wild
16.09.02, 23:01
www.nczas.com/?a=show_article&id=671
Cycki unijne i światowe
A to dopiero konspirator z tego pana ministra Wiatra! Już od wiosny stręczy
nam "Unię bez tajemnic", a przecież najważniejszą rzecz zachował sobie w
sekrecie. Myślelibyśmy sobie po staremu, że ta cała integracja, to tylko
gwoli pomyślności i prestiżu naszej ukochanej ojczyzny, że po to wszystkie
poświęcenia, składki i wyrzeczenia na rzecz cudzoziemskich biurokratów, żeby
Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej, gdyby "Gazeta Wyborcza" nie
spenetrowała prawdy i nie ujawniła jej w całej nagości: Unia Europejska ma
cycki! Przekonaliśmy się o tym, kiedy czujna "GW" zaalarmowała opinię, że pan
Bentkowski, prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa,
przyssał się do cycka unijnego. Nieomylny to znak, że Unia ma cycki, a
przynajmniej jeden cycek, który upodobał sobie pan prezes Bentkowski. To
dopiero ucieszą się feministki, że w postaci Unii będą wreszcie mogły
pogrążyć w konfuzji męskie szowinistyczne świnie, bo skoro obecność cycków
wyszła na jaw, to jasne jest, że świnie owe będą musiały właśnie wokół nich
się uwijać. Póki wszystko osłonięte było mgłą tajemnicy, to można było
uniknąć skandalu, ale teraz cały pogrzeb na nic. Na domiar złego pan prezes
Bentkowski nie sam jeden przyssał się do unijnego cycka. Okazało się, że
towarzyszy mu cały legion kolegów z PSL i SLD. I właśnie to ta okoliczność
oburzyła "Gazetę Wyborczą" do tego stopnia, że ujawniła tajemnicę unijnych
cycków. Skoro rzecz stała się jawna, to donos do Unii Europejskiej był tylko
kwestią czasu. Filozofowie powiadają, że jeśli coś złego może się wydarzyć,
to wydarzy się na pewno. I słuszna ich racja, bo Komisja Europejska już się
dowiedziała, jaki to z pana prezesa Bentkowskiego tęgi ssak. Nie tylko się
dowiedziała, ale zamierza wysłać specjalnych, cyckowych inwestygatorów,
którzy sprawdzą, czy osoby przystawione do unijnego cycka przez pana prezesa
Bentkowskiego mają właściwe kwalifikacje.
No, to i bez sprawdzania wiemy, że nie mają! Przecież każde dziecko wie, że
nikt tak nie potrafi kolczykować krów czy liczyć wieprzków, nie mówiąc już o
macaniu kur, jak pan profesor Geremek i inni działacze Unii Wolności. Nikt
tak nie napisze podania o zapomogę z funduszu SAPARD, jak pan Piotr Nowina-
Konopka. Tymczasem pan prezes Bentkowski myślał, że uda mu się przemycić i
pozostawić przy cycku jakichś amatorów, co to krowę widzieli tylko w
telewizyjnej reklamie czekolady Milka. Skoro tak, to nie ulega wątpliwości,
że prędzej dostaniemy ucho od śledzia niż jakieś zapomogi z funduszu SAPARD.
Właśnie Komisja Europejska językiem dyplomatycznym dała nam to do
zrozumienia. Pewnie decyzję podjęła już wcześniej, tylko jeszcze nie
wiedziała, jak nam to zakomunikować. W tej sytuacji donos na pana prezesa
Bentkowskiego był prawdziwym darem Niebios; wszystko można zwalić na "stronę
polską", oczywiście w języku dyplomatycznym. Język ten, jak wiadomo, służy do
ukrywania prawdziwych myśli i intencji. Na przykład zredagowana w języku
dyplomatycznym nota rządu sowieckiego do Ambasady Polskiej w Moskwie z 17
września 1939 roku zawierała taki oto passus: "Jednocześnie rząd sowiecki
zamierza przedsięwziąć wszystkie kroki po temu, aby wyzwolić naród polski od
nieszczęsnej wojny, w którą został wtrącony przez swoich lekkomyślnych
przywódców i dać mu możność zacząć żyć w pokojowych warunkach" - napisał
ludowy komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow. "Słowicze dźwięki w
mężczyzny głosie, a w sercu lisie zamiary". Jak sowieckie "pokojowe warunki"
oznaczały tak naprawdę otwarcie możliwości wiecznego spoczynku w pokoju dla
polskiej ludności okupowanych kresów, tak samo zaklęcia o pojednaniu mogą
skrywać zamiar przecwelowania łatwowiernych.
Ale czy rzeczywiście są jeszcze u nas jacyś łatwowierni? Awantura wokół
unijnego cycka połączona z wysyłanymi za granicę donosami dowodzi, że nasze
elity doskonale wiedzą, o co naprawdę w tej całej integracji chodzi. Nie jest
to zresztą niespodzianką i dla nas. Przecież wiemy nie od dzisiaj, że "w pysk
dadzą sobie napluć za tyle a tyle; gębę potem obetrą, a forsę przeliczą". O
nasileniu żądzy ssania świadczy choćby fakt, że środowisko "ludzi rozumnych"
nie chce nawet przyjąć do wiadomości, że pan prezes Bentkowski w sobie
właściwy sposób próbuje powstrzymywać podbój prowincji przez Samoobronę pana
Leppera. Ale Unii pan Lepper nie obchodzi, tak samo zresztą, jak i PSL. Przy
cycku powinny znaleźć się "elementy socjalnie bliskie", zgodnie z tradycją
Ober-Ostu, czyli Wielkiego Wschodu. Ponieważ pan prezes Bentkowski
najwyraźniej jeszcze tego nie pojął, to czekają nas sceny myśliwskie, niczym
przy bufecie balu w operze: "A najgorzej przy kawiorze. Tam - na zabój. Tam -
na noże. A jak złapią - szczerzą zęby i smarują głodne gęby czarną mazią
jesiotrową. A bieługi białe kłęby żrą od razu na surowo. Bo to dobrze, bo to
zdrowo!".
Właśnie o to zdrowie szło uczestnikom "szczytu Ziemi" w Johannesburgu, no i
oczywiście o szczęście i pomyślność. Zwłaszcza pomyślność tych, co to żyją za
mniej niż dolara dziennie. Niech żyją sobie za więcej, byle tylko nie
zanieczyścili zbytnio środowiska. O to troszczyło się w Johannesburgu
kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli organizacji pozarządowych, grupujących
spryciarzy ze wszystkich krajów świata. W Europie Zachodniej fundusze
organizacji pozarządowych w 75-80 procentach pochodzą z rządowych dotacji. Ta
okoliczność wyjaśnia, dlaczego i u nas powstało już kilkadziesiąt tysięcy
organizacji pozarządowych, które w roku 2000 tylko z budżetu centralnego
wyciągnęły co najmniej 600 mln zł, nie licząc budżetów samorządowych. Widać,
że nowoczesne państwo obfituje w rozmaite cycki bardziej niż starożytna
bogini Astarte. Najwyraźniej twórcy koncepcji państwa socjalnego wyciągnęli
wnioski z faktu, że gatunek ludzki należy do ssaków.
A przecież na tym nie koniec. Właśnie "Der Spiegel" ujawnił, że
niejaki "Baranina" podejrzewany w Polsce o zlecenie zabójstwa b. ministra
pana Dębskiego, był od dawna tajnym współpracownikiem niemieckiej policji.
Ciekawe, czy najpierw został współpracownikiem, a dopiero potem gangsterem,
czy najpierw został gangsterem, a dopiero potem współpracownikiem. Zawsze
podejrzewałem, że tego rodzaju powiązania muszą być w dzisiejszych czasach
regułą, a nie patologicznym wyjątkiem. Już w Piśmie Świętym można przeczytać
ważną wskazówkę: że "nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu". Trudno sobie
wyobrazić, żeby policjanci czy bezpieczniacy ograniczali się do pilnowania
spokoju wokół cycków, żeby dygnitarze bezpiecznie sobie ssali. Oni też kręcą
sobie własne lody i w rezultacie nikt już nie wie, czy oficjalna hierarchia
państwa demokratycznego jest prawdziwa, czy to tylko dekoracja, żeby "masy"
myślały sobie, że to wszystko naprawdę.
Stanisław Michalkiewicz