Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.*
30.07.02, 02:02
www.bezuprzedzen.pl/szydercy/liberalizm.html
DLACZEGO LIBERALIZM MA TYLU WROGÓW?
Wydawać by się mogło, że mało kto jest dziś zadeklarowanym wrogiem wolności.
Gorzej, gdy przyjdzie w praktyce przyznawać innym prawo do takich swobód,
jakich pragnie się dla siebie. Trudno jest nie poddać się przekonaniu, że
świat musi być przecież jakoś urządzony i uporządkowany przez nieomylny
ludzki rozum.
Przekonanie to jest nam wpajane z pokolenia na pokolenie, od Oświecenia
począwszy, na Erze Atomowej skończywszy (oby nie). To, że urządzanie świata w
myśl rozmaitych wizji czcicieli rozumu zawsze przynosi skutki inne od
zamierzonych, a niekiedy wręcz koszmarne, nie uczy niestety rozumnych rozumu.
Nie każdy jest Adamem Smithem, który potrafił w pozornym chaosie ludzkich
działań dostrzec porządek lepszy od kiedykolwiek przez kogokolwiek
zaplanowanego.
Społeczeństwo pracując przez wieki i ucząc się na własnych błędach,
przekazując z pokolenia na pokolenie wiedzę jako tradycję, mimowolnie i
niepostrzeżenie wytworzyło w drodze ewolucji sprawnie działający organizm,
którego zasad działania nie zna nikt (z wyjątkiem Pana Boga). Mógłby to być
przedmiot badań dla pokoleń uczonych, ale oni wcale się do tych badań nie
garną.
ARTYŚCI SOCJALIŚCI
Właśnie intelektualiści są największą grupą wrogów liberalizmu. Uczeni,
artyści, inteligencja (pracownicy umysłowi, czyli urzędnicy) i większość
polityków. Ich wspólną cechą jest takie zadufanie we własną mądrość, że nie
dopuszczają oni do siebie myśli, że ktoś mógłby urządzić swoje życie lepiej,
niż oni mogliby to zrobić dla i za niego.
Platońska wizja państwa, rządzonego przez filozofów, wiedzących przecież
lepiej, kiedy człowiek powinien chadzać do wychodka - rano czy wieczorem,
mimo hakatomb ofiar ludzkich wciąż jest wcielana w życie. Kościół świętego
Prokrustesa, twórcy idei równości, obsiadł wszystkie stolice świata, gdzie w
parlamentach i gabinetach wciela swą doktrynę i nie dopuszcza do głosu
żadnych sceptyków, heretyków. Konserwatystów i liberałów tępi zaś bezlitośnie
politycznymi i socjotechnicznymi metodami. Na szczęście konserwatyści mają
czas, a hydra liberalizmu nie jedną jeszcze ma głowę.
WYKRĘCANIE KOTA OGONEM
Ciekawą właściwością czcicieli rozumu jest całkowita ślepota na własne błędy.
Spróbujcie z inteligenta wydusić jednoznaczne potępienie socjalistycznych i
komunistycznych utopii. Zawsze wykręci kota ogonem, że „nie sprawdziło się w
fazie realizacji”, ale w ogóle „coś w tym jest”, a dziesiątki milionów ofiar
ludzkich to i tak niska cena za postęp. Wziąwszy pod uwagę, że wszyscy
intelektualiści wiszą na garnuszku państwa, nie ma co liczyć na to, że
kiedykolwiek przejrzą na oczy. Wolny rynek zmusiłby poza tym inteligencję do
szukania zbytu na swoje usługi, a wtedy by mogło się okazać, ile naprawdę są
one warte.
POLITYCY GROŻĄ WOLNOŚCI
Szczególnie niebezpiecznymi wrogami wolności są politycy, zwłaszcza spece od
gospodarki. Nikogo już dziś nie dziwi, że ekonomiści nie zajmują się badaniem
procesów zachodzących w gospodarce. Oni je tworzą! A my przyzwyczailiśmy się
już do tego absurdu! Gdyby kazać np. geologom tworzyć warstwy i zjawiska
geologiczne, a medycynę zaprzęc do tworzenia ludzi (jest „chlubny” precedens
dr Frankensteina), to każdy powie - „ależ to zupełnie co innego”. Nieprawda,
to jest to samo!
Ekonomiści pospołu z politykami zmusili państwo do zajmowania się rzeczami,
którymi nie powinno się ono w żadnym wypadku zajmować pod groźbą utraty
swoich podstawowych funkcji. Pogląd, że gospodarkę mieliby tworzyć kupcy,
rzemieślnicy czy inżynierowie, jest im z gruntu nienawistny. Już dziś widać,
że państwowy Lewiatan dławi się zdobyczą, a próbuje łykać jeszcze większe
kęsy. Budzi to przerażenie, ale i nadzieję.
URZĘDNIK WŁAŚCICELEM PAŃSTWA
Na razie jeszcze wciąż zdobywa świat biurokracja, następny wróg wolności.
Wszystko, co dziś nazywa się własnością, społeczną czy państwową, jest w
rzeczywistości własnością urzędniczą, bo to urzędnicy decydują o
wykorzystaniu tego majątku. W rzeczywistości właścicielem państwa jest
urzędnik. O stosunku urzędników do liberalizmu pisać nie warto.
Właściwa temu stanowi żądza władzy nie zostawia urzędnikowi cienia
wątpliwości: to on powinien decydować o wszystkim. Niestety, do stanu
urzędniczego zostali, poprzez upaństwowienie edukacji, medycyny, nauki i
kultury, dołączeni nauczyciele, lekarze, naukowcy i artyści, stając się
pracownikami odpowiednich resortów. Dziś nie ma już nauczyciela czy lekarza,
jest tylko etat w sferze budżetowej.
Czy wobec tego liberalizm może mieć jeszcze jakiś zwolenników? Owszem, są
nimi konsumenci. Ci, którzy chcieliby kupować w sklepach, a nie w placówkach
handlowych, leczyć się w szpitalach, a nie w placówkach służby zdrowia,
posyłać dzieci do szkół, a nie do placówek resortu edukacji. Sądzę, że jest
ich więcej, niż można by się spodziewać. Może więc jednak Lewiatan się udławi?
Wojciech Główkowski