Dodaj do ulubionych

o MAŁŻEŃSTWIE jest

IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 00:12
Ja tak zastanawiam się, co to za instytucja jest. I dla kogo dobra jest.
Swego czasu zaszedłem na cmentarz właśnie. Otóż, tuż przy wejściu, wzdłuż
alei głównej, osiem grobów po prawej stronie było. Grobowce jak na polski
szpan przystało, a jakże. Z tym, że na tabliczkach tylko dane męża były, a
żon puste były. Bo one żyły po prostu. I stały tam i mówiły, że mąż dobrym
człowiekiem był. Ciekawe czy za życia męża też mówiły tak.

Perła
Obserwuj wątek
    • monopol Wszystko jest względne 29.01.03, 00:32
      Gość portalu: Perła napisał(a):

      > Ja tak zastanawiam się, co to za instytucja jest. I dla kogo dobra jest.
      > Swego czasu zaszedłem na cmentarz właśnie. Otóż, tuż przy wejściu, wzdłuż
      > alei głównej, osiem grobów po prawej stronie było. Grobowce jak na polski
      > szpan przystało, a jakże. Z tym, że na tabliczkach tylko dane męża były, a
      > żon puste były. Bo one żyły po prostu. I stały tam i mówiły, że mąż dobrym
      > człowiekiem był. Ciekawe czy za życia męża też mówiły tak.

      Perła - dotknąłeś tematu drażliwego. Pewne jest to, że mężowie żyją na ogół
      krócej. To geny nasze, te chromosomy Y-grekowe cholerne dają nam śmierć
      wcześniejszą. Natomiast kobiety, które zostają same... Którym estrogeny dają
      długie życie... One stoją przy tych grobach w marmurach całych, w zniczach
      ogromnych, w sztucznych bukietach... I dobrze mówią o mężach, jeśli mężowie nie
      żyją. I źle mówiły o mężach, gdy oni żyli. Sam widziałem takie kobiety i
      znałem, które źle mówiły o mężach, a teraz mówią dobrze. Tak bywa, ale
      dlaczego? Znałem też mężczyznę, który mówił dobrze o swojej żonie. Mówił to
      stojąc przy jej grobie. Wcześniej natomiast psy na niej wieszał, gdy nie miała
      jeszcze swojego grobu. To wyjątek był, który kobietę przeżył. Zachowywał się
      jednak jak i te kobiety, które zdanie o mężach zmieniają. Dlaczego?
      • Gość: Carioca Re: Wszystko jest względne IP: *.cosmote.gr 29.01.03, 00:42
        monopol napisał:

        > Gość portalu: Perła napisał(a):
        >
        > > Ja tak zastanawiam się, co to za instytucja jest. I dla kogo dobra jest.
        > > Swego czasu zaszedłem na cmentarz właśnie. Otóż, tuż przy wejściu, wzdłuż
        > > alei głównej, osiem grobów po prawej stronie było. Grobowce jak na polski
        > > szpan przystało, a jakże. Z tym, że na tabliczkach tylko dane męża były, a
        >
        > > żon puste były. Bo one żyły po prostu. I stały tam i mówiły, że mąż dobrym
        >
        > > człowiekiem był. Ciekawe czy za życia męża też mówiły tak.
        >
        > Perła - dotknąłeś tematu drażliwego. Pewne jest to, że mężowie żyją na ogół
        > krócej. To geny nasze, te chromosomy Y-grekowe cholerne dają nam śmierć
        > wcześniejszą. Natomiast kobiety, które zostają same... Którym estrogeny dają
        > długie życie... One stoją przy tych grobach w marmurach całych, w zniczach
        > ogromnych, w sztucznych bukietach... I dobrze mówią o mężach, jeśli mężowie
        nie
        >
        > żyją. I źle mówiły o mężach, gdy oni żyli. Sam widziałem takie kobiety i
        > znałem, które źle mówiły o mężach, a teraz mówią dobrze. Tak bywa, ale
        > dlaczego? Znałem też mężczyznę, który mówił dobrze o swojej żonie. Mówił to
        > stojąc przy jej grobie. Wcześniej natomiast psy na niej wieszał, gdy nie
        miała
        > jeszcze swojego grobu. To wyjątek był, który kobietę przeżył. Zachowywał się
        > jednak jak i te kobiety, które zdanie o mężach zmieniają. Dlaczego?

        W Grecji jest taka tradycja że nie mówi sie źle o umarłych
        • monopol Czy słowo "tradycja" znaczy "wszystko jasne"? 29.01.03, 00:54
          Gość portalu: Carioca napisał(a):

          > W Grecji jest taka tradycja że nie mówi sie źle o umarłych

          I cóż z tego, że jest tradycja? Jak wiemy z historii, gdzieniegdzie na świecie
          tradycją było składać ofiary z ludzi. Tradycja nie oznacza usprawiedliwienia.
          Ponadto tradycja nie odpowiada na pytanie "Dlaczego?". Nie wyjaśnia do końca.
          Dlaczego niby mam mówić o kimś dobrze po jego śmierci, skoro przez całe życie
          mówiłem o nim źle? Czy nie śmierdzi to fałszem? Tradycja to mydlenie oczu w tym
          wypadku.
        • Gość: Perła o umrzykach jest IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 01:01
          Gość portalu: Carioca napisał(a):


          >
          > W Grecji jest taka tradycja że nie mówi sie źle o umarłych

          Czy w Grecji dobrze mówi się o nieboszczyku Adolfie Hitlerze na przykład?
          Przecież umarły jest...

          Perła
          • monopol Ewa Braun nad grobem... 29.01.03, 01:06
            ... męża nie wypowiedziała się...

            www.sfd.pl/html/36341/
            • Gość: Perła Re: Ewa Braun taktowną kobietą była IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 01:14
              arszenik zażyła gdy mąż jej w łeb palnął sobie właśnie. Imponuje mi kobieta ta.
              Teraz takich nie ma już.

              Perła
              • monopol Zgodnie z tradycją grecką... 29.01.03, 01:32
                ... mówimy dobrze o umarłej Ewie Braun. Trzeba jednak przyznać - zażywając
                arszenik pokazała charakter. Takich kobiet nie ma może teraz, lecz i czas taki,
                że potrzeba zażywania arszeniku wydaje się być nieuzasadniona. Może więc nie
                jest z kobietami tak źle? Może inaczej mogą nam zaimponować? Jednakowoż, kiedy
                kobieta do zdjęcia martwego męża modli się jak do ikony, gdy wcześniej pluła na
                to zdjęcie dniem i nocą, dobrym sposobem imponowania nie jest.
              • ada08 Re: Ewa Braun taktowną kobietą była 29.01.03, 07:39
                Gość portalu: Perła napisał(a):

                > arszenik zażyła gdy mąż jej w łeb palnął sobie właśnie. Imponuje mi kobieta
                ta.
                >
                > Teraz takich nie ma już.
                >
                > Perła

                Kobiety są , tylko arszeniku czasem brak smile

                Nie poprawia tej sytuacji fakt, że kobieta mając do wyboru:
                palnięcie sobie w łeb lub truciznę, z reguły wybiera to
                drugie.
                a.
    • kingfish Nie wszystkie chyba tak dobrze mówią. 29.01.03, 01:31
      W 2001 roku byłem na pogrzebie w małym miasteczku północnej części Stanu New
      York, Plattsburgu.
      Podczas pogrzebu zauważyłem bardzo dziwną tabliczkę na jednym z grobów. Tak jak
      na grobach opisanych przez Perłę po jednej stronie były dane męża, jego imię,
      nazwisko, data urodzenia i data zgonu. Po drugiej stronie były dane żony tylko
      że ona jeszcze nie umarła ponieważ na tabliczce znajdowały się jej wszystkie
      dane, nawet data urodzenia-1906r, tylko daty śmierci nie było. No prawie nie
      było. Były pierwsze dwa numerki roku w którym ona miała "planowaną" śmierć:19.
      Ciekawe czy ta żona w roku 2001 tak dobrze o swym krótko wzrocznym mężu nadal
      myślała?
    • Gość: Piort O MAŁŻEŃSTWIE IP: *.man.polbox.pl 29.01.03, 14:00
      Ludzie łączyli się w pary od zarania dziejów i naturalnym stanem było
      wielożeństwo. Najsilniejszy brał które chciał i miał ile ich chciał, a słabsi
      dostawali resztki, te brzydkie, stare, kulawe. Dzięki temu ludzkość się
      rozwijała, W czasach pogaństwa wielożeństwo na ziemiach polskich było normalne,
      to wynkiało z większej smiertelności chłopców i młodych mężczyzn, rozmnażali
      się ci którzy zdołali przetrwać dzieki swoim przymiotom. Dopiero kościół
      wymuszając monogamię zjednał sobie kobiety, a te ogłupiły męzczyzn do tego
      stopnia, że przyjęli ten pzreciwny ludzkiej naturze obyczaj. U muzułmanów
      każdy, kogo stac może mieć do czterech legalnych żon i nałożnic bez ograniczeń.
      Jeszcze nie tak dawno panował tam dobry obyczaj chowania żon wraz z mężem
      niezaleznie od ich samopoczucia, stąd jedna żona drugiej patrzyła na ręce, czy
      aby dobrze dba o ich męża i dzięki temu arabowie żyli długo i szczęsliwie. Czy
      te obyczaje sa miłe Bogu? A komu Pan Bóg dał ropę? Europejczykom?
      • d_nutka Re: O MAŁŻEŃSTWIE 29.01.03, 14:27
        Piort napisał bardzo kuszące idee małżeństwa
        "Ludzie łączyli się w pary od zarania dziejów i naturalnym stanem było
        wielożeństwo. Najsilniejszy brał które chciał i miał ile ich chciał, a słabsi
        dostawali resztki, te brzydkie, stare, kulawe. Dzięki temu ludzkość się
        rozwijała, W czasach pogaństwa wielożeństwo na ziemiach polskich było normalne,
        to wynkiało z większej smiertelności chłopców i młodych mężczyzn, rozmnażali
        się ci którzy zdołali przetrwać dzieki swoim przymiotom. Dopiero kościół
        wymuszając monogamię zjednał sobie kobiety, a te ogłupiły męzczyzn do tego
        stopnia, że przyjęli ten pzreciwny ludzkiej naturze obyczaj. U muzułmanów
        każdy, kogo stac może mieć do czterech legalnych żon i nałożnic bez ograniczeń.
        Jeszcze nie tak dawno panował tam dobry obyczaj chowania żon wraz z mężem
        niezaleznie od ich samopoczucia, stąd jedna żona drugiej patrzyła na ręce, czy
        aby dobrze dba o ich męża i dzięki temu arabowie żyli długo i szczęsliwie. Czy
        te obyczaje sa miłe Bogu? A komu Pan Bóg dał ropę? Europejczykom?"

        i trudno tym ideom się oprzeć co widać wszem i wokół.
        po co więc ludzie się żenią?
        ulegli ideom czy swojej biologii?
        i mamy w efekcie w naszej cywilizacji przykład paradoksu jednożeństwa
        przeciwnego naturze.
        ludzie sobie jednak z tym paradoksem poradzili.
        wymyślili coś takiego jak miłość
        tylko, że miłość także jest podobno z natury człowieczej.
        łączy czy dzieli małżonków?
        odwieczne spory bez dobrego rozwiązania
        chyba, że mamy na uwadze rozwiązanie zaproponowane przez autora wątku.
        dzieli za życia-łączy po śmierci
        STRASZNA wizja na CAŁĄ WIECZNOŚĆ
        smile))
        • Gość: J.K. I wlasnie za takie mysli Cie lubie, Nutko... IP: *.de / 192.120.171.* 29.01.03, 16:59
          02151711048
          • Gość: J.K. przepraszam... IP: *.de / 192.120.171.* 29.01.03, 17:07
            komputer mi strajkuje...
            To nie byl jakis tajny numer mojego telefonu,
            tylko jakiegos dostawcy czesci do aparatury...

            Pozdraviam.
    • Gość: Piort O MAŁŻEŃSTWIE IP: *.man.polbox.pl 29.01.03, 14:53
      Droga Danutko, chyba jesteś na tyle przytomna, że zauważasz powszechność
      nieprzestrzegania monogamii utożsamianej z monotonią. Kobiety szybciej od
      mężczyzn przestają być atrakcyjne i dla nich związanie partnera prawem jest na
      rękę, ale młodzi mężczyźni i młode kobiety lubia zmieniać partnerów. Starsi,
      ale dobrze usytuowani panowie chętnie otaczają opieką młode, niebrzydkie
      kobiety i to chyba jest dowód na niefizjologicznosc monogamii. To że w naszej
      cywilzacji męzczyźni żyją krócej niż kobiety wynika z walki płci, te modliszki
      ich wykańczają gdy nie mają już z nich pożytku. Mężczyzna, wbrew utartym
      pogladom, jest stworzeniem delikatnym i wrażliwym, łatwo go dobić gdy jest
      osłabiony, a kobieta jest brutalna, gruboskórna i odporna. Na przykład kobieta
      po utracie połowy krwi może przeżyć, a mężczyzna nie. Rozbudowany sytstem
      nerwowy mężczyzn jest wrażliwszy na bodźce niż pojedyńczy zwój kobiecy. No może
      poza wyjątkami jak Ty.
      • Gość: Janusz Re: O MAŁŻEŃSTWIE IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 16:51
        Wcale ciekawa teoria Piortrze. Moze należałoby ja upowszechnić?
        Pozdrawiam

        Janusz
      • d_nutka Re: O MAŁŻEŃSTWIE 29.01.03, 19:23
        Piort napisał:

        Droga Danutko, chyba jesteś na tyle przytomna, że zauważasz powszechność
        nieprzestrzegania monogamii utożsamianej z monotonią. Kobiety szybciej od
        mężczyzn przestają być atrakcyjne i dla nich związanie partnera prawem jest na
        rękę, ale młodzi mężczyźni i młode kobiety lubia zmieniać partnerów. Starsi,
        ale dobrze usytuowani panowie chętnie otaczają opieką młode, niebrzydkie
        kobiety i to chyba jest dowód na niefizjologicznosc monogamii. To że w naszej
        cywilzacji męzczyźni żyją krócej niż kobiety wynika z walki płci, te modliszki
        ich wykańczają gdy nie mają już z nich pożytku. Mężczyzna, wbrew utartym
        pogladom, jest stworzeniem delikatnym i wrażliwym, łatwo go dobić gdy jest
        osłabiony, a kobieta jest brutalna, gruboskórna i odporna. Na przykład kobieta
        po utracie połowy krwi może przeżyć, a mężczyzna nie. Rozbudowany sytstem
        nerwowy mężczyzn jest wrażliwszy na bodźce niż pojedyńczy zwój kobiecy. No może
        poza wyjątkami jak Ty.
        _____________________________________________________________________________

        Piotrze
        Oczywiście, że jestem na tyle przytomna, że ZAUWAŻAM powszechność
        nieprzestrzegania monogamii, i zdradzę ci w tajemnicy( na ucho), że sama
        też...nie lubię monotonii.
        I reszta twojej wypowiedzi jest , niestety, też prawdziwa chociaż to raczej
        młodzi mężczyźni bardziej lubią zmieniać partnerki. Młode kobiety, jak im się
        nie namiesza w głowie, to jednak marzą o miłości do królewicza właśnie, a
        królewicz bywa jednak singelem.
        Ac te modliszki! Czemu z pięknej dziewczyny robi się ropucha ,a nie odwrotnie
        po wielu latach oczywiście!
        A czy ja jestem wyjątkiem? Co najwyżej wrażliwości jedynie co by dowodziło, że
        tych zwojów mam chyba aż dwa!
        D.
        • bykk Re: do Perły 29.01.03, 19:39
          Witaj Perła.
          Nie zawsze tak jest jak piszesz, czasem odwrotnie.
          Smutne, ale prawdziwe.
          pozdrawiam
          hej!
    • Gość: J.K. O malzenstwie, czy o plytach tu jest...? IP: *.de / 192.120.171.* 29.01.03, 16:56
      nagrobnych, rozumie sie...

      Bo jesli chodzi o malzenstwo...

      To ma ono wiele zalet...
      1. Ma sie partnera do rozmow i do klotni...
      2. Niekiedy rowniez sluzaca...
      3. Raczka odpoczywa (naiwnych ostrzegam - nie zawsze...)
      4. Mozna sie rozwiesc...
      5. Mozna miec kochanki...
      6. W zasadzie jest to najlepszy sposob na posiadanie dzieci...

      • Gość: Janusz Re: O malzenstwie, czy o plytach tu jest...? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 17:12
        Gość portalu: J.K. napisał(a):

        > nagrobnych, rozumie sie...
        >
        > Bo jesli chodzi o malzenstwo...
        >
        > To ma ono wiele zalet...
        > 1. Ma sie partnera do rozmow i do klotni...
        > 2. Niekiedy rowniez sluzaca...
        > 3. Raczka odpoczywa (naiwnych ostrzegam - nie zawsze...)
        > 4. Mozna sie rozwiesc...
        > 5. Mozna miec kochanki...
        > 6. W zasadzie jest to najlepszy sposob na posiadanie dzieci...
        >==============
        A jak chcesz sie piwa napić, to kupujesz browar?

        Oczywiście z instytucją małżeństwa zwiazany jestem ponad ćwierć wiekusmile

        Janusz
    • Gość: MISIA Re: cmentarze i krzyze... IP: *.acn.waw.pl 29.01.03, 18:47
      Perła powiedz czy bywałeś przy granicy polsko-ruskiej?
      • Gość: Perła Re: cmentarze i krzyze... IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 20:25
        Gość portalu: MISIA napisał(a):

        > Perła powiedz czy bywałeś przy granicy polsko-ruskiej?

        A dlaczego chcesz to wiedzieć?

        Perła


    • miriamfirst_ Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest 29.01.03, 21:20
      Odwiedzam dzisiaj Twoje wątki Perełko, i ze smutkiem (ale bez przesady)
      konotuję Twoje pełne goryczy słowa o małżeństwie. Pozwól sobie zatem
      powiedzieć, że sa małżeństwa kochające się i szczęśliwe, i w tych związkach nie
      maja tak mężczyźni, jak sugerujesz, że wykończeni przez swoje krwiożercze,
      rozszalałe żony. Zauważyłam, że słowo żona kojarzy Ci się tak cirka ze słowem
      demon.
      A więc są małżeństwa, w których oboje, on i ona, pięknie się różniąc, szanują
      się, miłują nawzajem, kiedy jedno jest chore, to drugie się nim opiekuje, kiedy
      drugie pragnie spokoju to pierwsze nie robi hałasu, nie ma kłótni, nikt na
      nikogo nie napada, nie wykorzystuje, nie opieprza, a jak jest zły humor, to na
      sobie wzajemnie nie wyładowują, jest przyjaźń i porozumienie, i wyobraź sobie,
      że Czas, tej "krawiec kulawy" nie smie przyciąć rozmiarów tej miłości i
      przyjaźni. Trzeba się tylko naprawdę kochać: przyjaźń, szacunek wynikają z
      miłości, o przepraszam to piękne uczucie, przepraszam, że napisałam o Nim z
      małej litery - oczywiście: Miłości.

      Miriamsmile
      • Gość: Perła Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 21:55
        miriamfirst_ napisała:

        > Odwiedzam dzisiaj Twoje wątki Perełko, i ze smutkiem (ale bez przesady)
        > konotuję Twoje pełne goryczy słowa o małżeństwie. Pozwól sobie zatem
        > powiedzieć, że sa małżeństwa kochające się i szczęśliwe, i w tych związkach
        nie
        >
        > maja tak mężczyźni, jak sugerujesz, że wykończeni przez swoje krwiożercze,
        > rozszalałe żony. Zauważyłam, że słowo żona kojarzy Ci się tak cirka ze słowem
        > demon.
        > A więc są małżeństwa, w których oboje, on i ona, pięknie się różniąc, szanują
        > się, miłują nawzajem, kiedy jedno jest chore, to drugie się nim opiekuje,
        kiedy
        >
        > drugie pragnie spokoju to pierwsze nie robi hałasu, nie ma kłótni, nikt na
        > nikogo nie napada, nie wykorzystuje, nie opieprza, a jak jest zły humor, to
        na
        > sobie wzajemnie nie wyładowują, jest przyjaźń i porozumienie, i wyobraź
        sobie,
        > że Czas, tej "krawiec kulawy" nie smie przyciąć rozmiarów tej miłości i
        > przyjaźni. Trzeba się tylko naprawdę kochać: przyjaźń, szacunek wynikają z
        > miłości, o przepraszam to piękne uczucie, przepraszam, że napisałam o Nim z
        > małej litery - oczywiście: Miłości.
        >
        > Miriamsmile

        Ależ Miriam, jakie słowa goryczy, jaki demon? To tylko obserwacja wycinka
        rzeczywistości była. Osiem grobów, ośmiu nieboszczyków, osiem wdów, i rozmowy,
        że dobrymi ludźmi byli.
        A Miłość? Każdy o niej marzy, a nie każdy ma ją. Bo umyka naszej percepcji, bo
        boimy czasami się jej. Poza tym Miłość podlega zmianom, ciagle narasta. Po
        śmierci umiłowanego szczególnie.

        Perła
        • miriamfirst_ Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest 29.01.03, 22:25
          Gość portalu: Perła napisał(a):

          > miriamfirst_ napisała:
          >
          > > Odwiedzam dzisiaj Twoje wątki Perełko, i ze smutkiem (ale bez przesady)
          > > konotuję Twoje pełne goryczy słowa o małżeństwie. Pozwól sobie zatem
          > > powiedzieć, że sa małżeństwa kochające się i szczęśliwe, i w tych związkac
          > h
          > nie
          > >
          > > maja tak mężczyźni, jak sugerujesz, że wykończeni przez swoje krwiożercze,
          >
          > > rozszalałe żony. Zauważyłam, że słowo żona kojarzy Ci się tak cirka ze sło
          > wem
          > > demon.
          > > A więc są małżeństwa, w których oboje, on i ona, pięknie się różniąc, szan
          > ują
          > > się, miłują nawzajem, kiedy jedno jest chore, to drugie się nim opiekuje,
          > kiedy
          > >
          > > drugie pragnie spokoju to pierwsze nie robi hałasu, nie ma kłótni, nikt na
          >
          > > nikogo nie napada, nie wykorzystuje, nie opieprza, a jak jest zły humor, t
          > o
          > na
          > > sobie wzajemnie nie wyładowują, jest przyjaźń i porozumienie, i wyobraź
          > sobie,
          > > że Czas, tej "krawiec kulawy" nie smie przyciąć rozmiarów tej miłości i
          > > przyjaźni. Trzeba się tylko naprawdę kochać: przyjaźń, szacunek wynikają z
          >
          > > miłości, o przepraszam to piękne uczucie, przepraszam, że napisałam o Nim
          > z
          > > małej litery - oczywiście: Miłości.
          > >
          > > Miriamsmile
          >
          Ależ Miriam, jakie słowa goryczy, jaki demon? To tylko obserwacja wycinka
          rzeczywistości była. Osiem grobów, ośmiu nieboszczyków, osiem wdów, i rozmowy,
          że dobrymi ludźmi byli.
          A Miłość? Każdy o niej marzy, a nie każdy ma ją. Bo umyka naszej percepcji, bo
          boimy czasami się jej. Poza tym Miłość podlega zmianom, ciagle narasta. Po
          śmierci umiłowanego szczególnie.

          > Perła

          Znowu szyderstwosmile)
          Wiesz, że kilkoro sposród moich Najdroższych - odeszło. Nie spostrzegłam, żebym
          ich bardziej lu mniej kochała. jedynym nowym uczuciem, zwiększonym to tęsknota.
          Bardzo się tęskni.
          Kochałam ich najbardziej jak umiałam, albo sie kogoś kocha albo nie, nie
          można "mniej kochać" albo "bardziej kochać". To tak jak nie może być większej
          lub mniejszej połowysmile) Więc albo sie kocha albo nie kocha. Nie ma innej
          alternatywy. Strach przed Miłością? To jakiś absurd. Miłośc to Dobro - czy
          można bać się dobra? O Miłości pisze Eklezjasta, nic dodać nic ująć. Jeśli się
          tak nie czuje, to się kogoś nie kocha. I nie pisz mi, że tamto to poezja i tak
          się w życiu nie przytrafia. "Umyka naszej percepcji"? Bez sensu. A pisząc już
          naprawdę prosto z mostu, jak Majakowski: jeśli kogos kochasz, to zrobisz temu
          komuś obiad i jesteś szczęśliwy, w siódmym niebie. Capisci?

          Pozdro!

          Miriamsmile
          • Gość: Perła Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 22:32
            miriamfirst_ napisała:

            > Gość portalu: Perła napisał(a):
            >
            > > miriamfirst_ napisała:
            > >
            > > > Odwiedzam dzisiaj Twoje wątki Perełko, i ze smutkiem (ale bez przesad
            > y)
            > > > konotuję Twoje pełne goryczy słowa o małżeństwie. Pozwól sobie zatem
            > > > powiedzieć, że sa małżeństwa kochające się i szczęśliwe, i w tych zwi
            > ązkac
            > > h
            > > nie
            > > >
            > > > maja tak mężczyźni, jak sugerujesz, że wykończeni przez swoje krwioże
            > rcze,
            > >
            > > > rozszalałe żony. Zauważyłam, że słowo żona kojarzy Ci się tak cirka z
            > e sło
            > > wem
            > > > demon.
            > > > A więc są małżeństwa, w których oboje, on i ona, pięknie się różniąc,
            > szan
            > > ują
            > > > się, miłują nawzajem, kiedy jedno jest chore, to drugie się nim opiek
            > uje,
            > > kiedy
            > > >
            > > > drugie pragnie spokoju to pierwsze nie robi hałasu, nie ma kłótni, ni
            > kt na
            > >
            > > > nikogo nie napada, nie wykorzystuje, nie opieprza, a jak jest zły hum
            > or, t
            > > o
            > > na
            > > > sobie wzajemnie nie wyładowują, jest przyjaźń i porozumienie, i wyobr
            > aź
            > > sobie,
            > > > że Czas, tej "krawiec kulawy" nie smie przyciąć rozmiarów tej miłości
            > i
            > > > przyjaźni. Trzeba się tylko naprawdę kochać: przyjaźń, szacunek wynik
            > ają z
            > >
            > > > miłości, o przepraszam to piękne uczucie, przepraszam, że napisałam o
            > Nim
            > > z
            > > > małej litery - oczywiście: Miłości.
            > > >
            > > > Miriamsmile
            > >
            > Ależ Miriam, jakie słowa goryczy, jaki demon? To tylko obserwacja wycinka
            > rzeczywistości była. Osiem grobów, ośmiu nieboszczyków, osiem wdów, i
            rozmowy,
            >
            > że dobrymi ludźmi byli.
            > A Miłość? Każdy o niej marzy, a nie każdy ma ją. Bo umyka naszej percepcji,
            bo
            >
            > boimy czasami się jej. Poza tym Miłość podlega zmianom, ciagle narasta. Po
            > śmierci umiłowanego szczególnie.
            >
            > > Perła
            >
            > Znowu szyderstwosmile)
            > Wiesz, że kilkoro sposród moich Najdroższych - odeszło. Nie spostrzegłam,
            żebym
            >
            > ich bardziej lu mniej kochała. jedynym nowym uczuciem, zwiększonym to
            tęsknota.
            >
            > Bardzo się tęskni.
            > Kochałam ich najbardziej jak umiałam, albo sie kogoś kocha albo nie, nie
            > można "mniej kochać" albo "bardziej kochać". To tak jak nie może być większej
            > lub mniejszej połowysmile) Więc albo sie kocha albo nie kocha. Nie ma innej
            > alternatywy. Strach przed Miłością? To jakiś absurd. Miłośc to Dobro - czy
            > można bać się dobra? O Miłości pisze Eklezjasta, nic dodać nic ująć. Jeśli
            się
            > tak nie czuje, to się kogoś nie kocha. I nie pisz mi, że tamto to poezja i
            tak
            > się w życiu nie przytrafia. "Umyka naszej percepcji"? Bez sensu. A pisząc już
            > naprawdę prosto z mostu, jak Majakowski: jeśli kogos kochasz, to zrobisz temu
            > komuś obiad i jesteś szczęśliwy, w siódmym niebie. Capisci?
            >
            > Pozdro!
            >
            > Miriamsmile

            Capisco. Teraz już wiem dlaczego Twoje obiady takie dobre są. Uważaj Miriam z
            tym gotowaniem, bo Cię Anieli żywcem do nieba porwą. Siódmego oczywiście.

            Perła
            • miriamfirst_ Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest 29.01.03, 22:44
              Gość portalu: Perła napisał(a):

              > miriamfirst_ napisała:
              >
              > > Gość portalu: Perła napisał(a):
              > >
              > > > miriamfirst_ napisała:
              > > >
              > > > > Odwiedzam dzisiaj Twoje wątki Perełko, i ze smutkiem (ale bez pr
              > zesad
              > > y)
              > > > > konotuję Twoje pełne goryczy słowa o małżeństwie. Pozwól sobie z
              > atem
              > > > > powiedzieć, że sa małżeństwa kochające się i szczęśliwe, i w tyc
              > h zwi
              > > ązkac
              > > > h
              > > > nie
              > > > >
              > > > > maja tak mężczyźni, jak sugerujesz, że wykończeni przez swoje kr
              > wioże
              > > rcze,
              > > >
              > > > > rozszalałe żony. Zauważyłam, że słowo żona kojarzy Ci się tak ci
              > rka z
              > > e sło
              > > > wem
              > > > > demon.
              > > > > A więc są małżeństwa, w których oboje, on i ona, pięknie się róż
              > niąc,
              > > szan
              > > > ują
              > > > > się, miłują nawzajem, kiedy jedno jest chore, to drugie się nim
              > opiek
              > > uje,
              > > > kiedy
              > > > >
              > > > > drugie pragnie spokoju to pierwsze nie robi hałasu, nie ma kłótn
              > i, ni
              > > kt na
              > > >
              > > > > nikogo nie napada, nie wykorzystuje, nie opieprza, a jak jest zł
              > y hum
              > > or, t
              > > > o
              > > > na
              > > > > sobie wzajemnie nie wyładowują, jest przyjaźń i porozumienie, i
              > wyobr
              > > aź
              > > > sobie,
              > > > > że Czas, tej "krawiec kulawy" nie smie przyciąć rozmiarów tej mi
              > łości
              > > i
              > > > > przyjaźni. Trzeba się tylko naprawdę kochać: przyjaźń, szacunek
              > wynik
              > > ają z
              > > >
              > > > > miłości, o przepraszam to piękne uczucie, przepraszam, że napisa
              > łam o
              > > Nim
              > > > z
              > > > > małej litery - oczywiście: Miłości.
              > > > >
              > > > > Miriamsmile
              > > >
              > > Ależ Miriam, jakie słowa goryczy, jaki demon? To tylko obserwacja wycinka
              >
              > > rzeczywistości była. Osiem grobów, ośmiu nieboszczyków, osiem wdów, i
              > rozmowy,
              > >
              > > że dobrymi ludźmi byli.
              > > A Miłość? Każdy o niej marzy, a nie każdy ma ją. Bo umyka naszej percepcj
              > i,
              > bo
              > >
              > > boimy czasami się jej. Poza tym Miłość podlega zmianom, ciagle narasta. P
              > o
              > > śmierci umiłowanego szczególnie.
              > >
              > > > Perła
              > >
              > > Znowu szyderstwosmile)
              > > Wiesz, że kilkoro sposród moich Najdroższych - odeszło. Nie spostrzegłam,
              > żebym
              > >
              > > ich bardziej lu mniej kochała. jedynym nowym uczuciem, zwiększonym to
              > tęsknota.
              > >
              > > Bardzo się tęskni.
              > > Kochałam ich najbardziej jak umiałam, albo sie kogoś kocha albo nie, nie
              > > można "mniej kochać" albo "bardziej kochać". To tak jak nie może być więks
              > zej
              > > lub mniejszej połowysmile) Więc albo sie kocha albo nie kocha. Nie ma innej
              > > alternatywy. Strach przed Miłością? To jakiś absurd. Miłośc to Dobro - czy
              >
              > > można bać się dobra? O Miłości pisze Eklezjasta, nic dodać nic ująć. Jeśli
              >
              > się
              > > tak nie czuje, to się kogoś nie kocha. I nie pisz mi, że tamto to poezja i
              >
              > tak
              > > się w życiu nie przytrafia. "Umyka naszej percepcji"? Bez sensu. A pisząc
              > już
              > > naprawdę prosto z mostu, jak Majakowski: jeśli kogos kochasz, to zrobisz t
              > emu
              > > komuś obiad i jesteś szczęśliwy, w siódmym niebie. Capisci?
              > >
              > > Pozdro!
              > >
              > > Miriamsmile
              >
              > Capisco. Teraz już wiem dlaczego Twoje obiady takie dobre są. Uważaj Miriam z
              > tym gotowaniem, bo Cię Anieli żywcem do nieba porwą. Siódmego oczywiście.
              >
              > Perła

              Heh! A Ty uważaj, żeby Cię własna zółć nie zalała. Liczba mnoga uczyniona z
              obiadu jest niepotrzebna. A smakowało, bo po prostu dobrze gotuję i to wszystko
              w tym, akurat tym obiadowym przypadku. Wyciaganie zbyt daleko idących wniosków
              jest niebezpieczne. A jeszcze gdy po wyciagnięciu takiego wnioskasmile doprawia
              się go ironią, że niby Miriam, i ona tenteges, we mnie niby, heh, a ja tutaj
              patrzta ludzie, jaki jestem luzacha, nooo, to już świadczy o piszącym, że pani
              Frustracja wzięła go w objęcia, delikatnie mówiąc. Wyrazy. Współczucia.

              Miriamsmile)
              • Gość: Perła Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 23:47
                miriamfirst_ napisała:

                >
                > Heh! A Ty uważaj, żeby Cię własna zółć nie zalała. Liczba mnoga uczyniona z
                > obiadu jest niepotrzebna. A smakowało, bo po prostu dobrze gotuję i to
                wszystko
                >
                > w tym, akurat tym obiadowym przypadku. Wyciaganie zbyt daleko idących
                wniosków
                > jest niebezpieczne. A jeszcze gdy po wyciagnięciu takiego wnioskasmile doprawia
                > się go ironią, że niby Miriam, i ona tenteges, we mnie niby, heh, a ja tutaj
                > patrzta ludzie, jaki jestem luzacha, nooo, to już świadczy o piszącym, że
                pani
                > Frustracja wzięła go w objęcia, delikatnie mówiąc. Wyrazy. Współczucia.
                >
                > Miriamsmile)

                Rzeczywiście, wyrazy, wspóczucia szczególnie. A w objęcia to ja biorę, nawet
                flustracje, której nota bene nie znam z autopsji. Ale co mi tam. A co do
                luzactwa, to Wiesz Miriam najlepiej, że w moim przypadku roztargnienie to
                najwyżej jest. A nigdy zła wola, tudzież tanie występy sceniczne dla tanich
                biletów do tego. Dlatego - Wyrazy. Współczucia.

                Perła
                • miriamfirst_ Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest 29.01.03, 23:54
                  Gość portalu: Perła napisał(a):

                  > miriamfirst_ napisała:
                  >
                  > >
                  > > Heh! A Ty uważaj, żeby Cię własna zółć nie zalała. Liczba mnoga uczyniona
                  > z
                  > > obiadu jest niepotrzebna. A smakowało, bo po prostu dobrze gotuję i to
                  > wszystko
                  > >
                  > > w tym, akurat tym obiadowym przypadku. Wyciaganie zbyt daleko idących
                  > wniosków
                  > > jest niebezpieczne. A jeszcze gdy po wyciagnięciu takiego wnioskasmile dopraw
                  > ia
                  > > się go ironią, że niby Miriam, i ona tenteges, we mnie niby, heh, a ja tut
                  > aj
                  > > patrzta ludzie, jaki jestem luzacha, nooo, to już świadczy o piszącym, że
                  > pani
                  > > Frustracja wzięła go w objęcia, delikatnie mówiąc. Wyrazy. Współczucia.
                  > >
                  > > Miriamsmile)
                  >
                  > Rzeczywiście, wyrazy, wspóczucia szczególnie. A w objęcia to ja biorę, nawet
                  > flustracje, której nota bene nie znam z autopsji. Ale co mi tam. A co do
                  > luzactwa, to Wiesz Miriam najlepiej, że w moim przypadku roztargnienie to
                  > najwyżej jest. A nigdy zła wola, tudzież tanie występy sceniczne dla tanich
                  > biletów do tego. Dlatego - Wyrazy. Współczucia.
                  >
                  > Perła

                  Nie będę odbijać tej piłeczki ze słów. Przykrych dla mnie. W obydwu postach.
                  Dlaczego? Kto zgadnie, że mogłabym, ale... nie chcę po prostu.

                  M.,
                  • miriamfirst_ Perła 30.01.03, 00:37

                    Właśnie Ci Anieli zainterweniowali, co mieli mnie porwać do nieba. Siódmego
                    oczywiście. Perła! Wkurzyłes mnie goryczą w moim ulubionym temacie, no!
                    Nie przyjmuje kondolencyj. Przyjmuję usmiech.
                    Przesyłam Ci całuski na Nowy Dzień. (bez dwóch rybich łuseksmile)
                    "To co, nie smsujemy się dzisiaj?" - pamiętasz?

                    Miriam

                    • Gość: Perła Miriam IP: *.zamosc.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 00:56
                      miriamfirst_ napisała:

                      >
                      > Właśnie Ci Anieli zainterweniowali, co mieli mnie porwać do nieba. Siódmego
                      > oczywiście. Perła! Wkurzyłes mnie goryczą w moim ulubionym temacie, no!
                      > Nie przyjmuje kondolencyj. Przyjmuję usmiech.
                      > Przesyłam Ci całuski na Nowy Dzień. (bez dwóch rybich łuseksmile)
                      > "To co, nie smsujemy się dzisiaj?" - pamiętasz?
                      >
                      > Miriam
                      >

                      Pewnie, że pamiętam Kochanie. Wtedy na Roztoczu byłem a Ty deszczowe preludium
                      słuchałaś z Rivką. A potem już byliśmy u Kapitana Portu, i sny mieliśmy, i
                      obrażono na nas się. Bezpodstawnie do tego.
                      "A więc rękę mi daj i spotkajmy kiedyś się" zaśpiewał Ci K. Cugowski tu na
                      Roztoczu. Ode mnie oczywiście, mimo, że to on śpiewał.
                      Bo ta sama krew w nas jest. O czym w Nałęczowie dowiedzieliśmy się. Życie
                      tajemnicą jest, a przyszłość wielką tajemnicą jest.

                      Perła
                      • miriamfirst_ Re: Perła 30.01.03, 13:10
                        Gość portalu: Perła napisał(a):

                        > miriamfirst_ napisała:
                        >
                        > >
                        > > Właśnie Ci Anieli zainterweniowali, co mieli mnie porwać do nieba. Siódmeg
                        > o
                        > > oczywiście. Perła! Wkurzyłes mnie goryczą w moim ulubionym temacie, no!
                        > > Nie przyjmuje kondolencyj. Przyjmuję usmiech.
                        > > Przesyłam Ci całuski na Nowy Dzień. (bez dwóch rybich łuseksmile)
                        > > "To co, nie smsujemy się dzisiaj?" - pamiętasz?
                        > >
                        > > Miriam
                        > >
                        >
                        > Pewnie, że pamiętam Kochanie. Wtedy na Roztoczu byłem a Ty deszczowe
                        preludium
                        > słuchałaś z Rivką. A potem już byliśmy u Kapitana Portu, i sny mieliśmy, i
                        > obrażono na nas się. Bezpodstawnie do tego.
                        > "A więc rękę mi daj i spotkajmy kiedyś się" zaśpiewał Ci K. Cugowski tu na
                        > Roztoczu. Ode mnie oczywiście, mimo, że to on śpiewał.
                        > Bo ta sama krew w nas jest. O czym w Nałęczowie dowiedzieliśmy się. Życie
                        > tajemnicą jest, a przyszłość wielką tajemnicą jest.
                        >
                        > Perła

                        To my mamy przyszłość! Perła, ten post jest wart sto tysięcy, no co najmniej
                        sześciesiątsmile Ile mi przeznaczasz na ten interes?

                        Miriamsmile
    • d_nutka Re: o MAŁŻEŃSTWIE jest**********dla Panów 30.01.03, 14:41
      jesli nie małżeństwo to...

      dla kogo budować dom?

      dla kogo posadzić drzewo?

      po co płodzić syna?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka