karlin
03.01.03, 19:23
Globalizacja.
Symbole przechodzą z rąk do rąk. Niemcy kupują Rolls-Royce`a. Japończycy
Holywood. A niektórzy prawie się obrażają, gdy pytać o ich narodowość (to
przecież nie ma znaczenia i utrudnia).
Pamiętam, że gdy przed laty pierwszy raz kupiłem płytę firmy Columbia/Sony
(była to zdaje się płyta Milesa Davies`a - Quiet Nights) i zobaczyłem, że
pokryta jest w całości krzaczkami - zdrętwiałem. Dopiero życzliwy sprzedawca
wygrzebał maleńką karteczkę z niemieckim i angielskim tekstem tłumacząc, że
to najnowszy format i że tłoczą tylko w Japonii.
Dla jednych wolny obrót symbolami to dobry znak. Ludzie, społeczeństwa,
narody, państwa uwalniają się z przywiązania do nazw i znaków, w imię których
spierali się, rywalizowali, a nawet toczyli wojny.
Dla innych to świadectwo postępującego zaniku sentymentu. W miarę wyzbywania
się tego co lubiliśmy, do czego byliśmy przywiązani, w imię czego gotowi
byliśmy na poświęcenia stajemy się ubożsi. Tym najmniej bezpiecznym rodzajem
ubóstwa. Który najczęściej wypełnia agresja.