Gość: m_Marek
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
20.09.02, 16:59
Przed dwudziestu laty wydawało się nam, że Ameryka jest najbardziej
demokratycznym krajem świata, ukochanym przez wszystkie narody (z wyjątkiem
oczywiście narodów ZSRR!). Fascynacja tym krajem skłaniała nas do zamykania
oczu na fakt, że naszych gorących uczuć nie podzielały kraje Azji i Ameryki
Łacińskiej. Odrzucając propagandę komunistyczną zachłysnęliśmy się propagandą
USA. Szukaliśmy opieki kraju, który ogłosił się światowym żandarmem. Nie
przyjmowaliśmy do wiadomości, że atak USA na Panamę kosztował życie tysiąca
obywateli tego kraju - aby USA mogły osadzić w swoim więzieniu prezydenta
Noriegę, zbuntowanego agenta CIA. Nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że wojska
amerykańskie uciekały z Somalii, bo Somalijczycy nie docenili jakoś opieki
Wielkiego Brata. W wyzwolonym przez Amerykanów Afganistanie rząd utrzymuje
się przy władzy tylko dzięki ochronie marines. Ludność dawnej Jugosławii nie
powitała Amerykanów kwiatami. Nie żałowaliśmy miliona pomordowanych
Wietnamczyków, bo to tylko komuniści. Nie protestujemy, gdy Bush bez
zastrzeżeń popiera zbrodniczą politykę Ariela Szarona. Nie przeszkadza nam
doktryna wojenna Busha: zero strat własnych, jak najwięcej zabitych podludzi.
A teraz przyglądamy się, jak nasza władza z opozycją prześcigają się w
podlizywaniu się Wujowi Samowi.
Szykuje się nowa wojna. Tym razem chcemy być po stronie silniejszego, nic na
niej nie skorzystamy, najwyżej Bush jeszcze raz poklepie Kwaśniewskiego po
ramieniu. Zazdroszczę Niemcom kanclerza, który miał odwagę powiedzieć
Amerykanom prawdę w oczy. Czy musimy się napraszać do roli mięsa armatniego?