.
      System Rezerwy był w stanie zaoferować znacznie lepsze rozwiązanie, angażując
      się na wielką skalę w kupno na otwartym rynku obligacji rządowych. Wyposażyłoby
      to banki w dodatkową gotówkę zdolną zasp
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 5 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 22:00
      Wyposażyłoby to banki w dodatkową gotówkę zdolną zaspokoić roszczenia ich
      depozytariuszy. Zakończyłoby to, a przynajmniej znacznie zredukowało, ciąg
      bankructw bankowych i przeszkodziło (osłabiając masowe próby wydobycia gotówki
      z depozytów bankowych) w zmniejszeniu ilości pieniądza. Niestety, działania Fed
      były niezdecydowane i skromne. Stał on przeważnie bezczynnie z boku, pozwalając
      kryzysowi rozwijać się wedle jego własnej logiki. Było to zachowanie mające się
      raz po raz powtarzać w ciągu dwóch następnych lat.
      Powtórzyło się już na wiosnę 1931 roku podczas narastania drugiego kryzysu
      bankowego. Jeszcze gorsze działania podjęto we wrześniu tego roku, gdy Wielka
      Brytania odeszła od złotego standardu (gold standard). Po dwóch latach ostrego
      kryzysu Fed zareagował wówczas podnosząc stopę procentową (stopę dyskontową),
      co zwiększyło popyt na pożyczki bankowe bardziej niż kiedykolwiek w
      przeszłości. System Rezerwy podjął tę decyzję, aby oddalić niebezpieczeństwo
      drenażu własnych rezerw złota przez zagranicznych posiadaczy dolarów, co
      obawiano się nastąpi w wyniku brytyjskiego odejścia od złotego standardu.
      Krajowe skutki tej decyzji miały jednak wysoce deflacyjny charakter, stwarzając
      dalszy nacisk zarówno na banki handlowe, jak i przedsiębiorstwa. Fed mógł,
      poprzez kupowanie na otwartym rynku rządowych papierów wartościowych,
      skompensować ten ostry cios pieniężny, który sam zadał walczącej gospodarce,
      ale nie zrobił tego.
      Do dużych zakupów na otwartym rynku System Rezerwy przystąpił wreszcie w roku
      1932 pod silnym naciskiem Kongresu. Korzystne tego efekty właśnie zaczynały być
      odczuwalne, gdy Kongres zakończył obrady i Fed szybko zaprzestał realizacji
      tego programu.
      Końcowym epizodem tej smutnej opowieści była panika bankowa z roku 1933,
      ponownie zapoczątkowana serią bankowych plajt. Uległa ona rozszerzeniu w
      okresie interregnum. Franklin D. Roosevelt został bowiem wybrany 8 listopada
      1932 roku, ale rozpoczął urzędowanie dopiero 4 marca 1933 roku. Hoover jako
      ustępujący prezydent nie chciał zaś w tym czasie podejmować drastycznych kroków
      bez współpracy z prezydentem elektem, FDR natomiast nie chciał brać na siebie
      odpowiedzialności przed rozpoczęciem urzędowania.
      Kiedy panika dosięgła banków nowojorskich, uległ jej także sam System Rezerwy
      Federalnej. Przewodniczący Nowojorskiego Banku Rezerwy próbował bezskutecznie
      przekonać prezydenta Hoovera, aby ogłosił ogólnokrajowe wakacje bankowe w
      ostatnim dniu swego urzędowania. Przyłączyła się do niego następnie lzba
      Rozliczeniowa Banków Nowojorskich i Stanowy Inspektor Banków, aby przekonać
      gubernatora stanu Nowy Jork, Lehmana, by ogłosił stanowe wakacje bankowe w dniu
      inauguracji FDR, tj. 4 marca 1933 roku. Bank Rezerwy Federalnej zamknął wtedy
      swoje podwoje razem z bankami handlowymi. Podobne akcje podjęli i inni
      gubernatorzy.
      Ostatecznie, ogólnokrajowe wakacje bankowe zostały proklamowane przez
      prezydenta Roosevelta 6 marca.
      Tak więc, system bankowości centralnej ustanowiony głównie po to, aby uczynić
      niepotrzebnymi ograniczenia wypłat, sam dołączył do banków handlowych w
      najbardziej powszechnym, najszerszym i najbardziej zakłócającym życie
      gospodarcze ograniczeniu wypłat, jakie kiedykolwiek przeżywały w swej historii
      Stany Zjednoczone. Można się z pewnością solidaryzować z komentarzem Hoovera z
      jego wspomnień: "Doszedłem do wniosku, że [Zarząd Rezerwy] jest rzeczywiście
      słabym oparciem dla kraju w chwili trudności."
      W szczytowym punkcie aktywności gospodarczej, w połowie roku 1929 działało w
      Stanach Zjednoczonych blisko 25 tysięcy banków handlowych. Do początku roku
      1933 ich liczba skurczyła się do 18 tysięcy. Kiedy po dziesięciu dniach trwania
      wakacji bankowych prezydent Roosevelt ogłosił ich zakończenie, zezwolono na
      otwarcie mniej niż 12 tysiącom banków i tylko 3 tysiącom dalszych w późniejszym
      terminie. Ogółem więc w okresie czterech lat, w wyniku bankructw, fuzji i
      likwidacji, zniknęło około 10 tysięcy spośród 25 tysięcy banków.
      Globalna ilość pieniądza spadła równie drastycznie. Z każdych trzech dolarów w
      depozytach i gotówce, które były w posiadaniu ludności w roku 1929, pozostało w
      roku 1933 mniej niż dwa dolary. Było to załamanie monetarne niemające dotąd
      precedensu.
      FAKTY I INTERPRETACJE
      Wszystkie te fakty nie podlegają dziś dyskusji, choć należy podkreślić, iż nie
      były znane ani dostępne większości ówczesnych obserwatorów, włącznie z Johnem
      Maynardem Keynesem. Dają się one jednak rozmaicie interpretować. Czy załamanie
      monetarne było przyczyną załamania gospodarczego czy jego skutkiem? Czy System
      Rezerwy Federalnej mógł zapobiec załamaniu monetarnemu? Czy też nastąpiło ono
      mimo najlepszych jego wysiłków jak mniemało wielu obserwatorów tamtego okresu?
      Czy kryzys rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych i rozszerzył się za granicę,
      czy też siły działające z zagranicy przekształciły to, co mogło być w Stanach
      zupełnie łagodną recesją w bardzo ostry jej przypadek?
      Przyczyna czy skutek
      Jeśli idzie o sam System Rezerwy, to nie wyrażał on nigdy żadnych wątpliwości
      co do odgrywanej przez siebie roli. Jego zdolność samousprawiedliwiania się
      była tak wielka, że Zarząd Rezerwy Federalnej był w stanie w swym Rocznym
      Raporcie za rok 1933 stwierdzić: "Umiejętność banków Rezerwy Federalnej w
      sprostaniu potężnemu popytowi na gotówkę w czasie kryzysu udowodniła
      skuteczność krajowego systemu pieniężnego, zbudowanego dzięki ustawie o
      Rezerwie Federalnej. (...) Trudno powiedzieć jaki kurs przybrałaby depresja,
      gdyby System Rezerwy Federalnej nie prowadził polityki liberalnych zakupów na
      otwartym rynku."
      Załamanie monetarne było zarówno przyczyną jak i skutkiem załamania
      gospodarczego. Zrodziło się w dużej mierze dzięki polityce Rezerwy Federalnej i
      uczyniło bez wątpienia kryzys gospodarczy poważniejszym. Z drugiej strony
      jednak załamanie ekonomiczne, gdy się już zaczęło, uczyniło z kolei kryzys
      monetarny jeszcze surowszym. Pożyczki bankowe, które mogły być "dobrymi"
      pożyczkami podczas łagodniejszych depresji, stały się "złymi" pożyczkami w
      czasie poważnego kryzysu gospodarczego. Niespłacenie pożyczek osłabiło
      udzielające ich banki a przez to zwiększyło pokusę u ich depozytariuszy, aby na
      nie masowo ruszyć. Plajty, zmniejszająca się produkcja, rosnące bezrobocie
      wszystko to rodziło uczucie niepewności i obawy. Chęć przekształcenia aktywów w
      ich najbardziej płynną formę pieniądza, i to pieniądza najbezpieczniejszego,
      czyli gotówkę, stała się powszechna. "Sprzężenie zwrotne" jest - jak widzimy -
      dominującą cechą systemu gospodarczego.
      Fakty, które znamy obecnie są nieomal rozstrzygające. System Rezerwy nie tylko
      miał mandat legislacyjny, aby zapobiec załamaniu monetarnemu, ale mógł to
      uczynić, gdyby mądrze użył uprawnień przyznanych mu w ustawie o Rezerwie
      Federalnej. Obrońcy systemu przedstawiają całą serię wymówek. Żadna z nich nie
      wytrzymuje jednak uważnej analizy. Żadna nie stanowi przekonującego
      usprawiedliwienia dla niepowodzenia Systemu w wykonaniu zadania, do którego
      realizacji powołali go jego twórcy. System nie tylko mógł zapobiec katastrofie
      monetarnej, ale wiedział jak to zrobić. W latach 1929, 1930 i 1931 Nowojorski
      Bank Rezerwy Federalnej raz po raz nalegał, aby System podjął się na wielką
      skalę zakupów na otwartym rynku, tego kluczowego działania, które powinien
      wykonać, ale którego nie zrobił. Nowy Jork zlekceważono nie dlatego, że jego
      propozycje były źle skierowane lub niewykonalne, ale z powodu walki o władzę
      toczonej wewnątrz Systemu. Z jej powodu zarówno pozostałe banki Rezerwy
      Federalnej jak i Zarząd w Waszyngtonie nie były skłonne zaakceptować
      przywództwa Nowego Jorku. Alternatywą okazało się niezdecydowane i chaotyczne
      przywództwo Zarządu. Do prawidłowych działań wzywały także rozsądne głosy spoza
      Systemu. Kongresmen ze stanu Illinois, A. J. Sabath zabierając głos w
    • Gość: +++IGNOR Re: 'Anatomia kryzysu' by Milton i Rose Friedman IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 22.07.02, 22:00
      Witam!

      Wreszcie coś sensownego na tym forum...

      GRATULUJĘ!

      Pozdrawiam!

      Ignorant
      +++
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 6 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 22:01
      Kongresmen ze stanu Illinois, A. J. Sabath zabierając głos w Izbie
      Reprezentantów powiedział: "Żądam stanowczo tego, co leży w kompetencjach
      Zarządu Rezerwy Federalnej - aby przyszła z odsieczą w tej rozpaczliwej
      sytuacji finansowej i gospodarczej." Podobne poglądy wyrażali niektórzy krytycy
      akademiccy, łącznie z Karlem Boppem, który został później przewodniczącym
      Filadelfijskiego Banku Rezerwy. Na posiedzeniu Rezerwy Federalnej, na której, w
      wyniku bezpośredniego nacisku Kongresu, zatwierdzono operacje zakupów na
      otwartym rynku na rok 1932, Ogden L. Mills, ówczesny Sekretarz Skarbu i ex
      officio członek Zarządu, tak wyjaśnił swój głos za podjęciem tej akcji: "Było
      czymś prawie niepojętym i niewybaczalnym, że wielki system bankowości
      centralnej posiadając 70 procent rezerw złota, stał bezczynnie i nie podejmował
      w takiej sytuacji żadnych aktywnych kroków". Jednakże tak właśnie System się
      zachowywał przez dwa poprzednie lata i znowu miał się tak zachowywać, gdy tylko
      Kongres zakończył kilka miesięcy później obrady oraz w trakcie szczytowego i
      ostatniego kryzysu bankowego w marcu 1933 roku.
      Gdzie się zaczął kryzys?
      Rozstrzygającym dowodem na to, że kryzys rozprzestrzenił się na resztę świata
      ze Stanów Zjednoczonych, a nie odwrotnie, jest obserwacja ruchów złota. W roku
      1929 Stany Zjednoczone opierały się na złocie (gold standard) w tym znaczeniu,
      że istniała jego oficjalna cena (20 dolarów i 67 centów za uncję), po której
      rząd je kupował oraz sprzedawał na żądanie. Większość innych ważnych krajów
      opierała się na tak zwanym standardzie waluty złotej (gold exchange standard).
      W jej ramach one również określały oficjalną cenę złota w jednostkach własnych
      walut. Ta oficjalna cena podzielona przez oficjalną cenę amerykańską dawała
      oficjalny kurs waluty, to znaczy cenę ich waluty liczona w dolarach. Kraje te
      mogły, choć nie musiały, sprzedawać swobodnie złoto po cenie oficjalnej, ale
      zobowiązały się utrzymywać stały kurs waluty na poziomie określonym przez te
      dwie ceny oficjalne, kupując i sprzedając na żądanie dolary po owym kursie. W
      ramach tego systemu, jeżeli mieszkańcy Stanów Zjednoczonych lub inni posiadacze
      dolarów wydali (lub pożyczyli albo przekazali) za granicą więcej dolarów
      aniżeli otrzymujący te dolary chcieli ich wydać (lub pożyczyć albo przekazać) w
      Stanach Zjednoczonych, ci ostatni mogli zażądać różnicy w złocie. Złoto płynęło
      zatem ze Stanów Zjednoczonych do innych krajów. Jeżeli bilans był odwrotny, to
      znaczy posiadacze obcych walut chcieli wydać (ewentualnie pożyczyć lub dać)
      więcej dolarów w Stanach Zjednoczonych aniżeli posiadacze dolarów chcieli ich
      wymienić na obce waluty celem wydania (lub pożyczenia albo ofiarowania) za
      granicą, to ci pierwsi uzyskiwali ekstra dolary, kupując je od swoich banków
      centralnych po oficjalnym kursie. Banki centralne z kolei uzyskiwały owe ekstra
      dolary wysyłając złoto do Stanów Zjednoczonych. Oczywiście w praktyce większość
      takich transferów nie pociągała za sobą dosłownego przewozu złota przez ocean.
      Większość złota posiadanego przez zagraniczne banki centralne była
      przechowywana w skarbcach Nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej, z
      zaznaczeniem jakiego kraju jest własnością. Transfer dokonywany był przez
      zmianę nalepek na pojemnikach ze sztabami złota, przechowywanych w głębokich
      suterenach banku przy Liberty Street 33, w rejonie Wall Street.
      Gdyby kryzys narodził się za granicą a Stany Zjednoczone przeżywały w tym
      czasie boom, to pogarszająca się sytuacja gospodarcza w innych krajach
      zmniejszyłaby amerykański eksport, a dzięki obniżeniu kosztów zagranicznych
      dóbr pobudziła ich import do Stanów. Efektem byłyby starania, aby wydać
      (ewentualnie pożyczyć lub dać) za granicą więcej dolarów aniżeli otrzymujący je
      chcieliby ich wykorzystać w USA. Nastąpiłby więc odpływ złota ze Stanów.
      Zmniejszyłby on rezerwy złota Systemu Rezerwy Federalnej. To z kolei skłoniłoby
      System do redukcji ilości pieniądza. W ten oto sposób system stałych kursów
      wymiennych przenosi presje deflacyjne (lub inflacyjne) z jednego kraju do
      drugiego. Gdyby zatem taki był bieg wypadków, Rezerwa Federalna mogłaby
      słusznie twierdzić, że jej działania były reakcją na presję pochodzącą z
      zagranicy.
      I odwrotnie. Jeśli kryzys narodziłby się w Stanach, pierwszym skutkiem byłby
      spadek liczby dolarów amerykańskich, które ich posiadacze chcieliby wykorzystać
      za granicą i wzrost liczby dolarów, które inni chcieliby wykorzystać w Stanach.
      Wywołałoby to napływ złota do USA. To z kolei wywarłoby presję na inne kraje,
      aby zredukowały ilości własnej waluty. Tą właśnie drogą deflacja amerykańska
      przeniosłaby się za granicę.
      Fakty są jasne. Od sierpnia roku 1929 do sierpnia roku 1931, czyli w ciągu
      dwóch pierwszych lat kurczenia się aktywności gospodarczej, zapasy
      amerykańskiego złota rosły. Jest to bezsporny dowód na to, że Stany Zjednoczone
      kroczyły w pierwszej fali kryzysu. Gdyby System Rezerwy Federalnej stosował
      zasady obowiązujące przy standardzie waluty złotej (gold exchane standard),
      powinien był w reakcji na napływ złota zwiększyć ilość pieniądza. Zamiast tego
      pozwolił na faktyczne zmniejszenie tej ilości.
      Kiedy kryzys był już w toku i przeniósł się do innych krajów, nastąpił, rzecz
      jasna, jego zwrotny wpływ na gospodarkę amerykańską. Stanowi to kolejny
      przykład wszechobecności sprzężeń zwrotnych w każdej złożonej gospodarce. Kraj
      będący w awangardzie kryzysu nie musi tam wiecznie pozostawać. Francja, w
      efekcie powrotu w roku 1928 do waluty opartej na złocie, po kursie, który
      niedoszacował franka, nagromadziła spory zapas tego kruszcu. Miała więc duże
      pole manewru i mogła się przeciwstawić presji deflacyjnej idącej ze Stanów
      Zjednoczonych. Zamiast tego prowadziła jeszcze ostrzejszą niż one politykę
      deflacyjną i zaczęła nie tylko powiększać swoje zapasy złota, ale także do
      końca 1931 roku ściągać złoto ze Stanów. Wątpliwa korzyść jaką z tego odniosła
      polegała na tym, że gospodarka amerykańska osiągnęła dno recesji w chwili
      zawieszenia wymienialności złota w marcu 1933 roku, a francuska dobiła do
      swojego dna dopiero w kwietniu 1935 roku.
      Skutki kryzysu dla Systemu Rezerwy Federalnej
      Ironicznym efektem uporczywej polityki monetarnej prowadzonej przez Zarząd
      Rezerwy Federalnej na przekór dobrym radom Nowojorskiego Banku Rezerwy, było
      totalne zwycięstwo Zarządu w toczonej walce o władzę między nim a Bankiem
      Nowojorskim i innymi bankami Rezerwy. Fakt, że powstał mit jakoby prywatna
      przedsiębiorczość, włącznie z prywatnym systemem bankowym, dowiodła swego
      bankructwa i rząd potrzebuje w związku z tym więcej uprawnień władczych, aby
      przeciwdziałać rzekomo wrodzonej niestabilności prywatnego rynku, dowodził, że
      niepowodzenia Systemu Rezerwy stworzyły korzystny klimat polityczny dla
      przyznania Zarządowi większego nadzoru nad bankami regionalnymi.
      Jedną z oznak tej zmiany była przeprowadzka Zarządu Rezerwy Federalnej, ze
      skromnych pomieszczeń biurowych w budynku Skarbu USA do wspaniałej budowli w
      stylu greckiej świątyni przy Constitution Avenue. Od tamtej pory dobudowano
      zresztą do niej jeszcze dodatkowy wielki budynek.
      Ostateczną i symboliczną oznaką przesunięcia punktu ciężkości władzy była
      zmiana nazwy Zarządu oraz tytułów przewodniczących banków regionalnych. W
      bankach centralnych tytułem prestiżowym jest gubernator, nie prezes. W latach
      1913-1935 przewodniczący banku regionalnego nosił tytuł gubernatora, centralny
      urząd w Waszyngtonie nazywany był Zarządem Rezerwy Federalnej. Tylko
      przewodniczący Zarządu nazywany był gubernatorem, pozostali członkowie byli po
      prostu "członkami Zarządu Rezerwy Federalnej". Ustawa bankowa z roku 1935
      wszystko zmieniła. Przewodniczącym banków regionalnych odebrano tytuły
      gubernatorów i przyznano tytuły prezesów. Zwięzła nazwa "Zarząd Rezerwy
      Federalnej" została zastąpiona nieporęczną "Zarząd Gubernatorów R
    • Gość: wild 'Anatomia kryzysu' 7 IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 22.07.02, 22:02
      Zwięzła nazwa "Zarząd Rezerwy Federalnej" została zastąpiona
      nieporęczną "Zarząd Gubernatorów Rezerwy Federalnej". Jedynym celem tej zmiany
      było to, aby każdy z członków Zarządu mógł być nazwany gubernatorem.
      Niestety, wzrostowi władzy, prestiżu i oznak dostojeństwa nie towarzyszyła
      odpowiadająca temu poprawa działania. Od roku 1935 System stał na czele i w
      dużym stopniu przyczynił się do poważnej recesji w latach 1937-38, inflacji z
      okresu wojny i tuż po niej, oraz wahadłowej od tej pory gospodarki z jej
      naprzemiennymi skokami w górę i w dół stopy inflacji i poziomu bezrobocia.
      Każdy kolejny szczyt inflacji oraz każdy kolejny najniższy poziom bezrobocia
      znajdowały się na coraz to wyższym poziomie, przy czym przeciętny poziom
      bezrobocia stopniowo wzrastał. System nie popełnił tego samego błędu co w
      latach 1929-33, polegającego na przyzwoleniu lub podsycaniu załamania
      monetarnego. Popełnił natomiast błąd przeciwny, podsycając niepotrzebnie szybki
      wzrost ilości pieniądza i pobudzając tym inflację. Co więcej, zataczając się od
      jednego ekstremum do drugiego, wywoływał wciąż nie tylko boomy, ale i recesje,
      czasami łagodne, a czasami ostre.
      Pod jednym wszakże względem był on całkowicie konsekwentny. Za wszystkie
      kłopotliwe problemy obciążał czynniki zewnętrzne, znajdujące się poza jego
      wpływem, a za wszystkie pozytywne zdarzenia sobie przypisywał zasługę. Krzewił
      tym samym dalej mit, że gospodarka prywatna jest niestabilna. Tymczasem w
      rzeczywistości jego własna działalność ciągle potwierdza inną tezę, tę
      mianowicie, że to rząd jest obecnie ważnym źródłem gospodarczej niestabilności.

      amen

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka