Gość: Skrzypek
IP: *.dwa / 192.168.2.*
02.09.02, 12:39
Kryzys Św. Trójcy
Szwecja
W ciągu ostatnich dziesięciu lat na oczach zdumionych Szwedów dokonał się
demontaż państwa dobrobytu.
Ale społeczeństwo ciągle wierzy, że socjaldemokraci dokonają cudu.
Gdyby Szwecja leżała w USA, byłaby najuboższym amerykańskim stanem - ogłosili
ekonomiści ze sztokholmskiego Handlowego Instytutu Badawczego. I zaszokowali
swoich współobywateli, święcie przekonanych, że wciąż żyją w
socjaldemokratycznym raju na Ziemi. - To nie może być prawda - protestuje 55-
letni Hans Tobiasson, strażnik obiektów przemysłowych, nadal wierzący w
socjalistyczne ideały. Tymczasem, jak dowodzi opracowanie cytowane na łamach
największego szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter", średnie dochody brutto
przeciętnej amerykańskiej rodziny są dziś o połowę wyższe od dochodów
statystycznej rodziny szwedzkiej, a najmniej zamożna grupa społeczna w USA -
Afroamerykanie
- może pochwalić się wyższym standardem życia niż przeciętni obywatele
Królestwa Szwecji.
- Przecież w Stanach są tysiące bezdomnych, a Murzyni są dyskryminowani -
argumentuje Hans, sięgając pamięcią do propagandy z lat młodości. Mina mu
rzednie, gdy policzy, że w najlepszym razie stać go na używane volvo za 200
tys. koron (ok. 80 tys. zł), podczas gdy jego amerykański kolega może sobie
pozwolić na nowy, dwa razy droższy terenowy samochód Chevroleta.
Szwedzki socjalizm dostał zadyszki. W ostatniej dekadzie Szwedzi stanęli w
obliczu drastycznego ograniczenia nakładów na opiekę zdrowotną, szkolnictwo
oraz opiekę socjalną. Te filary państwa opiekuńczego określane są często
mianem "szwedzkiej Świętej Trójcy". Jej kryzys wiąże się ze zubożeniem
królestwa, które dziś zajmuje dopiero 17. pozycję w światowym rankingu państw
dobrobytu, opracowywanym przez OECD. Dla wielu krajów takie miejsce byłoby
szczytem marzeń. Ale nie dla Szwedów, którzy przez długie dziesięciolecia nie
opuszczali pierwszej dziesiątki państw osiągających najwyższy dochód na głowę
mieszkańca.
Jaka jest przyczyna tej powolnej degradacji? Ekonomiści mają prostą
odpowiedź: zbyt słaby wzrost ekonomiczny. Szwedzkie państwo nie jest już w
stanie dawać obywatelom "według potrzeb", gdyż ściągane "według możliwości"
podatki nie zaspokajają społecznych apetytów. Potrzeby są tak duże, że nawet
najwyższe na świecie podatki - pochłaniające średnio 55 proc. dochodów
obywateli - nie są w stanie ich pokryć. Na początku lat 90. przeprowadzono
nieśmiałe reformy, obniżając nieco wysokość obciążeń podatkowych. Nie udało
się jednak na tyle rozruszać gospodarki, by umożliwić powrót do czasów
wielkiej prosperity z lat 50. i 60.
Marzena Hausman ze Sztokholmu
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10821