Zgodnie z obietnicą kreślę niżej kilka uwag o sprawie współpracy niektórych
polskich oddziałów niepodległościowych z Niemcami.
O przypadkach kontaktów z Niemcami, a nawet wręcz o kolaboracji polskiego
podziemia z niemieckim okupantem pisze wielu polskich historyków, że wymienię
choćby Marka Jana Chodakiewicza. Choć są i tacy, którzy starają się o tym nie
wspominać, zepchnąć te fakty w zapomnienie. Przypadki takich haniebnych
kontaktów z okupantem były – dzięki Bogu – sporadyczne, ale plamy, mimo że
nieliczne, w naszej historii najnowszej pozostały. Przytoczę tu kilka
najbardziej znanych.
Poszukiwacze NSZ-owskich zasług mówią o bojowości tej formacji, o jej udziale
w powstaniu warszawskim (2500 NSZ-owców) i w innych dramatycznych zmaganiach
zbrojnych, szczególnie wysoko zaś punktują fakt, iż NSZ walczyły na dwa
fronty – przeciw Niemcom i komunistom polskim i sowieckim równocześnie.
Przeciwnicy NSZ piętnują ich rozłamowe poczynania, przejawiające się m.in. w
niepodporządkowaniu tej formacji Komendzie Głównej Armii Krajowej, a tym
samym i rządowi emigracyjnemu w Londynie, co stanowiło coś pomiędzy zdradą a
dezercją. Wreszcie pada zarzut najgorszy – jakby w ogóle można było
stopniować zbrodnie – współpraca z Niemcami, za co szczególnie surowemu
potępieniu poddaje się Brygadę Świętokrzyską NSZ. Zresztą nie bez podstaw.
NSZ kierowała się – jak wiadomo - zasadą walki z dwoma wrogami, z Niemcami i
z wszelkimi ugrupowaniami lewicowymi. W pewnym okresie dowództwo NSZ uznało
za swojego głównego wroga nie niemieckiego okupanta, a właśnie polskie
ugrupowania lewicowe. Za lewicowe NSZ-owcy uznawali nie rzadko także i
partyzanckie oddziały Batalionów Chłopskich. Z zasady za komunistę uznawano
także każdego Żyda, nawet i żydowskie samodzielne grupy partyzanckie. Z rąk
NSZ ginęli nie tylko dowódcy oddziałów lewicowych, czy żydowskich,
najczęściej zabijano wszystkich bojowców, których uznano za lewicowych.
NSZ nie były jednolite, część tego wojska podporządkowała się dowództwu AK
(tzw. NSZ-AK). Niektórzy dowódcy oddziałów NSZ, które podporządkowały się AK
zostali przez szefostwo NSZ skazani „za zdradę” na karę śmierci. Wyroki
wykonano m.in. na oficerach NSZ-AK - kapitanie Włodzimierzu Żabie
(„Żniwiarz”

, majorze Gostomskim („Witold”

, kapitanie Stanisławie Żaku
(„Stach”

, por. Władysławie Pacholczyku („”Adam”, „Klin”

.
Brygada Świętokrzyska NSZ (BŚ NSZ) utworzona została w sierpniu 1944 r. z NSZ-
owskich pułków 204. I 202.. Jej dowódcą został pułkownik NSZ Antoni Szacki
vel Skarbek vel Dąbrowski („Bohun”, „Ludwik”

. Sama BŚ liczyła 850 ludzi, z
czasem rozrosła się do 1200 bojowców. Zastępcą „Bohuna” został ppłk.
Marcinkowski („Jaxa”

, a szefem sztabu cichociemny Zub Zdanowicz („Ząb”

-
człowiek, który odrzucił wyznaczone mu przez szefostwo AK stanowisko dowódcy
zespołu likwidacyjnego, a następnie samowolnie formacje AK porzucił wstępując
w szeregi NSZ.
Dowódcy NSZ nawiązywali wielokrotnie kontakty z Niemcami, a szczególnie
ponurą postacią był agent Gestapo por. Hubert Jura („Tom”

, dowódca oddz.
NSZ „Sosna”. Najhaniebniejszą rolę w formacjach NSZ odegrała jednak Brygada
Świętokrzyska.
13. stycznia 1945 r., w obliczu rozpoczętej sowieckiej ofensywy, BŚ podjęła
ucieczkę na zachód. Za zgodą Niemców przeprawiła się BŚ przez most na Pilicy,
a 16. stycznia, po zawarciu szerokiego porozumienia z Niemcami, BŚ otrzymała
glejt pozwalający marsz brygady - wraz z całym uzbrojeniem (!) - na
Zachód „pod warunkiem, że BŚ nie będzie atakować oddziałów niemieckich”, z
czego brygada wywiązała się konsekwentnie aż do końca wojny. Marsz był długi,
bo wiódł przez Komorniki, miejscowości niemieckie Elgut, Feldheim, Grunwald,
Kaubitz, Peterswaldau, Steinseifersdorf, Waldenburg, Alt Laessig oraz
Petersdorf aż do Kottwitz, gdzie BŚ zatrzymała się na dwa tygodnie. „Jaxa”
nie tylko wynegocjował u Niemców (w katowickiej komendanturze) zgodę na
zachowanie pełnego uzbrojenia, ale również pozwolenie na przejście do Czech.
Ranni NSZ-owcy otrzymali pełną opiekę lekarską ze strony wojsk niemieckich.
Wszystko to oczywiście nie bez wzajemnych koncesji. Zgodnie z żądaniem SS-
Hauptsturmfuehrera Paula Fuchsa i nacisku najściślej współpracującego z
Gestapo por. „Toma”, dowództwo BŚ zgodziło się na zorganizowanie z wybranych
bojowców NSZ ekipy wywiadowczej dla Niemców i wysłanie ich jako skoczków
spadochronowych na zajęte przez sowietów tereny Polski. W tym celu, już
wcześniej, bo 7. lutego 1945 r. dowództwo BŚ odkomenderowało grupę żołnierzy
pod komendą kapitana NSZ Stefana Celichowskiego („Andrzej”

na szkolenie
wywiadowcze w ośrodku niemieckim w Sudetach.
Warto dodać, że w marcu (‘45) ppłk. Marcinkowski („Jaxa”

, zastępca dowódcy
BŚ, wziął udział w zorganizowanej przez Niemców konferencji w Pradze, gdzie
omawiano wraz z przedstawicielami faszystów rumuńskich i węgierskich kwestie
dalszej współpracy z Niemcami.
Współpracą z Niemcami zhańbili się nie tylko narodowcy z pod znaku NSZ. Znane
są
przypadki utrzymywania kontaktów z Niemcami także przez niepodległościowców z
AK. Najczęściej dotyczyły one zawierania z Niemcami umów „o nieagresji”, gdy
za głównego wroga uznano oddziały partyzanckie lewicowe bądź sowieckie.
Najdalej w tych kontaktach posunął się cichociemny, por. Adolf Pilch
(„Pistolet”, „Dolina”, „Góra”

, żołnierz nowogródzkiej AK. Pilch nie tylko
zawarł z Niemcami ów swoisty „pakt o wzajemnej nieagresji” otrzymując od
Niemców w zamian uzbrojenie i amunicję, ale nawet odmówił swojemu dowództwu
uczestniczenie w zbrojnej akcji przeciw Niemcom - „Ostra Brama”. Wkrótce
Pilch samowolnie opuścił rejon Nadniemeński, całkowicie wycofał się z Kresów
i z podległym mu batalionem „Stołpeckim” AK udał się (z pełnym uzbrojeniem) w
towarzystwie niemieckich żandarmów z Rakowa na zachód. W drodze negocjował z
kolejnymi lokalnymi dowódcami niemieckimi w sprawie pozwolenia na przejście.
Niemcy nie tylko przydzielili batalionowi „Stołpeckiemu” eskortę żandarmów,
ale nawet zorganizowali AK-owcom transport kolejowy, zadbali o zaopatrzenie,
a także udostępnili batalionowi Pilcha przeprawy przez mocno strzeżone mosty
na Wiśle.
Podobne „pakty” z Niemcami zawarli porucznicy AK Świda („Lech”

i
Zajączkowski („Ragnar”

także ze Zgrupowania Nadniemeńskiego.
Warto dodać, że owe partyzanckie oddziały, które poszły na współpracę z
Niemcami, należały do największych w 77. pułku piechoty Okręgu Nowogródzkiego
AK, bowiem IV. batalion pod dowództwem ppor. „Ragnara” (Czesław Zajączkowski)
dysponował stanem 800 ludzi, batalion I. („Stołpecki”

z 78. pp. pod
dowództwem por. „Doliny” (Adolf Pilch) – stan 700 ludzi.
Na wyżej wymienionych zdrajców sądy polowe AK wydały wyroki śmierci, ale –
jakby to się nie wydawało dziwne - żaden nie został wykonany. Niektórzy z
nich jeszcze żyją; np. z „Tomem” (Hubert Jura) wielu dawnych oficerów NSZ
jeszcze niedawno spotykało się towarzysko w Ameryce Południowej.
Smutne to karty w naszej historii najnowszej.