Gość: +++IGNORANT
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
15.02.03, 16:24
Zimy stulecia w PRL
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1111400&KAT=1292
Polska Gierka
W latach 1963 i 1979 całą Europę, w tym Polskę, nawiedziły rekordowe opady
śniegu i mrozy. W nocy z 28 lutego na 1 marca 1963 roku w Lubaczowie
odnotowano temperaturę -39 stopni. Stanęła komunikacja. Połączenia
telefoniczne zostały przerwane. Mróz sparaliżował także władze, które nie
były w stanie zaradzić katastrofalnej sytuacji w kraju.
BARTŁOMIEJ GRUDNIK 2003-02-14
Podstawowym źródłem energii w Polsce był wówczas węgiel kamienny. W 1963
roku wytwarzano z niego 95 proc. energii, niemal cała kolej posługiwała się
lokomotywami węglowymi. Dopiero w latach siedemdziesiątych rozpoczęto na
większą skalę wydobycie węgla brunatnego i zelektryfikowano 28 proc. linii
kolejowych. Kiedy zimą 1963 i 1979 roku Polska została zasypana grubą warstwą
śniegu i skuta mrozem, w samym szczycie sezonu grzewczego okazało się, że
węgla brakuje. Dla przykładu, dla całego Łódzkiego na styczeń i luty
przewidziano ok. 33 tys. t. węgla, podczas gdy realne potrzeby były
czterokrotnie większe. Deficytu cennego surowca nie zlikwidowała ani
śrubowanie wydobycia, ani nawet drastyczne ograniczenie eksportu do ZSRR.
Górnicy pracując na trzy zmiany wydobywali ponad 600 tys. t. węgla dziennie,
ale osiągnięcie większej wydajności utrudniała zła organizacja pracy,
brakowało bowiem piasku niezbędnego do wypełniania wyrobisk. Do piaskowni
prosto spod ziemi kierowano skrajnie zmęczonych górników, aby rozkuwali
zamarznięty na kamień surowiec, ale w ten sposób nie miał kto z kolei
pracować na przodku.
Zatłoczone tramwaje były wątpliwym schronieniem przed zamiecią
Jednocześnie trudne warunki pogodowe utrudniały transport strategicznego
surowca. W lutym 1963 roku prawie 200 lokomotyw zabrano z normalnej pracy do
obsługi pługów kolejowych i pociągów "śniegowych". Brakowało też węgla dla
parowozów. W efekcie wydobyty węgiel trafiał na hałdy, a to prowadziło do
przerwania wydobycia, bowiem nie było gdzie składować bieżącego urobku. Przy
tym kiedy węgiel zalegał na hałdach zbyt długo, zdarzało się, że zamarzał,
tak jak w warszawskiej elektrociepłowni Siekierki, gdzie rozważano
rozkruszanie go dynamitem. Powstawało błędne koło.
Wojna będzie! Węgiel przywieźli!
Brak węgla najbardziej dotykał indywidualnych odbiorców. W styczniu 1963 roku
w połowie mieszkań w Warszawie temperatura nie przekraczała +14 stopni.
Zdesperowani z powodu zimna mieszkańcy Kalisza okupowali budynek Rady
Narodowej, żądając wznowienia sprzedaży węgla. W Poznaniu, aby się ogrzać,
matki przesiadywały z małymi dziećmi w urzędach. W niedogrzanych,
nieszczelnych mieszkaniach dawało o sobie znać brakoróbstwo socjalistycznego
budownictwa. Nieotynkowane budynki nie tylko gorzej chroniły przed zimnem,
ale także szybciej niszczały narażone na bezpośrednie działanie śniegu i
mrozu. Szczególnie cierpieli mieszkańcy wieżowców, których częste podczas zim
stulecia wyłączenia prądu pozbawiały nie tylko światła, ale przede wszystkim
wody i centralnego ogrzewania. Od siarczystego mrozu pękały instalacje
wodociągowe i centralnego ogrzewania, a także kaloryfery i rury na klatkach
schodowych. W 1979 roku stwierdzono 3200 takich awarii na warszawskiej Woli i
1106 na Żoliborzu! Mieszkańcy ratowali się przed zimnem, ogrzewając
mieszkania piecykami elektrycznymi, co powodowało przeciążenie sieci
energetycznej, awarie i pożary. W 1963 roku pękł w okolicach Radomia
centralny gazociąg dostarczający gaz z ZSRR.
Zapasy węgla w ciepłowniach wyczerpywały się błyskawicznie, a nowe dostawy,
mimo pierwszeństwa w transporcie, przychodziły bardzo nieregularnie.
Katastrofalną sytuację pogłębiał chaos organizacyjny. W styczniu 1963 roku
nie można było np. wykorzystać ciepła produkowanego przez nowo wybudowaną
stołeczną elektrociepłownię Siekierki, bo brakowało rur niezbędnych do
podłączenia jej do sieci cieplnej. Z powodu niedogrzania zamykano teatry,
kina, muzea, biblioteki, ośrodki wypoczynkowe FWP, kawiarnie i szkoły. Za
wszelką cenę starano się zachować normalne warunki w szpitalach. Zdarzały się
jednak nieprzewidziane wypadki, jak w Klinice Ginekologiczno-Położniczej na
pl. Starynkiewicza w Warszawie, gdzie po zalaniu kotłowni wskutek awarii
temperatura spadła do zera. Stołecznej Akademii Medycznej przy ul. Banacha
groziła ewakuacja, temperatura wewnątrz wynosiła tam bowiem +10 stopni.
W 1963 roku szczególnie tragiczna była sytuacja we wsiach i małych
miasteczkach. Na wsi wycinano na opał drzewa w okolicznych lasach, a w
miastach z parków. Narastało niezadowolenie społeczne. Robotnicy stacji
kolejowej Lipia Góra na linii Herby-Gdynia oświadczyli, że jeśli w ciągu
najbliższych dni nie otrzymają deputatu węglowego - nie podejmą pracy.
Podobne żądania pojawiły się w niektórych kopalniach. Coraz częściej
dochodziło do kradzieży i spekulacji węglem.
Bez prądu
Brak węgla pociągał za sobą niedobór energii elektrycznej. Według materiałów
KC PZPR 16 stycznia 1963 roku 19 z 31 polskich elektrowni dysponowało
zapasami surowca nie większymi niż na trzy dni, a jedna została już
wyłączona. Ubytek mocy dla całego kraju w szczycie wieczornym 15 stycznia
wyniósł 812 MW. Energetykę nękały też częste awarie sieci spowodowane
przeciążeniem (dogrzewanie mieszkań) i mrozami. Szczególnie ciężka sytuacja
panowała na północnym wschodzie kraju, który musiano zasilać energią z
Białorusi.
Środki masowego przekazu apelowały o ograniczenie zużycia energii i
wskazywanie tych, którzy ją marnotrawią. 6 lutego 1963 roku warszawska Rada
Narodowa zwróciła się do mieszkańców stolicy o ograniczenie oświetlenia
mieszkań i miejsc pracy, oszczędzanie koksu i węgla, nieużywanie w czasie
porannego i wieczornego szczytu piecyków elektrycznych, lodówek, pralek i
żelazek. W sklepach dostępne były jednak tylko żarówki studwudziestowatowe,
brakowało zaś "sześćdziesiątek". Wprowadzano czasowe wyłączenia prądu w
mieszkaniach i zrezygnowano z oświetlania części ulic. W 1963 roku w ramach
oszczędności przesunięto nawet na miesiąc rozpoczęcie programu telewizyjnego
na godz. 19.30. Z racji częstych wyłączeń prądu ludzie zaczęli masowo kupować
świece, więc i tych wkrótce zaczęło brakować. Rozważano zastąpienie ich
lampami naftowymi, mało kto jednak dysponował nimi w miastach, a ponadto
wymagałoby to sprawnej dystrybucji nafty.
Wyślij ten link znajomemu
strona do druku
1 | 2 następne »