Gość: siedem
IP: 213.216.66.*
20.11.02, 08:56
zaczerpnięto z PSP
""Przeciwnicy Unii Europejskiej powinni sprawdzic, czy polska rzadowa
prounijna propaganda nie jest sprzeczna z unijnymi zakazami odwolywania sie
do podswiadomosci, angazowania dzieci do kampanii, a takze, czy polskie
prawo nie zakazuje straszenia katastroficznymi perspektywami i czy nie
nalezaloby oskarzyc organa panstwowe przed stosownym trybunalem
miedzynarodowym?!
Wprowadzenie do programu nauczania "edukacji europejskiej", bezposrednio lub
w formie sciezek przedmiotowych "klubów europejskich" - to nie tylko
marnotrawienie "edukacyjnych" pieniedzy, ale tez wciaganie dzieci w
propagande wymierzona nierzadko w rodziców. Przez taka propagande wzbudza
sie niejako w doroslych poczucie winy, ze glosujac na "nie", skrzywdza
przyszle pokolenia, pozbawiajac je "swietlanych" perspektyw. (...)
Wypowiedzi premiera w stylu: "albo wejdziemy do Unii i bedziemy sie
rozwijac, albo...", to zakamuflowana grozba pod adresem ogólu.
Obsesyjne paplanie: "kiedy juz wejdziemy do Europy...", stanowi przyklad nie
tylko geograficznego analfabetyzmu, ale jest dowodem stosowania kampanii
negatywnej, wyrabiania kompleksu nizszosci.
(...) Wprowadzanie unijnych symboli do programów telewizyjnych (gwiazdki
wokól globu) to naduzycie! Wprowadzanie nazw "eurosklepy", "eurokioski" nie
jest niczym innym, jak oddzialywaniem na podswiadomosc, w której slowo
"euro" ma sie utozsamiac ze slowem "unia".
Calosc kampanii przypomina obsesyjne nagabywanie, które ma zmeczyc oponenta,
niczym wielodniowe zadawanie pytan na ten sam temat. Pod tym wzgledem
"pranie mózgów" niewiele sie rózni od dzialania sekt. Sluchajac, czytajac
gazety, ogladajac opakowania towarów, które musi kupowac, kazdy moze miec
juz tego powyzej uszu. (...)
Leopold Czacharowski, Poznan""
5040