psycholog.w
15.10.02, 17:36
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1067270.html
"NIE wojnie, NIE Nicei, NIE amerykańskiemu terroryzmowi" - głosi ogromny
napis rozpięty na budynku w samym sercu Dublina, nad rzeką Liffey
Ma on przekonać Irlandczyków, by w ponownym referendum w sprawie traktatu
nicejskiego zagłosowali w sobotę na "nie". Wywołał jednak tyle kontrowersji,
że rada miejska Dublina próbowała uzyskać sądowy nakaz jego zdjęcia.
Napis powiesił długowłosy blondyn z kolczykiem w uchu Michael Wallace, szef
firmy budowlanej, do której należy budynek. Gdy dowiedział się o referendum,
zamówił stalowe rusztowanie i materiał na ogromne hasło zasłaniające całą
fasadę. Chciał w ten sposób wyrazić swój pogląd na temat traktatu. Zapowiada,
że zdejmie banner w sobotę, w dniu referendum.
Irlandczycy zdecydują wtedy, czy chcą ratyfikacji traktatu uzgodnionego przez
Unię Europejską w grudniu 2000 r. na Lazurowym Wybrzeżu. Reformuje on unijne
instytucje, by możliwe było przyjęcie nowych państw, m.in. Polski. Wielu
Irlandczyków widzi w nim jednak o wiele więcej. Zdaniem przeciwników
doprowadzi on do utraty wojskowej neutralności Irlandii, wciągnie kraj do
NATO i w operacje za granicami w amerykańskim stylu, zmniejszy wpływy w UE i
strumień pieniędzy płynących z brukselskiej kasy, zwiększy bezrobocie...
Lista zarzutów jest długa, a niektóre, jak np. o "amerykańskim terroryzmie",
nie mają nic wspólnego z traktatem. Niceę ratyfikowały już prawie wszystkie
państwa Unii. Jeśli Irlandczycy znów powiedzą "nie", traktat upadnie.
Powołując się m.in. na niską frekwencję irlandzki rząd, który wynegocjował
traktat, postanowił poddać go ponownej próbie ratyfikacji. Kolejna kampania
rozgrzała przeciwników i zwolenników Nicei do białości.
Napis nad Liffey to nie jedyny kontrowersyjny plakat. Przeciwnicy Nicei
rozwiesili na mieście zdjęcia mężczyzny z przystawionym do głowy
pistoletem. "To ten sam zły traktat. Nie daj się popychać" - głosi napis.
Wielu osób przekonuje argument, że rząd nie powinien ponownie ogłaszać
referendum w kwestii, którą naród już rozstrzygnął.
Z kolei zwolennicy Nicei wywołali oburzenie katolików, umieszczając na
słupach zdjęcie całującej się pary z napisem "Lepiej jest być w środku"
(chodzi oczywiście o bycie w środku integrującej się coraz ściślej Unii
Europejskiej).
Do głosowania na "nie" przekonuje skrajna, antyimigrancka i katolicka
prawica, partia Sinn Fein, Zieloni oraz ci, którzy mienią
się "republikanami", czyli są przeciwni integracji Europy, szczególnie jeśli
chodzi o wymiar wojskowy i polityczny. - Zwykli ludzie na całym kontynencie
nie chcą europejskiego superpaństwa. Chcemy, by Unia była stowarzyszeniem
niepodległych krajów, którego zadaniem
byłoby rozwijanie handlu - tłumaczy mi Roger Cole, szef Sojuszu na rzecz
Pokoju i Neutralności (PANA).
Za traktatem jest większość elit: największe partie polityczne, Kościół,
biznes.
Choć w debacie pojawiają się te same argumenty co przed 16 miesiącami,
atmosfera jest inna. Po pierwsze, do Irlandczyków dociera znacznie więcej
informacji. Rząd stworzył forum, gdzie wypowiadała się większość
intelektualistów, przedstawicieli związków zawodowych i partii. Po kraju
jeździ eurobus, w którym do głosowania na "tak" przekonuje irlandzki
przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox.
Gazety poświęcają traktatowi po kilka stron dziennie, jest on też przedmiotem
nieustannych dyskusji w mediach. Ruch Europejski, który podczas poprzedniego
referendum zachęcał do głosowania za, teraz zdecydował się na kampanię czysto
informacyjną. - Ludzie odpowiadają na nasze zaproszenia. Chcą wiedzieć, o co
w tym traktacie chodzi - mówi Eimar Ni Bhroin, rzeczniczka Ruchu.
Według poniedziałkowych badań komisji ds. referendum 70 proc.
pytanych, chce wziąć udział w głosowaniu. To dwa razy więcej, niż trafiło do
urn w ub.r. Badania wróżą zdecydowane zwycięstwo zwolenników traktatu. Według
niektórych ich przewaga nad przeciwnikami jest nawet dwukrotna (44:22 proc.).
Wszyscy przyglądają się jednak sondażom z ostrożnością - przed poprzednim
głosowaniem były podobne. Nadal niemal 40 proc. jest niezdecydowanych.
Radzie miejskiej Dublina nie udało się zmusić Michaela
Wallace'a do zdjęcia napisu o "amerykańskim terroryzmie" znad Liffey. W
poniedziałek sąd, do którego się zwróciła, uznał, że powinien on zostać.