Odwiedziłem salon firmowy Ery w Szczecinie i...
poczułem się niemal jak w sklepie mięsnym za PRLu. Tylko gołych haków mi
brakowało.
Mówię: Chciałbym kupic telefon Nokia 6310i...
Odp. Nie ma
Mówię: Kiedy będzie?
Odp: Nie wiadomo. Ale może sobie Pan wybierze coś innego z naszej oferty
Mówię: No dobrze. To poproszę Nokię 6510
Odp: Nie ma
Mówię: To może ma Pani chociaż atrapę aparatu żeby go zobaczyć
Odp: Nie mam
Bez komentarza.
Oczywiście w aktualnej ofercie na ulotkach a w przypadku 6310i także na
specjalnej ścianie z modelami w salonie jak byk, że oba są w sprzedaży...
To się nazywa profesjonalne podejście i dbałość o klienta

Dobrze że "cegieł" sprzed 5-6 lat nie mają wciąż w oficjalnej ofercie

Dla mnie zresztą mogliby w tej chwili napisać w ofercie że handlują skórkami
bobrów, trzodą chlewną albo opakowaniami wtórnymi - nawet tak samo mogliby
odpowiadać klientom: "nie ma".
Dla ludzi którzy szereg lat regularnie płacą abonament i opłaty w terminie
oferta jest taka sama jak dla przysłowiowego Jasia który właśnie przyszedł z
ulicy i wcześniej ni złotówki Erze nie zapłacił.
Przepraszam... po tzw. indywidualnej ocenie przeprowadzanej przez firmę może
łaskawie zostawią staremu klientowi przy wymianie telefonu stary numer...
Są jeszcze zupełne drobiazgi z których można sobie pokpić... Ulotka z ofertą
pod dumnym tytułem nie ma "albo" tylko "i" na pierwszej stronie ma wyraźnie
napisane, że w abonamencie mamy do wyboru: 25 minut rozmów a l b o 100
smsów. A za słynny sekundowy taryfikator trzeba płacić "abonament"
W tych jak rzekłem drobiazgach nie jestem jednak już taki surowy, bo przeciez
reklamy, w których nie ma o tym ani słowa, to nie oferta a jedynie
zaproszenie do składania ofert.
Czy w innych firmach telekomunikacyjnych jest tak samo PRLowato (a może
oligopolowato)?
Pozdrawiam